Randyzm – zgubna ideologia wyznawana przez JKM i jego zwolenników

Jeśli jesteś przeciwnikiem socjalizmu (tak jak ja) i popierasz Janusza Korwina Mikke i jego postulaty proponuję, abyś lepiej posłuchał(a) co mówi o libertarianizmie prof. Mirosław Dakowski. Libertarianie swoje poglądy na państwo wywodzą z „biblii” libertariańskiej, tj. powieści Ayn Rand pt. „Atlas zbuntowany”. Według Rand państwo to  wróg przedsiębiorczości i nie powinno w ogóle ingerować w tzw. wolny rynek. Według tej filozofii wielkie koncerny są dobre, wielcy biznesmeni to właśnie tytułowi „Atlasi”, a zwykli ludzie tacy jak my to „roszczeniowa hołota”, którą ci „Atlasi” muszą utrzymywać. Według tej filozofii wszystko powinno być prywatne i wygrywa ten kto jest silniejszy – takie ekonomiczne prawo dżungli. To najlepsza droga do tego, aby wielkie zagraniczne koncerny mające ogromne kapitały całkowicie zdominowały świat i zupełnie wyeliminowały konkurencję i zdobyły monopol. Czy takiego świata chcecie wolnościowcy? Czy to nie będzie przypadkiem niewolnictwo?

Ideologia skrajnego liberalizmu gospodarczego zwana randyzmem, wyznawana przez Janusza Korwina Mikke i członków jego partii (teraz  nazywa się „Wolność” jeśli dobrze pamiętam) opiera się na fałszu. Według randystów to, że duże firmy (koncerny) odniosły sukces jest spowodowane tym, że były najlepsze i wygrały konkurencję z innymi podmiotami na rynku i przejęły jego znaczną część. Często kilka koncernów kontroluje prawie cały rynek z danej branży. Według randystów to nic złego i nie widzą w tym zagrożenia.

A jak to wyglądało naprawdę? Wcale nie tak jak twierdzą randyści. Otóż wiele koncernów rozwinęło się znacznie i zmonopolizowało światowe rynki w swoich branżach po II wojnie światowej i nie miało to wiele albo i nic wspólnego z wygraniem rywalizacji z innymi podmiotami z branży. Te konkurencyjne wobec nich podmioty zostały po prostu sztucznie wyeliminowane. W jaki sposób? Opisuje to dobrze w swoich trzech książkach Anthony C. Sutton („Wall Street i Hitler”, „Wall Street i rewolucja bolszewicka”, „Wall Street i Roosevelt” – dwie pierwsze streściłem u siebie na blogu w dziale LEKTURY – zachęcam do przeczytania tak streszczenia jak i samych książek). W dużym skrócie – po wojnie w USA wdrożono nowy plan gospodarczy tzw. New Deal Roosevelta (przygotowany przez amerykańskich przemysłowców, a firmowany przez Roosevelta). Plan ten był bardzo socjalistyczny i bardzo podobny do wcześniejszego planu gospodarczego Hitlera w III Rzeszy. Polegał on na tym, że państwo zezwalało na produkcję określonych towarów tylko tym podmiotom, które uzyskały od państwa koncesję. A koncesję zdobywały duże firmy. Małe nie miały szans, bowiem albo wymagania były bardzo restrykcyjne i niemożliwe dla nich do spełnienia albo wręcz były takie, że spełniała je tylko jedna duża firma X. Tylko firmy z koncesjami mogły produkować i sprzedawać dane towary na rynku. W ten sposób koncerny wyeliminowały konkurencję bez rywalizacji. Duzi stali się jeszcze więksi, a mali upadli.
To samo stało się też w Europie Zachodniej. Nastały tam socjalistyczne rządy, które działały tak samo uchwalając prawo pod dyktando koncernów, eliminując ich konkurencję bez walki.

Zatem nie jest prawdą jak twierdzą randyści, że koncerny zdobyły większość udziału w rynku bo były najlepsze. Pozbyły się konkurencji w sposób nieuczciwy, niemający nic wspólnego z wolnym rynkiem. Dorobiły się dzięki socjalizmowi, którzy randyści tak bohatersko zwalczają. Skoro więc wcześniej państwo wyeliminowało ich konkurentów, to teraz to samo państwo jeśli ma działać dla dobra obywateli musi interweniować i wprowadzić takie prawo, które ograniczy potęgę koncernów i umożliwi działanie małym i średnim przedsiębiorcom, które te koncerny niszczą na wiele sposobów (jak np. sieci hipermarketów, które biorą ogromne ilości żywności od producentów z wielkich przemysłowych farm czym wykańczają naszych rodzimych rolników, gdyż ci wobec przejęcia większości rynku przez hipermarkety mają bardzo małą alternatywę sprzedaży swoich towarów i muszą się zgadzać na dyktat cenowy hipermarketów).

Państwo powinno jak najmniej ingerować w życie ludzi, powinno ustanowić podatki proste i niskie, ale nie może wszystko być prywatne  i zostawione „niewidzialnej ręce rynku”. Zasoby strategiczne takie jak surowce czy żywność nie powinny być sprywatyzowane i oddane koncernom. Zyski z nich są własnością narodu, a nie jakichś zagranicznych obcych koncernów. A żywność decyduje o zdrowiu narodu. Żywność z hipermarketów to chemiczny syf, który jest tani, ale nas powoli zabija.