Odpowiedni poziom witaminy D (D3) jest bardzo ważny dla zdrowia i odporności organizmu

Który lekarz w przychodni rutynowo zleca swoim pacjentom badanie poziomu witaminy D3 (25-hydroksywitaminy D) we krwi? Ja takiego jeszcze nie spotkałem. Może to wynikać po prostu z braku wiedzy większości lekarzy, zwłaszcza młodych. Jak twierdzi bowiem lekarz Hubert Czerniak w bardzo ważnym podręczniku dla studentów medycyny „Biochemia Harpera” w wydaniu z 1979 r. było napisane, że właściwy poziom witaminy D3 u zdrowego człowieka powinien być taki, że należy tę witaminę suplementować w ilości 10000 IU dziennie, czyli 10 razy większej niż dziś standardowo zalecana! Ta informacja zniknęła z ww. podręcznika w kolejnym jego wydaniu już po 1989 r.
Nie mam podstaw by twierdzić, że Hubert Czerniak kłamie (studiował w PRLu medycynę więc się zapewne uczył z tego podręcznika z 1979 r. lub starszej wersji). Jednak nie mam tej książki i nie mogę tego zweryfikować.

Nie jest to jednak konieczne, bowiem dostępne dziś informacje potwierdzają bardzo ważną rolę witaminy D w organizmie człowieka. Kilka lat temu odkryto, że receptory tej witaminy znajdują się na prawie wszystkich komórkach naszego ciała znajdujących się poza szkieletem! To oznacza, że niemal wszystkie komórki naszego organizmu do prawidłowego funkcjonowania potrzebują witaminy D3. Z tego płynie jasny wniosek, że obecnie uznawana za prawidłowy poziom witaminy D3 w organizmie wynoszący 50 ng/ml jest za niski.
Witamina D (D3) ma ogromne znaczenie nie tylko jeśli chodzi o zdrowie kości i zębów i zapobieganie krzywicy u dzieci (co od dawna wiadomo). Odkryto, że witamina ta w istotny sposób wpływa na:
– stan układu oddechowego (co jest niezwykle ważne w chwili obecnej w związku z koronawirusem);
– stan układu pokarmowego;
– przebieg cukrzycy;
– układ sercowo-naczyniowy;
– układ odpornościowy (immunologiczny);
– zapobieganie nowotworom.

Tutaj artykuł, w którym to wszystko jest szczegółowo opisane (po polsku). Tytuł artykułu jest bardzo wymowny: „Fenomen witaminy D„.

https://phmd.pl/api/files/view/116222.pdf

Należy tu zauważyć jedną rzecz. Na końcu artykułu jest napisane, że za toksyczną uważana jest dawka 30000 IU witaminy D3 przyjmowana przez ponad 3 miesiące. Wtedy stwierdzono, że występuje wtedy zagrożenie hiperkalcemią (naukowe określenie na znaczne przekroczenie bezpiecznego poziomu wapnia we krwi). Jest to z pewnością realne zagrożenie, ale łatwo go uniknąć przyjmując codziennie 100-200 mcg (mikrogramów) witaminy K2 (najlepiej odmiany MK-7 – forma naturalna uzyskana ze sfermentowanej soi). Witamina ta sprawia, że wapń trafia tam gdzie powinien tj. do kości i zębów, a nie do tętnic gdzie jest mu najłatwiej się usadowić, zwłaszcza jeśli ktoś ma już miażdżycę. O tym, że witamina K2 (menachinon) zapobiega problemom z miażdżycą można przeczytać np. w tych dwóch publikacjach (po angielsku):
1. Gast GC et al. „A high menaquinone intake reduces the incidence of coronary heart disease” Nutr Metab Cardiovasc Disc 2009 Sep, 19(7): 504-10;
2. Beulens JW et al „High dietary menaquinone intake is associated with reduced coronary calcification” Artherosclerosis 2009, Apr, 203(2): 489-93.
Tak więc jeżeli suplementujesz witaminę D3 to zawsze razem z witaminą K2 (MK7). I pamiętaj, że obie witaminy są rozpuszczalne w tłuszczach, więc przyjmuj je jedząc posiłek z tłuszczem (np. rano jedząc kanapki posmarowane masłem).

Witamina D3 znacznie łagodzi przebieg bardzo modnej dziś medialnie choroby COVID-19. Pod koniec września 2020 r. ukazała się publikacja dr Michaela Hollicka, z której wynika, że zbyt niski poziom witaminy D3 naraża na zachorowanie na Covid-19, a z kolei bardzo niski jej poziom może powodować ciężki, w tym śmiertelny jej przebieg.

Cytat: „Istnieje poważna obawa, że połączenie grypy i zakażenia koronawirusem może znacząco zwiększyć liczbę hospitalizowanych pacjentów i liczbę zgonów ze względu na powikłania towarzyszące tym dwóm rodzajom infekcji. Zwłaszcza zimą niedobory witaminy D są powszechne u dzieci i dorosłych, zarówno w USA, jak i na świecie. Dlatego stosowne będzie zalecanie każdemu przyjmowania suplementów z witaminą D. Pomoże to obniżyć ryzyko zakażenia oraz wywołanych COVID-19 komplikacji.”

Rezultat jego badań publikowały w internecie wszystkie media, od WP.pl, po niezależną, onet czy portal ABC Zdrowie. Jednak próżno ich szukać w relacjach telewizyjnych, które ogląda miliony Polaków. Nie ma nawoływania, by ludzie brali profilaktycznie suplementy z witaminą D3 z ust dziennikarzy, polityków, celebrytów, ministrów zdrowia, pracowników WHO. Dlaczego, skoro potwierdza to nawet oficjalna nauka, oskarżana przez zwolenników teorii spiskowych o skorumpowanie i sprzyjanie korporacjom farmaceutycznym?

Dlaczego o tym się nie mówi i nie alarmuje? Przecież wg oficjalnych mediów trwa straszna epidemia koronawirusa i każdy środek umożliwiający jej przeciwdziałanie jest na wagę złota! Dlaczego więc nie propaguje się tego środka (czyli witaminy D3), którego działanie potwierdziła nawet oficjalna nauka!? Tutaj więc mogą powstać kolejne teorie spiskowe, dlaczego tak jest.
Moim zdaniem wyjaśnienie jest dość proste – chodzi o ciągnięcie „pandemii” jak najdłużej, aby nas zruinować i wprowadzić orwellowski świat.

Wnioski z ww. badania są następujące:

– Pacjenci chorzy na Covid-19 znacznie rzadziej cierpieli na jej powikłania i umierali, jeśli mieli dostateczny poziom witaminy D3 we krwi.

– We krwi osób, które mają dostateczny poziom witaminy D3 jest więcej zwalczających infekcję limfocytów i niższy poziom białka świadczącego o stanach zapalnych.

– Odpowiednio duża ilość witaminy D3 obniża ryzyko zarażenia się wirusem SARS-Cov-2 o 54%.

– Chorzy ze stwierdzoną chorobą Covid-19, którzy mieli minimum 30 ng/mL witaminy D3 we krwi, znacznie rzadziej mieli ciężki przebieg choroby, rzadziej tracili przytomność, rzadziej występowało u nich niedotlenienie. Rzadziej też umierali.

– U chorych na Covid-19 w wieku więcej niż 40 lat dostateczny poziom witaminy D oznaczał mniejsze ryzyko zgonu o 51,5 proc. w porównaniu do osób, które miały jej za mało (czyli poniżej 30 ng/mL).

– Dobry poziom witaminy D3 chroni nie tylko przed ciężkimi powikłaniami choroby koronawirusowej Covid-19, ale także przed ciężkimi powikłaniami innych chorób układu oddechowego, np. grypy.

Źródło badania naukowego w języku angielskim: http://dx.doi.org/10.1371/journal.pone.0239799

Streszczenie badania w oficjalnych mediach w języku polskim: Witamina D pomaga łagodnie przejść koronawirusa? „Mamy bezpośredni dowód”

Informacje o znaczeniu poziomu witaminy D3 w zapobieganiu i przebiegu choroby COVID-19 za: https://jarek-kefir.com/2020/09/26/nauka-oficjalnie-niedobor-witaminy-d-naraza-na-bardzo-ciezki-przebieg-koronawirusa/

Trochę prawdy w TVP- rządowy „ekspert” ds. „pandemii” skompromitował się, a minister „zdrowia” pokazał, że jest parszywą kreaturą

Nie oglądam w zasadzie już mediów głównego ścieku, choć mam wciąż telewizor. Służy mi on głównie do oglądania meczów od czasu do czasu i teleturnieju „jeden z dziesięciu”. Od wielu lat telewizji nie traktuję jako źródła informacji, bo jest to głównie mieszanina kłamstw i propagandy z niewielką domieszką prawdy. Czasem jednak zdarzają się wyjątki.
Taki wyjątek miał miejsce 14.12.2020 r. na TVP 1. Był to program „Warto rozmawiać” prowadzony przez Jana Pospieszalskiego, który przed chwilą obejrzałem na You Tube. Dotyczył on sprawy, która jest wałkowana od pewnego czasu codziennie niemal non stop, czyli szczepień na COVID-19. W programie sporo czasu poświęcono także leczeniu COVID-19 za pomocą leku stosowanego w chorobie Parkinsona, czyli amantadynie.
W programie wystąpili w części pierwszej: prof. Andrzej Horban – doradca rządu ds. tzw. pandemii, prof. Włodzimierz Gut – doradca Głównego Inspektora Sanitarnego oraz Włodzimierz Bodnar – lekarz, który leczył pacjentów w ciężkim stanie mających COVID-19 za pomocą amantadyny uzyskując bardzo dobre efekty leczenia. Jak twierdzi wyleczył w ten sposób ok. 500 osób. W drugiej części była rozmowa Jana Pospieszalskiego na temat szczepionek z szefem kancelarii premiera Michałem Dworczykiem, który organizuje proces masowych szczepień na COVID-19.

Powiem tak – każdy kto rozważa zaszczepienie się powinien czy wręcz MUSI obejrzeć ten program. Rządowy „ekspert” prof. Horban wykazał się tu arogancją, próbował podważyć kompetencje dr. Bodnara, najpierw namawiał dr. Bodnara do zrobienia badań klinicznych amantadyny, a potem podawał jakieś publikacje które jak twierdzi dowodzą, że amantadyna jest nieskuteczna. Wytykał też dr. Bodnarowi, że nie zna ustawy o zawodzie lekarza. Zawsze mi się zdawało, że lekarz ma przede wszystkim leczyć, a nie znać na pamięć ustawę o zawodzie lekarza. Co ja jednak tam wiem. Jestem tylko szarym Kowalskim a nie profesorem Horbanem.
Dr Bodnar mówi, że już w marcu informował ministerstwo chorób (bo ministerstwem zdrowia to jest ono nazwane tylko dla zmylenia przeciwnika, czyli polskiego narodu) o skuteczności amantadyny w leczeniu chorych na COVID w jego praktyce lekarskiej. Nie uzyskał do dziś żadnej odpowiedzi! Dlaczego? Cóż sprawa jest jak sądzę banalnie prosta – leczenie jednego pacjenta amantadyną to koszt 10 zł. Kto się będzie szczepił gdy chorobę można wyleczyć nawet w ciężkich przypadkach tak tanim lekiem. W programie wypowiada się jeden z pacjentów dr. Bodnara, któremu doktor Bodnar zapisał amantadynę gdy był już w ciężkim stanie, miał zaawansowane zapalenie płuc i mógł umrzeć w ciągu kilku dni. Po leczeniu amantadyną jego stan szybko się poprawił. Dla profesorów Horbana i Guta ważniejsze są jednak procedury, zgody komisji etyki lekarskiej itp. itd. Pewnie niech dr. Bodnar pisze pisma i czeka aż komisja raczy może kiedyś odpowiedzieć. I wyda zgodę na eksperymentalne stosowanie leku albo i nie. A ludzie niech w tym czasie umierają. Statystyki pseudopandemii będzie można nakręcić i straszyć.

Druga część programu jest jeszcze bardziej porażająca. Na samym początku mamy do niej wstęp w postaci fragmentu nagrania z knessejmowej komisji chorób (zwanej dla zmyłki komisją zdrowia). Słyszymy tam najpierw Szefa Naczelnej Inkwizycji Lekarskiej (zwanej dla zmyłki Naczelną Izbą Lekarską) niejakiego prof. Andrzeja Matyję. Mówi on, że trzeba zaangażować c(w)elebrytów do tego, aby zachęcali ludzi do szczepienia się. Potem zaś mówi o jak to określa internetowych sceptykach szczepień i mówi, że wśród nich są także lekarze. W związku z powyższym szef NIL będzie ich wzywał i przesłuchiwał (użył dokładnie tego słowa!) tych „nieprawomyślnych” lekarzy w związku z ich postawą. Następnie mamy wypowiedź ministra chorób Adama Niedzielskiego, który dziękuje szefowi NIL za nieugiętą postawę i nazywa lekarzy sceptycznych wobec szczepień na COVID-19 kołtunami!
Jak więc widać lekarz nie ma prawa mieć swojego zdania w sprawie szczepień, a jeśli je ma to jest kołtunem. Takie oto parszywe syjonistyczne kreatury rządzą naszym nieszczęsnym krajem. Pora zrobić z tym porządek. Poniżej wspomniany program.

https://www.youtube.com/watch?v=Dt65ADAiX0o&feature=youtu.be

Opolczyk – blog nibypolski, pseudosłowiański?

Ten wpis jest polemiką z paszkwilem jaki wysmażył na mój temat autor bloga Opolczyk, który przedstawia swój blog jako „blog polski”. Ów Opolczyk (tak będę go dalej na potrzeby polemiki nazywał) najpierw napisał komentarz pod jednym z moich wpisów na blogu. Dotyczył on ostrzeżenia przed szczepieniem przeciwko COVID-19, gdzie powołałem się na źródło informacji w postaci jego bloga.
Nie spodobało się mu umieszczenie jego bloga wśród polecanych przeze mnie słowiańskich blogów m.in. Tajne Archiwum Watykańskie czy Słowianie i ukryta historia Polski. Określił on je jako „turbolechickie”. W odpowiedzi odpisałem mu, że uważam to określenie za obraźliwe i że nie toleruję na moim blogu obrażania mnie ani kogokolwiek z komentujących. Jest to wyraźnie napisane na stronie „o blogu”. Polemika tak, obrażanie nie. Podałem też kilka argumentów za tym, że starożytne państwo Lechitów musiało istnieć. Opolczyk odpisał mi, że to bzdury i nie będzie ze mną polemizował i że więcej na moim blogu się nie pojawi. Ok nie ma przymusu polemiki.
Złamał jednak dane słowo, bo popełnił ten oto paszkwil na mój temat na swoim blogu: https://opolczykpl.wordpress.com/2020/12/13/wolni-slowianie-czy-krystowiercy-turbolechici/

W związku z powyższym nie mam innego wyjścia jak odnieść się do tego co napisał, co niniejszym poniżej czynię.

Co do pierwszego zarzutu, że komentarz Opolczyka wisiał prawie dobę w moderacji – nie wiem jak Opolczyk, ale ja nie siedzę od rana do nocy na blogu i mailu i nie sprawdzam co chwilę co kto kiedy napisał i co trzeba zatwierdzić. Gdy tylko miałem czas i wszedłem na maila to zatwierdziłem komentarz Opolczyka i na niego odpowiedziałem.

Co do Nocy Świętojańskiej jako pradawnego święta Słowian – istotnie nazwa jest niesłowiańska czy jak pisze Opolczyk cyt. „żydo-katolicka”. Jednak czy nam się to podoba czy nie większość naszej dawnej kultury i obyczajów została przerobiona na modłę chrześcijańską. Przecież np. Boże Narodzenie również nie ma nic wspólnego z faktami, a jest po prostu schrystianizowaną wersją Szczodrych Godów. Kto dziś wie czym były Szczodre Gody? Garstka osób. Zaś Boże Narodzenie zna każdy. Podobnie jest z Nocą Świętojańską. Każdy, przynajmniej ten co zna naszą religię, będzie wiedział o co chodzi. Zaś użycie rodzimych nazw jak Noc Kupały czy Sobótka dla wielu osób już może być niejasne. W tej sprawie mogę się jednak częściowo zgodzić z Opolczykiem i dlatego dokonałem zmiany treści wpisu na pasku bocznym podając nazwę chrześcijańską (Noc Świętojańska) i jedną z rodzimych nazw – Noc Kupały. Nie było nigdy moją intencją promowanie okupacyjnych nazw. Chodziło o czystą pragmatykę, aby dotrzeć do większego grona odbiorców. Klikając w obrazek przechodzi się na stronę, gdzie całe to święto jest dobrze opisane i podane są tam dwie znane rodzime nazwy: Noc Kupały i Sobótka. Opolczyk nie raczył jak sądzę tam wejść, bo nic o tym nie pisze.
Zaznaczę przy tym, że blog adresowany jest głównie do budzących się osób w Polsce, z których większość jest katolikami, agnostykami lub ateistami. Główną grupą odbiorców nie są osoby które od lat interesują się naszą rodzimą wiarą, kulturą, tradycją i historią. Dla nich jest oczywiste że oryginalnie była Noc Kupały, a nie Noc Świętojańska. Oni rzecz jasna także są na blogu mile widziani, ale to co piszę i zamieszczam nie jest robione pod nich.

Cieszę się, że Opolczyk podziela przynajmniej opinię, że dzisiejsza tzw. pandemia to oszustwo. Po tym krótkim jakby przerywniku mamy dalej absurdalne zarzuty.

Opolczyk zamieścił dalej Print Screena z mojego wpisu pt. „Słowianie w bitwie nad Dołężą w 1300 r. p.n.e.” Nie podając żadnych argumentów stwierdza jedynie, że cyt. „są wyssane z brudnego palucha”. Kompletna żenada. Bitwa pod Dołężą nie jest wyssana z brudnego palucha tylko jest już faktem historycznym! Była to jak niedawno odkryto największa bitwa w Europie w tamtych czasach. Bitwa ta była do 2016 r. zupełnie nieznana. Odkrycie to zmienia zupełnie dotąd znaną historię Europy. Napisali o niej tacy „wyznawcy” Lechii jak pismo Science https://www.sciencemag.org/news/2016/03/slaughter-bridge-uncovering-colossal-bronze-age-battle
Z przeprowadzonych badań w tym DNA wynika, że część uczestników tej wielkiej bitwy miało DNA takie jak mieszkańcy współczesnej Polski. Nie dowodzi to oczywiście wprost istnienia państwa Lechitów w tamtych czasach. Jednak logiczny wniosek jest prosty: skoro w największej bitwie starożytnej Europy brali udział wojownicy z polskim DNA to oznaczało, że państwo które reprezentowali w bitwie musiało być w tamtych czasach bardzo silne. Dzisiejsza granica Polski przebiega tylko kilkadziesiąt km od miejsca tej bitwy. Gdyby ci nazwijmy ich polscy wojownicy byli jakimiś prymitywnymi dzikusami to by w takiej bitwie nie brali udziału lub też ich uzbrojenie wyraźnie odstawałoby od reszty wojowników. Takiej różnicy uzbrojenia nie znaleziono. Szczegóły na ten temat przedstawia mój wpis: https://wolnislowianie.wordpress.com/2018/05/21/bitwa-pod-tollense-czyli-posredni-dowod-na-istnienie-lechii/ oparty na tym co napisał bloger racjonalista.pl, który też nie jest zwolennikiem Wielkiej Lechii.

Rzekomo reklamowany także w tym wpisie film o „Słowiańskich królach Lechii” nie jest wcale o królach Lechii tylko o mapach z okresu wczesnego średniowiecza pokazujących układ sił i państw w ówczesnej Europie. Na mapy te powoływał się Janusz Bieszk pisząc swoją książkę pt. „Słowiańscy władcy Lechii. Polska starożytna” stąd w tytule filmu jest o słowiańskich władcach Lechii. Mapy te istnieją i nie da się temu zaprzeczyć. Jedna z nich znajduje się np. na uniwersytecie w Teksasie. To pokazuje jak Opolczyk czytał i analizował to co potem komentował. Szkoda słów. A co do królów Lechii – wymienia ich i opisuje np. Kronika Prokosza i Kronika Dzierzwy. Czy to według Opolczyka bajki? Jeśli tak, to za bajki należy uznać też różne kroniki niemieckie, francuskie, angielskie i inne. Prowokacyjnie można zapytać sprowadzając sprawę ad absurdum – skąd wiemy, że istniał Juliusz Cezar? Bo tak twierdzą historycy? Bo tak napisali w jakiejś rzymskiej kronice? A dlaczego nie mieli w tej kronice napisać bajek?

„A tu widzimy brednie o Słowianach jako najstarszej cywilizacji na Ziemi”. No cóż najwyraźniej inaczej rozumiemy pojęcia cywilizacji. To co mamy dziś i od setek czy nawet tysięcy lat nie jest tak naprawdę cywilizacją. Jest to system oparty na niszczeniu środowiska w którym żyjemy, zabijaniu masowemu zwierząt, a także siebie – choćby tzw. aborcja gdzie ta zbrodnia na tzw. cywilizowanym zachodzie jest dopuszczalna nawet niedługo przed porodem i takie barbarzyństwo i bestialstwo nie budzi sprzeciwu tamtejszych społeczeństw. Oto jest ta zachodnia „cywilizacja”. Słowianie byli twórcami prawdziwej cywilizacji w której współistnieje się z naturą, szanuje ją i korzysta z jej zasobów tak, aby jej nie niszczyć. Podobnie nie było u naszych przodków i praprzodków takiego czegoś jak zbrodnia aborcji.

Kolejną rzekomą brednią cyt. „już nie turbolechicką” jest to co Juliusz Nowina Sokolnicki mówił o braku ciągłości prawnej II RP z obecną III RP. To że tzw. zachód po wojnie uznał PRL nie ma żadnego znaczenia z punktu widzenia prawa, a Opolczyk najwyraźniej nie ma zielonego pojęcia o prawie! Równie dobrze ja mógłbym sobie uznać, że Słońce jest kwadratowe. Tyle samo byłoby to warte. O „legalności” PRL świadczy choćby to jak sfałszowano wybory w 1947 r. które faktycznie wygrał PSL, a „wygrali” je komuniści.
Niezaprzeczalnym faktem jest, że uchwalona w 1935 r. Konstytucja kwietniowa do dziś obowiązuje. Potwierdza to nawet strona Knessejmu: http://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/DocDetails.xsp?id=wdu19350300227
Mamy tam datę jej wejścia w życie i od kiedy obowiązuje. Nie ma zaś nigdzie informacji, że została uchylona, a tym samym nie obowiązuje. Skoro tak to znaczy, że obowiązuje. Nie może być inaczej, bo konstytucję może znieść tylko inna konstytucja, a ani w konstytucji PRL z 1952 r. ani tej III RP z 1997 r. nie ma nawet słowa odniesienia do konstytucji z 1935 r. Konstytucję z 1997 r. uchwalono niezgodnie z procedurą opisaną w konstytucji z 1935 r., a potem zrobiono referendum, w którym frekwencja nie osiągnęła wymaganych przez ówczesne „prawo” III RP 50%. Zatem złamano nawet prawo III RP i konstytucja z 1997 r. jest podwójnie nielegalna. A państwo opierające się na nielegalnej konstytucji jest nielegalne. Tyle w temacie.
Co do tzw. zamachu majowego i tego co się po nim działo w II RP zgoda. Również co do Piłsudskiego zgoda i zamieściłem na ten temat dwa wpisy (dział Lektury) o książkach Tomasza Ciołkowskiego o Józefie Piłsudskim. Z materiałów historycznych jakie wspomniany autor zamieścił wynika jednoznacznie negatywna ocena Piłsudskiego jeśli chodzi o dzieje Polski i II RP. W niczym to jednak nie zmienia faktu, że II RP prawnie była państwem legalnym, a PRL jak i obecna III RP są nielegalne.
Co do kwestii pieniądza i zaciąganych przez PRL i III RP kredytów w pełni się zgadzam z Opolczykiem. To wszystko jest nielegalne i gdy nastąpi przywrócenie polskiej władzy na polskiej ziemi zostanie to wszystko uznane za nieważne i nie będzie spłacane. Podstawą do tego jest właśnie obowiązująca do dziś konstytucja z 1935 r. i dekret prezydenta z 30.11. 1939 r. o nieważności aktów prawnych stanowionych przez władze okupacyjne. Ponieważ III RP jest państwem nielegalnym i okupacyjnym jej zobowiązania finansowe są zawierane bezprawnie i nie w imieniu polskiego narodu.

Co do rzekomego promowania przeze mnie Grzegorza Brauna – zamieściłem na blogu filmik, na którym Braun wzywa naród do protestów przeciwko pseudopandemii. Były tam podane terminy i miejsce protestów. Tylko tyle i aż tyle.
Wiadomo kim jest Grzegorz Braun, że jest on ortodoksyjnym katolikiem, uczęszczającym na msze trydenckie (wg rytu sprzed soboru watykańskiego II). Mnie ten aspekt działalności G. Brauna delikatnie mówiąc nie porywa. Nie podzielam jego entuzjazmu do katolicyzmu i tego, że Polska musi być katolicka. Nigdzie w żadnym wpisie na tym blogu nie promuję katolicyzmu. Najlepszym tego dowodem jest dział „Duchowość”.
Jednak inaczej niż Opolczyk nie jestem zacietrzewiony i skupiony na jednym wycinku negując wszystkie inne aspekty czyjejś działalności i myślę i działam szerzej i wznoszę się ponad małostkowe uprzedzenia. To, że z Grzegorzem Braunem fundamentalnie nie zgadzam się co do katolicyzmu nie przeszkadza mi popierać jego wezwań do protestów przeciwko orwellowskiej rzeczywistości jaką chce nam dziś narzucić polskojęzyczna marionetkowa władza pod pretekstem pseudopandemii.
Podchodząc tak jak Opolczyk należałoby również w takim razie zanegować książki pt. „Fałszywa pandemia 1” i „Fałszywa pandemia 2”. Wydane zostały one bowiem przez Fundację Osuchowa, założoną przez Grzegorza Brauna właśnie. Każdy kto czytał te książki z pewnością wie, że są one merytorycznie bardzo wysoko i obnażają całe oszustwo z tą niby pandemią i lipnymi testami PCR. Również wykłady Brauna na których obnaża on prawdę o powstaniach styczniowym i listopadowym należy wtedy zakwestionować, bo to mówi „turbokatolik” (używając terminologii Opolczyka).
Hipoteza Opolczyka o tym, że protest z 12.09 był koncesjonowany przez okupanta jest ciekawa, ale nie ma na nią żadnych dowodów. Ja byłem na proteście w sierpniu pod Zamkiem Królewskim i było tam wtedy też ponad 20 tysięcy osób. Nikt nie zachowywał też wtedy dystansu 1,5 m od siebie i nikt nie miał maseczki (wtedy nie obowiązywały na otwartej przestrzeni, ale tylko gdy się zachowywało dystans 1,5 m). Policjanci mieli zakryte nosy i usta, ale też tak jak we wrześniu nie interweniowali. Zatem jeśli hipoteza Opolczyka jest prawdziwa, to sierpniowy protest także musiał być koncesjonowany. Październikowy już z pewnością nie był, bo został brutalnie rozpędzony i ponad 200 osób zatrzymano stawiając im absurdalne zarzuty o rzekomej napaści na policjantów. Jakieś 20 osób policja otoczyła na Pl. Bankowym i przez wiele godzin nie chciała wypuścić. Na tamtym proteście Grzegorz Braun również miał swój duży udział. Bronił on jako poseł tych osób usiłując się dowiedzieć dlaczego te osoby są przetrzymywane, bowiem nie postawiono im żadnych zarzutów. Mimo usilnych interwencji był odsyłany od Annasza do Kajfasza i niczego się nie dowiedział. Oto jak III RP traktuje nawet posłów wybranych w rzekomo demokratycznych wyborach.
Jeśli chodzi o Konfederację to jak każda partia w III RP jest przesiąknięta chazarsko-syjonistyczną agenturą. W obecnym Knessejmie nie ma żadnej polskiej partii. Tu żadnego odkrycia Opolczyk nie robi. Korwiniści to randyści, więc to żadne zaskoczenie, że Janusz Korwin Mikke (Ozjasz Goldberg) sprzedałby polskie lasy. On sprzedałby wszystko, bo taka jest filozofia randystów – wszystko co państwowe to złe, a państwo jest wrogiem. Że korwiniści są randystami przyznał nawet ich poseł Jakub Kulesza w książce, wywiadzie pt. „Polska według Konfederatów”, gdzie przyznał, że jest zwolennikiem Ayn Rand i poleca przeczytać jej „dzieło” pt. „Atlas zbuntowany”, które w bardzo wielkim skrócie mówi, że duże firmy i korporacje utrzymują nas roszczeniową hołotę, a my jeszcze śmiemy się buntować. Tego oczywiście już Kulesza nie powiedział.
O protokołach mędrców syjonu również piszę. W dziale „Lektury” jest obszerne streszczenie książki dr Stanisława Trzeciaka pt. „Program światowej polityki żydowskiej. Konspiracja i dekonspiracja”, gdzie ks. Trzeciak rozkłada syjonistyczne knowania na czynniki pierwsze podając wiele cytatów z „Protokołów” i dowodzi że są one autentyczne głównie dlatego, że większość z tego co tam zapisano się sprawdziło już przed II wojną światową (książka pochodzi z 1936 r.) To pewnie też według Opolczyka skandal, że taką książkę promuję, bo przecież jej autor był katolikiem i do tego jeszcze księdzem. To już chyba zbrodnia?!

I na koniec księżycowy zarzut wyssany z brudnego palucha (że posłużę się terminologią mojego adwersarza), że moim ostatnim wpisem (na dzień napisania wpisu na mój temat na swoim blogu przez Opolczyka) wyrażam kult żydowskiego zbawiciela. Chodzi o wpis pt. „Dialog z Jeszuą (Jezusem)”. Jest to tak absurdalne, że aż szkoda na to tracić czasu. Jednak poświęcę się i go stracę. Nigdzie w tym wpisie nie ma ani słowa na temat tego, abym zachęcał np. do modlenia się na kolanach do Jezusa, oddawania mu pokłonów czy odmawiania np. „Litanii do najświętszego serca pana Jezusa”. Zamieściłem jedynie link do filmu w którym Andy Choiński („turbokatolik” haha) przedstawia odpowiedź Jezusa na pewien list. Chodzi o obecne czasy upadku matriksa i tego jak się w tym czasie odnaleźć i postępować. Uznałem to za cenne i tylko z tego powodu taki wpis zamieściłem. Gdyby to był przekaz jakiegoś Pigmeja czy Indianina też zamieściłbym go. Do treści przekazu od Jezusa Opolczyk się oczywiście nie odnosi (nie licząc tego że pisze iż prelegent nazywa Jezusa chrystusem). Krytyka mojego wpisu jest na zasadzie – widzę Żyda to bić Żyda, bo to Żyd, a wszystko co żydowskie to zło wcielone. Skoro tak to proponuję Opolczykowi wyrzucić smartfona, komputer i wiele innych sprzętów elektronicznych i nigdy nie korzystać ze skanera czy kserokopiarki. Te wynalazki powstały bowiem dzięki odkryciom pewnego znanego Żyda o nazwisku Einstein.
Kończąc ten wątek – to co mówi katolicka religia, Biblia i oficjalna wersja na temat Jezusa ma bardzo mało wspólnego z prawdą. Jak wygląda prawdziwy życiorys Jezusa mówi manuskrypt z Tybetu. Jeden z moich wpisów w dziale „Duchowość” tego właśnie dotyczy. Jeżeli więc już uznać, że promuję Jezusa, to promuję takiego właśnie prawdziwego Jezusa, a nie tego żydokatolickiego. Tak to jest jak się wydaje osąd nie zgłębiając tematu.

Kończąc czy ktoś kto stawia takie „zarzuty” i zupełnie się ośmiesza, negując np. bitwę pod Tollensee czy nielegalność III RP i jak rozumiem promując oficjalną, załganą wersję naszej historii narzuconą nam przez niemieckiego okupanta może być wiarygodny? Czy taki ktoś ma prawo, aby pisać, że jego blog jest polski? Opolczyk pisze dużo na temat wiary i kultury naszych przodków czy Biblii i chwała mu za to, ale jednocześnie wspiera okupanta promując jego wersję historii. Te dwie sprzeczności pozwalają według mnie postawić tezę że Opolczyk to blog pseudosłowiański.

Przyłączam się do końcowego oświadczenia Opolczyka. Oświadczam, że z blogiem Opolczyk.pl nic mnie nie łączy i również z jego Adminem nic mnie nie łączy.
Wykorzystałem jedynie wpis z jego bloga ostrzegający przed szczepieniami na COVID-19 uważając przekazane przez Opolczyka informacje za ważne i warte dalszego rozpowszechniania. Powołałem się na jego bloga jako źródło informacji na prawach cytatu. Tylko tyle i aż tyle.