Tzw. szczepionki na COVID to depopulacyjne eliksiry

Profesor Mike Yeadon, główny naukowiec firmy Pfizer, który przez dwie dekady był zaznajomiony z działaniami i celami badań i rozwoju w farmaceutycznym gigancie Pfizer, wyjaśnia, że ostatecznym celem obecnie podawanego schematu szczepionek może być tylko MASOWE WYLUDNIENIE, przy którym wszystkie wojny światowe wydają się być jak niewiele znaczące incydenty. „Setki milionów osób już zaszczepionych SĄ JUŻ SKAZANE NA PEWNĄ ŚMIERĆ!- i to nieodwołalne i pełne bólu zgony! Każda osoba, która otrzymała zastrzyk, z pewnością umrze przedwcześnie, a 3 lata, to tak zrobiona na wyrost ocena tego, jak długo prawdopodobnie będzie żyła”.

Niech prokuratura dotrze do oryginału angielskiego wypowiedzi profesora i podejmie odpowiednie działania.

Wypowiedź prof. Eweliny Król z Zakładu Szczepionek Rekombinowanych Międzyuczelnianego Wydziału Biotechnologii Uniwersytetu Gdańskiego i Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego:

Nauka Polska, PAP: Aktualne szczepionki przeciwko koronawirusom napędzają zachorowania! Opiera się to na tej zasadzie, że konkretne białko wirusa, zawarte w szczepionce – glikoproteina S, zwana też białkiem spike, prowokuje układ immunologiczny zakażonego człowieka do patologicznie wzmożonej produkcji przeciwciał atakujących wirusa. Niestety, powoduje to też powstawanie przeciwciał, które mają niski poziom neutralizacji wirusa i łączą się z nim w taki sposób, że wirus łatwiej wnika do niektórych komórek i je niszczy. Może w ten sposób niszczyć serce, mózg, wątrobę, płuca, i inne ważne narządy. Zatem szczepionka, zamiast chronić przed infekcją, często ją aktywuje i napędza. Ekstremalnie wzmożona produkcja przeciwciał (po zaszczepieniu), może mieć katastrofalne skutki, i zamiast hamować epidemię, to będzie ją drastycznie wzmagać, ku uciesze producentów szczepionek i międzynarodowych faszystów, chcących ograniczenia wzrostu populacji na planecie.

Tu jest udokumentowana wypowiedź prof. Król:
 https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C82759%2Cwirusolog-o-perspektywie-szczepionki-przeciw-covid-19-i-pracach-polakow

Cheran – miasto w Meksyku, w którym kobiety wypędziły mafię, policję, polityków i biznesmenów i zaprowadziły porządek!

W Cheran nie ma policji, nie ma burmistrza ani radnych, ani policji, nie ma biznesmenów ani polityków. Działalność partii politycznych jest zakazana! Nie ma też żadnych kampanii wyborczych i obietnic gruszek na wierzbie.
Mimo tego wszystkiego miasto funkcjonuje normalnie. Wszystkim zajmują się sami mieszkańcy. Przestępczość w zasadzie zniknęła. A wszystko to dzięki odwadze miejscowych kobiet, które w 2011 r. zbuntowały się przeciwko lokalnej mafii, policji i władzom, które nie reagowały na bandytyzm i rabunkowe i nielegalne wycinanie lasów. Gdy pewnego dnia jeden z bandytów drwali powiedział, że jak skończą z lasami to zajmą się kobietami zawrzało. Kobiety uzbroiły się w maczety i wywołały powstanie. Poniżej cała historia. Dowodzi ona, że żadne władze ani partie nie są nam potrzebne do normalnego funkcjonowania. Trzeba tylko samemu wziąć sprawy w swojej ręce. Jak pokazuje poniższy przykład przyszłość należy do kobiet.

W 2011 r. w meksykańskim Cherán wybuchło powstanie kobiet Miguel Tovar/LatinContent
◾Noizz
◾Big stories
◾Kobiety biegały po ulicach z maczetami. Przegoniły z Cherán kartele narkotykowe, gangi i burmistrza

Kartele narkotykowe, gangi prowadzące nielegalną wycinkę drzew, skorumpowani politycy i bierność policji. Tak wyglądała codzienność meksykańskiego miasteczka Cherán, zamieszkiwanego przez rdzenną społeczność Purépecha (Tarasków). Tak było do 2011 r. Dziś mieszkańcy Cherán żyją na własnych zasadach i to, co martwi ich najbardziej, to bójka w barze. Wszystko dzięki kobietom, które w odpowiednim momencie wzięły sprawy w swoje ręce.
◾Michoacán to jeden z najbardziej doświadczonych przestępczością, korupcją i nierównościami regionów w Meksyku
◾Pod cichym przyzwoleniem rządzących, kartele i gangi pozbawiły Cherán aż 70 proc. lasów i nękały rdzenną społeczność
◾To kobiety zbuntowały się przeciwko rujnującej region polityce i przemocy, bały się, że będą następnym łupem
◾Aby się obronić, musieliśmy zmienić cały system – wyrzucić partie polityczne, wyrzucić ratusz, wyrzucić policję
◾Mieszkanki Cherán do dziś wspominają powstanie jako jeden z najstraszniejszych dni, jakie przeżyły. Nie mają jednak wątpliwości, że był to początek nowego, lepszego życia

„To kobiety się zbuntowały”

W 2011 r. w Cherán wybuchło powstanie. Poprowadziły je kobiety, które nie mogły dłużej patrzeć na bezczynność mężczyzn. Postawiły sprawę jasno – nielegalna wycinka lasów musi zakończyć się natychmiast, a z miasta zniknąć mają wszyscy odpowiedzialni za przemoc i niesprawiedliwość. Od karteli po burmistrza.

– To kobiety się zbuntowały. Kiedy powiedziały swoim mężom, co się dzieje, nie mieli odwagi się z tym zmierzyć. Gdy one się zbuntowały, dopiero wtedy mężczyźni poszli za nimi – opowiada Adelaida Sánchez, która brała udział w powstaniu. Obecnie samotnie wychowuje dziecko i współtworzy lokalną policję.

Region Michoacán to jedna z najbardziej doświadczonych przestępczością, korupcją i nierównościami część tego kraju. Meksykańska spirala przemocy nie omija nawet najmniejszych miast, takich jak Cherán. Morderstwa, porwania, wyłudzenia, gwałty, rabunkowa gospodarka i nielegalna wycinka drzew spotykały się z bezczynnością władz, policji i mężczyzn. Pod cichym przyzwoleniem rządzących, kartele i gangi pozbawiły Cherán aż 70 proc. lasów i nękały rdzenną społeczność.

–Talamontes [uzbrojeni drwale] przyjeżdżali ciężarówkami i się z nas śmiali. Wychodzenie w nocy było niebezpieczne. Niebezpiecznie było pójść do lasu. Czasami wracałam do domu i płakałam, i płakałam – mówi Josefina Estrada, matka ośmiorga dzieci, która brała udział w powstaniu.

Co kartele narkotykowe mają wspólnego z wycinką lasów?

Otóż od lat dywersyfikują swój model biznesowy. Dążąc do jak największego zysku, starają się przejmować i zdominować każdą dochodową gałąź przemysłu. Do takich zalicza się właśnie pozyskiwanie drewna, które stanowiło podstawę gospodarki Cherán. Kiedy uzbrojeni drwale zbliżyli się do głównego źródła wody, cierpliwość mieszkanek się skończyła.

– Skończymy z waszymi lasami, a potem zajmiemy się waszymi kobietami – cytuje Enéndiro Santa Clara, która słyszała rozmowy talamontes. – Najpierw lasy, potem kobiety. Może z tego powodu w pewnym momencie zdecydowałyśmy, właśnie jako kobiety, że zmierzymy się z tą sytuacją. Uzbroiłyśmy się, natychmiast, w cokolwiek tylko mogłyśmy – relacjonuje Adelaida.

Cherán jest kobietą. I dostaje drugie życie

– Wszyscy biegali po ulicach z maczetami. Kobiety biegały. Wszyscy zakrywali twarze. Było tylko słychać, jak ludzie krzyczą, a kościelne dzwony biją przez cały czas – opowiada Melissa Fabian, która miała wtedy 13 lat.

Mieszkanki Cherán do dziś wspominają powstanie jako jeden z najstraszniejszych dni, jakie przeżyły. Nie mają jednak wątpliwości, że był to początek nowego, lepszego życia.

– Chce mi się płakać, kiedy przypomnę sobie ten dzień. To było jak horror – ale to najlepsze, co mogłyśmy wtedy zrobić – dodaje organizatorka zrywu, Margarita Romero.

Powstanie zakończyło się sukcesem, a Cherán zaczęło wszystko od nowa. Z miasta wygnano polityków i lokalnych biznesmenów, których uznano winnymi współpracy z przestępcami.

– Aby się obronić, musieliśmy zmienić cały system – wyrzucić partie polityczne, wyrzucić ratusz, wyrzucić policję i to wszystko. Musieliśmy sami zorganizować swój sposób życia, żeby przetrwać – mówi Pedro Chavez, nauczyciel i jeden z lokalnych liderów.

Szybko zakazano działania partii politycznych. Ów zakaz, z powodzeniem, funkcjonuje do dziś. Drogi wjazdowe do miasta doczekały się punktów kontrolnych. Specjalną ochronę otrzymały także lasy, których bronią uzbrojeni mieszkańcy. Rozwiązano także policję i zastąpiono ją lokalnymi siłami, które kobiety stworzyły od zera, wespół z mężczyznami.

– Jestem samotną matką. Mam syna. To zmotywowało mnie, aby skończyć studia. To była największa motywacja, aby nie porzucać marzeń. Urocze, prawda? Studiowałam projektowanie systemów. Lubiłam to. Obroniłam się. 15 dni później zdecydowałam się dołączyć do lokalnej policji – opowiada Adelaida.

– Musimy przestać i pokazać mieszkańcom naszego miasta, że my, jako kobiety, też możemy to robić. To nie jest tylko dla facetów. Możemy robić te same rzeczy. I możemy same za siebie mówić. Tak jak oni – dodaje.

Eksperyment który nie miał prawa się udać – a jednak!

Walka o samorządność Cherán trwała 3 lata. Mieszkańcy przed sądami argumentowali, że meksykańskie prawo przewiduje możliwość nadania autonomii rdzennym społecznościom. Według danych ONZ 15 proc. wszystkich mieszkańców Meksyku stanowi ludność tubylcza.

Sprawa Cherán trafiła do meksykańskiego Sądu Najwyższego. W 2014 r. rozstrzygnięto ją na korzyść mieszkańców, którym przyznano autonomię i prawo do samorządności. W ten sposób Meksyk uszanował wolę swoich rdzennych mieszkańców – pozwolono im żyć w zgodzie ze swoimi zwyczajami i tradycją.

Jak funkcjonuje dzisiejsze Cherán? Partie polityczne dalej są zakazane, nie przywrócono funkcji burmistrza i nie stworzono nowego ratusza. Nie znajdziemy tam politycznych sloganów i kampanii wyborczych.

Miasto dzieli się na 4 części, które zarządzane są przez zgromadzenia lokalne. Członków wybiera się spośród 174 ognisk, tzw. fogatas. Sformatowano także radę miejską, którą tworzą przedstawiciele wszystkich zgromadzeń lokalnych. Każde z nich musi wybrać co najmniej 1 kobietę na 3 oddelegowanych członków. System z powodzeniem działa już 7 lat.

A co z przestępczością – czy udało się ją zwalczyć? Przez 7 lat samodzielnego funkcjonowania Cherán doszło do zaledwie 9 morderstw, co w skali prowincji Michoacán urasta do rangi cudu. Przestępczość w Cherán praktycznie zniknęła. Przez prawie dekadę nie powróciły tam gangi i kartele narkotykowe, a w lasach posadzono tysiące nowych drzew. Najgorsze rzeczy, jakie zdarzają się w Cherán, to przemoc domowa oraz bójki w barze.

– W Cherán czuję się bezpiecznie, bo nie muszę się obawiać, że wychodząc w nocy, coś mi się stanie – mówi Melissa.

Pokój nie należy tylko do elit

Historia Cherán to ewenement na skalę całego Meksyku. Nie dość, że stało się autonomicznym miastem, to jeszcze głównie za sprawą kobiet. To dowód na to, że spirala przemocy może występować tylko wtedy, kiedy dostaje przyzwolenie – szczególnie ze strony państwa i skorumpowanych władz. W tym niepozornym meksykańskim miasteczku to kobiety miały odwagę powiedzieć: basta!

Cherán stało się oazą spokoju w niesamowicie niestabilnym sąsiedztwie. Pokój nie zaczął się od elit, lecz od solidarności społecznej, dzięki której funkcjonuje do dziś.

– Dopóki pozostanie chociaż jedna osoba, która będzie chciała to utrzymać, wszyscy za nią staniemy. Jesteśmy dumni, bo coś zatrzymaliśmy i odważyliśmy się na coś, na co nie odważyła się żadna inna społeczność – mówi Melissa.

Źródło: Noizz.pl https://noizz.pl/big-stories/w-meksykanskim-cheran-kobiety-przegonily-kartele-narkotykowe-gangi-i-burmistrza/968n1l0

Mało chętnych do tzw. szczepień na COVID-19!

Bloger Matka Kurka mówi w poniższym filmie, podając prawdziwe dane ile faktycznie jest chętnych na eliksiry. Mimo zmasowanej propagandy i prania mózgów entuzjazmu nie ma. Obie dawki przyjęło dotąd ok. 4 milionów osób. Wśród młodych osób jest najmniej chętnych. Z 16 i 17-latków (bo i tych ostatnio władza w desperacji włączyła do szczepień, aby poprawić tzw. wyszczepialność) chętnych na eliksir jest tylko 40000 na 700000, czyli ok. 5,7%. Część osób po przyjęciu pierwszej dawki nie przychodzi na wstrzyknięcie drugiej dawki eliksiru. Według prognoz Matki Kurki polskojęzycznej władzy nie uda się osiągnąć wyższego poziomu szczepień niż 40%. Plandemia się sypie.