Wywiad z naukowcem na temat tzw. pandemii

Wywiad polskiej biolog Elżbiety Wierzchowskiej, obecnie niezależnej dziennikarki z naukowcem dr. Stefano Montanari. Na początku Pani Elżbieta przedstawia w skrócie dorobek naukowy doktora Montanariego. Rozmowa dotyczy tego co jest związane z tzw. pandemią COVID-19. W szczególności jest w tym wywiadzie mowa o sytuacji w Lombardii, o szczepieniach oraz o maseczkach – brak dowodów naukowych na to, że zabezpieczają one przed wirusami oraz że są one bardzo szkodliwe nie tylko z powodu gromadzenia się na nich wielu szkodliwych patogenów, ale przede wszystkim powodowanie niedotlenienia organizmu, co przy noszeniu maski codziennie przez wiele godzin może doprowadzić do problemów neurologicznych czy powstania nowotworu po pewnym czasie.
Doktor Montanari mówi bardzo niewygodne rzeczy dla syjonistycznego światowego reżimu. Film może wkrótce zostać usunięty z You Tube. Dlatego proszę o oglądanie, rozpowszechnianie dalej i ściąganie na swój dysk.

https://www.youtube.com/watch?v=ApYH5OOa7Kc&feature=youtu.be

Totalny burdel prawny, czyli III RP w całej okazałości

W poniższym filmie prawnik przedstawia jak wygląda na dziś dzień stan prawny odnośnie nakazu zasłaniania ust i nosa. Otóż weszła wczoraj nowa ustawa, ale rozporządzenie jakie obowiązuje (od 26.11) wydane jest na podstawie poprzedniej ustawy o zwalczaniu epidemii i chorób zakaźnych (z 2008 r.), która już nie obowiązuje. Mamy zatem ustawę bez rozporządzenia i rozporządzenie bez ustawy. Krótko mówiąc można te nakazy dalej olewać.

Aktualizacja: 2.12.2020 r. wydane zostało nowe rozporządzenie zastępujące to z 27.11.2020 r. Powołuje się ono już na nowy 13 punkt art. 46 b znowelizowanej ustawy o zwalczaniu epidemii i chorób zakaźnych. Sytuacja jest więc teraz taka, że rozporządzenie i ustawa na podstawie której je wydano są zgodne. Obowiązek maseczkowy, a ściślej mówiąc obowiązek zasłaniania ust i nosa jest teraz legalny. Tak naprawdę jednak ustawa i rozporządzenie są sprzeczne z art. 39 Konstytucji z 1997 r. który mówi, że nikt nie może być poddawany eksperymentom medycznym bez dobrowolnie wyrażonej zgody. Zasłanianie ust i nosa maseczką czy czymś innym, zwłaszcza codziennie przez wiele godzin jest eksperymentem medycznym, bowiem nie wiadomo jakie skutki dla zdrowia to wywoła, a na pewno nie będą one pozytywne, bowiem takie coś powoduje, że oddychamy wydychanym powietrzem i wdychamy z powrotem wydychany dwutlenek węgla. Poza tym na maseczce gromadzą się wydalane przez nas różne bakterie czy grzyby, których organizm się pozbywa. Gromadzą się one na maseczce, chuście czy czym innym i do tego gromadzi się tam też wilgoć z naszego oddechu. To wszystko jest mocno szkodliwe dla zdrowia choć nie odczujemy tego w ciągu paru dni czy tygodni.
Oprócz tego ten maseczkowy nakaz jest niezgodny z art. 68 ust. 1 Konstytucji RP z 1997 r. który mówi, że każdy ma prawo do ochrony zdrowia. Konstytucja nie definiuje co należy rozumieć pod pojęciem ochrony zdrowia. Kolejne ustępy tego artykułu odnoszą się do systemu państwowej ochrony zdrowia. Jednak można to przecież także rozumieć też tak, że każdy z nas ma prawo do ochrony własnego zdrowia we własnym zakresie. A skoro tak to odmowa zasłaniania ust i nosa jest korzystaniem z naszego konstytucyjnego prawa do ochrony naszego zdrowia. Noszenie maseczki czy innego kawałka materiału na twarzy jest bowiem szkodliwe i to dość łatwo udowodnić. W jednym z poprzednich wpisów zamieściłem wywiad polskiej niezależnej dziennikarki, biolog z wykształcenia, z włoskim naukowcem dr. Stefano Montanarim. Zajmował się on badaniami dla wojska odnośnie skutecznych filtrów zabezpieczających przez zakażeniem wirusami i mówi, że maseczka czy inna tkanina, gdzie włókna są jeszcze rzadziej niż w maseczce nie zapewnia w zasadzie żadnej ochrony przed zakażeniem, a jest bardzo szkodliwa dla zdrowia. Zmierzono poziom dwutlenku węgla w powietrzu pod maseczką i już po kilku minutach stężenie CO2 wynosiło ponad 10000 ppm. Według obowiązującego w Polsce rozporządzenia dotyczącego Najwyższe Dopuszczalne Stężenia (NDS) substancji i czynników szkodliwych na stanowiskach pracy NDS dla 8h dnia pracy wynosi ok. 5000 ppm (rozporządzenie podaje 9000 mg/m3, co po przeliczeniu za pomocą równania Clapeyrona w warunkach standardowych daje właśnie ok. 5000 ppm – można znaleźć w internecie specjalny kalkulator do takich przeliczeń). Polska norma i tak jest bardzo wysoka, bowiem np. w USA czy Skandynawii NDS dla CO2 wynosi 800-1000 ppm. 5000 ppm CO2 w powietrzu uznaje się za graniczną wartość stężenia na które długotrwała ekspozycja nie powinna wywołać negatywnych skutków zdrowotnych.
Zatem zmuszanie nas do wdychania codziennie przez wiele godzin 10000 ppm dwutlenku węgla jest niczym innym jak zbrodnią tyle, że rozłożoną w czasie, a takie coś narzuca ministerialne rozporządzenie w pracy gdzie trzeba zasłaniać usta i nos cały czas o ile nie jesteśmy sami w jakimś pomieszczeniu.

Niestety sytuacja prawna w III RP wygląda teraz tak, że po wydaniu 2.12.2020 r. rozporządzenia policja może za brak maseczki czy innego zakrycia ust i nosa wystawić nam mandat i ma do tego prawo. Żeby dochodzić naszego podstawowego prawa człowieka wynikającego z prawa naturalnego jakim niewątpliwie jest oddychanie tlenem musimy odmówić przyjęcia mandatu i udać się do sądu. I będzie nam potrzebny prawnik. Żeby wykazać, że noszenie maseczki czy innej tkaniny na ustach i nosie jest szkodliwe dla zdrowia i tym samym wykazać nasze prawo wynikające z art. 68 konstytucji RP do niestosowania się do tego nakazu ustawowego najlepiej jest wykazać stężenie CO2 w wydychanym pod maseczką powietrzu. Do pomiaru CO2 są różne mierniki. Można taki kupić nawet za 300 zł, ale ich zakres pomiarowy jest zwykle do 2000 ppm, czyli zdecydowanie za niski do naszych celów. Taki który ma zakres pomiarowy do 9999 ppm z można znaleźć np. tu https://allegro.pl/oferta/miernik-i-rejestrator-temperatury-wilgotnosci-co2-7543803939 Jego cena to już jednak prawie 900 zł.

Żeby pomiar był wiarygodny i niemożliwy do podważenia należy pamiętać o tym, aby kupić miernik certyfikowany gdzie na certyfikacie będzie podana niepewność pomiaru. Jeśli tego nie będzie wówczas trzeba oddać taki miernik do wzorcowania w akredytowanym laboratorium wzorcującym (akredytacja laboratorium na normę ISO 17025). Wówczas na świadectwie wzorcowania będzie wartość niepewności pomiaru miernika. Wtedy zmierzona wartość ma określoną dokładność i o ile błąd pomiaru stanowi niewielki ułamek zmierzonej wartości to pomiar takim urządzeniem jest wiarygodny. W sumie będzie to dość dużo kosztować. Można też zmierzyć stężenie zwykłym miernikiem – niecertyfikowanym i niewzorcowanym i wynik też będzie raczej wiarygodny, bo trudno oczekiwać że przy np. 8000 ppm (stężenie CO2 pod szalikiem czy inną tkaniną o większych niż maseczka przerwach między włóknami będzie na pewno niższe) będziemy mieli błąd pomiaru rzędu co najmniej 40%. Mimo to lepiej wydać trochę więcej i wzorcowanie zrobić. Inaczej należy przewidywać podjęcie próby dyskredytacji miernika w sądzie, a bez dokumentu potwierdzającego wiarygodność pomiaru może być z tym problem.
Gdy taki wzorcowany czy certyfikowany miernik się już ma to moim zdaniem broniąc się w sądzie należy poprosić sędziego o to, aby móc przeprowadzić eksperyment procesowy. Poprosić kogoś kto siedzi w maseczce na twarzy na sali rozpraw, aby pozwolił na wykonanie pomiaru stężenie CO2 w powietrzu pod maseczką za pomocą naszego miernika. W razie gdy żadna osoba się nie zgodzi to sami zakładamy na 5 minut maseczkę (na usta i nos) i dokonujemy pomiaru miernikiem.
Nawet droższe mierniki mają zwykle zakres pomiarowy tylko do 9999 ppm. Nie pozwolą więc zmierzyć wartości 10000 ppm i wyższych. Jednak nie jest potrzebny aż tak dokładny pomiar, bowiem czy jest to 8000 ppm, 9500 ppm czy też np. 11200 ppm to i tak jest to znacznie powyżej uważanego jeszcze za bezpieczne w Polsce 5000 ppm.
Żeby takich kosztów nie ponosić (z 1000 zł minimum) trzebaby od kogoś pożyczyć taki miernik lub gdzieś wypożyczyć.

W razie spotkania z policją i nękania za brak szmaty na twarzy należy moim zdaniem przedstawić powyższą argumentację. Można też zacytować słowa Mahatmy Gandiego: „Jeżeli prawo i sprawiedliwość są ze sobą w sprzeczności, to należy wybrać sprawiedliwość kosztem prawa.” A w tym wypadku sprawiedliwe jest korzystanie z prawa do oddychania tlenem i nie wdychania z powrotem wydychanego CO2 i innych wydalin. W przeciwnym przypadku może to bowiem według tego co mówi dr Montanari prowadzić do m.in. rozwoju nowotworu w ciągu kilku lat.

Juliusz Nowina Sokolnicki o braku ciągłości prawnej III RP z II RP

W krótkim filmie poprzednik Jana Zbigniewa Potockiego na stanowisku prezydenta II RP na uchodźstwie Juliusz Nowina Sokolnicki mówi dlaczego obecna III RP nie ma ciągłości prawnej z II RP i w związku z tym nie jest sukcesorem II RP, ale komunistycznej PRL.

Wygląda na to, że dowód suwerena II RP działa w III RP

Dzisiaj dostałem na maila wiadomość od osoby, której znajomy posiadający dowód suwerena II RP miał ostatnio kontakt z policjantami idąc po ulicy bez maski. Poniżej relacja z przebiegu tej sytuacji przedstawiona przez tę osobę.

Dzisiaj po raz pierwszy miałem okazję, że moja ścieżka w moim mieście, zeszła się ze ścieżką dwóch policjantów w maskach. Przy okazji powiem Wam, że po mieście zawsze chodziłem i chodzę bez maski. Jedynie by w sklepie nie utrudniać sobie życia, to zawiązuję węzłem z tyłu głowy chustkę na nos i usta, która jest ażurową białą serwetką z ławy meblowej, wykonaną na szydełku, na której są oczka o wymiarze 1 cm. Jeszcze żadna sprzedawczyni mi nie zwracała uwagi na te dziury. Co najwyżej starsza kobieta tłumaczyła, że to mnie nie chroni. A ja jej wtedy, że – Jestem odporny na głupotę ko Widową, a maska chroni sprzedawczynie, przed szykanami od pracodawcy. A więc, z Policją dzisiaj było tak. Zauważyłem ich pierwszy na 30 m i najpierw była próba przejścia w zupełnym olewie, bez zwracania uwagi na nich, że oni idą i mijałem ich na drodze wewnętrznej 20km/h w odstępie bocznym 3m. Potem słyszę ich głos z słowem maska w treści. Wtedy się zatrzymałem odwróciłem i wyjaśniam, że nie muszę nosić maski bo nie podlegam pod okupacyjne państwo 3RP, i jestem zarejestrowany w 2RP jako żywy człowiek. No i zaczęła się długa spokojna rozmowa bez zahukiwania. Dwaj młodzi policjanci nic nie słyszeli o odtworzonej od roku 2RP i o jej Prezydencie J.Z. Potockim. Wylegitymowałem się dowodem suwerena. Pokazując go blisko przed jednym z nich i pokazywałem go z dwóch stron. Nawet nie usiłował go brać do rąk własnych. Dopytywał o wszystko. Sprawdzał mnie mobilnym czytnikiem w systemie. Dla ułatwienia wyszukania w systemie, podałem mu też pesel, który widział na zielonej legitymacji emeryta, bo tą metodą szybciej wydobywał dane. Dostali obfitą lekcję edukacyjną ode mnie, na zasadzie odpowiedzi na przeróżne ich zapytania i formułowane do mnie treści. Zaczepiliśmy o wszystkie istotne sprawy, czym jest fikcja z osobą prawną i na czym polega oszustwo światowej władzy, że podstępnie i stopniowo wprowadzano w Polsce zmianę statusu ludzi w niewolników. Mówiłem im że prawnie jestem teraz rezydentem w 3RP i podlegam pod konstytucje z 1935 roku, a ta z 3RP mnie nie obowiązuje. No i jako człowiek żywy to ja teraz jestem decydentem w sprawie stworzonej fikcji z osobą prawną, a nie 3RP, bo mogę udowodnić dokumentem suwerena, że jako żywy człowiek istnieję. Zaś inni ludzie nie istnieją, bo z braku dokumentu na siebie we fikcji prawnej ich nie ma, bo są zaginieni. Na końcu zapytał się o moje wykształcenie, a jest wyższe techniczne. Wtedy też dowiedział się że obecnie jestem emerytem. Patrząc na identyfikator suwerena, nie zwrócił chyba uwagi na datę urodzenia. Odstąpili od wypisania mandatu. Mówili że to ich pierwszy przypadek i muszą to przedyskutować na bazie. Tak na oko całe zatrzymanie trwało z 10 do 12 min. Więc jak na razie ten dokument działa.”

Z powyższej relacji wynika, że dowód suwerena II RP nie jest bezużytecznym kawałkiem plastiku za 220 zł. Ja póki co nie miałem okazji sprawdzić jego działania w podobnej sytuacji. Mieszkam w małym mieście pod Warszawą, a posterunek policji jest na drugim końcu miasta, więc okazji do spotkania z policjantami nie miałem. Na pobliskim targu policja się nie pojawia. Komunikacją miejską też nie jeżdżę, bo nie mam ochoty się użerać w wyznawcami covidianizmu czy z ślepo wykonującym okupacyjne rozporządzenia kierowcami. Szczęśliwie w autach, zwłaszcza jak się jedzie samemu nie ma wymagania, aby mieć szmatę na twarzy. Gdy znajdę się w podobnej sytuacji jak osoba cytowana wyżej z pewnością przedstawię jak wyglądała interwencja policji.

Zapis Zarazy

Dziś będzie o książce autorstwa Wojciecha Sumlińskiego i Tomasza Budzyńskiego pt. „Zapis zarazy”. Mówi ona o trwającej obecnie tzw. pandemii (niektórzy mówią plandemii) COVID-19.


Autorów już przedstawiałem przy okazji recenzji wcześniejszych ich wspólnych książek (m.in. o Andrzeju Lepperze) więc tym razem bardzo krótko o nich.
Wojciech Sumliński – dziennikarz śledczy, najbardziej inwigilowany w Polsce co się okazało w 2016 r.
Tomasz Budzyński – emerytowany major Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i były szef delegatury ABW w Lublinie.

We wstępie mjr Budzyński opisuje jak w tym roku gdy już trwała tzw. pandemia leciał gdzieś samolotem i stewardesa kazała mu wypełnić kartę, na której było wskazanie miejsca zajmowanego w samolocie oraz to z jakimi osobami się kontaktował w ostatnim czasie. Major Budzyński nie chciał się zgodzić, ale stewardesa powiedziała, że w razie odmowy czekają go poważne konsekwencje z wyprowadzeniem na przymusową kwarantannę włącznie i że kwarantannie wtedy zostaną też prawdopodobnie poddani wszyscy pasażerowie samolotu. Pozostali pasażerowie kartę wypełnili bez „fochów” i tylko mjr Budzyński się opierał. Wstęp kończy się tak, że w zasadzie nie wiadomo czy w końcu mjr Budzyński tę kartę ostatecznie wypełnił czy też nie, ale należy domniemywać, że jednak tak.

Rozdział I ma tytuł „To tylko przekręt”. Jest dość długi (ok. 100 stron) i dotyczy tego co podnosiła totalna opozycja, gdy ministrem zdrowia był Łukasz Szumowski i gdy kupiono respiratory od mafiozów handlujących bronią. Zarzuty jak ustalili autorzy są słuszne, ale owi mafiozi są powiązani z ludźmi z komunistycznych służb specjalnych, którzy to z kolei powiązani są z PO. Zatem wyjaśnienie całej sprawy nie tylko skompromitowałoby PiS, ale również i mocno uderzyło w PO pewnie już ostatecznie ich dobijając.
W bardzo dużym skrócie: Mafiozi handlujący nielegalnie w momencie nastania tzw. demokracji i III RP z państwami afrykańskimi i powiązani z WSI oraz służbami cywilnymi założyli spółkę E&K. Spółka ta zawarła kontrakt z ministerstwem, podpisany przez wiceministra Janusza Cieszyńskiego, na zakup przez ministerstwo ponad 1200 respiratorów w ratach (kwiecień, maj, czerwiec, lipiec). Kontrakt był tak skonstruowany że oferent mógł zrobić wszystko co chciał. Kontrakt opiewał na ok. 160 mln zł i przewidywał wypłatę wynagrodzenia z góry! Do tego jak ustalono, kapitał spółki E&K wynosił tylko 1,6 mln zł. Zatem blisko 158,4 mln zł ministerstwo wypłaciło oferentowi od tak po prostu na wiarę. Tak się w III RP traktuje pieniądze podatników. Mjr Budzyński dzięki kontaktom z kolegami pracującymi obecnie w ABW widział fakturę wystawioną przez firmę E&K. Była oczywistym dowodem oszustwa. Cena za każdy z respiratorów była zawyżona o ok. 100 tyś zł. Przy 1200 sztuk jak łatwo policzyć daje to 120 mln zł. Suma astronomiczna, zwłaszcza jak dla zwykłych śmiertelników. I od razu wiadomo skąd się biorą u beneficjentów układu okrągłostołowego wille, luksusowe samochody i inne luksusy. Tego czy i ile z tych 120 mln zł „przytulili” były minister Szumowski i jego zastępca Cieszyński autorzy nie piszą, ale znając życie nie były to sumy na waciki. Drugi możliwy wariant jest taki, że byli totalnymi idiotami. Jest to na 99,9% wykluczone, więc zostaje opcja pierwsza, że brali w tym udział.
Wracając jednak do sprawy – to jeszcze nie koniec! Otóż mafiozi ze spółki E&K byli na tyle bezczelni, że nadal było im mało i znacznej części respiratorów w ogóle nie dostarczyli, a z pozostałej części zamiast koreańskich firmy MEKICS dostarczył niemieckie firmy Drager. Żeby było jeszcze ciekawiej były to respiratory używane z Pakistanu i mające angielskie wtyczki, które bez odpowiedniej przejściówki były w Polsce bezużyteczne.
Nikt oczywiście za tę aferę nie odpowiedział i nie ma co liczyć, że odpowie. Szumowski i Cieszyński podali się do dymisji i usunęli w cień, aby uciec od medialnego ostrzału, zaś mafiozi handlujący od lat bezkarnie bronią mając ochronę służb dalej pozostaną pod ich osłoną. Oczywiście z pewnością ludzie z dawnych WSI zapewne brali za to swoją dolę i tym razem również wzięli. I tak to biznes się kręci, a ty szary człowieku tyraj całe życie na kredyt na klitkę w bloku.
Mamy tu jeszcze jedną ważną rzecz w tej sprawie o której piszą autorzy. Kontrakty na tak wysokie sumy zawsze są sprawdzane przez CBA. I ten także musiał być sprawdzony. Gdy sprawa się toczyła w lutym 2020 r. p.o. szefa CBA był Andrzej Stróżny, wcześniej szef delegatury ABW w Katowicach – człowiek Zbigniewa Ziobry i Bogdana Święczkowskiego (prokuratora krajowego). Szumowski zaś był w owym czasie (I kwartał 2020 r.) ministrem któremu społeczeństwo najbardziej ufało. Ziobro chcąc uderzyć w Morawieckiego (którego osobiście nie znosi) i go osłabić prawdopodobnie posłużył się Stróżnym aby wsadzić Szumowskiego na minę. Szumowski kontraktu nie podpisywał, więc być może został wrobiony, ale Cieszyński podpisując kontrakt musiał go jak sądzę przeczytać, bo jak można podpisywać coś bez czytania? Tylko ktoś zupełnie bezmyślny tak robi, a takie osoby nie zostają wiceministrami. Podczas czytania treść kontraktu musiała wzbudzić u Cieszyńskiego co najmniej podejrzenia. Przynajmniej u mnie wzbudziłaby na pewno gdybym miał zatwierdzić kontrakt w którym ministerstwo miało wypłacić z góry 160 mln zł za całość bez żadnej gwarancji dostarczenia towaru ani jego jakości. Na pewno ja takiego kontraktu bym nie podpisał. Trudno więc przyjąć inną wersję niż taką, że Cieszyński był w zmowie z mafiozami z E&K.

Rozdział drugi ma tytuł „Z pamiętnika starego łapsa” i dotyczy już spraw związanych z samą „pandemią” i psychozą z nią związaną. Początkowo mjr Budzyński opisuje jak wyglądała poprzednia tzw. pandemia świńskiej grypy A/H1N1, której scenariusz był podobny. Też straszono, że to bardzo groźna choroba, że umrą dziesiątki milionów ludzi na świecie. I nic takiego się nie stało. W końcu przyparta do muru WHO podała, że zmarło na świecie według ich szacunków (bo danych dokładnych nie zbierali) od 150 tysięcy do 600 tysięcy ludzi. I wtedy także zmieniono po cichu, bez żadnego rozgłosu, definicję pandemii. Do 2009 r. pandemią określano chorobę występującą na wielu kontynentach i powodującą dużą, masową liczbę zgonów. Według tej definicji pandemią była grypa hiszpanka (z Hiszpanią niemająca nic wspólnego, ale to już inna kwestia) w 1919 r. Zmarło w owym czasie ok. 50 mln ludzi przy populacji znacznie niższej liczebnie niż obecnie (około 1 mld ludzi). To tak jakby dzisiaj na COVID-19 zmarło na świecie jakieś 390 mln ludzi, czyli obrazowo rzecz ujmując mniej więcej tak jakby wymarli wszyscy mieszkańcy USA i Kanady oraz ok. 1/4 mieszkańców Meksyku.
Według zmienionej definicji pandemią jest każda choroba występująca na wielu kontynentach bez względu na liczbę zgonów. Przy takiej definicji pandemię mamy na świecie co roku. Grypa bowiem występuje co roku na wielu kontynentach i zbiera co roku żniwo w postaci 2-3 mln zgonów. A na COVID-19 mimo i tak mocno naciąganych szacunków zmarło dotąd przez ponad 10 miesięcy „tylko” jakieś 1,2 miliona osób. Dla przypomnienia: 11 lat temu nie nakazywano noszenia maseczek, nie zamykano gospodarki i nie trąbiono co chwila w mediach o zachowaniu dystansu społecznego.

Dalej jest mowa o testach służących do wykrywania zakażeń wirusem zwanym Sars-Cov-2, czyli testem PCR. Test taki rekomendowała WHO. Jest to zupełnie kuriozalne, bowiem PCR to metoda namnażania DNA/RNA, a jej twórca Kerry Mullis sam mówił, że nie nadaje się ona do diagnostyki zakażeń. Żeby było jeszcze ciekawiej to wirusa Sars-Cov-2 nie wyizolowano (tj. nie oczyszczono żadnej próbki tak, aby oddzielić zupełnie genom wirusa od innego materiału genetycznego w próbce). Nie ma więc wzorca DNA ,a w tym wypadku raczej RNA wirusa Sars-Cov-2. Badanie wygląda więc tak, że pobrany z nosa czy gardła wymaz, jedynie wstępnie oczyszczony poddawany jest namnażaniu (jak to się fachowo nazywa amplifikacji) w odpowiednim urządzeniu, zapewniającym m.in wysoką temperaturę, przez wiele cykli. Uzyskuje się w wyniku tego pewną sekwencję RNA. Normalnie należałoby ją porównać z wzorcową sekwencją RNA wirusa którego szukamy i sprawdzić czy jest identyczna czy też nie. Takiej wzorcowej sekwencji jednak nie ma, więc test wykrywa jedynie to, że mamy w sobie jakiegoś wirusa. Metoda ta nie została zatwierdzona przez instytucje odpowiedzialne za walidację, czyli za to, aby dana metoda badawcza wykazywała to co powinna i z należytą dokładnością. Oznacza to, że nie ma ona żadnej wiarygodności. Każdy kto pracował w jakimś akredytowanym przez PCA laboratorium badawczym (nieważne czy związanym z medycyną czy też nie), wie że audytor w czasie audytu laboratorium natychmiast zakwestionuje metodę badawczą i wszystkie wyniki badań jeżeli laboratorium nie wykaże w wiarygodny sposób, że stosowana metoda badawcza jest zwalidowana (np. przez zgodność z normą ISO lub w inny sposób). Ja akurat pracowałem w takim laboratorium przez ponad 5 lat (laboratorium zajmujące się głównie powłokami lakiernicznymi i ich badaniami korozyjnymi i mechanicznymi), więc dla mnie sprawa jest oczywista. Test PCR jest w przypadku wykrywania wirusa Sars-Cov-2 funta kłaków niewart.

Następnie mjr Budzyński opisuje swoją rozmowę z lekarką Anną Martynowską, w jej mieszkaniu w Lądku Zdroju. Ci co się interesują faktami i szukają prawdy i nie bazują w sprawach medycznych na tym co mówią tzw. eksperci z TV czy innych mediów głównego ścieku z pewnością o niej słyszeli. Sąd Dyscyplinarny zawiesił jej prawo wykonywania zawodu za kwestionowanie dogmatów pandemicznych. Autor pisze, że mimo tego lekarka, kierująca przychodnią, choć po pięćdziesiątce miała mnóstwo energii i była pogodnie usposobiona i poczucie humoru. W jej sytuacji raczej trudno byłoby się tego spodziewać. Najpierw była mowa o rozprawie i o zmienaniu wersji o maseczkach o 180 stopni przez ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego, po czym pani doktor przedstawiła mjr. Budzyńskiemu swój dziennik dokumentujący wydarzenia związane z tzw. pandemią COVID-19. Obejmuje on okres od 14.03.2020 do 16.04.2020 r. Jest bardzo interesujący i obnaża cały absurd związany z tzw. pandemią. Nie będę tu go streszczał, żeby nie pisać tasiemca. Zachęcam do lektury.

Następnie mjr Budzyński opisuje spotkanie z pielęgniarką Barbarą Gleis. Dr Martynowska poleciła mu się z nią spotkać w sprawie manipulacji zgonami na COVID-19. Mąż pani Barbary od lat był ciężko chory i od lat chorował często na zapalenie płuc. Od 4 lat nie wstawał z łóżka. Było to w Niemczech 4 czerwca 2020 r. Mąż Pani Barbary dostał silnych duszności i wezwała ona pogotowie. Zabrali go do szpitala w Rosenheim, gdzie p. Barbara przez 20 lat pracowała jako pielęgniarka. Nie pozwolili Pani Barbarze zobaczyć się z mężem, a jego stan szybko się pogarszał. Trzeciego dnia w końcu pozwolili jej wejść do męża, który był już w stanie agonalnym. Następnego dnia Pani Barbara dostała wypis ze szpitala gdzie było napisane, że jej mąż zmarł z powodu wirusa Sars-Cov-2. Było to oszustwo, bowiem mężczyzna z nikim oprócz żony od dawna się nie kontaktował, a żona była objęta obowiązkiem systematycznych badań kontrolnych pod kątem koronawirusa i badanie zawsze dawało wynik negatywny. Nie mogła więc zarazić męża koronawirusem, a inne możliwości zakażenia były wykluczone. Pani Barbara zrobiła karczemną awanturę, zagroziła że pójdzie do mediów i ujawni oszustwo szpitala i wtedy nagle zmienili zadanie. Przeprosili za „pomyłkę” i wpisali w papierach, że zmarł na zapalenie płuc (dziewiąte już w tym roku) i sepsę i że wirusa Sars-Cov-2 nie wykryto. Jednak ciała męża już Pani Barbara nie dostała, bowiem poszło do kremacji. Taka bowiem jest procedura przy zmarłych mających koronawirusa, a za takiego został uznany zmarły. Nie dało się już tego powstrzymać. Nikomu z decydentów na tym nie zależało. Tak oto wygląda nabijanie liczby zgonów spowodowanych koronawirusem Sars-Cov-2.

Potem mjr Budzyński przedstawia swój „pandemiczny” dziennik obejmujący okres od 21.01.2020 do 14.10.2020. Również jest on bardzo interesujący. Obejmuje nie tylko sprawy związane z medycyną, ale i z zamykaniem gospodarki i kościołów czy z tym, że np. abp Gądecki w okresie Wielkanocy zachęcał do oglądania Mszy Św. w TV i że to wystarczy czy absurdalne restrykcje (tzw. obostrzenia), że np. mąż z żoną spacerując po ulicy muszą zachowywać 2 m dystansu społecznego (31.03.2020). Dalej jest jeszcze „lepiej”. 4.04.2020 abp Gądecki zwalnia wiernych ze spowiedzi i mówi, że lepiej zostali w domach i że wystarczy wzbudzić w sobie „żal doskonały” za grzechy?! Pod datą 5.04.2020 mamy informację, że abp Polak oznajmił, że uczestnictwo we Mszy Świętej w kościele może być tożsame z grzechem! A przecież trzecie przykazanie dekalogu nakazuje tego dnia uczestnictwo osobiste we Mszy Świętej. Prymas Polski zaprzecza dekalogowi. Matriks totalny! Pod datą 14.10 mamy informację, że Łukasz Szumowski miał rzekomo wykrytego koronawirusa, ale jednak go nie miał bo miał wynik fałszywie dodatni, a niedługo później trafił do szpitala z powodu koronawirusa. Zatem sam były minister dowiódł że testy na koronawirusa to loteria czy mówiąc wprost lipa.

Potem mamy jeszcze rozmowy mjr Budzyńskiego z dwoma księżmi. Krótko mówiąc wiedzą oni, że ta cała pandemia to mistyfikacja i że to jest wszystko mocno przesadzone, ale oficjalnie tego żaden ksiądz nie powie. Hierarchowie zaś są w jakimś amoku i zachowują się nie jak pasterze Kościoła, ale niemalże jak urzędnicy sanepidu. Wszelkie idiotyzmy wymyślone przez rząd wdrażają bez słowa sprzeciwu i egzekwują ich wykonywanie.

Na koniec rozdziału mamy jeszcze krótkie rozważania na temat specustawy „covidowej” przyjętej w marcu 2020 r. gdzie są zapisy pozbawiające nas zupełnie prywatności pod pretekstem zwalczania wirusa. Na żądanie władz operatorzy telefonów komórkowych muszą przekazać bowiem rządowi (ministrowi ds. cyfryzacji) dane lokalizacyjne osób chorych i odbywających kwarantannę z ostatnich 14 dni. Dane te teoretycznie mają później zostać zniszczone. W praktyce takiej gwarancji nie ma i władza może i je zniszczy, ale służby sobie wcześniej zrobią kopie i umieszczą je w swoich bazach danych. Taka jest bowiem powszechna praktyka służb i kto jak kto ale mjr Budzyński pracując wiele lat w ABW dobrze o tym wie.

Rozdział III ma tytuł „Jeśli będzie jutro”. Jest to zapis rozmowy mjra Budzyńskiego z Jackiem Bartosiakiem, który zawodowo zajmował się strategią i analizą. Jest on prawnikiem i cenionym analitykiem. Jadąc samochodem z Lublina do Warszawy na spotkanie z Jackiem Bartosiakiem mjr Budzyński odsłuchał po drodze nagranie wcześniej przeprowadzonej rozmowy z Pawłem Klimczewskim – specjalistą z matematyki i informatyki mającym też dużą wiedzę z socjologii i statystyki. Jest on autorem ostatniego rozdziału pierwszej części książki pt. „Fałszywa pandemia” gdzie posługując się danymi statystycznymi z wiosny 2020 r. odnośnie zachorowań i zgonów na COVID-19 wykazuje, że nie ma żadnej epidemii, a liczba zgonów nie odbiega od normy z poprzednich lat, a nawet jest niższa. W rozmowie z mjr. Budzyńskim Klimczewski również podaje wiele danych w tym statystycznych i wykazuje mistyfikację tzw. pandemii.
Rozmowa z Jackiem Bartosiakiem miała inny charakter. Były tu poruszane zagadnienia geopolityczne i ekonomiczne. Mjr Budzyński pyta Jacka Bartosiaka czy jego zdaniem grupy wpływów dysponujące ogromnymi funduszami celowo wywołały zbiorową histerię i traumę, aby przeprowadzić radykalną inżynierię społeczno-ekonomiczną. Podaje dane ekonomiczne, z których wynika że wszystkie rozwinięte gospodarki świata w II kwartale 2020 r. wyraźnie straciły w porównaniu z I kwartałem 2020 r. na „pandemii” (spadek PKB np. w UK o ponad 20% czy w Japonii o prawie 30%), a Chińczycy jako jedyni zyskali. Też mieli lockdown na początku roku, ale tylko w jednej prowincji i w II kwartale PKB im wzrosło o 11,5%. Zdaniem Bartosiaka po tzw. pandemii wyłoni się Nowy Świat. Jest ona bowiem katalizatorem przyspieszającym deglobalizację. Chiny rosną w siłę podczas gdy Zachód słabnie. Niedługo Chiny wyprzedzą USA i staną się najsilniejszą gospodarką świata o ile rzecz jasna nic się nie zmieni. I na dowód, że to wkrótce nastąpi mamy informację, że w ankiecie przeprowadzonej wśród młodzieży większość nie wykazała zainteresowania naukami ścisłymi i technicznymi/inżynieryjnymi. Chcieliby być blogerami, youtuberami czy aktorami w Hollywood. Chińczycy zaś w dużej liczbie kształcą się na wielu zagranicznych uczelniach w tym w USA i często właśnie w naukach ścisłych i inżynieryjno-technicznych. Zdaniem Bartosiaka jedyną szansą utrzymania światowej hegemonii przez USA jest zburzenie globalizacji. I to robił prezydent Trump. Bartosiak przewiduje wojnę między Chinami i USA. Ja się z nim nie zgadzam. Wojna konwencjonalna oznaczałaby prędzej czy później wojnę nuklearną, co miałoby katastrofalne skutki dla świata. Dlatego wojna ta będzie odbywać się na płaszczyźnie ekonomicznej. Nie sądzę, aby USA utrzymało światową hegemonię. USA od dawna są państwem upadłym, bowiem od dawna nie były w stanie realnie regulować swoich zobowiązań finansowych głównie wobec Chin. USA „płaciły” Chinom za towary kredytem (dopisywaniem długu). Tylko dzięki temu były w stanie w ostatnich latach jeszcze funkcjonować. Jak podaje w jednym ze swoich raportów Benjamin Fulford to się skończyło w połowie lutego tego roku. Chińczycy zażądali za przekazanie swoich kolejnych towarów realnej zapłaty – w złocie lub innych towarach. USA nie były w stanie im tego dać i po prostu zbankrutowały, choć oficjalnie tego nie ogłoszono. Do tego mamy chaos po ostatnich wyborach prezydenckich, gdzie 11 dni po wyborach nadal nie wiemy kto jest prezydentem, bowiem oficjalnych wyników nie ogłoszono. Ktokolwiek zostanie prezydentem (Trump czy Biden) będzie miał wielki chaos wewnętrzny u siebie z którym będzie musiał się zmierzyć, a Chiny takich problemów nie mają. Kluczem do zatrzymania hegemonii Chin może być Rosja. I z nią USA musi się dogadać jeśli chce utrzymać równowagę sił. USA są bankrutem, Rosja ekonomicznie też jest słaba, ale oba kraje mają bardzo silne armie (Rosja ma wiele rodzajów broni, o których mało kto wie np. broń wyłączającą elektronikę – zademonstrowaną podczas wojny w Syrii i na Morzu Czarnym koło Krymu za prezydentury Obamy) czy rakiety hipersoniczne. Oba kraje mają więc potencjał, aby w razie konfrontacji powstrzymać Chiny uderzając na nie z różnych stron.

Ostatni, czwarty rozdział ma tytuł „Niebezpieczne wizje Billa Gatesa”. Kim jest Gates i jaką ma obsesję na punkcie szczepionek każdy kto się trochę jego działalnością interesuje na pewno wie. Sam powiedział kiedyś wprost, że dzięki szczepionkom można będzie zredukować populację ludzi na świecie o 10-15%. W Afryce już to w pewnym stopniu osiągnął, bowiem np. w Kenii parę mln kobiet po przyjęciu jednej ze szczepionek (chyba przeciwko rakowi szyjki macicy) stało się bezpłodne, a Afryka to kontynent na którym rodzi się bardzo dużo dzieci i najszybciej jej populacja przyrasta.
Budzyński i Sumliński dotarli do dokumentu z 2010 r. sporządzony przez jedną z fundacji związanych z Billem Gatesem na zlecenie Fundacji Rockefellera. Dokument ma tytuł „Scenarios for the Future of Technology and international Development”, czyli „Scenariusz technologii przyszłości i międzynarodowego rozwoju”. Przewidywano w nim wybuch globalnej pandemii w 2012 roku. Autorzy opracowania błędnie przewidzieli datę (pomylili się o 8 lat – coś im najwyraźniej pokrzyżowało plany), ale za to przewidywania potwierdziły się niemal w 100%. Zupełnie jakby ktoś miał dar jasnowidzenia. Przewidywano w tym scenariuszu: restrykcyjne zasady i ograniczenia, zamknięcie gospodarek, obowiązek noszenia maseczek, kontrolę temperatury przy wejściach do pomieszczeń ogólnodostępnych takich jak dworce i supermarkety. Przewidywano, że ta autorytarna forma kontroli po zakończeniu pandemii zostanie utrzymana (czy to się sprawdzi na razie nie wiemy, gdyż „pandemia” cały czas trwa, a wzburzenie społeczne i opór choć nie lawinowo to jednak rośnie, co najlepiej widać na przykładzie ruchu Querdencken w Niemczech czego się planiści zapewne 10 lat temu nie spodziewali, bo nie wiedzieli w jakim stopniu nastąpi przebudzenie świadomości ludzi na świecie, zakładali pewnie że nieznacznie) oraz wprowadzenie stanu wyjątkowego czy wręcz wojennego. To ostatnie miało miejsce w niektórych krajach, ale w wielu wciąż nie (choć w Polsce de facto stan wyjątkowy w zasadzie mamy od wielu miesięcy wprowadzany na raty). Mjr Budzyński skontaktował się z Fundacją Rockefellera, a jej przedstawicielka potwierdziła, że dokument jest autentyczny. Później mamy kilkustronicową biografię Gatesa. Niczego odkrywczego tam nie ma. Mamy też informacje, że np. w 2017 roku Gates na Konferencji bezpieczeństwa w Monachium lobbował za przyznaniem większych środków na swoje fundusze szczepionkowe i ostrzegał przed superwirusem. Jak wtedy zaznaczył „przygotowania do globalnej pandemii są tak samo ważne jak odstraszanie jądrowe i zapobieganie katastrofie klimatycznej”. Wizje tego psychola obejmują dalej wprowadzenie cyfrowych certyfikatów, które będą pokazywać kto był chory, kto wyzdrowiał, kto był testowany a kto nie. Bez takiego certyfikatu nie będzie można opuścić kraju. A potem w niedługim czasie pewnie wszyscy będą musieli mieć wszczepione pod skórę chipy, żeby móc normalnie funkcjonować!?
Z tego co autorzy ustalili i opisali w tym rozdziale dla mnie jest jasne, że ta tzw. pandemia nie była przypadkiem ale została celowo zaplanowana. Chodzi z jednej strony o zniszczenie światowej gospodarki i globalny reset finansowy, który pozbawi nas własności prywatnej (majątek państw i osobisty ma zostać przekazany w zamian za długi MFW i/lub państwu, długi mają zostać wyzerowane, a w zamian każdy ma dostać jakiś tam pozwalający na przeżycie dochód podstawowy i wszystko co dotąd ma od tej chwili nie będzie już jego, ale będzie jedynie użytkownikiem tego – domu, samochodu itd.) Gospodarka po „pandemii” będzie zruinowana i będziemy pracować za przysłowiową miskę ryżu jak mówił swego czasu na taśmach z „Sowy i Przyjaciół” obecny premier Morawiecki. A po wprowadzeniu takiego systemu nawet bez chipów pod skórą kontrola nad nami będzie pełna. Gdy bowiem ktoś będzie niewygodny dla rządzącego reżimu i będzie „podskakiwał” to po prostu nie dostanie dochodu podstawowego i/lub zabiorą mu użytkowane rzeczy czy nieruchomości (bo przecież najemca może zawsze wyrzucić wynajmującego, a de facto tak będzie wyglądał w tym systemie nasz status – my będziemy najemcami, a państwo wynajmującym).
Tak wyglądają plany kabalistycznej światowej mafii chazarsko-syjonistycznej, która chce całkowicie zniewolić świat. Walka sił światła z tą mafią trwa i wygląda na to, że wygrywamy (patrz choćby raporty Benjamina Fulforda). Jednak pewności wygranej wciąż mieć nie możemy. To od nas zwykłych ludzi zależy czy zdołamy się obudzić w dostatecznej liczbie, zjednoczyć, stawić silny i zorganizowany opór a tym samym zniweczyć ich plany czy też dalej będziemy jako ludzkość spać, wierzyć w kłamstwa i propagandę mediów głównego ścieku, tzw. ekspertów (którzy plotą to za co im płacą) czy różnych łże autorytetow i łże c(w)elebrytów (choć są wśród nich nieliczne wyjątki jak Edyta Górniak czy Wiola Kołakowska) i trafimy do więzienia bez krat.

Podsumowując książka bardzo interesująca, dobrze się ją czyta, trochę jak powieść kryminalną, choć to nie powieść a rzeczywistość. Nie ma w niej naukowych informacji czy wypowiedzi światowej klasy specjalistów z medycyny demaskujących tzw. pandemię. Jednak jak sądzę nie to było jej celem. Chodziło o wstrząśnięcie czytelnikami i ukazaniu planów kabalistycznej mafii. Przedstawione w książce fakty sprawiają, że to co do niedawna większość ludzi uważało za teorię spiskową stało się prawdą. To od nas zależy jaki będzie dalszy los naszego narodu i kraju, a w skali globalnej od świadomości całej populacji ludzkiej zależy to w jakim świecie przyjdzie nam żyć po zakończeniu „pandemii”. Popularyzujmy tę książkę wśród rodziny, przyjaciół czy znajomych aby jak najwięcej z nich zaczęło myśleć i wyrwało się z matriksa i dołączyło do ruchu oporu przeciwko plandemii i szykowanemu totalitaryzmowi. Bez tego plany światowych bandytów sterujących marionetkowymi rządami mogą się powieść i za kilka lat znajdziemy się w świecie Orwella z „Roku 1984” czy w „Nowym Wspaniałym Świecie” Huxleya.