Fałszywa pandemia

Dziś będzie o książce pt. „Fałszywa pandemia. Krytyka naukowców i lekarzy”, wydanej przez Fundację Osuchowa. Jest to mała, poręczna książka, formatu mniej więcej A5 (minimalnie nawet mniejsza) i liczy w sumie 259 stron. Jest to pierwsza część. Ukazała się już druga, która dotyczy m.in. testów PCR. Niedawno ją kupiłem i również ją opiszę za jakiś czas jak ją przeczytam.

Książka jest zbiorem wywiadów ze światowej klasy specjalistami z medycyny m.in. z Niemiec i USA oraz z polskim specjalistą od statystyki medycznej, który napisał ostatni rozdział. Opracowanie całości i korektę tłumaczeń przeprowadził polski fizyk Mariusz Błochowiak.

Na początku mamy dość długi, bo liczący około 30 stron wstęp Mariusza Błochowiaka. Już na samym jego początku autor pisze, że nie ma żadnej epidemii ani pandemii koronawirusa w Polsce ani na świecie. Następnie przedstawia wiele argumentów dlaczego tak jest. Najpierw jest mowa o fałszywej epidemii świńskiej grypy i o tym jak to wtedy w 2009 r. WHO zmieniła po cichu definicję pandemii. Dotąd pod tym pojęciem rozumiano wystąpienie choroby zakaźnej na wielu kontynentach, powodującej dużą liczbę zgonów. Według tej definicji pandemią była grypa hiszpanka z 1919 r. W 2009 r. definicję zmieniono tak, że jest to wystąpienie choroby zakaźnej na wielu kontynentach bez względu na liczbę zgonów. W ten sposób pandemię mamy co roku, bowiem na grypę co roku chorują mieszkańcy wielu kontynentów.
Następnie mamy nieco danych statystycznych, z których wynika, że śmiertelność na koronawirusa jest na poziomie grypy, jest mowa o rządowych obostrzeniach, które zdaniem prof. Suharita Bhakdiego skutkowały zgonami oraz dramatami egzystencjalnymi wielu osób i tak z pewnością było w Polsce, Niemczech i innych krajach. Jest też mowa o tym, że nie robi się sekcji zwłok osób zmarłych na COVID-19 oraz zwłoki tych osób się pali. Tak jest procedura postępowania. Tymczasem prof. Klaus Puschel z Niemiec dokonał ponad 100 autopsji osób zmarłych rzekomo z powodu koronawirusa i nie znalazł żadnego(!) przypadku osoby, która nie miałaby chorób współistniejących. W ostatnich dniach w mediach głównego nurtu (lub jak kto woli głównego ścieku) podają dane, że np. 80 osób zmarło danego dnia na COVID-19 bez chorób współistniejących. A ja się pytam: na jakiej podstawie to stwierdzono? Czy wykonano sekcje zwłok tych osób? Czy zaliczono te osoby do zdrowych przed zachorowaniem, bo nie były na nic leczone i nie skarżyły się na nic? Miażdżyca czy nowotwór potrafią latami nie dawać poważniejszych objawów, ale to wcale nie oznacza, że ktoś taki jest zdrowy. W pewnym momencie np. dostaje zawału i jest zdziwienie, że jak to możliwe?! Mój stryjek dowiedział się, że ma raka płuc dopiero jak zatruł się salmonellą i wylądował w szpitalu. Tam zrobiono mu RTG płuc i okazało się, że miał guza w płucach, którego mu potem usunięto, bo był jeszcze mały. Wujek nie miał żadnych objawów, a przed zatruciem nie leczył się na nic i nie brał żadnych leków. Gdyby nie ta salmonella guz rósłby dalej i gdy pojawiłyby się objawy byłoby już pozamiatane (jeśli chodzi o medycynę konwencjonalną rzecz jasna, bo nowotwór można wyleczyć czego dowodzi np. niemiecki biochemik Walter Last w książce „Jak wyleczyć się z raka”.)
Potem jest mowa o badaniach naukowych ignorowanych przez rząd i rządowych „ekspertów”, których to polskojęzyczny rząd przez wiele miesięcy nie raczył nawet przedstawić. Mamy też poruszoną kwestię zasady proporcjonalności, czyli że działania mające na celu ratowanie niektórych przed śmiercią przez koronawirusa, a doprowadzające do śmierci większej liczby innych osób są niemoralne. Tak niestety się dzieje, gdzie w październiku zmarło wg oficjalnych danych ok. 13000 osób więcej niż rok temu, z czego ok. 10000 osób z tej nadwyżki nie było związane z koronawirusem, ale z paraliżem służby zdrowia (np. odwołaniem planowanych operacji). Jest też krótko o niewiarygodności stosowanych testów do wykrywania wirusa Sars-Cov-2 (dużo więcej na ten temat jest w drugiej części książki), o manipulowaniu klasyfikacją zgonów na COVID-19, o politycznej mistyfikacji i o tym, aby myśleć statystycznie. Chodzi o to, aby nie ulegać medialnej propagandzie odnośnie zgonów czy liczby osób rzekomo zakażonych. Np. gdy media podają, że ktoś młody zmarł na koronawirusa, to na grypę młodzi ludzie też umierają. O tym już w mediach jednak nie usłyszymy. Gdy media mówią o wysokiej śmiertelności na jakimś obszarze to należy sobie zadać pytanie w porównaniu do czego i w jakim okresie? I wtedy może się okazać, że wcale nie jest to śmiertelność wyższa niż normalnie.
Na koniec wstępu dr Błochowiak pisze jak jego zdaniem bronić się przed oszukiwaniem i rujnowaniem nas przez rządzących. W Niemczech powołano, pod egidą prof. Sucharita Bhakdiego, specjalisty od chorób zakaźnych i epidemiologii, Stowarzyszenie Lekarzy i Naukowców na rzecz Zdrowia, Wolności i Demokracji, które sprzeciwia się obostrzeniom związanym z fałszywą pandemią. Stowarzyszenie przedstawia swoje analizy na bazie nauki i dowodów, informuje społeczeństwo niezależnie od mediów i działa w kierunku tworzenia sieci osób podobnie myślących. Z tego co wiem to dzięki działaniom tego Stowarzyszenia wniesiony został do sądu pozew przeciwko niemieckiemu rządowi w związku z obostrzeniami, które doprowadziły np. do bankructwa czy strat finansowych wielu firm. Dr Błochowiak uważa, że u nas też powinno się powołać podobne stowarzyszenie i jest gotów, aby podjąć działania w tym celu. Zachęca naukowców i lekarzy do kontaktu mailowego: kontaktkoronawirus@gmail.com. Na rząd nie ma co liczyć, bo oni tylko wykonują rozkazy światowej mafii syjonistycznej.

Po wstępie mamy ok. 3,5 stronicową charakterystykę autorów, tj. naukowców i lekarzy z którymi przeprowadzono wywiady. Są to:
Prof. dr med. Sucharit Bhakdi – naukowiec i lekarz, specjalista z mikrobiologii i epidemiologii chorób zakaźnych, autor kilkuset publikacji naukowych. Kierował przez 22 lata Instytutem Mikrobiologii Medycznej i Higieny na Uniwersytecie w Moguncji w Niemczech.
Prof. dr med. John Ioannidis – epidemiolog i statystyk, profesor medycyny i biostatystyki. Pracuje na Uniwersytecie Stanforda w USA. Należy on do najczęściej cytowanych naukowców świata. Napisał pracę „Dlaczego większość opublikowanych wyników badań naukowych jest nieprawdziwa. Renomowane czasopismo „British Medical Journal określiło go mianem „bicza na niechlujną naukę”.
Paweł Klimaczewski – polski specjalista z zakresu statystyki, analizy danych demograficznych, badania rynku mediów. W swojej pracy łączy wiedzę z wielu dziedzin: socjologii, cybernetyki, statystyki, matematyki, fizyki i informatyki. Jest autorem ostatniego rozdziału książki, w którym analizuje dane statystyczne odnośnie zgonów na COVID-19 i dowodzi, że nie ma żadnych odchyleń od normy np. z kilku ostatnich lat (analiza dotyczy okresu wiosennego, więc jest już nieaktualna – obecnie mamy już wyraźny wzrost liczby zgonów, ale w znacznym stopniu z powodu paraliżu służby zdrowia a nie śmierci z powodu koronawirusa – dane odnośnie liczby zgonów za październik 2020 r.)
Prof. dr med. Klaus Puschel – ekspert z medycyny sądowej, dyrektor Instytut Medycyny Sądowej klinki uniwersyteckiej w Hamburgu w Niemczech.
Dr med. Mathias Thons (Niemcy) – specjalista z anestezjologii i medycyny paliatywnej.
Prof. dr Knut Wittkowski (Niemcy) – specjalista z informatyki, biometrii i epidemiologii.
Dr med. Wolfgang Wodarg (Niemcy) – internista i pulmonolog, specjalista w zakresie higieny i medycyny środowiskowej. W 2009 r. zainicjował komisję śledczą, która odkryła cichą zmianę definicji pandemii przez WHO.

Trzeci rozdział to wywiad z dr med. Wolfgangiem Wodargiem. Jego główne przesłanie jest takie, że rozwiązaniem problemu koronawirusa jest odizolowanie panikarzy. Jest tu mowa o sztucznym nakręcaniu spirali strachu i paniki przez media i tzw. ekspertów będących na usługach (nie)rządów, a właściwie koncernów Big Pharmy i światowej mafii będącej władcą rządowych marionetek. Mamy tu najpierw wstęp do wywiadu dr. Błochowiaka gdzie mamy odniesienie do wcześniejszych epidemii czy pandemii i tego jak wtedy straszno ludzi, a jaka była prawda. Wywiad miał miejsce 13.03.2020 r. Dr Wodarg mówi np., że umieralność w zimie 2019/2020 nie była wyższa niż zwykle, a nawet niższa. Statystyki można zawsze sprawdzić – tzw. EuroMOMO. https://www.euromomo.eu/
Dr Wodarg mów też o Włoszech, o tym że mają oni bardzo starą populację, zapaść w służbie zdrowia i o tym, że podczas badania gdzie przyjrzano się 104 zgonom na COVID-19 to osoby te były chore na co najmniej 2 inne ciężkie choroby i często były w podeszłym wieku. Dr Wodarg mówi też, że szpitale są bardzo niebezpieczne dla starszych osób we Włoszech, bo jest tam dużo zakażeń szpitalnych co może być dla tych osób zabójcze. W niemieckich szpitalach umiera co roku co najmniej 15000 starszych pacjentów na infekcje, których nie mieli gdy trafili do szpitala. Jest to więcej niż liczba ofiar wypadków samochodowych w Niemczech. Szpitale zdaniem dr Wodarga są najniebezpieczniejszymi miejscami dla osób starszych, które powinny ich unikać jak tylko się da.
Zdaniem dr Wodarga ograniczenia gospodarcze, zamykanie szkół, targów, teatrów itp. oraz praw obywatelskich jest nieuzasadnione i zachęca poszkodowanych restrykcjami do walki o odszkodowania. Jest też mowa o cenzurze w mediach i wyciszaniu głosów innych niż propanikarskie. U nas jest to samo. Jest też mowa o teście PCR w wersji Chiristana Drostena i o tym, że nie został zwalidowany i nie jest wiarygodny jeśli chodzi o wykrywanie koronawirusa.
Druga część rozdziału to swobodna wypowiedź dr. Wodarga. Mówi on o obserwacji w Glasgow z lat 2005-2013 gdzie obserwowano zarazki występujące przy ostrych schorzeniach dróg oddechowych. Procentowy udział koronawirusów wynosił ok. 7-15% z niewielkim wahaniem każdego roku, co nie odbiega istotnie od tego co jest dzisiaj. Potem dr Wodarg opisuje jak Christian Drosten opracował szybko test do wykrywania nowego koronawirusa i przekazał do WHO, a ta zatwierdziła go i dopuściła do stosowania bez wykonania walidacji jaką się w tej sytuacji normalnie robi. Chodzi o to, że opracowując nową metodę badania czy nowy test musi zostać wykazane, że jest to wiarygodne, tj. że mierzy to co ma mierzyć i z właściwą dokładnością. Wie to zapewne każdy kto pracuje lub pracował w jakimkolwiek akredytowanym laboratorium badawczym, także niezwiązanym z medycyną (o konieczności przeprowadzania i udokumentowania walidacji metod badawczych mówi norma ISO/IEC 17025 określająca ogólnie wymagania dla wszystkich laboratoriów badawczych i wzorcujących sprzęt pomiarowy, które chcą uzyskać akredytację). Zatem test RT-PCR P. Drostena zatwierdzony przez WHO zostałby zdyskredytowany przez każdego audytora robiącego kontrolę laboratorium, które to nie uzyskałoby na 100% akredytacji na taką metodę badawczą ze względu na brak walidacji właśnie. I na takim zupełnie bezwartościowym teście diagnostycznym opiera się cała pandemiczna psychoza nakręcana przez rządy, media, WHO i tzw. ekspertów.

Rozdział czwarty to rozmowa z prof. dr med. Sucharitem Bhakdim. Profesor mówi o tym z czego wynikała duża liczba zgonów we Włoszech (Lombardia) i w Wuhan w Chinach. W obu tych miejscach jest wysokie zanieczyszczenie powietrza co sprawia że ludzie mają tam dużo większe obciążenie płuc niż tam gdzie powietrze jest czyste i przez to dużo częściej chorują. Prof. Bhakdi mocno kwestionuje obostrzenia wprowadzone przez rząd niemiecki wiosną 2020 r. uważając je za bezzasadne, gdyż chorują na COVID-19 w zdecydowanej większości osoby w podeszłym wieku i mające choroby przewlekłe. Młodzi nie chorują i nie umierają z wyjątkiem tych co mają jakąś ciężką chorobę (jak cukrzyca czy nowotwór). To co zrobiono wtedy (i w niewiele zmienionej formie jest dziś i w Niemczech i u nas) gdzie np. nie przeprowadza się planowych operacji, zatrzymuje się prawie całą gospodarkę i niszczy ludziom życie prof. Bhakdi określa jako zbiorowe samobójstwo (ja bym to raczej określił jako planowane ludobójstwo, ale profesor wprost prawdy nie chciał powiedzieć, być może bojąc się że coś złego go spotka np. że „poślizgnie się na mydle” i dozna wstrząśnienia mózgu). Dalej profesor Bhakdi porównuje stan niemieckiej służby zdrowia i mówi że nie ma obaw o załamanie systemu oraz włoską służbę zdrowia, której stan jest bardzo zły. I z tego powodu w znacznym stopniu doszło we Włoszech do dużej liczby zgonów wiosną.
Następnie jest przedstawiony list otwarty jaki prof. Bhakdi napisał do kanclerz Angeli Merkel zadając w nim wiele niewygodnych pytań i kwestionując rządową strategię walki z tzw. pandemią poprzez zamykanie gospodarki i paraliżowanie życia w kraju.
Następnie jest rozmowa z prof. Bhakdim, w której podważa on sens szczepienia na COVID-19 i uważa, że opracowywanie szczepionki jest absurdalne. Jest tak dlatego, że wirusy cały czas się zmieniają, mutują i szczepionka na wirusa występującego w tym roku nie będzie już działać na tego który będzie w przyszłym roku i kolejnych latach. Poza tym profesor jako Tajlandczyk jest rozczarowany tym, że niemiecki naród tak łatwo sam rezygnuje z wolności, której w Tajlandii nigdy ludzie nie mieli. Cóż odpowiedź jest według mnie smutna ale i prosta – ludzie po prostu uwierzyli w kłamstwa o tej pandemii i dlatego dobrowolnie się zgodzili na dyktaturę.
Prof. Bhakdi mówi też wyraźnie, że transmisja wirusa odbywa się głównie przez kaszel i kichanie. Jeśli więc ktoś nie kaszle i nie kicha to nie ma sensu zachowywać dystansu społecznego o którym trąbią co chwilę w mediach. Nie ma tu jeszcze mowy o maseczkach, gdyż wiosną (rozmowa była 13.03) WHO twierdziło, że maseczki nic nie dają i nie ma sensu ich nosić. Profesor mówi też dziennikarzowi: mógłby Pan mieć koronawirusa albo nie, ale jeśli nie kaszle Pan i nie kicha to Pan nie zaraża. Zatem z tego płynie prosty wniosek: osoby nie mające żadnych objawów powinny funkcjonować normalnie i nie muszą zachowywać ani dystansu ani nosić masek czy innych zakryć ust i nosa, gdyż nie ma to żadnego sensu. Zatem nakazy w kwestii zakrywania ust i nosa oraz zachowywania dystansu społecznego wprowadzone przez nasz i inne rządy są bez sensu. Profesor mówi, że według istniejących szacunków od 60% do nawet 90% osób mających styczność z wirusem Sars-Cov-2 przechodzi to bezobjawowo i nawet tego nie zauważy.
Profesor mówi też kolejną ważną rzecz: gdy ktoś przeszedł już infekcję albo nie wystąpiły u niego objawy mimo iż wykryto u niego nowego wirusa lub też ma wirusa i o tym nie wie, bo nie robił testu to taka osoba nie zaraża innych. Jest tak dlatego iż organizm tej osoby wytworzył przeciwciała, co sprawia że wirus jeśli nawet jeszcze w organizmie jest to nie jest w stanie się namnażać.
Z tego wynika kolejny jasny wniosek: należało wszystkim zdrowym osobom pozwolić funkcjonować normalnie i dać się zarazić, aby wytworzyły przeciwciała i uodporniły się, a odizolować tylko osoby z grup ryzyka (osoby starsze czy osoby z ciężkimi chorobami jak nowotwory czy osoby z obniżoną odpornością np. z powodu przeszczepu). Wtedy nie byłoby gospodarczej katastrofy ani masowych zgonów. I w dalszej części wywiadu profesor Bhakdi to potwierdza mówiąc: „Tak w ciągu dwóch do czterech tygodni byłoby po wszystkim. To byłoby dobre zarządzanie kryzysem„.
Prof. Bhakdi żali się też, że podejście ministerstwa zdrowia (chorób) w Niemczech nie jest naukowe i że tych którzy wyrażają inne opinie niż ministerstwo się wyklucza z dyskusji, a odbieranie ludziom praw obywatelskich jest robione bez merytorycznego uzasadnienia.
Kolejna ważna rzecz o której mówi profesor Bhakdi to wiek i długość życia. Zacytuję to w całości: „Jestem w tym wieku (starszym) i jestem zagrożony (zgonem) czyż nie? Nie! To bardzo ważne, aby ludzie w tym kraju (Niemczech) wiedzieli, że każdy człowiek, który umiera w wieku 80 lat umiera zbyt wcześnie. Powinni też wiedzieć, że wykorzystują jedynie 70% genomu. Mogliby dożyć 100-105 lat, gdyby nasze Ministerstwo Zdrowia było tylko trochę lepsze i uświadomiło im że niepotrzebnie umierają. Choroby wieńcowe stanowią 50%, a co druga osoba na ulicy umrze na nie. Nie musi tak być.” Dalej jest mowa o tym, że większość ludzi je za dużo i źle oraz pali co skraca im życie. Od siebie dodam, że dr med. Mathias Rath w swojej książce i w swoich badaniach udowodnił, że miażdżyca jest uleczalna i można jej też prosto zapobiegać dzięki odpowiednim dawkom witamin (zwłaszcza witaminy C). Książka ma tytuł „Dlaczego zwierzęta nie dostają zawałów serca… tylko my ludzie” i również ją streściłem na blogu. Zachęcam do lektury tego streszczenia jak i całej książki. Ministerstwo chorób (bo ze zdrowiem nie ma wiele wspólnego jeśli cokolwiek) działa tak jak działa, bo inaczej koncerny by nie zarobiły na tzw. lekach, a gdyby ludzie żyli powszechnie po 100 do nawet 110 lat to system emerytalny by się dawno już zawalił. Choć może i nie, bo ktoś kto jest zdrowy to i w wieku 80-90 lat może pracować jak ma siłę i chęć i takich osób na pewno byłoby sporo.
Dalej jest mowa o manipulacjach zgonami na COVID-19 dokonywanych przez Instytut Roberta Kocha, który zalicza wszystkich u których wykryto wirusa Sars-Cov-2 i zmarli do tych co zmarli na koronawirusa. To sztucznie zawyża liczbę zgonów i nakręca „pandemię”. Nie jest to nic nowego. U nas było to samo. Teraz niby odróżnia się tych co zmarli z powodu koronawirusa i z koronawirusem, ale nie robi się sekcji zwłok więc nie jest to zbyt wiarygodne.
Mamy jeszcze odniesienie do szczepień. Chodzi o poprzednią epidemię świńskiej grypy. Rząd niemiecki zakupił wtedy wiele milionów dawek szczepionek i nie zostały one w zdecydowane większości wykorzystane. Ich utylizacja kosztowała 250 mln euro. Najpierw wydano ogromną sumę na zakup szczepionek a potem na ich zniszczenie. Nikt za to nie odpowiedział.
Prof. Bhakdi mówi że w momencie wprowadzenia obostrzeń i kar za np. nieprzestrzeganie odległości 1,5 m demokracja się skończyła. Wielu ludzi mających dobrze prosperujące firmy zbankrutowało, wiele osób zmarło bo nie dostali pomocy gdy mieli zawał czy udar bo jest „pandemia”. U nas jest to samo.
Wywiad z prof. Bhakdim kończy się cytatem z Benjamina Franklina: „Kto rezygnuje z wolności na rzecz bezpieczeństwa, ten straci jedno i drugie„.

Piąty rozdział przedstawia odkrycia prof. Klausa Puschela odnośnie zmarłych na COVID-19. Dokonał on wbrew procedurom i zaleceniom Instytutu Roberta Kocha ponad 100 autopsji niemieckich pacjentów zmarłych, u których wykryto wirusa. Okazało się, że wszyscy mieli choroby wspołistniejące. Profesor mówi też, że infekcja wywoływana przez koronawirusa jest w większości przypadków niegroźna, a tylko na zasadzie wyjątku może być śmiertelna.

Szósty rozdział to rozmowa z prof. dr med. Johnem Ioannidisem, która miała miejsce 17.04.2020. Profesor wykonał badanie w regionie Santa Clara w USA co do liczby osób zainfekowanych wirusem. Okazało się, że takich osób było od 50 do 85 razy więcej niż liczba oficjalnie udokumentowanych przypadków. Oznacza to, że śmiertelność spowodowana przez wirusa Sars-Cov-2 jest na poziomie grypy. W związku z tym jak mówi profesor nie ma powodów do tego, aby się bać i niepokoi się bardzo skutkami zamknięcia gospodarki w wielu krajach, zaprzestania leczenia innych chorób, co będzie miało dramatyczne skutki na pewno dużo gorsze niż te wywołane przez nowego wirusa. Następnie jest mowa o tym, że znaczna liczba zakażeń COVID-19 ma miejsce w szpitalach jak to się działo wiosną we Włoszech czy USA. Wiele osób mając objawy nowej choroby zgłaszało się do szpitali choć nie było to potrzebne i byli przyjmowani. W ten sposób choroba się roznosiła i zarażali się chorzy na inne choroby, a to powodowało często znaczny wzrost liczby zgonów. Według profesora należy unikać szpitali dopóki stan chorego na COVID-19 nie jest poważny.
Prof. Ioannidis z zespołem przeprowadził też badanie w 8 krajach Europy i w USA w którym porównywano ryzyko śmierci na COVID-19 osób powyżej 65 roku życia i tych zdrowych poniżej 65 lat. Badanie wykazało dla Europy 70-krotnie mniejsze ryzyko zgonu dla osób zdrowych lub mających jakieś choroby przewlekłe w wieku do 65 lat niż tych powyżej 65 lat. W tym pierwszym przypadku ryzyko było porównywalne ze śmiercią w wypadku podczas codziennej jazdy autem do pracy i z powrotem. W USA różnica ryzyka śmierci w obu grupach była mniejsza, ale też duża – ok. 15-krotna, gdyż w USA jest większa procentowo populacja młodych osób niż w Europie. Ryzyko wśród osób poniżej 65 lat bez chorób współistniejących jest minimalne, ale i takich osób jest bardzo mało ok. 1%. Takie osoby jeśli umrą na COVID-19 stanowią w Europie 0,5% wszystkich zgonów, czyli średnio 1 osoba na 200 zmarłych na COVID. Jeśli odnieść to do liczby osób zakażonych będzie to liczba jeszcze znacznie mniejsza. Dane dotyczą wiosny – analizę zrobiono 4.04. 2020. We Włoszech gdzie były rzetelne dane prawie 99% ludzi zmarłych na COVID-19 miało jakąś chorobę towarzyszącą lub nawet dwie przez co nie jest uzasadnione aby kwalifikować takie osoby jako zmarłe z powodu koronawirusa, zwłaszcza jeśli były w podeszłym wieku i w niedługim czasie i tak z dużym prawdopodobieństwem mogłyby umrzeć.
Profesor mówi też o teście PCR i teście na przeciwciała i że mogą być dobre pod warunkiem, że dokona się ich walidacji (była już o tym mowa wcześniej). Tego dotąd nie zrobiono. Test na przeciwciała dał wynik pozytywny w przypadku soku Tymbark – na dwie próby raz wyszedł wynik negatywny a raz pozytywny dla tego samego soku. Filmik na którym ratownik medyczny to prezentował był jakiś czas temu na You Tube. Może jeszcze gdzieś jest, ale możliwe że cenzura już go usunęła.
Jest też pytanie o szczepionkę i profesor mówi że choć jest wielkim zwolennikiem szczepionek, to akurat w przypadku wcześniejszych koronawirusów nie wykazywaly one skuteczności i nie ma wcale pewności czy będą one skuteczne teraz. Prof. Ioannidis podkreśla wyraźnie, że przede wszystkim szczepionka musi być dokładnie sprawdzona i przetestowana. Inaczej może wyrządzić więcej szkód niż pożytku. Jak dziś wiemy szczepionka już jest gotowa po zaledwie kilku miesiącach. W tak krótkim czasie nie ma szans, aby przeprowadzono dokładne testy. Dlatego moim zdaniem tylko ktoś szalony będzie się chciał zaszczepić.
Zapytany o Szwecję prof. Ioannidis stwierdził, że nie ma dowodów na to, aby Szwecja zrobiła coś źle. Mieli sporo zgonów, ale liczba utraconych lat życia przez zmarłe osoby była niewielka, bo prawie wszystkie z nich były bardzo słabe, chore i znajdowały się już u schyłku życia.
Jeśli chodzi o tzw. wypłaszczanie krzywej co było uzasadnieniem dla lockdownu w wielu krajach prodf. Ionnidis nie daje jednoznacznej odpowiedzi. Mówi, że to zależy od systemu opieki zdrowotnej w kraju a ściślej mówiąc jego stanu. Jeśli jest zły t duża liczba chorych w krótkim czasie może doprowadzić do jego załamania i wtedy taki lockdown ma sens. Gdy stan służby zdrowia jest dobry można tak drastycznych środków nie wprowadzać jak np. to zrobiła Szwecja.
Na koniec padło pytanie o rozgrywki partyjne w wielu krajach jeśli chodzi o sposób postępowania w sprawie epidemii i kłótnie w tej sprawie jak w USA Republikanów i Demokratów. Prof. Ioannidis odcina się od polityki i mówi, że powinniśmy być zjednoczeni w tej sprawie bez względu na to jaką partię popieramy czy reprezentujemy, a robienie z epidemii rozgrywki politycznej uważa za kompromitację.

Kolejny, siódmy rozdział to streszczenie rozmowy jaka miała miejsce w niemieckim radio z dr med. Matthiasem Thonsem 11.04.2020. Najważniejszą informacją z tej rozmowy jest to, że pacjenci z COVID-19 są posyłani do szpitali na pewną, anonimową i samotną śmierć i że pandemiczna polityka jest katastrofą etyczną. Dr Thons kwestionuje podłączanie starszych chorych do respiratorów, gdyż znaczna liczna z tych co przeżyją będą potem upośledzeni, a tego większość starszych ludzi nie akceptuje. W przeprowadzonym kiedyś w Aahen badaniu 91% chorych na choroby układu oddechowego odrzuciło sztuczne oddychanie jeśli miałoby potem z dużym prawdopodobieństwem być upośledzonych. Woleli umrzeć i tak w większości przypadków się stało. W przypadku chorych starszych osób na COVID-19 z niewydolnością oddechową rzadko kiedy pytano o wolę pacjenta, podłączając go do respiratora. Według dra Thonsa chodzi tu zapewne o pieniądze i podaje on, że dzień leczenia niewydolności oddechowej (24 h) kosztuje około 20000 euro.
Według dra Thonsa pacjentom z niewydolnością oddechową należy mówić prawdę i wyjaśnić, że intensywna terapia daje jedynie minimalne szanse na ratunek a powoduje duże cierpienie. Nie tylko chodzi o podłączenie do maszyny, konieczność umieszczenia rury z tworzywa sztucznego w gardle, ale także a może przede wszystkim odizolowanie od rodziny. Przy takiej perspektywie zdaniem dra Thonsa większość pacjentów zrezygnuje z uporczywej terapii i będzie wolało umrzeć bez męczarni i mając kontakt z bliskimi. To byłoby także odciążeniem dla służby zdrowia, bo takie osoby rezygnujące z intensywnej terapii po prostu nie byłyby przywożone do szpitala.
Dr Thons kwestionuje politykę zdrowotną koncentrującą się na respiratorach, gdyż pacjenci po takiej terapii mają najczęściej ciężkie uszkodzenia płuc, co oznacza bardzo niską jakość ich dalszego życia. Często ci ludzie będą wymagali intensywnej opieki.
Dr Thons mówi, że nie spotkał jeszcze żadnego bardzo starego pacjenta, który przeżyłby sztuczną wentylację przy niedostatecznej obronie ze strony układu odpornościowego. To oznacza, że pacjenci z COVID-19 są posyłani na pewną, anonimową i bez towarzyszenia bliskich śmierć. To jest etyczna katastrofa!

Ósmy rozdział to rozmowa z 24.04.2020 r. z prof. Knutem Wittkowskim, który nie wie gdzie rząd znajduje tych tak zwanych ekspertów. Ze względu na krytykę poczynań rządu jeśli chodzi o tzw. walkę z pandemią profesor był atakowany przez łże media. Jak podaje prof. Wittkowski wczoraj (tj. 23.04.2020 r.) jak doniósł „New York Times” co najmniej 21% społeczeństwa (Nowego Jorku) jest już odporne a próba była wypaczona aby zaniżyć liczbę osób odpornych, więc faktycznie wartość 21% jest zaniżona. Wyniki są sprzed kilku dni przed publikacją tej informacji w NYT. Prof. Wittkowski podaje w rozmowie różne dane wskazujące na spadek przypadków zachorowań w różnych krajach i kwestionuje zasadność zamykania gospodarki i wprowadzania restrykcji. Na chwilę obecną są to dane nieaktualne, bowiem dotyczą one wiosny 2020 r.
Profesor w wywiadzie mówi, że szpitale w Nowym Jorku nie były wcale przepełnione wbrew temu co mówiły media. Potwierdzeniem jego słów były dwa filmiki jakie znalazłem na You Tube wiosną. Było na nich widać szpital w Manchesterze rzekomo według mediów przepełniony, a faktycznie prawie pusty (Polak tam mieszkający nagrał to) oraz szpital w USA (miejscowości nie pamiętam, możliwe że Nowy Jork), gdzie też rzekomo było oblężenie pacjentami kowidowymi, a faktycznie nagranie zrobione przez zwykłego Amerykanina pokazywało co innego. Koło tego szpitala były także namioty rzekomo według mediów pełne pacjentów. Faktycznie zaś, co było widać na filmie, namioty te były puste. Nie było w nich nawet łóżek tylko krzesła. Oba filmy cenzura oczywiście już usunęła z You Tuba. Ja jednak je ściągnąłem i mam je.
Wittkowski mówi, że dystansowanie społeczne niewiele zmienia jeśli chodzi o rozprzestrzenianie się wirusa. Może je trochę zmniejszyć, ale nie w jakiś znaczny sposób. Na pewno nie będzie to zmiana o jeden czy dwa rzędy wielkości. Żeby tak się stało każdą osobę trzebaby odizolować w pomieszczeniu z podciśnieniem.
Jest też mowa o lockdownie i krytyka tych działań przez prof. Wittkowskiego. Nie ma tu nic nowego czego wcześniej nie powiedzieli poprzedni rozmówcy.
Kolejna rzecz na którą zwrócił uwagę prof. Wittkowski jest bardzo ważna: każdy wirus powodujący chorobę układu oddechowego rozprzestrzenia się, ludzie się nim zarażają bądź są narażeni na zarażenie, co w większości przypadków przebiega bezobjawowo. Następnie zarażeni stają się odporni. W końcu jest więcej odpornych niż podatnych na zarażenie. W tym momencie epidemia wygasa i kończy się po kilku tygodniach. W ten sposób rodzaj ludzki przetrwał ostatnie sto tysięcy lat. I to bez szczepionek!
Dlatego prof. Wittkowski podziela zdanie, że należy izolować jedynie grupy ryzyka (jak np. domy starców czy osoby z obniżoną odpornością), a inne osoby powinny funkcjonować normalnie, podobnie jak gospodarka.
Prof. Witkowski ironizuje i mówi, że nigdy nie słyszał o Billu Gatesie jako o epidemiologu i nie czytał jego publikacji w tym zakresie, ale być może coś przeoczył. Nie wie dlaczego rządy i WHO go słuchają. Nie wie, albo może raczej nie chce powiedzieć.
Po prof. Ioannidisie prof. Wittkowski choć także nie jest przeciwnikiem szczepień nie widzi sensu szczepienia się przeciwko koronawirusowi. Uważa on że nie jest nam ona potrzebna, aby wrócić do normalnego życia.
Prof. Knut Wittkowski mówi, że popiera strategię rządu Szwecji oraz opinie prof. Sucharita Bhakdiego czy prof. Ioannidisa i nie wie gdzie rząd znajduje tzw. ekspertów. Cóż jak się odpowiednio zapłaci to „eksperci” zawsze się znajdą i mogą nawet powiedzieć, że białe jest czarne. W końcu Pecunia non olet.
Interesującą rzecz mówi profesor odnośnie infekcji wirusowych: ból gardła, kaszel czy inne objawy infekcji nie są wywoływane bezpośrednio przez wirusy. To nasz układ odpornościowy wytwarza przeciwciała, które niszczą komórki zainfekowane przez wirusa, w których się on namnaża. Jest to tzw. burza cytokin.
Na stwierdzenie Antoniego Fauciego, że już nigdy nie będziemy sobie podawać ręki prof. Wittkowski odpowiada stanowczo i niedyplomatycznie: gówno prawda.
Na zakończenie wywiadu prof. Wittkowski mówi, że nie ma żadnych naukowych dowodów potwierdzających skuteczność dystansowania społecznego czy noszenia masek. Jego zdaniem gdyby ludzie byli bardziej aktywni i brali udział w decyzjach politycznych oraz byliby bardziej świadomi i walczyli o swoje demokratyczne prawa, to nigdy by się nie wydarzyło co to nastąpiło z absurdalnymi obostrzeniami. To jest porażka ludzi kontrolowanych przez rząd, którzy pozwolili na to, by on ich kontrolował.

Dziewiąty i ostatni rozdział jest autorstwa wspomnianego wcześniej Pawła Klimczewskiego. Przedstawia on dane statystyczne (stan na 7.06.2020 r.), z których wynika, że epidemia w Polsce jest statystycznie niewidoczna.
W tym rozdziale mamy najpierw opis tego na czym polega modelowanie matematyczne rozprzestrzeniania się epidemii w skali kraju m.in. o tzw. modelu SEIR. Jest też mowa o tym, że Polska jest krajem z demograficzną blizną wynikającą z tego, że w czasie I i II wojny światowej zginęło w wojnach wiele młodych osób. Ma
my tabelaryczne dane oraz wykresy to ilustrujące. To spowodowało, że normalna struktur wiekowa populacji uległa istotnemu zaburzeniu. Po wielu latach jakie upłynęły od obu wojen (zwłaszcza od II wojny światowej) spowodowało to, że mamy dziś w Polsce mniej osób w podeszłym i bardzo podeszłym wieku co wpływa na dużo mniejszą liczbę zgonów niż np. we Włoszech, gdzie nie ma takiej populacyjnej anomalii i jest tam dużo osób starych.
Następnie mamy dane statystyczne i wykres wskazujące, że w czasie niby epidemii koronawirusa umiera mniej ludzi niż w ostatnich dwóch latach. Dalej mamy też ciekawe rzeczy np. że wielka rzekomo epidemia (medialna) w szczycie wiosennym zbierała żniwo w postaci 30 zgonów dziennie. Dziś jest ich dużo więcej ale nie tyle z powodu COVIDa co zamknięcia służby zdrowia, przez co w październiku zmarło co najmniej 10000 osób więcej niż w X 2019 r. po odliczeniu zgonów zakwalifikowanych jako spowodowanych przez COVID-19 (tych było ok. 3000).
Mamy też opis wiosennej sytuacji w szpitalach gdzie było 65% wolnych miejsc oraz o średnim wieku osób zmarłych z COVID-19. Dane te obejmują okres od 12.03 do 17.05 br. Dla kobiet był to wiek nieco ponad 78 lat, a dla mężczyzn niecałe 73. Dla porównania średnia długość życia w Polsce dla obu płci wynosi odpowiednio: 82,3 i 74,5 roku. Jak więc widać średni wiek zmarłych z COVID-19 nie odbiega istotnie od średniej długości życia w Polsce (dla kobiet różnica jest większa i wynosi ok. 4 lat, a dla mężczyzn niecałe 2 lata). Dalej mamy szczegółową tabelę z podziałem zgonów na grupy wiekowe i porównanie liczby zgonów w tych grupach w roku 2019 i wiosną 2020 r. (te same okresy). Nie ma dużych różnic. W niektórych grupach nawet więcej zgonów było rok temu niż teraz.
Jak na zakończenie rozdziału stwierdza Paweł Klimczewski z przeprowadzonej przez niego analizy danych statystycznych wynika, że wiosenna liczba koronawirusowych zgonów nie odbiega od normy i jest na poziomie szumu statystycznego. W roku 2018 było więcej zgonów niż w 2019 r. i 2020 r. i to nawet 3-4 krotnie (okres marzec-kwiecień).

W książce jest dużo ważnych informacji stanowiących odtrutkę na propagandowe bzdury mediów i polityków. W większości (poza ostatnim rozdziałem) są to zapisy lub streszczenia wywiadów z wysokiej klasy specjalistami w swojej dziedzinie – medycynie. Dla kogoś kto nie wierzy w tzw. teorie spiskowe, a wierzy autorytetom ta książka jest bardzo dobra. Wypowiadają się bowiem tu prawdziwe autorytety medyczne w tym epidemiologiczne. Polecam czytelnikom, aby nie tylko sami ją przeczytali, ale także żeby zrobili prezent gwiazdowy swoim bliskim, przyjaciołom, krewnym czy znajomym aby ci ją przeczytali i poznali prawdę o tzw. pandemii. Druga część jaka się niedawno ukazała na pewno zawierać będzie bardziej aktualne informacje.