Józef Piłsudski bez retuszu

W te Święta udało mi się wreszcie dokończyć czytać książkę historyka Tomasza Ciołkowskiego o Józefie Piłsudskim. Jest to moim zdaniem obowiązkowa lektura dla każdego kto chce znać prawdziwą historię Polski, a nie mitologię. To czego nas uczyli w szkołach i co mówią w mediach o Józefie Piłsudskim to bowiem nic innego jak właśnie mitologia.

Józef Piłsudski bez retuszu

Samo zdjęcie na okładce już szokuje, gdyż przedstawia Józefa Piłsudskiego i Josepha Goebbelsa, którzy spotkali się w 1934 roku. Zdjęcie to pochodzi ze zbiorów Biblioteki Narodowej i sugeruje, że Józef Piłsudski i jego obóz polityczny zwany sanacją współpracowali z III Rzeszą. Niestety autor tego tematu w książce nie rozwija, a jedynie w ostatnim rozdziale wspomina o pakcie Polski z Hitlerem z 1934 r. Wtedy jeszcze Hitler nie ujawnił swoich planów i w tym wypadku nie powinno się raczej winić Piłsudskiego za sojusz z ludobójcą. Po lekturze książki stwierdzam jednak, że postać Józefa Piłsudskiego w historii Polski należy ocenić jednoznacznie negatywnie, a więc odwrotnie niż wmawia nam oficjalna propaganda, której uczy się w szkołach i jaką głoszą media i tzw. eksperci.

Książkę napisał historyk Tomasz Ciołkowski, który zebrał bardzo dużo materiałów źródłowych na temat Józefa Piłsudskiego i chciał na ich podstawie napisać rozprawę doktorską. Niestety usłyszał, że nie ma zapotrzebowania na taką rozprawę. Postanowił więc to co zebrał i napisał wydać w formie książki, a w zasadzie dwóch książek. Ma się bowiem ukazał drugi tom pt. „Józef Piłsudski sfałszowana biografia”.Chciał bowiem, aby nasz naród poznał prawdę historyczną, a nie wciąż jedynie mitologię i uważając ją za prawdę. Autor pisząc swoją pracę przyjął metodykę z pracy doktorskiej Niemki Heidi Hein-Kircher „Kult Józefa Piłsudskiego i jego znaczenie dla państwa polskiego 1926-1939” – Warszawa 2008. Samo to, że taką rozprawę napisała Niemka, a nie Polka bardzo wiele mówi o naszym nieszczęsnym kraju zwanym III RP. Z pracy tej i materiałów źródłowych jakie zostały zacytowane w książce T. Ciołkowskiego wynika, że dokonano wielu fałszerstw historycznych jeśli chodzi o działalność publiczną i życie prywatne Józefa Piłsudskiego, co miało miejsce głównie w czasach II RP i jest robione do dziś.

Rozdział pierwszy dotyczy współpracy późniejszego marszałka z obcymi służbami wywiadowczymi do 1918 roku. Temat ten jest mało znany.  W szkole mnie o tym nie uczono i w żadnych mediach, książkach czy innych materiałach o tym ani słowa. A kiedyś dawno „Rzeczpospolita” wydała serię zeszytów o Polsce Piłsudskiego i segregator i mam prawie wszystkie zeszyty, a z okresu przed 1918 r. wszystkie i jest tam trochę o współpracy z Japończykami i jest też wzmianka o zarzutach o współpracy z wywiadem austrackim (jako rzekomo „czarna legenda”). I na tym koniec.
Piłsudski współpracował z wywiadem japońskim, austriackim, niemieckim i brytyjskim  oraz miał związki z masonerią, choć nie ma dowodów na to, że sam był członkiem masonerii. Wiadomo na pewno, że mason Rafał Radziwiłłowicz, lekarz, gdy Piłsudski siedział w więzieniu w cytadeli  w 1900 roku poinstruował go jak ma symulować chorobę psychiczną, aby go zwolniono. Tak zrobił i istotnie po przewiezieniu go do szpitala psychiatrycznego zostaje przez masonów wydostany stamtąd 15 maja 1901 r.

W 1904 r. Piłsudski sam zgłosił się do wywiadu japońskiego i zaproponował wywołanie powstania w zaborze rosyjskim. Japończycy nie chcieli, bo interesowały ich tylko ruchy wojsk rosyjskich. Skutki powstania byłyby katastrofalne dla narodu polskiego. Powstanie nie miało żadnych szans powodzenia.
Współpraca z Brytyjczykami miała miejsce po I wojnie światowej. Wcześniej Brytyjczycy jedynie zbierali informacje o Dmowskim i Piłsudskim. Sfinansowali oni i pomogli częściowo w organizacji zamachu stanu z 12 maja 1926 r., po czym Piłsudski realizował pod ich dyktando politykę zagraniczną i gospodarczą. Jedno i drugie było destrukcyjne dla narodu i państwa polskiego i przyniosło tragedię z września 1939 r. i lat późniejszych.
Piłsudski współpracował też z wywiadem austriackim od 1907 r., a próbował już od 1906 r. Chciał m.in. aby Austriacy pomogli mu wywołać powstanie w zaborze rosyjskim. Próbę taką podjął w 1914 roku, ale poniósł fiasko wobec braku entuzjazmu dla jego pomysłu ze strony żołnierzy polskich z armii carskiej oraz społeczeństwa polskiego z zaboru rosyjskiego. Entuzjazmu nie było, bo to powstanie jedynie posłużyłoby Niemcom do walki z Rosją, a gdyby Niemcy wojnę wygrały Polska jako wolny kraj by się nie odrodziła, bo Niemcy tego nie chcieli. Mogłoby Polski w ogóle nie być, a niemieckie plany zagrażały w ogóle bytowi polskiego narodu.
W 1909 r. Piłsudski ujawnił Alfredowi Redlowi, agentowi wywiadu austriackiego nazwiska wielu członków PPS w zaborze rosyjskim. Redl był podwójnym agentem i służył też carskiej ochranie (ta zmusiła go do współpracy uzyskując dowody na to, że Redl jest homoseksualistą). Ujawnione przez Piłsudskiego nazwiska trafiły do ochrany i wszystkie te osoby wkrótce zostały aresztowane. Informację tą podaje oficer prowadzący Piłsudskiego – kpt. Józef Rybak w swoich pamiętnikach wydanych w 1954 r.
Potem Piłsudski podjął współpracę z wywiadem niemieckim, który tak naprawdę decydował o działaniach Austro-Węgier, które były wtedy satelitą Niemiec. Jest tu długi opis tej współpracy. Sprowadzała się ona do tego, że Piłsudski oparł odrodzenie Polski na Niemcach, co było kompletnie chybione, bo Niemcy w razie wygranej w I wojnie światowej nie miały zamiaru pozwolić na przywrócenie bytu niepodległego państwa polskiego. Już wtedy bowiem opracowali dziś jeszcze realizowaną przez Angelę Merkel koncepcję Mitteleuropy, czyli słabych krajów środka Europy podporządkowanych Niemcom i przez nich mocno eksploatowanych gospodarczo. Jeśli więc w ogóle powstałaby Polska, to byłby to kraj o dużo mniejszym terytorium niż II RP, bez dostępu do morza, bez Wielkopolski i Śląska i całkowicie uzależniony od Niemiec politycznie i gospodarczo. Józefowi Piłsudskiemu jednak nie chodziło bowiem o dużą, silną i niepodległą Polskę, ale jedynie o to, aby w ogóle była jakaś Polska, bo marzył o tym aby zostać w niej dyktatorem i to już w 1909 r. Powstania o Wielkopolskę i Śląsk były wywołane wbrew Piłsudskiemu. Ten bowiem opuszczając twierdzę w Magdeburgu przyrzekł Kesslerowi (późniejszy ambasador Niemiec w Polsce), że nie będzie dążył do odzyskania polskich ziem z zaboru pruskiego. Z Magdeburga do Warszawy 10.11.1918 r. przyjechał niemieckim pociągiem w dość komfortowych warunkach. Jak sam wspominał Piłsudski „Ja w Magdeburgu świetnie wypoczywałem”.
Także jeśli chodzi o wielki wkład Piłsudskiego w Legiony to jest mit. W 1916 r. Piłsudski złożył dymisję z kierowania Legionami. Legiony powstały z inicjatywy konserwatystów krakowskich z Juliuszem Leo na czele oraz przy niewielkiej pomocy Władysława Sikorskiego, który przekonał Austriaków do ich stworzenia.

Rozdział drugi dotyczy fałszerstw w sprawie idei federacyjnej. Piłsudski był człowiekiem zacofanym i nie rozumiejącym czasów w których żył. Chciał pomóc stworzyć państwa Ukrainę, Białoruś i Litwę oraz włączyć te kraje do federacji z Polską. Nie miało to żadnych szans powodzenia, bowiem początek XX w. to czas silnych nacjonalizmów i każdy naród dążył do posiadania własnego niezależnego państwa, a nie federacji z innymi krajami. Poza tym Piłsudski zawarł układ z Żydami, że odda im Wileńszczyznę jako rejon autonomiczny, zalążek Judeopolonii. Robił w związku z tym wszystko, aby Wilno nie zostało przyłączone do Polski, a było jedynie regionem autonomicznym. To wywołało wielki opór społeczeństwa Polskiego, które stanowiło ponad 2/3 ludności Wileńszczyzny. Ostatecznie wbrew Piłsudskiemu przeforsowane zostało włączenie Wileńszczyzny do Polski.
Mamy tu też sprawę wyprawy kijowskiej. Była ona niby zwycięska, ale tylko pozornie. Bolszewicy nie stawiali dużego oporu w Kijowie, bo byli wtedy zajęci wojną domową z białymi. Niedługo jednak wygrali i przerzucili wielkie siły na zachód miażdżąc polskie wojsko uciekające w popłochu. Dotarli aż pod Warszawę i o mało II RP nie zakończyła swego istnienia po raptem 2 latach. Generałowie odradzali Piłsudskiemu wyprawę na Kijów, ale ten się uparł i dopiął swego. Po klęsce wpadł w depresję i 12.08.1920 r. złożył na ręce premiera Wincentego Witosa rezygnację z funkcji Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza. Bitwą Warszawską 15.08.1920 r. dowodził generał Tadeusz Jordan Rozwadowski, który też wcześniej opracował jej plan. Piłsudski wrócił na front dopiero 16.08.1920 r. gdy Armia Czerwona już się wycofywała. Tak więc to generał Rozwadowski uratował wtedy Polskę, a nie Józef Piłsudski. Ten był wtedy u swojej konkubiny Aleksandry, późniejszej drugiej żony, która ujawniła to w swoich pamiętnikach w 1960 r.

Rozdział trzeci dotyczy kulis zamachu majowego i jego skutków oraz obala kolejny mit związany z Józefem Piłsudskim. Mit ten w skrócie brzmi tak, że marszałek dokonał zamachu stanu, gdyż parlament nie mógł się dogadać, był bałagan i źle się działo w kraju. Chciał więc zrobić porządek. Fakty są inne. To Brytyjczycy sfinansowali zamach majowy i pomogli w jego organizacji. W 1957 r. polski dyplomata Kajetan Morawski ujawnił w Londynie tekst depeszy okólnej Foreign Office, w której podano, że angielski rząd miał udział w zamachu majowym.
Powstały 10.05.1926 r. rząd Wincentego Witosa miał duże poparcie społeczne i większość w parlamencie. Chciał jednak realizować inną politykę niż Piłsudski. I o to poszło. Do przewrotu majowego bowiem Polska była w sojuszu z Francją przeciwko Niemcom. Francja udzielała nam kredytów na modernizację i dozbrojenie armii oraz szkoliła naszych oficerów. W 1925 r. posiadaliśmy ponad 800 samolotów bojowych z czego większość była nowoczesna i byliśmy pod względem siły lotnictwa na drugim miejscu w Europie przewyższając Niemcy. Taka polityka trzymała Niemców w kleszczach. W połowie lat 20-ych mieliśmy jedną z silniejszych liczebnie i sprzętowo oraz dobrze wyszkoloną armię w Europie. Razem w francuską armią z dwóch stron mogliśmy skutecznie blokować rewizjonistyczne zapędy Niemiec. Dawało nam to bezpieczeństwo z zachodu. Po zamachu majowym uległo to całkowitej zmianie. Piłsudski zerwał współpracę z Francją, a postawił na Niemcy. Nie widział też potrzeby modernizacji armii i utrzymywania silnego lotnictwa, które w jego koncepcji miał służyć tylko do rozpoznania. Był mentalnie wciąż w epoce kawalerii i gdy inni kupowali czołgi i broń przeciwpancerną my kupowaliśmy konie i owies dla nich. W ciągu 10 lat nasze lotnictwo przestało się w ogóle w Europie liczyć. Broni przeciwpancernej i czołgów mieliśmy jak na lekarstwo. Jakby nieszczęść było za mało to jeszcze za rządów sanacji Polska wdała się w wojnę o Zaolzie i Jaworzynę przyczyniając się do rozbioru Czechosłowacji i zburzenia porządku wersalskiego. A wszystko to w interesie Wielkiej Brytanii i Niemiec, które tego właśnie chciały. W naszym interesie zaś było, aby porządek wersalski utrzymać.
W tej sytuacji tragedia z września 1939 r. nie dziwi. Także fakt, że Francja nas zdradziła w 1939 r. i nie pomogła nam w walce z Niemcami należy inaczej widzieć. Mogło to być po prostu na zasadzie – wy nas olaliście w 1926 r. i od tego momentu działaliście przeciwko nam a w interesie Niemców i Brytyjczyków, to my was też mamy gdzieś w 1939 r. Brytyjczycy zaś sfinansowali i pomogli w organizacji zamachu, bowiem obawiali się że Francja z pomocą dość silnej polskiej armii urośnie zbytnio w siłę i stanie się hegemonem w Europie. Dlatego obalili rząd Witosa i wprowadzili dyktaturę Piłsudskiego. Eksploatowali nas także gospodarczo, bo sanacja wprowadzała prawo zgodne z ich interesami, a wbrew naszym. Chłopi przeklinali wtedy nasz kraj i nieraz mówili, że w takiej nędzy za czasów zaborów nie żyli i że jeśli taka ma być ta wolna Polska, to niech ją szlag trafi.
Zamach majowy poparli Żydzi, masoneria, polscy komuniści (krótko po zamachu pod wpływem Moskwy się wycofali), socjaliści i oczywiście Brytyjczycy. Piłsudski po zamachu włączył wielu masonów do rządzenia. Pod ich wpływem m.in. w 1927 r. zmieniono godło Polski wprowadzając orła w otwartej koronie bez krzyża i z masońskimi gwiazdkami na skrzydłach.

Rozdział czwarty dotyczy walk wewnątrz obozu władzy po zamachu majowym. Piłsudczycy walczyli wtedy z masonerią, którą włączyli po zamachu do rządzenia. W pewnym momencie masoneria chciała przejąć ster rządów całkowicie pozostawiając Piłsudskiego jedynie jako „dekorację” bez realnego wpływu na cokolwiek. W tym celu masoni chcieli odsunąć od polityki tzw. grupę pułkowników, czyli ludzi którym Piłsudski najbardziej ufał i na nich się opierał. Nie udało się to. Pułkownicy się połapali o co chodzi i nie cackali się. Doszło do dwukrotnej próby zamachu na życie masona – premiera Kazimierza Bartla. Jednak wypadki samochodowe nie udały się, bo Bartel wyszedł z nich cało, jedynie samochód został zniszczony. Cel jednak osiągnęli, bo zrezygnował ze stanowiska premiera i wycofał się z polityki w ogóle. Potem postanowili załatwić Stanisława Zaćwilichowskiego, sekretarza Bartla, który choć niższy w hierarchii rządowej miał w masonerii większe znaczenie. Tu także pułkownicy spowodowali wypadek samochodowy. Tym razem uszkodzili hamulce tak, że przestały działać dopiero przy dużej prędkości i Zaćwilichowski zginął. To był duży cios dla polskiej masonerii. Jak widać mimo upływu ponad 80 lat nic się nie zmieniło w metodach działania wobec ludzi niewygodnych.

Rozdział piąty dotyczy polityki Józefa Piłsudskiego w armii. Polityka ta mówiąc krótko była katastrofą i doprowadziła do naszej szybkiej klęski we wrześniu 1939 r. Józef Piłsudski nie posiadał żadnego wykształcenia wojskowego. Nie miał też doświadczenia w dowodzeniu dużymi oddziałami wojska, bowiem jedyne doświadczenie bojowe jakie miał to doświadczenie partyzanckie w zaborze rosyjskim. Partyzantka, a regularna armia to zupełnie dwa różne światy. Nawet w partyzantce Piłsudski brał udział tylko w jednej akcji zbrojnej – w napadzie na pociąg pocztowy pod Bezdanami w 1908 r. W armii austriackiej miał tylko stopień brygadiera.
Piłsudski nie stworzył polskiej armii. Gdy przybył z Magdeburga 10.11.1918 r. ta była już sformowana. 12.10. 1918 r. Rada Regencyjna przejęła od Niemców władzę nad wojskiem polskim, a 25.10.1918 r. powołała Sztab Generalny Wojska Polskiego z gen. Rozwadowskim na czele. Piłsudski przyjechał więc na gotowe i przejął stery armii.
Po umocnieniu swej pozycji jako Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza Piłsudski zaczął dokonywać stopniowych czystek w armii. Te były do zamachu majowego w 1926 r. małe, bo Piłsudski nie miał pełnej władzy nad armią, bo część decyzji podejmował parlament. Piłsudski dążył do tego, aby stworzyć coś jakby na kształt prywatnego czy partyjnego wojska. Robił co się da, aby zmarginalizować słynnych generałów Józefa Dowbor Muśnickiego (dowódcę zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego) czy gen. Józefa Hallera. Po wcieleniu dywizji ww. generałów do polskiej armii Piłsudski odebrał im nad nimi dowództwo 19.10.1919 r.  A były to wtedy najlepsze dywizje naszej armii. Piłsudski obawiał się sławy i popularności obu generałów w społeczeństwie.
Piłsudski oparł organizację armii na swoich zwolennikach z Legionów i Związków Strzeleckich. Były to osoby o małym pojęciu o armii i małym doświadczeniu. Wszystkich innych, bez względu na kwalifikacje i doświadczenie, Piłsudski spychał na margines.
Tytuł marszałka nadał sobie sam z pogwałceniem obowiązującego wówczas prawa w tym zakresie. Poza tym nie posiadał zasług wojskowych uprawniających go do otrzymania takiego tytułu. To jak z „prof.” Bartoszewskim, który nie miał nawet tytułu magistra z tą różnicą, że Bartoszewski tytułu profesora sobie samozwańczo nie nadał.
Piłsudski nie znał istoty pracy sztabów generalnych i metod opracowywania planów wojennych. Wszystko robił przez improwizację i doraźne przygotowania bez długofalowych i głębszych planów, bo takich tworzyć zwyczajnie nie potrafił nie mając ku temu kwalifikacji. Na domiar złego uważał się za geniusza wojskowości i wszystkim zarządzał sam, nie słuchając rad. Odrzucił w 1923 r. przygotowany przez gen. Rozwadowskiego plan reorganizacji armii mający na celu stworzenie oddziałów zmotoryzowanych i pancernych jakie wtedy były tworzone we wszystkich nowoczesnych armiach Europy. Piłsudski nie widział takiej potrzeby. Kawaleria konna według niego była wystarczająca.
Do maja 1926 r. nasza armia była świetnie uzbrojona i dobrze wyszkolona i była druga co do wielkości w Europie (300 tysięcy żołnierzy). W 1925 r. polskie lotnictwo było drugim w Europie jeśli chodzi o wyposażenie bojowe.
Po zamachu majowym wszystko się zawaliło. Piłsudski unieważnił wszystkie plany modernizacji, przezbrojenia i ekspansji polskiej armii. Lotnictwo nie licząc rozpoznania uznał za zbędne. Oprócz tego Piłsudski usunął prawie wszystkich generałów, którzy nie byli z Legionów. Politykę personalną oparł niemal całkowicie na legionistach, którzy nie nadawali się do pełnienia powierzanych im funkcji. Wszystkich kompetentnych, a zwłaszcza mających duże osiągnięcia zwalczał i wyrzucał jako potencjalne zagrożenie dla swojej chwały wielkiego wodza. Wobec oparcia wojska na nieprzystającej do realiów kawalerii i niekompetentnych legionistach tragedia 1939 r. nie dziwi. Jeździec na koniu z czołgiem czy samolotem nie ma przecież żadnych szans.
O tym jakie pojęcie miał Piłsudski o armii ukazuje jego rozkaz „O łączności”, który doświadczony wojskowy Marian Romejko określił jako „bełkot pijanego kucharza kompanii łączności”. Cały rozkaz jest w książce na str. 173-177.

Rozdział szósty dotyczy stosunku osobistego i polityki Józefa Piłsudskiego wobec kościoła. Piłsudski jak to określił „znienawidził klechów” gdy jego umierającej matki ksiądz nie chciał wyspowiadać, bo miała poglądy lewicowe. Uraz do jednego księdza przełożył na cały kościół. W 1899 r. przeszedł z katolicyzmu na protestantyzm, aby wziąć ślub z pierwszą żoną. Jednak marszałek uprawiał kult Matki Boskiej Ostrobramskiej. Był on raczej człowiekiem zabobonnym niż wierzącym i oddawał cześć jednemu duchowi, którym była dla niego właśnie Matka Boska Ostrobramska.
Jeśli chodzi o politykę wobec kościoła to Piłsudski deklarował, że z kościołem nie walczy (bo znaczna większość obywateli II RP to byli katolicy), ale robił coś dokładnie przeciwnego. Jego wypowiedzi w zaciszu gabinetów były zupełnie inne niż te publiczne. Oczywiście wypowiedzi gabinetowe nie docierały do polskiego narodu, a antykatolicka polityka była odpowiednio maskowana dla zmylenia przeciwnika, czyli narodu. Większość jego współpracowników była albo wrogo nastawiona do religii katolickiej lub w najlepszym razie jej obojętna. Wybuchały różne afery. Np. po śmierci ministra wyznań religijnych i oświecenia publicznego Sławomira Czerwińskiego w 1931 r., który prowadził antykatolicką politykę i przed śmiercią przeszedł na katolicyzm (był kalwinistą) biskup odprawiający mszę pogrzebową (Stanisław Gall) nie poszedł w kondukcie pogrzebowym. Piłsudski i jego ludzie tak się wściekli, że robili wszystko, aby go usunąć ze stanowiska biskupa polowego. Sprawa doszła aż do Watykanu, który nie chciał się zgodzić. Po długiej walce, opluwaniu i oczernianiu biskupa w końcu osiągnął cel i Watykan zgodził się na zmianę biskupa polowego. Kościół był krytycznie nastawiony wobec reżimu sanacji, ale starał się tonować konflikt i często ustępował.
Po śmierci Piłsudskiego rozpętała się afera z bp. Stanisławem Łukomskim, który zabronił bić w dzwony na znak żałoby. Reżim chciał aresztować księdza, ale społeczeństwo nie pozwoliło. Mieszkańcy gremialnie poparli biskupa i sanacja musiała ustąpić. Innego księdza w Tykocinie mieszkańcy obronili fizycznie odpierając natarcie uzbrojonego oddziału policji (na szczęście policja nie użyła broni) i nie dopuszczając do aresztowania księdza. Tak więc reżim sanacji był niewiele lepszy dla kościoła niż później rządzący w Polsce komuniści.

Rozdział siódmy dotyczy związków Józefa Piłsudskiego z masonerią i zainteresowania okultyzmem. Z inicjatywy Piłsudskiego powstała polska masoneria. Marszałek spotkał się z masonem Władysławem Baranowskim (w latach 1919-1920), który przedstawił mu czym są organizacje masońskie. Piłsudski wysłuchał Baranowskiego z uwagą i wyraził zainteresowanie utworzeniem polskich lóż masońskich. Wskazał nawet wiele osób z kręgu swoich współpracowników, którzy mieliby wejść do tych lóż. Niedługo później w samej Warszawie powstało co najmniej 8 lóż.
Piłsudski interesował się okultyzmem. Brał np. udział w seansach spirytystycznych oraz czarnych mszach. Przez to później bał się spać po ciemku i gdy po zamachu majowym przeprowadził się do Belwederu palił zawsze w nocy jeden kinkiet w rogu pokoju czego wcześniej nie robił mieszkając w Sulejówku. Mimo to miewał widzenia duchów, bał się ich i na jego polecenie dokonano egzorcyzmów w Belwederze.
Oprócz tego Piłsudski miał kontakty ze środowiskiem teozofów. Zainteresowała go tymi sprawami Wanda Dynowska. Uważał, że niewyjaśnione przez naukę zjawiska należy traktować poważnie albo nie badać ich wcale. Dwukrotnie (w 1925 r. i 1926 r.) spotykał się w Polsce z prezesem Światowego Towarzystwa Teozoficznego dr. George Arundale. Marszałek interesował się też telepatią i zdolnościami paranormalnymi. Z inżynierem Stefanem Ossowieckim przeprowadził dwa eksperymenty. Jeden polegał na tym, że Piłsudski napisał list, a Ossowiecki bez otwierania koperty miał odczytać jego treść. Udało mu się to zrobić w ciągu kwadransa. Piłsudski potwierdził prawidłowość odczytania treści listu. Drugi eksperyment dotyczył telepatii. Piłsudski umówił się z Ossowieckim, że o określonej godzinie ten przekaże mu wiadomość będąc w swoim domu, a Piłsudski odbierze ją w Belwederze. Zsynchronizowali zegarki i o umówionej porze jak twierdził Piłsudski odebrał wiadomość od Ossowieckiego.
Piłsudski często też układał pasjansa i stawiał sobie jakieś założenie co będzie jak mu się uda ułożyć. W 1909 r. układał pasjansa z myślą, że jeśli się mu uda to będzie dyktatorem w Polsce. Udało mu się i wtedy wykrzyknął: Tak udało się. Będę dyktatorem w Polsce.

Ósmy rozdział dotyczy problemów zdrowotnych, a właściwie choroby psychicznej Józefa Piłsudskiego, która ujawniła się zwłaszcza w ostatnich 5 latach jego życia, co stanowi zupełne tabu. Problemy zaczęły się już wcześniej gdy to przed zamachem majowym Piłsudski mówił nieraz, że już w kołysce przyszedł do niego duch Napoleona i przekazał mu wiedzę wojskową i dlatego on jest genialnym strategiem, a wszyscy co się z nim nie zgadzają to durnie. Jak dowodzi autor Brytyjczycy byli świadomi, że Józef Piłsudski już w 1926 r. nie był człowiekiem normalnym, a mimo to dali złoto i pomogli w organizacji zamachu.
Od kwietnia 1928 r. problemy Piłsudskiego ze zdrowiem zaczęły narastać. W nocy z 17 na 18.04.1928 r. Piłsudski doznał udaru i stracił częściowo władzę w prawej ręce, której nigdy już w pełni nie odzyskał. Zaczął się wtedy dziwnie zachowywać. W nocy z 4 na 5 grudnia 1928 r. jak ustalono wystrzelił z rewolweru przez okno do pilnującego go żandarma Stanisława Koryzmy, który stał przy oknie jego sypialni,  myśląc, że to duch, który go prześladuje. Żandarm zmarł od ran postrzałowych głowy, a sprawę morderstwa zatuszowano i wyciszono. Druga osoba którą podejrzewano miała broń innego kalibru niż kule znalezione w ciele żandarma, więc nie mogła być sprawcą zabójstwa. Inne osoby wykluczono z braku motywu i z powodu miejsca, w którym doszło do zabójstwa oraz faktu, że jak ustalono strzały oddano z małej odległości, co potwierdza że strzelał Piłsudski przez okno swojej sypialni przy którym stał żandarm. Dodatkowym potwierdzeniem jest fakt, że Piłsudski nie pozwolił przeprowadzić śledztwa w sprawie zabójstwa żandarma Koryzmy. Musiał więc, gdy miał okres normalnej świadomości, zdawać sobie sprawę, że to on go zabił biorąc żandarma za ducha.
Od roku 1930 problemy nasiliły się. Piłsudski miewał okresy gdzie był zupełnie normalny oraz takie gdzie nie był świadomy swoich działań oraz momenty w których dostawał niespodziewanych ataków agresji z niewiadomych powodów. Wrzeszczał wtedy i ubliżał temu kto się akurat napatoczył w tym również swoim córkom. Bluzgał przy tym strasznie, co jak stwierdzono było skutkiem koprolalii. Słowa obelżywe znajdowały się także w jego rozkazach oraz w przemówieniach publicznych czym wywoływał zgorszenie w społeczeństwie. Wielokrotnie nazywał posłów i senatorów np. ladacznicami. Wszystko to ukrywano przed społeczeństwem (głównie przez informacyjną cenzurę i zastraszanie, a czasem i morderstwa niewygodnych osób i świadków), aby nie wyszło na jaw, że Polską oficjalnie rządzi osoba chora psychicznie. Rozkazy i wszystkie pisma Piłsudskiego były poprawiane przed publikacją, aby nie zauważono, że pisał to człowiek chory psychicznie. Gdy Piłsudski miał okres szału przewożono go samochodem z Belwederu do budynku Głównego Inspektoratu Sił Zbrojnych kilkaset metrów dalej. Tam dostęp do marszałka miał tylko Józef Beck i kilka najbardziej zaufanych osób. W 1930 r. w nocy widział w sypialni duchy i strzelał do nich co się wydało i zrobiła się afera. Informacje o tym dostały się też do prasy międzynarodowej. W grudniu 1931 r. wyjechał na Maderę dla ratowania zdrowia, ale nic to nie pomogło i wrócił w marcu 1931 r. do Warszawy. Wiele razy zdarzało się, że jego adiutant słyszał jak w nocy głośno rozmawia sam ze sobą i jakby wygraża komuś i wali pięścią w stolik. Stan Piłsudskiego wciąż się pogarszał także fizycznie. 11.11.1934 r. podczas swojej ostatniej defilady nie mógł ustać na nogach i musiał usiąść na krześle. Ci co go widzieli z bliska mówili, że jest wrakiem człowieka i że przeżyje najwyżej parę miesięcy. Zmarł 12 maja 1935 r. w 9 rocznicę zamachu majowego. Jak wykazała sekcja zwłok cierpiał na zapalenie mózgu, które było niezdiagnozowane i nieleczone i stąd jego choroba psychiczna. Miał także raka wątroby.
Co najmniej od 1930 r. Polską rządziła osoba niepoczytalna, którą należało natychmiast odsunąć od władzy  i świat o tym wiedział. Byliśmy pośmiewiskiem Europy i świata. A wszystko to z powodu tego, że piłsudczycy bali się utraty stołków i wygodnego życia jakie prowadzili. Winę za upadek Polski co najmniej od 1930 r. ponosi w pełni środowisko sanacji. Co najgorsze Piłsudski do końca podejmował decyzje w niektórych sprawach (głównie wojska) i te szalone decyzje wykonywano! Autorytet Piłsudskiego był tak wielki, że nikt nawet nie pomyślał, aby się mu sprzeciwić.

Ostatni, dziewiąty, rozdział dotyczy ewolucji rządów sanacji od ustroju autorytarnego w kierunku ustroju totalitarnego. Poruszonych jest tu szczegółowo wiele spraw. Opiszę tu w skrócie tylko kilka. Od 1930 r. sanacja grę polityczną przeciwko politycznym rywalom zastępuje działaniami siłowymi. W nocy z 9 na 10.08.1930 r. aresztowano ok. 5 tysięcy opozycjonistów i przewieziono do więzienia w Brześciu, gdzie ich torturowano. Tak wycięta została opozycja. I wtedy odbyły się tzw. wybory brzeskie, które jeszcze zostały sfałszowane (prawie 0,5 miliona głosów nieważnych) i sanacja uzyskała większość w Sejmie i Senacie. W normalnych warunkach nie byłoby na to szans. Reżim sanacji działał też podobnie jak reżim PRL mordując ludzi. W marcu 1936 r. podczas strajków w Krakowie policja zastrzeliła 10 osób. W kwietniu 1936 r. we Lwowie policja strzelała z broni maszynowej(!) do konduktu pogrzebowego niosącego trumny dwóch zabitych wcześniej przez policję robotników. Zginęło kolejne 47, a w sumie 49 osób. Przy tym zabójstwo 9 górników z kopalni wujek blednie. W sierpniu 1937 r. podczas strajków chłopów zginęły kolejne 44 osoby.
Kolejnym znakiem totalitaryzmu była ustawa o miejscach odosobnienia na podstawie której powstał obóz koncentracyjny w Berezie Kartuskiej w 1934 roku. Autor szczegółowo to opisuje. Okazuje się, że nieprawdą jest, że to Józef Piłsudski był autorem pomysłu z obozami odosobnienia. On był temu przeciwny, ale była pewna grupa w sanacji (w szczególności Edward Rydz Śmigły), która fascynowała się pomysłami faszystowskimi i chciała je wdrożyć w Polsce. Uknuli więc prowokację, aby przekonać marszałka do zgody na obozy. W lutym 1933 r. czechosłowacki wywiad przejął tzw. Archiwum Senyka, czyli duży zbiór dokumentów UPA. Przekazał je polskim służbom „dwójce”. Ta odczytała treść i dowiedziała się, że Ukraińcy planują zamach na ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego. Postanowiono więc nie przeszkadzać Ukraińcom, a zamach wykorzystać jako powód do wprowadzenia obozów odosobnienia. Po drodze jeszcze trzeba było zmienić premiera, bo ówczesny premier Aleksander Prystor na taką intrygę by się na pewno nie zgodził. W maju 1934 r. cel został osiągnięty – premierem został mason Leon Kozłowski, który był wtajemniczony w plany „dwójki”. W międzyczasie „dwójka” złapała zamachowca Hrihorija Maciejkę, aby nie dokonał zamachu przed zmianą premiera. Gdy zmiana się dokonała zamachowiec został wypuszczony i poinstruowany co do tego jak ma dokonać zamachu i 15.06.1934 r. minister Pieracki zostaje przez Maciejkę zastrzelony. Już godzinę po śmierci ministra premier Leon Kozłowski przedstawił Piłsudskiemu, napisany znacznie wcześniej, projekt ustawy o obozach odosobnienia. Piłsudski nie wiedząc nic o prowokacji wstrząśnięty zabójstwem Pierackiego zgadza się mówiąc: „ja nic nie mam przeciwko tej waszej czerezwyczajce, ja się na tę waszą czerezwyczajkę na rok zgodziłem”. Ustawę więc szybko przyjęto, przegłosowano i wprowadzono w życie, a Piłsudski rok później już nie żył i obóz w Berezie Kartuskiej trwał aż do 1939 r. Później są opisy tego jak traktowano w nim więźniów, którymi byli napierw narodowcy (oskarżono ich początkowo fałszywie o zamach), OUNowcy i  komuniści, później też działacze ludowi i socjalistyczni, a potem także ludzie niewygodni dla władz czy podejrzani o jakieś przestępstwa, a na których nie dało się znaleźć żadnego paragrafu. Wystarczyło podejrzenie władz o zagrożeniu bezpieczeństwa publicznego, a więc każdy kto „podskakiwał” mógł tam trafić.
W Berezie więźniów łamano fizycznie i psychicznie, stosowano bicie i wymyślne szykany. Regulamin obozowy był wzorowany na doświadczeniach nazistowskich. Większość personelu stanowili ludzie z wypaczoną psychiką, którym dręczenie więźniów sprawiało przyjemność. Jak wspomina to jeden z więźniów Berezy Czesław Domagała: „Nie był to obóz zagłady, ale był ośrodkiem wyrafinowanego terroru, przy pomocy bezprzykładnego bicia, katorżniczej pracy, ćwiczeń fizycznych przekraczających siły człowieka, nieustannego maltretowania tak pod względem fizycznym jak i moralnym”.
W rozdziale jest też mowa o konstytucji z 23 kwietnia 1935 r. Była to totalitarna konstytucja. Prezydent miał ogromną władzę (mógł rozwiązywać parlament gdy uważał to za stosowne), a nie odpowiadał przed nikim poza Bogiem i historią (art. 2 ). Na dodatek konstytucja ta została uchwalona w sposób niezgodny z obowiązującą wówczas konstytucją marcową z 1921 r. i ze złamaniem procesu legislacyjnego (po powrocie z prac Senatu, Sejm uchwalił ją zwykłą większością głosów podczas gdy wymagane było 2/3 których sanacja w Sejmie nie miała.) W związku z tym należy stwierdzić, że konstytucja z 23.04.1935 r. jest nieważna i nielegalna. Zatem twierdzenia hrabiego Potockiego o obowiązywaniu do dziś konstytucji z 23.04.1935 r. są nieprawdziwe. Ta konstytucja nigdy nie była legalna. Zatem legalną konstytucją do dziś obowiązującą jest konstytucja marcowa z 1921 r. 
W rozdziale jest też mowa o walce sanacji z uczelniami, które były przeciwne reżimowi sanacji. Reżim wprowadził prawo dające ministrowi uprawnienia do likwidacji katedr bez zgody uczelni. Zlikwidowano 52 katedry na 806, a planowano 100, ale protesty i naciski spowodowały zmniejszenie tej liczby. Władza uzależniła też uczelnie od siebie finansowo i mogła nie zatwierdzić wyboru przez uczelnię rektora lub prorektorów jak się jej nie podobali.
Potem jest też mowa o planach całkowitej likwidacji opozycji. Nie udało się tego zrobić, ale dzięki zmianie ordynacji wyborczej w 1935 r. na taką, w której komisje powołane przez władze zatwierdzały kandydatów w wyborach i mogły odrzucić kandydatów opozycji partie inne niż sanacja nie miały żadnych szans. Zdelegalizowano także ONR czy Obóz Wielkiej Polski Romana Dmowskiego oraz Niezależną Partię Chłopską. Powodem delegalizacji było po prostu zagrożenie dla władzy sanacji. Zarzuty jakie im stawiano były fikcyjne. Np. ONR zdelegalizowano mimo iż władza nie mogła tej organizacji udowodnić żadnych przestępstw kryminalnych czy rzekomych aktów terrorystycznych jakie im zarzucała.
Na koniec jest mowa o walce w obozie sanacji między frakcją totalitarystów Edwarda Rydza-Śmigłego i frakcją bardziej demokratyczną prezydenta Mościckiego. Wygrała frakcja Rydza- Śmigłego wsparta przez masonów. Niedługo później wybuchła jednak II wojna światowa, Niemcy i ZSRR napadły na nasz kraj i obie frakcje zostały zmiecione ze stołków.

Podsumowując książka bardzo dobra, szczegółowo przedstawia działalność i rządy Piłsudskiego i sanacji opierając się na dokumentach, opracowaniach wcześniejszych  m.in. historyka Andrzeja Garlickiego oraz pamiętnikach Wincentego Witosa czy adiutanta Piłsudskiego oraz wypowiedziach polityków sanacji i endecji. Porusza sprawy zupełnie nieznane jak np. choroba psychiczna Piłsudskiego. Ta licząca prawie 350 stron książka jest bardzo cenna i z pewnością chcąc znać prawdę o Piłsudskim i sanacji trzeba ją przeczytać.
Do beczki miodu muszę dodać jednak łyżeczkę dziegciu. Brakuje mi tu rozwinięcia tematu paktu z Hitlerem. Nie ma też nic na temat tzw. wojny prewencyjnej jaką podobno proponował Francji marszałek Piłsudski przeciwko Niemcom w 1933 r. Czy koncepcja ta miała realne szanse powodzenia czy też była to koncepcja człowieka szalonego jakim był już wtedy na pewno Piłsudski często będąc niepoczytalnym?! Szkoda, że autor nie zgłębił tego zagadnienia. Ogólnie książkę oceniam jednak bardzo dobrze.

Reklamy

Wesołych Świąt

2015-wesolych-lt3.gif

Wszystkim czytelnikom życzę aby Święta Bożego Narodzenia spędzili radośnie w rodzinnym gronie i żeby to był to czas przede wszystkim przeżyć duchowych. Niech będzie to czas wygaszenia sporów rodzinnych i zakopania toporów wojennych. I nie dajmy się ponieść komercji. Prezenty są miłe, ale nie są najważniejsze.

 

Nicola Tesla – niedoceniany sławiański geniusz

Urodził się w Chorwacji w 1856 roku. Dzięki Tesli mamy np. to, że dziś używamy prądu przemiennego, a nie stałego w urządzeniach. Chciał też bardzo dać ludzkości wolną energię, za którą nie trzeba byłoby płacić. Nie udało mu się, bo koncerny energetyczne na to nie pozwoliły. I dlatego do dziś musimy płacić za prąd. Poniższy film przedstawia osiągnięcia i osobowość Nicoli Tesli. W filmie pokazano też działanie transformatora Tesli. Po jego włączeniu świetlówki nie podłączone żadnymi kablami zaczęły świecić. To dowodzi, że przesył energii elektrycznej bez przewodów jest możliwy i że wolna energia to nie mit, a rzeczywistość. W Kolorado w USA Tesla wykorzystując zjawisko indukcji elektromagnetycznej skonstruował ogromną cewkę. Powbijał w ziemię żarówki, które po uruchomieniu cewki zaczęły świecić mimo iż nie były połączone z cewką żadnymi przewodami.
Tesla był też pionierem w dziedzinie fal radiowych. Skonstruował i przedstawił zdalnie sterowaną łódź. Niestety większości projektów nie zrealizował. Jednym z nich była broń energetyczna. Zmarł w samotności  i zapomnieniu w 1943 roku. Mieszkał wiele lat w hotelach. Nigdy nie związał się z kobietą. Po jego śmierci sejf z projektami zabrało FBI. Oficjalnie z powodu tego, że jego projekty mogą być niebezpieczne. Nieoficjalnie należy dodać, że niebezpieczne dla koncernów, które straciłyby zyski. Gdyby Tesla miał zmysł do interesu byłby multimilionerem. On jednak był idealistą i chciał dać ludzkości darmową energię i bezprzewodową telefonię. Gdyby żył i działał dzisiaj pewnie dopadłby go „seryjny samobójca”.

Niebezpieczne związki Donalda Tuska

Niebezpieczne związki Donalda Tuska

To najnowsza książka Wojciecha Sumlińskiego i mjra ABW Tomasza Budzyńskiego. Przeczytałem ją jakiś tydzień temu i jestem zawiedziony. Reklamowana była jako książka, w której podobno są dowody na to, że Tusk był agentem BND. Niestety niczego takiego w tej książce nie znalazłem. Jeśli ktoś sądzi, że książka ta może być problemem dla Donalda Tuska, to tak nie będzie. Tusk może spać spokojnie.

Pierwszy rozdział, zatytułowany Fundacja, dotyczy tego jak to Brytyjczycy pod przykrywką fundacji realizowali na początku III RP swoje interesy. Rzekomo pomagali we wdrażaniu w Polsce gospodarki rynkowej, a faktycznie brali udział w restrukturyzacji (czytaj wyprzedaży za bezcen) polskich banków.
Potem jest mowa o niemieckich fundacjach, w tym fundacji Konrada Adenauera, która sponsorowała partię do której należał w latach 90-ych Tusk, czyli Kongres Liberalno Demokratyczny (KLD). Pieniądze nie były kwitowane ani przez Niemców ani przez ludzi z KLD. Poza tym jest historyjka Budzyńskiego jak to śledzili niemieckiego agenta BND, będącego członkiem fundacji i jak to ich wykiwał podstawiając Niemca wyglądającego tak jak on. Żadnych rewelacji, bo to że KLD sponsorowali Niemcy (CDU) dawno już ujawnił Andrzej Olechowski i każdy kto się interesuje polityką to wie. Napisał o tym też Paweł Piskorski w swojej książce.

Drugi rozdział, o tytule Teczki, które zniknęły, jest ciekawszy. Zaczyna się od niemieckiego agenta Stasi Detlefa Rusela. Ów agent nawiązał współpracę ze Stasi, jako odpowiednik polskiego TW, 27.09.1971 r. Dostał pseudonim „Henryk”. Do roku 1980 działał w NRD. W tymże 1980 roku skierowano go do Polski. Ponieważ był naukowcem trafił do Polski pod pzorem wymiany naukowej między Uniwersytetem w Rostocku, a Politechniką Gdańską. Ruser stopniowo wnikał w struktury „Solidarności”. Nie wiadomo jak to się stało, że doświadczeni opozycjoniści nie zauważyli niczego podejrzanego w tym, że Niemiec się koło nich kręci. I tu dochodzimy do Donalda Tuska.
Tusk także działał w WZZ i 22 lipca 1983 r. kilku działaczy trójmiejskiej opozycji, w tym Tusk, umówiło się na spotkanie konspiracyjne w Łączyńskiej Hucie na Kaszubach. Mieli ze sobą bibułę (czyli nielegalne antykomunistyczne pisma i książki). SB wiedziała o ich spotkaniu i zrobiła „kocioł” i aresztowała wszystkich 6 uczestników spotkania. Byli to: Krzysztof Wyszkowski, Wojciech Duda, Piotr Kapczyński, Wojciech Fułek, Jacek Kozłowski i Donald Tusk. Co bardzo dziwne wszyscy oni zostali następnego dnia wypuszczeni, a jak mówił Krzysztof Wyszkowski SBcy zachowywali się dziwnie, nieomal przepraszając za aresztowanie. Było to jedyne zatrzymanie Tuska przez SB. Więcej nie był niepokojony w przeciwieństwie do pozostałych ww. pięciu osób, które często były nękane przez komunistyczne władze PRL.
W 1984 roku „Henryk” zdobył zaufanie brata Bogdana Borusewicza, Józefa, i zaprzyjaźnił się z Donaldem Tuskiem. Powód owej przyjaźni nie był przypadkowy, bowiem babcia Tuska ze strony ojca była rodowitą Niemką, a Tusk w zaufanych kręgach nie krył swoich proniemieckich sympatii. Tusk doskonale mówił też po niemiecku będąc głównym dyskutantem z Ginterem Grassem na spotkaniu noblisty z opozycjonistami w czerwcu 1983 roku. „Henryk” przekazywał do wschodniego Berlina potok informacji o opozycji solidarnościowej i Tusku, m.in. dekonspirując nielegalne drukarnie, przekazywał nazwiska działaczy zajmujących się drukiem „bibuły” i wiele innych mniej lub bardziej ważnych dla Stasi informacji. Przyjaźń Tuska i Rusera nagle urwała się w 1986 roku. Powód nie jest znany. To dziwne, bo Ruser nadal był w Gdańsku i spotykał się z opozycjonistami w tym z Bogdanem Borusewiczem (obecnie wicemarszałek senatu z PO).
W listopadzie 1989 r. Ruser formalnie zakończył współpracę ze Stasi. Jednak jak sądzi Budzyński było to tylko przeniesienie się ze Stasi do BND.
Dalsza część rozdziału to rozmowa Budzyńskiego z Polką Hanną Labrenz-Weiss pracującą w Berlinie w Urzędzie Gaucka, który to urząd przechowuje dokumenty Stasi. Budzyński był w Berlinie wcześniej i przeglądał teczki „Henryka” i stwierdził, że dwóch brakuje. I o to chciał między innymi zapytać panią Weiss. Nie dowiedział się wiele poza tym, że pewnego dnia do Urzędu było włamanie i stwierdzili, że właśnie dwie teczki Rusera zniknęły. Sprawę włamania wyciszono na polecenie jak stwierdziła pani Weiss kogoś wyżej niż nawet szef BND, a więc zapewne ministra albo i samego kanclerza. Akurat w tych dwóch teczkach najprawdopodobniej były informacje dotyczące Donalda Tuska. W pozostałych bowiem jak to ujął mjr Budzyński były tylko popłuczyny. Z tych 4 teczek które były także część dokumentów usunięto.
W tym co pozostawiono nie było niczego co mogłoby zaszkodzić politykom KLD, którzy realizowali niemieckie interesy w Polsce. Sprawa jest jasna – wszelkie kwity na ludzi KLD (obecnie w PO) mają mieć Niemcy i tylko Niemcy i użyją ich w razie gdy zajdzie taka potrzeba. Żaden historyk, dziennikarz czy ktokolwiek inny nie ma prawa dostępu do nich. Maluczcy nie mogą znać prawdy o tym kto nimi rządzi. I to tyle co w zasadzie wynika z całego tego rozdziału liczącego prawie 60 stron.

Trzeci rozdział, zatytułowany Sponsor, dotyczy sponsorowania KLD przez biznesmena Wiktora Kubiaka i tego jak to Kubiak (ten od nieruchomości) się dorobił. Budzyński rozmawia z Pawłem Piskorskim, czołowym działaczem KLD w latach 90-ych. Ten zaś mówi, że pieniądze od Niemców nie były wystarczające do pełnej działalności KLD. Tusk załatwił to, że Kubiak będzie sponsorował KLD. Przywoził pieniądze w reklamówkach do hotelu Marriot w Warszawie. A pieniądze te pochodziły w znacznej mierze z afery FOZZ. Są to bardzo powaźne oskarżenia pod adresem Tuska i ludzi obecnej PO. Wszystko to jednak opiera się tylko na tym, że „jedna pani powiedziała drugiej pani, że…”. Żadnych „kwitów” na to nie ma.
Gdy Janusz Lewandowski był ministrem przekształceń własnościowych Wiktor Kubiak był jego doradcą i pełnomocnikiem do spraw prywatyzacji zakładów „Polkolor” w Piasecznie. Kubiak z Lewandowskim „wynegocjowali” takie warunki „prywatyzacji”, że nabywca tj. Thompson dostał połowę wartości firmy w prezencie. Kubiak jednocześnie reprezentował drugą stronę tj. Thompsona. Firma ta z pewnością odwdzięczyła się Kubiakowi za tą transkację odpowiednią sumą.
Oprócz tego dowiadujemy się od Piskorskiego, że Tusk jak to on określił preferuje w pracy totalne bałaganiarstwo, nie lubi systematyki, a czas najchętniej spędzałby na paleniu cygar i oglądaniu meczów piłki nożnej. Piskorski przytacza pewną sytuację, gdzie Tusk będąc wicemarszałkiem Sejmu miał pokoik służbowy, w którym zamykał się z Drzewieckim, Schetyną i Piskorskim i oglądali wtedy mecze, pili wino i rozmawiali o sprawach partyjnych. Niekiedy robili to w przerwach meczów, bo mecze były dla Tuska ważniejsze. Nie znosił podejmować partyjnych decyzji i gdy tylko mógł cedował to na Piskorskiego. Wiele to mówi o Tusku, ale nie jest to nic zaskakującego ani odkrywczego.

Kolejny, czwarty rozdział, o tytule Początki, to rozmowa mjra Budzyńskiego z Krzysztofem Wyszkowskim, niezłomnym działaczem „Solidarności”, który nie chciał brać udziału w podziale łupów po tzw. transformacj ustrojowej. Rozmowa dotyczy głównie zatrzymania m.in. Wyszkowskiego i Tuska przez SB 22.07.1983 roku w Łączyńskiej Hucie. Wyszkowski dziwi się, że dzień później ich wypuszczono. Tusk dziwnie to tłumaczył mówiąc, że nie wiedzieli kogo mają. Doskonale wiedzieli, bo Wyszkowski był poszukiwany przez SB i od 1982 roku się ukrywał. Po ich zatrzymaniu przez SB prasa napisała, że Wyszkowski się ujawnił. Tusk więc był dla Wyszkowskiego ewidentnie podejrzany. W dalszej części rozmowy Wyszkowski mówi, że stopniowo nabierał coraz większych podejrzeń, że Tusk był agentem aż w końcu uzyskał całkowitą pewność. Znów jednak są to tylko słowa, a brak na to kwitów.
Dowiadujemy się też, że Kubiak pożyczył Tuskowi pieniądze na zakup mieszkania w Sopocie. Tusk mieszkanie kupił i nigdy tych pieniędzy Kubiakowi nie oddał. Cóż możnaby rzec jeden złodziej okradł drugiego złodzieja.
Wyszkowski mówi, że przez pewien czas był w tym jak to określa szemranym towarzystwie za czasów III RP, bo byli oni bardzo cwani i potrafili opowiadać dobre bajki, w które Wyszkowski niestety wierzył. Gdy w końcu się połapał co to za towarzystwo zerwał z nimi. Jak sądzi był im potrzebny jako przykrywka czy element dekoracji ich złodziejskiej działalności. Jako znany opozycjonista i człowiek uczciwy i mający autorytet w społeczeństwie ułatwiał zmylenie przeciwnika, czyli narodu. I zapewne tak właśnie było.
W rozdziale 4 jest też rozmowa Budzyńskiego z Tadeuszem Bieniem, działaczem gdańskiej „Solidarności”, jednym z założycieli Porozumienia Centrum i posłem na Sejm z ramienia KLD. Bień nie ma ochoty rozmawiać o Tusku i KLD mówiąc, że to jest szambo i nie chce do tego wracać. Naciskany przez Budzyńskiego opowiada jedną historię z 1991 r. Jest kongres partyjny i są tam m.in. Tusk, Lewandowski i Bielecki. Bień mówi, że sytuacja społeczna jest nabrzmiała i że powinni uwzględnić też sytuację ludzi biednych czy po prostu nie radzących sobie w nowej kapitalityczno- wolnorynkowej rzeczywistości. Jeden z prominentnych polityków KLD odpowiedział „przestań przejmować się tą hołotą”. Inni popierali takie podejście mówiąc „to tylko motłoch”, „tak, tak” i podobnie. Nikt nie wyraził oburzenia ani nawet nie zaprotestował. Bień powiedział, że bardzo przeprasza, ale w tej sytuacji dłużej polityki w tym towarzystwie uprawiać nie będzie i wyszedł kończąc swoją karierę w KLD. Poza tym jest jeszcze krótka historyjka o tym jak to Niemcy sfinansowali m.in. sprzęt dla gdańskich liberałów.
Potem jest też rozmowa Budzyńskiego z Markiem Formelą o powstaniu KLD, którego był świadkiem i o Fundacji Gdańskich Liberałów. Jeśli ktoś lubi grzebać w szambie to może poczytać. Wiadomo co to za mafia i znajomość szczegółów nie jest konieczna.

Rozdział 5, Ekstradycja, to rozmowa z człowiekiem z mafii pruszkowskiej Jarosławem Sokołowskim pseudonim „Masa”. Dowiadujemy się tu znowu sporo o KLD i finansowaniu jej przez Kubiaka, który to z kolei był kontrolowany przez wywiad wojskowy, który to zrobił z niego wielkiego biznesmena i różnych prywatyzacyjnych przekrętach.
Jest też opis afery FOZZ i dziwnych śmierciach ludzi którzy ujawnili ten przekręt (jak śmierć na zawał w wieku 38 lat urzędnika NIK Michała Falzmanna czy wypadek samochodowy jego szefa Waleriana Pańki. Kierowca Lancii którą jechał Pańko kilka miesięcy później zmarł na zawał, zaś policjanci badający „wypadek” i zgłaszający wątpliwości czy aby na pewno był to wypadek obaj pewnego dnia utonęli łowiąc ryby.  To wszystko jednak jest znane od lat i niczego rewelacyjnego tutaj nie ma. III RP to szambo i każdy myślący to wie.

Rozdział 6 ma tytuł Niemcy. To rozmowa z niemieckim agentem Ryszardem Tomaszkiem. W zasadzie w znacznej mierze monolog Tomasza Budzyńskiego. Były agent BND wiele nie mówi. Dowiadujemy się, że nasze służby śledziły go dłuższy czas, aż wbrew logice pewnego dnia go aresztowały zamiast śledzić go dalej aż doprowadzi ich „po nitce do kłębka” i rozbić całą siatkę agentów.
Jak wykazała rozmowa Budzyńskiego ze swoim byłym kolegą z ABW kluczem do wyjaśnienia takiego postępowania polskich służb był niemiecki biznesmen Paul Rogler. Miał on kontakty z Pawłem Grasiem, człowiekiem Tuska. Z kolei według kolegi Budzyńskiego ów Rogler miał kontakty z Ryszardem Tomaszkiem, a także z Detlefem Ruserem „Henrykiem”, który to w latach 80-ych XX w. przyjaźnił się z Tuskiem. Aresztowanie Ryszarda Tomaszka miało uniemożliwić dojście do Rusera i do Tuska.

Ostatni rozdział 7, Wykreowany dotyczy tego jak to Donald Tusk został wykreowany przez media i tego jak to naprawdę z nim było. Jest tu m.in. przytoczonony fragment wystąpienia Tuska na Kongresie Kaszubów, w którym mówi, że Pomorze powinno być regionem autonomicznym czym pokazuje swoją proniemieckość. Mamy też publikację autorstwa Tuska w czasopiśmie „Znak” z 1987 r. gdzie stwierdza m.in., że polskość to nienormalność. Także nic szczególnie odkrywczego.
Na samym końcu są dokumenty SB z zatrzymania Tuska w 1983 r. i jego wnioski o wydanie wizy turystycznej na wyjazd do RFN w 1988 r.

Podsumowując z książki można się dowiedzieć wiele na temat Tuska i ludzi obecnej PO, funkcjonowania III RP i złodziejskiej prywatyzacji ale nie jest to nic rewolucyjnego. Donald Tusk na pewno nie będzie cierpiał na bezsenność z powodu ukazania się tej książki. Tę mogłyby wywołać u Tuska tylko dokumenty potwierdzające że Tusk był niemieckim agentem. Tych jednak brak. Zatem niech nikt nie liczy, że Tusk odpowie za to co zrobił.

Portal Ariowie.com – warto go poznać

ARIOWIE
PORTAL PRZEBUDZONEJ SPOŁECZNOŚCI

Jeśli nie jesteś mentalnym niewolnikiem i nie potrzebujesz nadzorcy, który ci powie jak masz żyć to ten portal jest dla Ciebie

Poniżej trochę informacji z zakładki „o nas” z portalu Ariowie.

Ponad połowa naszych RODaków nie bierze już udziału w cyklicznej farsie odgrywanej dla mas zwanej demokracją. Ponad 40 milionowa rzesza obywateli RP jest zarządzana przez reprezentację, która jest względna i wyłoniona tak naprawdę z podstawionej mniejszości. Taka sytuacja jest niedopuszczalna. Tym bardziej, iż obecna konstytucja III RP nie jest legalna, co zaczyna dostrzegać coraz większa liczba rdzennych mieszkańców naszej świętej ziemi. Obecny status quo w Polsce przestaje mieć ślepe i nieme poparcie.

Portal  ma na celu otwieranie oczu na prawdę. Nasza świadomość wymaga od nas obudzić śpiących i razem powstać ku wolności gwarantowanej przez Stwórcę Wszystkości. Jesteśmy jego cząsteczką, fraktalem. Zwracamy się do ludzi, którzy nie potrzebują zwierzchnictwa i kontroli nad swoim własnym losem i przeznaczeniem.

Podczas gdy część ludzkości ciągle boryka się z patologią tzw. ekonomii, polityki, korupcji, nasza ścieżka prowadzi w zupełnie inne rewiry. W Prawie. Poprzez podnoszenie świadomości i wibracji, zwracanie się ku pięknu naszych korzeni, poprzez korzystanie z najnowszych osiągnięć nauki i odkłamanie kart historii, kreuje się przed nami zupełnie nowa alternatywa prawego i wolnego społeczeństwa.

Na stronach naszego portalu znajdziesz mnóstwo ciekawych informacji dotyczących obecnego stanu rzeczywistości oraz praktycznych rozwiązań i propozycji dotyczących wychodzenia z czegoś, co my nazywamy Matrix’em.

Skutki technologii 5G – ptaki padły po włączeniu masztu

W Holandii w Hadze 5.11. 2018 robiono test zasięgu masztu 5G. Kilkaset metrów dalej znajduje się park. Gdy maszt włączono stado ptaków wzbiło się w powietrze latało bardzo nerwowo. Wiele ptaków zdechło. Jak zbadano je okazało się, że nie były chore. Jest to jednoznaczny dowód, że technologia 5G jest bardzo szkodliwa. Człowiek to co prawda nie szpak i zaraz nie padnie, ale na naszym zdrowiu na pewno takie maszty się odbiją. Nie wiadomo jak dokładnie, bo tego nie zbadano. Należy jednak przypuszczać, że liczba chorych na nowotwory jeszcze wzrośnie. Dlatego nie dla technologii 5G, którą chce u nas wprowadzić rząd.

Więcej na: https://www.odkrywamyzakryte.com/setki-ptakow-zabitych-przez-5g/

Petycja o usunięcie ambasador USA

W reżimowych mediach tak tych PiSowskich jak i pozostałych jest całkowite milczenie na temat petycji do Białego Domu w sprawie odwołania Georgety Mosbacher ze stanowiska ambasadora USA. Chodzi o jej skandaliczny list do premiera i ministra Brudzińskiego. Pomijając już katastrofalne jego napisanie (literówki w nazwiskach i brak pieczątki ambasady) głównym skandalem była treść. Pewnie wszyscy wiedzą o co chodzi a jak nie to na pewno łatwo można to znaleźć w internecie. W skrócie – pani ambasador grozi rządowi palcem, że ma nie ruszać TVNu za akcję z tzw. wafelkowymi nazistami i że nie wolno Polsce robić repolonizacji mediów, bo to będzie zamach na wolne media i wtedy nasze relacje mogą ulec znacznemu pogorszeniu.
Nasz niby polski rząd nabrał wody w usta i milczy, a za to co to babsko zrobiło powinno zostać w najlepszym razie zrugane. Jako naród polski nie możemy pozwolić, żeby jakiś babsztyl nakazywał nam co możemy robić a czego nie w naszym własnym kraju. Dość tego! Jesteśmy narodem o wielkiej historii, tradycji i dumie i nie możemy pozwolić sobie na to, aby traktowano nas jak śmieci. Dość tej hańby. Skoro rząd nic nie robi, to musimy sami zadziałać.
W związku z powyższym powstała petycja do Białego Domu o odwołanie Georgety Mosbacher z funkcji ambasadora USA w Polsce. Poniżej zamieszczam tłumaczenie jej treści. Zachęcam do podpisywania i rozpowszechniania, aby jak najwięcej osób ją podpisało. Podpisy można składać i oryginalną treść petycji (po angielsku) można znaleźć pod adresem: https://petitions.whitehouse.gov/petition/immediate-dismissal-us-ambassador-republic-poland-georgette-moshbacher-her-function

Jako obywatele demokratycznego państwa prawa, dla których suwerenność jest jedną z najwyższych wartości, nie akceptujemy tego, żeby reprezentant innego państwa wywierał wpływ na naszą wewnętrzną politykę, ostentacyjnie łamiąc protokół dyplomatyczny i nie szanując swojego gospodarza.

Przyjaźń pomiędzy naszymi narodami ma niezwykle bogatą tradycję i dlatego każde  działanie, które może ją naruszyć należy potępić. W związku z powyższym wzywamy do odwołania ambasador Mosbacher z jej funkcji i zastąpieniem jej przez osobę, która nie będzie ingerować w żadne decyzje demokratycznie wybranego polskiego rządu, a przez to umożliwi odbudowę wzorowych relacji między naszymi krajami.

Świętowanie Chanuki w polskim Sejmie

Kancelaria polskiego Sejmu poinformowała na Twitterze, że 5 grudnia odbędzie się uroczyste odpalenie lampy chanukowej z okazji żydowskiego święta świateł. Inicjatorem przedsięwzięcia jest żydowska organizacja Chabad-Lubawicz Polska. Pod wpisem posypały się nieprzychylne komentarze oburzonych Internautów.

Chanuka to trwające osiem dni święto obchodzone w okresie przesilenia zimowego jest jednym z najradośniejszych świąt żydowskich. Upamiętnia wydarzenia, które nastąpiły po zbezczeszczeniu Świątyni Jerozolimskiej – jeden dzbanuszek oliwy płonął przez wszystkie osiem dni uroczystości ponownego wyświęcenia świątyni. Centralnym obrzędem święta świateł jest zapalanie świec na chanukiji – czytamy na stronie Sejmu.

Więcej na: https://nczas.com/2018/12/04/zydowska-organizacja-chabad-lubawicz-bedzie-swietowac-chanuke-w-polskim-sejmie-tu-jest-polska-czy-izrael-video/

Czy to jeszcze Polska czy już Polin? Jeśli ktoś miał jeszcze wątpliwości czy nazywanie polskiego Sejmu Knessejmem jest właściwe, to teraz musiał je stracić.