Józef Piłsudski bez retuszu

W te Święta udało mi się wreszcie dokończyć czytać książkę historyka Tomasza Ciołkowskiego o Józefie Piłsudskim. Jest to moim zdaniem obowiązkowa lektura dla każdego kto chce znać prawdziwą historię Polski, a nie mitologię. To czego nas uczyli w szkołach i co mówią w mediach o Józefie Piłsudskim to bowiem nic innego jak właśnie mitologia.

Józef Piłsudski bez retuszu

Samo zdjęcie na okładce już szokuje, gdyż przedstawia Józefa Piłsudskiego i Josepha Goebbelsa, którzy spotkali się w 1934 roku. Zdjęcie to pochodzi ze zbiorów Biblioteki Narodowej i sugeruje, że Józef Piłsudski i jego obóz polityczny zwany sanacją współpracowali z III Rzeszą. Niestety autor tego tematu w książce nie rozwija, a jedynie w ostatnim rozdziale wspomina o pakcie Polski z Hitlerem z 1934 r. Wtedy jeszcze Hitler nie ujawnił swoich planów i w tym wypadku nie powinno się raczej winić Piłsudskiego za sojusz z ludobójcą. Po lekturze książki stwierdzam jednak, że postać Józefa Piłsudskiego w historii Polski należy ocenić jednoznacznie negatywnie, a więc odwrotnie niż wmawia nam oficjalna propaganda, której uczy się w szkołach i jaką głoszą media i tzw. eksperci.

Książkę napisał historyk Tomasz Ciołkowski, który zebrał bardzo dużo materiałów źródłowych na temat Józefa Piłsudskiego i chciał na ich podstawie napisać rozprawę doktorską. Niestety usłyszał, że nie ma zapotrzebowania na taką rozprawę. Postanowił więc to co zebrał i napisał wydać w formie książki, a w zasadzie dwóch książek. Ma się bowiem ukazał drugi tom pt. „Józef Piłsudski sfałszowana biografia”.Chciał bowiem, aby nasz naród poznał prawdę historyczną, a nie wciąż jedynie mitologię i uważając ją za prawdę. Autor pisząc swoją pracę przyjął metodykę z pracy doktorskiej Niemki Heidi Hein-Kircher „Kult Józefa Piłsudskiego i jego znaczenie dla państwa polskiego 1926-1939” – Warszawa 2008. Samo to, że taką rozprawę napisała Niemka, a nie Polka bardzo wiele mówi o naszym nieszczęsnym kraju zwanym III RP. Z pracy tej i materiałów źródłowych jakie zostały zacytowane w książce T. Ciołkowskiego wynika, że dokonano wielu fałszerstw historycznych jeśli chodzi o działalność publiczną i życie prywatne Józefa Piłsudskiego, co miało miejsce głównie w czasach II RP i jest robione do dziś.

Rozdział pierwszy dotyczy współpracy późniejszego marszałka z obcymi służbami wywiadowczymi do 1918 roku. Temat ten jest mało znany.  W szkole mnie o tym nie uczono i w żadnych mediach, książkach czy innych materiałach o tym ani słowa. A kiedyś dawno „Rzeczpospolita” wydała serię zeszytów o Polsce Piłsudskiego i segregator i mam prawie wszystkie zeszyty, a z okresu przed 1918 r. wszystkie i jest tam trochę o współpracy z Japończykami i jest też wzmianka o zarzutach o współpracy z wywiadem austrackim (jako rzekomo „czarna legenda”). I na tym koniec.
Piłsudski współpracował z wywiadem japońskim, austriackim, niemieckim i brytyjskim  oraz miał związki z masonerią, choć nie ma dowodów na to, że sam był członkiem masonerii. Wiadomo na pewno, że mason Rafał Radziwiłłowicz, lekarz, gdy Piłsudski siedział w więzieniu w cytadeli  w 1900 roku poinstruował go jak ma symulować chorobę psychiczną, aby go zwolniono. Tak zrobił i istotnie po przewiezieniu go do szpitala psychiatrycznego zostaje przez masonów wydostany stamtąd 15 maja 1901 r.

W 1904 r. Piłsudski sam zgłosił się do wywiadu japońskiego i zaproponował wywołanie powstania w zaborze rosyjskim. Japończycy nie chcieli, bo interesowały ich tylko ruchy wojsk rosyjskich. Skutki powstania byłyby katastrofalne dla narodu polskiego. Powstanie nie miało żadnych szans powodzenia.
Współpraca z Brytyjczykami miała miejsce po I wojnie światowej. Wcześniej Brytyjczycy jedynie zbierali informacje o Dmowskim i Piłsudskim. Sfinansowali oni i pomogli częściowo w organizacji zamachu stanu z 12 maja 1926 r., po czym Piłsudski realizował pod ich dyktando politykę zagraniczną i gospodarczą. Jedno i drugie było destrukcyjne dla narodu i państwa polskiego i przyniosło tragedię z września 1939 r. i lat późniejszych.
Piłsudski współpracował też z wywiadem austriackim od 1907 r., a próbował już od 1906 r. Chciał m.in. aby Austriacy pomogli mu wywołać powstanie w zaborze rosyjskim. Próbę taką podjął w 1914 roku, ale poniósł fiasko wobec braku entuzjazmu dla jego pomysłu ze strony żołnierzy polskich z armii carskiej oraz społeczeństwa polskiego z zaboru rosyjskiego. Entuzjazmu nie było, bo to powstanie jedynie posłużyłoby Niemcom do walki z Rosją, a gdyby Niemcy wojnę wygrały Polska jako wolny kraj by się nie odrodziła, bo Niemcy tego nie chcieli. Mogłoby Polski w ogóle nie być, a niemieckie plany zagrażały w ogóle bytowi polskiego narodu.
W 1909 r. Piłsudski ujawnił Alfredowi Redlowi, agentowi wywiadu austriackiego nazwiska wielu członków PPS w zaborze rosyjskim. Redl był podwójnym agentem i służył też carskiej ochranie (ta zmusiła go do współpracy uzyskując dowody na to, że Redl jest homoseksualistą). Ujawnione przez Piłsudskiego nazwiska trafiły do ochrany i wszystkie te osoby wkrótce zostały aresztowane. Informację tą podaje oficer prowadzący Piłsudskiego – kpt. Józef Rybak w swoich pamiętnikach wydanych w 1954 r.
Potem Piłsudski podjął współpracę z wywiadem niemieckim, który tak naprawdę decydował o działaniach Austro-Węgier, które były wtedy satelitą Niemiec. Jest tu długi opis tej współpracy. Sprowadzała się ona do tego, że Piłsudski oparł odrodzenie Polski na Niemcach, co było kompletnie chybione, bo Niemcy w razie wygranej w I wojnie światowej nie miały zamiaru pozwolić na przywrócenie bytu niepodległego państwa polskiego. Już wtedy bowiem opracowali dziś jeszcze realizowaną przez Angelę Merkel koncepcję Mitteleuropy, czyli słabych krajów środka Europy podporządkowanych Niemcom i przez nich mocno eksploatowanych gospodarczo. Jeśli więc w ogóle powstałaby Polska, to byłby to kraj o dużo mniejszym terytorium niż II RP, bez dostępu do morza, bez Wielkopolski i Śląska i całkowicie uzależniony od Niemiec politycznie i gospodarczo. Józefowi Piłsudskiemu jednak nie chodziło bowiem o dużą, silną i niepodległą Polskę, ale jedynie o to, aby w ogóle była jakaś Polska, bo marzył o tym aby zostać w niej dyktatorem i to już w 1909 r. Powstania o Wielkopolskę i Śląsk były wywołane wbrew Piłsudskiemu. Ten bowiem opuszczając twierdzę w Magdeburgu przyrzekł Kesslerowi (późniejszy ambasador Niemiec w Polsce), że nie będzie dążył do odzyskania polskich ziem z zaboru pruskiego. Z Magdeburga do Warszawy 10.11.1918 r. przyjechał niemieckim pociągiem w dość komfortowych warunkach. Jak sam wspominał Piłsudski „Ja w Magdeburgu świetnie wypoczywałem”.
Także jeśli chodzi o wielki wkład Piłsudskiego w Legiony to jest mit. W 1916 r. Piłsudski złożył dymisję z kierowania Legionami. Legiony powstały z inicjatywy konserwatystów krakowskich z Juliuszem Leo na czele oraz przy niewielkiej pomocy Władysława Sikorskiego, który przekonał Austriaków do ich stworzenia.

Rozdział drugi dotyczy fałszerstw w sprawie idei federacyjnej. Piłsudski był człowiekiem zacofanym i nie rozumiejącym czasów w których żył. Chciał pomóc stworzyć państwa Ukrainę, Białoruś i Litwę oraz włączyć te kraje do federacji z Polską. Nie miało to żadnych szans powodzenia, bowiem początek XX w. to czas silnych nacjonalizmów i każdy naród dążył do posiadania własnego niezależnego państwa, a nie federacji z innymi krajami. Poza tym Piłsudski zawarł układ z Żydami, że odda im Wileńszczyznę jako rejon autonomiczny, zalążek Judeopolonii. Robił w związku z tym wszystko, aby Wilno nie zostało przyłączone do Polski, a było jedynie regionem autonomicznym. To wywołało wielki opór społeczeństwa Polskiego, które stanowiło ponad 2/3 ludności Wileńszczyzny. Ostatecznie wbrew Piłsudskiemu przeforsowane zostało włączenie Wileńszczyzny do Polski.
Mamy tu też sprawę wyprawy kijowskiej. Była ona niby zwycięska, ale tylko pozornie. Bolszewicy nie stawiali dużego oporu w Kijowie, bo byli wtedy zajęci wojną domową z białymi. Niedługo jednak wygrali i przerzucili wielkie siły na zachód miażdżąc polskie wojsko uciekające w popłochu. Dotarli aż pod Warszawę i o mało II RP nie zakończyła swego istnienia po raptem 2 latach. Generałowie odradzali Piłsudskiemu wyprawę na Kijów, ale ten się uparł i dopiął swego. Po klęsce wpadł w depresję i 12.08.1920 r. złożył na ręce premiera Wincentego Witosa rezygnację z funkcji Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza. Bitwą Warszawską 15.08.1920 r. dowodził generał Tadeusz Jordan Rozwadowski, który też wcześniej opracował jej plan. Piłsudski wrócił na front dopiero 16.08.1920 r. gdy Armia Czerwona już się wycofywała. Tak więc to generał Rozwadowski uratował wtedy Polskę, a nie Józef Piłsudski. Ten był wtedy u swojej konkubiny Aleksandry, późniejszej drugiej żony, która ujawniła to w swoich pamiętnikach w 1960 r.

Rozdział trzeci dotyczy kulis zamachu majowego i jego skutków oraz obala kolejny mit związany z Józefem Piłsudskim. Mit ten w skrócie brzmi tak, że marszałek dokonał zamachu stanu, gdyż parlament nie mógł się dogadać, był bałagan i źle się działo w kraju. Chciał więc zrobić porządek. Fakty są inne. To Brytyjczycy sfinansowali zamach majowy i pomogli w jego organizacji. W 1957 r. polski dyplomata Kajetan Morawski ujawnił w Londynie tekst depeszy okólnej Foreign Office, w której podano, że angielski rząd miał udział w zamachu majowym.
Powstały 10.05.1926 r. rząd Wincentego Witosa miał duże poparcie społeczne i większość w parlamencie. Chciał jednak realizować inną politykę niż Piłsudski. I o to poszło. Do przewrotu majowego bowiem Polska była w sojuszu z Francją przeciwko Niemcom. Francja udzielała nam kredytów na modernizację i dozbrojenie armii oraz szkoliła naszych oficerów. W 1925 r. posiadaliśmy ponad 800 samolotów bojowych z czego większość była nowoczesna i byliśmy pod względem siły lotnictwa na drugim miejscu w Europie przewyższając Niemcy. Taka polityka trzymała Niemców w kleszczach. W połowie lat 20-ych mieliśmy jedną z silniejszych liczebnie i sprzętowo oraz dobrze wyszkoloną armię w Europie. Razem w francuską armią z dwóch stron mogliśmy skutecznie blokować rewizjonistyczne zapędy Niemiec. Dawało nam to bezpieczeństwo z zachodu. Po zamachu majowym uległo to całkowitej zmianie. Piłsudski zerwał współpracę z Francją, a postawił na Niemcy. Nie widział też potrzeby modernizacji armii i utrzymywania silnego lotnictwa, które w jego koncepcji miał służyć tylko do rozpoznania. Był mentalnie wciąż w epoce kawalerii i gdy inni kupowali czołgi i broń przeciwpancerną my kupowaliśmy konie i owies dla nich. W ciągu 10 lat nasze lotnictwo przestało się w ogóle w Europie liczyć. Broni przeciwpancernej i czołgów mieliśmy jak na lekarstwo. Jakby nieszczęść było za mało to jeszcze za rządów sanacji Polska wdała się w wojnę o Zaolzie i Jaworzynę przyczyniając się do rozbioru Czechosłowacji i zburzenia porządku wersalskiego. A wszystko to w interesie Wielkiej Brytanii i Niemiec, które tego właśnie chciały. W naszym interesie zaś było, aby porządek wersalski utrzymać.
W tej sytuacji tragedia z września 1939 r. nie dziwi. Także fakt, że Francja nas zdradziła w 1939 r. i nie pomogła nam w walce z Niemcami należy inaczej widzieć. Mogło to być po prostu na zasadzie – wy nas olaliście w 1926 r. i od tego momentu działaliście przeciwko nam a w interesie Niemców i Brytyjczyków, to my was też mamy gdzieś w 1939 r. Brytyjczycy zaś sfinansowali i pomogli w organizacji zamachu, bowiem obawiali się że Francja z pomocą dość silnej polskiej armii urośnie zbytnio w siłę i stanie się hegemonem w Europie. Dlatego obalili rząd Witosa i wprowadzili dyktaturę Piłsudskiego. Eksploatowali nas także gospodarczo, bo sanacja wprowadzała prawo zgodne z ich interesami, a wbrew naszym. Chłopi przeklinali wtedy nasz kraj i nieraz mówili, że w takiej nędzy za czasów zaborów nie żyli i że jeśli taka ma być ta wolna Polska, to niech ją szlag trafi.
Zamach majowy poparli Żydzi, masoneria, polscy komuniści (krótko po zamachu pod wpływem Moskwy się wycofali), socjaliści i oczywiście Brytyjczycy. Piłsudski po zamachu włączył wielu masonów do rządzenia. Pod ich wpływem m.in. w 1927 r. zmieniono godło Polski wprowadzając orła w otwartej koronie bez krzyża i z masońskimi gwiazdkami na skrzydłach.

Rozdział czwarty dotyczy walk wewnątrz obozu władzy po zamachu majowym. Piłsudczycy walczyli wtedy z masonerią, którą włączyli po zamachu do rządzenia. W pewnym momencie masoneria chciała przejąć ster rządów całkowicie pozostawiając Piłsudskiego jedynie jako „dekorację” bez realnego wpływu na cokolwiek. W tym celu masoni chcieli odsunąć od polityki tzw. grupę pułkowników, czyli ludzi którym Piłsudski najbardziej ufał i na nich się opierał. Nie udało się to. Pułkownicy się połapali o co chodzi i nie cackali się. Doszło do dwukrotnej próby zamachu na życie masona – premiera Kazimierza Bartla. Jednak wypadki samochodowe nie udały się, bo Bartel wyszedł z nich cało, jedynie samochód został zniszczony. Cel jednak osiągnęli, bo zrezygnował ze stanowiska premiera i wycofał się z polityki w ogóle. Potem postanowili załatwić Stanisława Zaćwilichowskiego, sekretarza Bartla, który choć niższy w hierarchii rządowej miał w masonerii większe znaczenie. Tu także pułkownicy spowodowali wypadek samochodowy. Tym razem uszkodzili hamulce tak, że przestały działać dopiero przy dużej prędkości i Zaćwilichowski zginął. To był duży cios dla polskiej masonerii. Jak widać mimo upływu ponad 80 lat nic się nie zmieniło w metodach działania wobec ludzi niewygodnych.

Rozdział piąty dotyczy polityki Józefa Piłsudskiego w armii. Polityka ta mówiąc krótko była katastrofą i doprowadziła do naszej szybkiej klęski we wrześniu 1939 r. Józef Piłsudski nie posiadał żadnego wykształcenia wojskowego. Nie miał też doświadczenia w dowodzeniu dużymi oddziałami wojska, bowiem jedyne doświadczenie bojowe jakie miał to doświadczenie partyzanckie w zaborze rosyjskim. Partyzantka, a regularna armia to zupełnie dwa różne światy. Nawet w partyzantce Piłsudski brał udział tylko w jednej akcji zbrojnej – w napadzie na pociąg pocztowy pod Bezdanami w 1908 r. W armii austriackiej miał tylko stopień brygadiera.
Piłsudski nie stworzył polskiej armii. Gdy przybył z Magdeburga 10.11.1918 r. ta była już sformowana. 12.10. 1918 r. Rada Regencyjna przejęła od Niemców władzę nad wojskiem polskim, a 25.10.1918 r. powołała Sztab Generalny Wojska Polskiego z gen. Rozwadowskim na czele. Piłsudski przyjechał więc na gotowe i przejął stery armii.
Po umocnieniu swej pozycji jako Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza Piłsudski zaczął dokonywać stopniowych czystek w armii. Te były do zamachu majowego w 1926 r. małe, bo Piłsudski nie miał pełnej władzy nad armią, bo część decyzji podejmował parlament. Piłsudski dążył do tego, aby stworzyć coś jakby na kształt prywatnego czy partyjnego wojska. Robił co się da, aby zmarginalizować słynnych generałów Józefa Dowbor Muśnickiego (dowódcę zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego) czy gen. Józefa Hallera. Po wcieleniu dywizji ww. generałów do polskiej armii Piłsudski odebrał im nad nimi dowództwo 19.10.1919 r.  A były to wtedy najlepsze dywizje naszej armii. Piłsudski obawiał się sławy i popularności obu generałów w społeczeństwie.
Piłsudski oparł organizację armii na swoich zwolennikach z Legionów i Związków Strzeleckich. Były to osoby o małym pojęciu o armii i małym doświadczeniu. Wszystkich innych, bez względu na kwalifikacje i doświadczenie, Piłsudski spychał na margines.
Tytuł marszałka nadał sobie sam z pogwałceniem obowiązującego wówczas prawa w tym zakresie. Poza tym nie posiadał zasług wojskowych uprawniających go do otrzymania takiego tytułu. To jak z „prof.” Bartoszewskim, który nie miał nawet tytułu magistra z tą różnicą, że Bartoszewski tytułu profesora sobie samozwańczo nie nadał.
Piłsudski nie znał istoty pracy sztabów generalnych i metod opracowywania planów wojennych. Wszystko robił przez improwizację i doraźne przygotowania bez długofalowych i głębszych planów, bo takich tworzyć zwyczajnie nie potrafił nie mając ku temu kwalifikacji. Na domiar złego uważał się za geniusza wojskowości i wszystkim zarządzał sam, nie słuchając rad. Odrzucił w 1923 r. przygotowany przez gen. Rozwadowskiego plan reorganizacji armii mający na celu stworzenie oddziałów zmotoryzowanych i pancernych jakie wtedy były tworzone we wszystkich nowoczesnych armiach Europy. Piłsudski nie widział takiej potrzeby. Kawaleria konna według niego była wystarczająca.
Do maja 1926 r. nasza armia była świetnie uzbrojona i dobrze wyszkolona i była druga co do wielkości w Europie (300 tysięcy żołnierzy). W 1925 r. polskie lotnictwo było drugim w Europie jeśli chodzi o wyposażenie bojowe.
Po zamachu majowym wszystko się zawaliło. Piłsudski unieważnił wszystkie plany modernizacji, przezbrojenia i ekspansji polskiej armii. Lotnictwo nie licząc rozpoznania uznał za zbędne. Oprócz tego Piłsudski usunął prawie wszystkich generałów, którzy nie byli z Legionów. Politykę personalną oparł niemal całkowicie na legionistach, którzy nie nadawali się do pełnienia powierzanych im funkcji. Wszystkich kompetentnych, a zwłaszcza mających duże osiągnięcia zwalczał i wyrzucał jako potencjalne zagrożenie dla swojej chwały wielkiego wodza. Wobec oparcia wojska na nieprzystającej do realiów kawalerii i niekompetentnych legionistach tragedia 1939 r. nie dziwi. Jeździec na koniu z czołgiem czy samolotem nie ma przecież żadnych szans.
O tym jakie pojęcie miał Piłsudski o armii ukazuje jego rozkaz „O łączności”, który doświadczony wojskowy Marian Romejko określił jako „bełkot pijanego kucharza kompanii łączności”. Cały rozkaz jest w książce na str. 173-177.

Rozdział szósty dotyczy stosunku osobistego i polityki Józefa Piłsudskiego wobec kościoła. Piłsudski jak to określił „znienawidził klechów” gdy jego umierającej matki ksiądz nie chciał wyspowiadać, bo miała poglądy lewicowe. Uraz do jednego księdza przełożył na cały kościół. W 1899 r. przeszedł z katolicyzmu na protestantyzm, aby wziąć ślub z pierwszą żoną. Jednak marszałek uprawiał kult Matki Boskiej Ostrobramskiej. Był on raczej człowiekiem zabobonnym niż wierzącym i oddawał cześć jednemu duchowi, którym była dla niego właśnie Matka Boska Ostrobramska.
Jeśli chodzi o politykę wobec kościoła to Piłsudski deklarował, że z kościołem nie walczy (bo znaczna większość obywateli II RP to byli katolicy), ale robił coś dokładnie przeciwnego. Jego wypowiedzi w zaciszu gabinetów były zupełnie inne niż te publiczne. Oczywiście wypowiedzi gabinetowe nie docierały do polskiego narodu, a antykatolicka polityka była odpowiednio maskowana dla zmylenia przeciwnika, czyli narodu. Większość jego współpracowników była albo wrogo nastawiona do religii katolickiej lub w najlepszym razie jej obojętna. Wybuchały różne afery. Np. po śmierci ministra wyznań religijnych i oświecenia publicznego Sławomira Czerwińskiego w 1931 r., który prowadził antykatolicką politykę i przed śmiercią przeszedł na katolicyzm (był kalwinistą) biskup odprawiający mszę pogrzebową (Stanisław Gall) nie poszedł w kondukcie pogrzebowym. Piłsudski i jego ludzie tak się wściekli, że robili wszystko, aby go usunąć ze stanowiska biskupa polowego. Sprawa doszła aż do Watykanu, który nie chciał się zgodzić. Po długiej walce, opluwaniu i oczernianiu biskupa w końcu osiągnął cel i Watykan zgodził się na zmianę biskupa polowego. Kościół był krytycznie nastawiony wobec reżimu sanacji, ale starał się tonować konflikt i często ustępował.
Po śmierci Piłsudskiego rozpętała się afera z bp. Stanisławem Łukomskim, który zabronił bić w dzwony na znak żałoby. Reżim chciał aresztować księdza, ale społeczeństwo nie pozwoliło. Mieszkańcy gremialnie poparli biskupa i sanacja musiała ustąpić. Innego księdza w Tykocinie mieszkańcy obronili fizycznie odpierając natarcie uzbrojonego oddziału policji (na szczęście policja nie użyła broni) i nie dopuszczając do aresztowania księdza. Tak więc reżim sanacji był niewiele lepszy dla kościoła niż później rządzący w Polsce komuniści.

Rozdział siódmy dotyczy związków Józefa Piłsudskiego z masonerią i zainteresowania okultyzmem. Z inicjatywy Piłsudskiego powstała polska masoneria. Marszałek spotkał się z masonem Władysławem Baranowskim (w latach 1919-1920), który przedstawił mu czym są organizacje masońskie. Piłsudski wysłuchał Baranowskiego z uwagą i wyraził zainteresowanie utworzeniem polskich lóż masońskich. Wskazał nawet wiele osób z kręgu swoich współpracowników, którzy mieliby wejść do tych lóż. Niedługo później w samej Warszawie powstało co najmniej 8 lóż.
Piłsudski interesował się okultyzmem. Brał np. udział w seansach spirytystycznych oraz czarnych mszach. Przez to później bał się spać po ciemku i gdy po zamachu majowym przeprowadził się do Belwederu palił zawsze w nocy jeden kinkiet w rogu pokoju czego wcześniej nie robił mieszkając w Sulejówku. Mimo to miewał widzenia duchów, bał się ich i na jego polecenie dokonano egzorcyzmów w Belwederze.
Oprócz tego Piłsudski miał kontakty ze środowiskiem teozofów. Zainteresowała go tymi sprawami Wanda Dynowska. Uważał, że niewyjaśnione przez naukę zjawiska należy traktować poważnie albo nie badać ich wcale. Dwukrotnie (w 1925 r. i 1926 r.) spotykał się w Polsce z prezesem Światowego Towarzystwa Teozoficznego dr. George Arundale. Marszałek interesował się też telepatią i zdolnościami paranormalnymi. Z inżynierem Stefanem Ossowieckim przeprowadził dwa eksperymenty. Jeden polegał na tym, że Piłsudski napisał list, a Ossowiecki bez otwierania koperty miał odczytać jego treść. Udało mu się to zrobić w ciągu kwadransa. Piłsudski potwierdził prawidłowość odczytania treści listu. Drugi eksperyment dotyczył telepatii. Piłsudski umówił się z Ossowieckim, że o określonej godzinie ten przekaże mu wiadomość będąc w swoim domu, a Piłsudski odbierze ją w Belwederze. Zsynchronizowali zegarki i o umówionej porze jak twierdził Piłsudski odebrał wiadomość od Ossowieckiego.
Piłsudski często też układał pasjansa i stawiał sobie jakieś założenie co będzie jak mu się uda ułożyć. W 1909 r. układał pasjansa z myślą, że jeśli się mu uda to będzie dyktatorem w Polsce. Udało mu się i wtedy wykrzyknął: Tak udało się. Będę dyktatorem w Polsce.

Ósmy rozdział dotyczy problemów zdrowotnych, a właściwie choroby psychicznej Józefa Piłsudskiego, która ujawniła się zwłaszcza w ostatnich 5 latach jego życia, co stanowi zupełne tabu. Problemy zaczęły się już wcześniej gdy to przed zamachem majowym Piłsudski mówił nieraz, że już w kołysce przyszedł do niego duch Napoleona i przekazał mu wiedzę wojskową i dlatego on jest genialnym strategiem, a wszyscy co się z nim nie zgadzają to durnie. Jak dowodzi autor Brytyjczycy byli świadomi, że Józef Piłsudski już w 1926 r. nie był człowiekiem normalnym, a mimo to dali złoto i pomogli w organizacji zamachu.
Od kwietnia 1928 r. problemy Piłsudskiego ze zdrowiem zaczęły narastać. W nocy z 17 na 18.04.1928 r. Piłsudski doznał udaru i stracił częściowo władzę w prawej ręce, której nigdy już w pełni nie odzyskał. Zaczął się wtedy dziwnie zachowywać. W nocy z 4 na 5 grudnia 1928 r. jak ustalono wystrzelił z rewolweru przez okno do pilnującego go żandarma Stanisława Koryzmy, który stał przy oknie jego sypialni,  myśląc, że to duch, który go prześladuje. Żandarm zmarł od ran postrzałowych głowy, a sprawę morderstwa zatuszowano i wyciszono. Druga osoba którą podejrzewano miała broń innego kalibru niż kule znalezione w ciele żandarma, więc nie mogła być sprawcą zabójstwa. Inne osoby wykluczono z braku motywu i z powodu miejsca, w którym doszło do zabójstwa oraz faktu, że jak ustalono strzały oddano z małej odległości, co potwierdza że strzelał Piłsudski przez okno swojej sypialni przy którym stał żandarm. Dodatkowym potwierdzeniem jest fakt, że Piłsudski nie pozwolił przeprowadzić śledztwa w sprawie zabójstwa żandarma Koryzmy. Musiał więc, gdy miał okres normalnej świadomości, zdawać sobie sprawę, że to on go zabił biorąc żandarma za ducha.
Od roku 1930 problemy nasiliły się. Piłsudski miewał okresy gdzie był zupełnie normalny oraz takie gdzie nie był świadomy swoich działań oraz momenty w których dostawał niespodziewanych ataków agresji z niewiadomych powodów. Wrzeszczał wtedy i ubliżał temu kto się akurat napatoczył w tym również swoim córkom. Bluzgał przy tym strasznie, co jak stwierdzono było skutkiem koprolalii. Słowa obelżywe znajdowały się także w jego rozkazach oraz w przemówieniach publicznych czym wywoływał zgorszenie w społeczeństwie. Wielokrotnie nazywał posłów i senatorów np. ladacznicami. Wszystko to ukrywano przed społeczeństwem (głównie przez informacyjną cenzurę i zastraszanie, a czasem i morderstwa niewygodnych osób i świadków), aby nie wyszło na jaw, że Polską oficjalnie rządzi osoba chora psychicznie. Rozkazy i wszystkie pisma Piłsudskiego były poprawiane przed publikacją, aby nie zauważono, że pisał to człowiek chory psychicznie. Gdy Piłsudski miał okres szału przewożono go samochodem z Belwederu do budynku Głównego Inspektoratu Sił Zbrojnych kilkaset metrów dalej. Tam dostęp do marszałka miał tylko Józef Beck i kilka najbardziej zaufanych osób. W 1930 r. w nocy widział w sypialni duchy i strzelał do nich co się wydało i zrobiła się afera. Informacje o tym dostały się też do prasy międzynarodowej. W grudniu 1931 r. wyjechał na Maderę dla ratowania zdrowia, ale nic to nie pomogło i wrócił w marcu 1931 r. do Warszawy. Wiele razy zdarzało się, że jego adiutant słyszał jak w nocy głośno rozmawia sam ze sobą i jakby wygraża komuś i wali pięścią w stolik. Stan Piłsudskiego wciąż się pogarszał także fizycznie. 11.11.1934 r. podczas swojej ostatniej defilady nie mógł ustać na nogach i musiał usiąść na krześle. Ci co go widzieli z bliska mówili, że jest wrakiem człowieka i że przeżyje najwyżej parę miesięcy. Zmarł 12 maja 1935 r. w 9 rocznicę zamachu majowego. Jak wykazała sekcja zwłok cierpiał na zapalenie mózgu, które było niezdiagnozowane i nieleczone i stąd jego choroba psychiczna. Miał także raka wątroby.
Co najmniej od 1930 r. Polską rządziła osoba niepoczytalna, którą należało natychmiast odsunąć od władzy  i świat o tym wiedział. Byliśmy pośmiewiskiem Europy i świata. A wszystko to z powodu tego, że piłsudczycy bali się utraty stołków i wygodnego życia jakie prowadzili. Winę za upadek Polski co najmniej od 1930 r. ponosi w pełni środowisko sanacji. Co najgorsze Piłsudski do końca podejmował decyzje w niektórych sprawach (głównie wojska) i te szalone decyzje wykonywano! Autorytet Piłsudskiego był tak wielki, że nikt nawet nie pomyślał, aby się mu sprzeciwić.

Ostatni, dziewiąty, rozdział dotyczy ewolucji rządów sanacji od ustroju autorytarnego w kierunku ustroju totalitarnego. Poruszonych jest tu szczegółowo wiele spraw. Opiszę tu w skrócie tylko kilka. Od 1930 r. sanacja grę polityczną przeciwko politycznym rywalom zastępuje działaniami siłowymi. W nocy z 9 na 10.08.1930 r. aresztowano ok. 5 tysięcy opozycjonistów i przewieziono do więzienia w Brześciu, gdzie ich torturowano. Tak wycięta została opozycja. I wtedy odbyły się tzw. wybory brzeskie, które jeszcze zostały sfałszowane (prawie 0,5 miliona głosów nieważnych) i sanacja uzyskała większość w Sejmie i Senacie. W normalnych warunkach nie byłoby na to szans. Reżim sanacji działał też podobnie jak reżim PRL mordując ludzi. W marcu 1936 r. podczas strajków w Krakowie policja zastrzeliła 10 osób. W kwietniu 1936 r. we Lwowie policja strzelała z broni maszynowej(!) do konduktu pogrzebowego niosącego trumny dwóch zabitych wcześniej przez policję robotników. Zginęło kolejne 47, a w sumie 49 osób. Przy tym zabójstwo 9 górników z kopalni wujek blednie. W sierpniu 1937 r. podczas strajków chłopów zginęły kolejne 44 osoby.
Kolejnym znakiem totalitaryzmu była ustawa o miejscach odosobnienia na podstawie której powstał obóz koncentracyjny w Berezie Kartuskiej w 1934 roku. Autor szczegółowo to opisuje. Okazuje się, że nieprawdą jest, że to Józef Piłsudski był autorem pomysłu z obozami odosobnienia. On był temu przeciwny, ale była pewna grupa w sanacji (w szczególności Edward Rydz Śmigły), która fascynowała się pomysłami faszystowskimi i chciała je wdrożyć w Polsce. Uknuli więc prowokację, aby przekonać marszałka do zgody na obozy. W lutym 1933 r. czechosłowacki wywiad przejął tzw. Archiwum Senyka, czyli duży zbiór dokumentów UPA. Przekazał je polskim służbom „dwójce”. Ta odczytała treść i dowiedziała się, że Ukraińcy planują zamach na ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego. Postanowiono więc nie przeszkadzać Ukraińcom, a zamach wykorzystać jako powód do wprowadzenia obozów odosobnienia. Po drodze jeszcze trzeba było zmienić premiera, bo ówczesny premier Aleksander Prystor na taką intrygę by się na pewno nie zgodził. W maju 1934 r. cel został osiągnięty – premierem został mason Leon Kozłowski, który był wtajemniczony w plany „dwójki”. W międzyczasie „dwójka” złapała zamachowca Hrihorija Maciejkę, aby nie dokonał zamachu przed zmianą premiera. Gdy zmiana się dokonała zamachowiec został wypuszczony i poinstruowany co do tego jak ma dokonać zamachu i 15.06.1934 r. minister Pieracki zostaje przez Maciejkę zastrzelony. Już godzinę po śmierci ministra premier Leon Kozłowski przedstawił Piłsudskiemu, napisany znacznie wcześniej, projekt ustawy o obozach odosobnienia. Piłsudski nie wiedząc nic o prowokacji wstrząśnięty zabójstwem Pierackiego zgadza się mówiąc: „ja nic nie mam przeciwko tej waszej czerezwyczajce, ja się na tę waszą czerezwyczajkę na rok zgodziłem”. Ustawę więc szybko przyjęto, przegłosowano i wprowadzono w życie, a Piłsudski rok później już nie żył i obóz w Berezie Kartuskiej trwał aż do 1939 r. Później są opisy tego jak traktowano w nim więźniów, którymi byli napierw narodowcy (oskarżono ich początkowo fałszywie o zamach), OUNowcy i  komuniści, później też działacze ludowi i socjalistyczni, a potem także ludzie niewygodni dla władz czy podejrzani o jakieś przestępstwa, a na których nie dało się znaleźć żadnego paragrafu. Wystarczyło podejrzenie władz o zagrożeniu bezpieczeństwa publicznego, a więc każdy kto „podskakiwał” mógł tam trafić.
W Berezie więźniów łamano fizycznie i psychicznie, stosowano bicie i wymyślne szykany. Regulamin obozowy był wzorowany na doświadczeniach nazistowskich. Większość personelu stanowili ludzie z wypaczoną psychiką, którym dręczenie więźniów sprawiało przyjemność. Jak wspomina to jeden z więźniów Berezy Czesław Domagała: „Nie był to obóz zagłady, ale był ośrodkiem wyrafinowanego terroru, przy pomocy bezprzykładnego bicia, katorżniczej pracy, ćwiczeń fizycznych przekraczających siły człowieka, nieustannego maltretowania tak pod względem fizycznym jak i moralnym”.
W rozdziale jest też mowa o konstytucji z 23 kwietnia 1935 r. Była to totalitarna konstytucja. Prezydent miał ogromną władzę (mógł rozwiązywać parlament gdy uważał to za stosowne), a nie odpowiadał przed nikim poza Bogiem i historią (art. 2 ). Na dodatek konstytucja ta została uchwalona w sposób niezgodny z obowiązującą wówczas konstytucją marcową z 1921 r. i ze złamaniem procesu legislacyjnego (po powrocie z prac Senatu, Sejm uchwalił ją zwykłą większością głosów podczas gdy wymagane było 2/3 których sanacja w Sejmie nie miała.) W związku z tym należy stwierdzić, że konstytucja z 23.04.1935 r. jest nieważna i nielegalna. Zatem twierdzenia hrabiego Potockiego o obowiązywaniu do dziś konstytucji z 23.04.1935 r. są nieprawdziwe. Ta konstytucja nigdy nie była legalna. Zatem legalną konstytucją do dziś obowiązującą jest konstytucja marcowa z 1921 r. 
W rozdziale jest też mowa o walce sanacji z uczelniami, które były przeciwne reżimowi sanacji. Reżim wprowadził prawo dające ministrowi uprawnienia do likwidacji katedr bez zgody uczelni. Zlikwidowano 52 katedry na 806, a planowano 100, ale protesty i naciski spowodowały zmniejszenie tej liczby. Władza uzależniła też uczelnie od siebie finansowo i mogła nie zatwierdzić wyboru przez uczelnię rektora lub prorektorów jak się jej nie podobali.
Potem jest też mowa o planach całkowitej likwidacji opozycji. Nie udało się tego zrobić, ale dzięki zmianie ordynacji wyborczej w 1935 r. na taką, w której komisje powołane przez władze zatwierdzały kandydatów w wyborach i mogły odrzucić kandydatów opozycji partie inne niż sanacja nie miały żadnych szans. Zdelegalizowano także ONR czy Obóz Wielkiej Polski Romana Dmowskiego oraz Niezależną Partię Chłopską. Powodem delegalizacji było po prostu zagrożenie dla władzy sanacji. Zarzuty jakie im stawiano były fikcyjne. Np. ONR zdelegalizowano mimo iż władza nie mogła tej organizacji udowodnić żadnych przestępstw kryminalnych czy rzekomych aktów terrorystycznych jakie im zarzucała.
Na koniec jest mowa o walce w obozie sanacji między frakcją totalitarystów Edwarda Rydza-Śmigłego i frakcją bardziej demokratyczną prezydenta Mościckiego. Wygrała frakcja Rydza- Śmigłego wsparta przez masonów. Niedługo później wybuchła jednak II wojna światowa, Niemcy i ZSRR napadły na nasz kraj i obie frakcje zostały zmiecione ze stołków.

Podsumowując książka bardzo dobra, szczegółowo przedstawia działalność i rządy Piłsudskiego i sanacji opierając się na dokumentach, opracowaniach wcześniejszych  m.in. historyka Andrzeja Garlickiego oraz pamiętnikach Wincentego Witosa czy adiutanta Piłsudskiego oraz wypowiedziach polityków sanacji i endecji. Porusza sprawy zupełnie nieznane jak np. choroba psychiczna Piłsudskiego. Ta licząca prawie 350 stron książka jest bardzo cenna i z pewnością chcąc znać prawdę o Piłsudskim i sanacji trzeba ją przeczytać.
Do beczki miodu muszę dodać jednak łyżeczkę dziegciu. Brakuje mi tu rozwinięcia tematu paktu z Hitlerem. Nie ma też nic na temat tzw. wojny prewencyjnej jaką podobno proponował Francji marszałek Piłsudski przeciwko Niemcom w 1933 r. Czy koncepcja ta miała realne szanse powodzenia czy też była to koncepcja człowieka szalonego jakim był już wtedy na pewno Piłsudski często będąc niepoczytalnym?! Szkoda, że autor nie zgłębił tego zagadnienia. Ogólnie książkę oceniam jednak bardzo dobrze.

Reklamy

J. Piłsudski na podstawie źródeł

Tomasz Ciołkowski napisał książkę przedstawiającą fakty „odbrązowiające” marszałka Piłsudskiego na podstawie materiałów źródłowych i dokumentów do jakich dotarł w archiwach. Były problemy z wydaniem tej książki. Ostatecznie się udało, ale autor musiał sam ponieść koszty. Książka ta zupełnie obala kłamliwą propagandę o tym, że Piłsudski wielkim bohaterem był. Poniżej film z wypowiedzią Tomasza Ciołkowskiego na temat tej książki. Ma zostać także wydany drugi tom pt. „Sfałszowana biografia Józefa Piłsudskiego”.

Stosunki polsko-żydowskie 1939-1945. Poza granicą solidarności. Ewa Kurek

Kilka dni temu skończyłem czytać ww. książkę (II wydanie z 2015 r., niewiele pewnie zmienione w stosunku do I wydania z 2006 r., co można poznać choćby po tym, że autorka pisze o 60 latach jakie minęły od zakończenia II wojny światowej, a minęło ich już przecież ponad 70). Jest to bardzo dobra pozycja podająca wiele nieznanych lub mało znanych faktów historycznych (autorka opiera się głównie na źródłach żydowskich) i mimo iż z niektórymi stwierdzeniami autorki się nie zgadzam to zdecydowanie książkę polecam. To z czym bowiem się nie zgadzam stanowi może 5% całej książki i nie dotyczy bezpośrednio poruszanego w książce zagadnienia. Poniżej przedstawiam opis i moją ocenę wszystkich 6 rozdziałów wraz z dodatkowym rozdziałem będącym polemiką z Janem Tomaszem Grossem i jego książką „Strach”.
Czytaj dalej „Stosunki polsko-żydowskie 1939-1945. Poza granicą solidarności. Ewa Kurek”

Dziś 29 rocznica tzw. częściowo wolnych wyborów

29 lat temu Joanna Szczepkowska powiedziała w TV, że 4 czerwca 1989 r. skończył się w Polsce komunizm. Cóż ja odpowiadam na to tak: 4 czerwca 1989 r. komunizm w Polsce upadł na 4 łapy.
Co do tzw. częściowo wolnych wyborów, w których komuniści mieli zagwarantowane 65% miejsc w sejmie to nie ma co marnować czasu i klawiatury. Prosto, krótko i bardzo trafnie oddaje to piosenka Pawła Kukiza pt. „Dnia 4 czerwca”:

 

Żydowscy kolaboranci z Niemcami w Holokauście. Czy tak można ich nazwać?

Pytanie postawione w tytule wydaje się absurdalne. Skoro Żydzi współuczestniczyli w dokonywaniu Holokaustu co jest udowodnione ponad wszelką wątpliwość (choćby współpraca Judenratów, czyli rad żydowskich w gettach) to odpowiedź wydaje się oczywista – kolaborowali, byli zdrajcami narodu żydowskiego i koniec.
Owszem z naszego punktu widzenia tak jest. Jednak okazuje się, że z punktu widzenia Żydów jest inaczej!

Jestem właśnie w trakcie lektury książki dr Ewy Kurek „Stosunku polsko-żydowskie 1939-1945. Poza granicą solidarności Polaków”. W rozdziale IV „Poza granicą solidarności Żydów”, który właśnie skończyłem dzisiaj czytać, jest mowa o tej właśnie sprawie – współpracy Żydów z Niemcami w dokonywaniu Holokaustu narodu żydowskiego. Opisane jest to bardzo dokładnie i nie będę się na tym skupiał, bo nie to zagadnienie jest tematem mojego posta. Tematem jest kolaboracja czy zdrada Żydów, tj. czy ta współpraca Żydów z Niemcami może być tak zakwalifikowana. Otóż po dzisiejszej lekturze stwierdzam, że nie! Dlaczego?

Dr Kurek zagłębiła się w żydowskie prawo, religię, tradycję. Okazuje się, że Żydzi mają zupełnie inny system wartości i inne prawa i moralność niż my. Nie można ich zachowania tłumaczyć zgodnie z systemem wartości, praw i moralności chrześcijańskich.

Jedną z religijnych zasad jakimi kierują się Żydzi (nie dotyczy syjonistów) jest tzw. Kiddush ha-Shem (czyt. kidusz haszem), czyli uświęcenie, oczyszczenie imienia Bożego. Od II w n.e. gdy to Rada Rabinów sformułowała prawo o męczeństwie umieranie dla imienia Boga było dla Żydów pojmowane równocześnie ze śmiercią męczeńską.

Z tej zasady religijnej wynika pierwsze tradycyjne prawo żydowskie. Mówi ono o możliwości składania w ofierze życia części Żydów w celu ratowania życia reszty społeczności żydowskiej. 
Drugie prawo zaś mówi o tym, że każdy Żyd ma prawo wykorzystać każdą możliwą metodę czy środek, aby uchronić się przed natychmiastową śmiercią.

W świetle powyższych praw postępowanie tzw. kolaborantów żydowskich staje się jasne. Zarządzający gettami Żydzi tacy jak Chaim Rumkowski (łódzkie getto) wydawali Niemcom na śmierć kolejne grupy Żydów, bowiem według nich ci Żydzi co szli na śmierć stawali się męczennikami, a pozostali mieli szansę się uratować. Oczywiście ta logika choć sprawdzała się jak dotąd zawsze przez co najmniej grubo ponad tysiąc lat tym razem zawiodła. Przywołany Rumkowski w sierpniu 1944 wraz z pozostałymi ok. 70 tysiącami Żydów z łódzkiego getta został wywieziony do Oświęcimia, gdzie zginął. Jednak on i inni zarządcy gett tym żydowskim prawem się właśnie kierowali.

Podobnie np. z policjantami żydowskimi. Relacje Emanuela Ringelbluma czy wiersz Icchaka Kacenelsona”O bólu mój” wskazują na brak uczuć czy wręcz zezwierzęcenie żydowskich policjantów, którzy dostarczali Żydów z gett do transportów do obozów śmierci. Jeśli rozpatrzymy to z punktu widzenia drugiego prawa żydowskiego to perspektywa staje się inna. Otóż taki Żyd zgłaszał się na policjanta, gdyż liczył na to, że uniknie śmierci. Niemcy kazali mu codziennie złapać co najmniej 5 osób. W przypadku gdyby tego nie zrobił sam mógł się znaleźć w transporcie śmierci. Żeby więc tego uniknąć za wszelką cenę musiał codziennie te 5 osób złapać. I jeśli ktoś się opierał to traktował go bardzo brutalnie i łamał jego opór. To była po prostu walka o życie. W takiej sytuacji w ludziach odzywają się często najgorsze instynkty i zachowują się jak psychopaci czy zwyrodnialcy. Możemy to oczywiście krytykować jednak powinniśmy rozważyć co byśmy zrobili w podobnej sytuacji. Czy grzecznie poszlibyśmy na śmierć czy jednak może chęć przetrwania i instynkt samozachowawczy przeważyłby i działalibyśmy podobnie jak żydowscy policjanci?

Nie bronię Żydów. Zresztą na moim blogu jest cała seria artykułów na tematy niewygodne dla Żydów w tym właśnie o ich współpracy z Niemcami w zagładzie Żydów.
Po prostu chodzi o to, aby zrozumieć dlaczego współpracowali z Niemcami w zagładzie własnego narodu. Do tego konieczne jest spojrzenie na tą sprawę z punktu widzenia Żyda i jego systemu wartości i praw, które są inne niż nasze. Jakkolwiek by się nam to nie mieściło w głowie to tak właśnie jest. Możnaby rzec, że Żydzi i my niby żyjemy na tej samej planecie ale zasady którymi się kierujemy wskazują na to jakbyśmy pochodzili z zupełnie innych planet. I trzeba o tych różnicach wiedzieć.

Sfałszowana biografia J. Piłsudskiego

Poniżej film, wykład Tomasza Ciołkowskiego o sfałszowanej biografii Józefa Piłsudskiego, którego uważa się powszechnie za bohatera narodowego.
Wiedza ta jest bardzo niewygodna i dlatego jest kompletnie przemilczana. Niewygodna jest zwłaszcza dla obecnie rządzącej „grupy rekonstrukcyjnej sanacji” jak ich określa Grzegorz Braun.
Po swoim wystąpieniu na temat marszałka Tomasz Ciołkowski musi uważać. W końcu ci co rozpowszechniają wiedzę niewygodną dla syjonistycznej mafii niejednokrotnie już padali ofiarą seryjnego „samobójcy” czy mieli bliskie spotkanie z ciężarówką ze żwirem.

https://www.youtube.com/watch?v=H_32ITML1tU

Respect the truth!

I know that also some people which are not Poles also read this blog, so I attached a very short movie about Polish real history during the Second World War.
Nowadays in world media is guided a campain against Poland – we are accused of cooperation with German Nazis with murdering the Jews and German Nazi concentration camps are falsly determined as polish concentration/death camps. We allegedly should apologise for not our fault. I will never accept this and my nation also never accept this. STOP DEFAMATION OF POLAND AND POLISH NATION.

Please watch this video and propagate it wherever you can.

IPN – tresura polskich owiec

Poniżej zamieszczam artykuł Ronalda Laseckiego piszącego na łamach „Myśli Polskiej” na temat IPN z dodanymi kursywą moimi komentarzami.

IPN jest od tresowania owiec, żeby beczały na jedną nutę, a ja w takiej sytuacji wolę być tą „czarną owcą”, która będzie beczeć po swojemu albo nie będzie beczeć w ogóle. (To tak jak i ja )

Nie jestem co prawda profesjonalnym historykiem, ale coś tam liznąłem filozofię nauki i metodologię nauk, tak więc kojarzę, że twierdzenie naukowe wyróżnia się na tle nienaukowych tym, że przy odpowiedniej argumentacji można je sfalsyfikować, tak więc obalić daną tezę. Tymczasem z IPN jest tak, jak podsumował red. Engelgard: jest twierdzenie, że partyzantka antykomunistyczna  była dobra, a jak wychodzi, że jednak ma coś na sumieniu, to najpierw jest, że to nieprawda, potem, że to sowieci przebrali się za wyklętych, potem, że sowieci przebrali się za ofiary wyklętych, potem, że Rosjanie sfałszowali dowody, potem, że archiwa są ukryte w Moskwie, Rosjanie je spalili albo coś tam jeszcze. A poza tym, jeżeli ktoś zarzuca coś wyklętym, to uprawia wrogą moskiewską/gazetowyborczą politykę historyczną etc.
To prawda. Świat nie jest czarno-biały i partyzanci antykomunistyczni z lat powojennych też święci nie byli. Jednak dla IPNu są jak święte krowy. Nie wolno ich krytykować. A że święci nie byli to są fakty. Jednym z nich jest mord dokonany przez żołnierzy mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” na mieszkańcach litewskiej wsi Dubinki. Zamordowanych zostało tam z zimną krwią ponad 40 osób. I ponad wszelką wątpliwość wiadomo, że dokonali tej zbrodni żołnierze „Łupaszki”. Można oczywiście próbować ich bronić, że zrobili to w odwecie za popełnioną wcześniej przez Litwinów zbrodnię, których żołnierze dokonali podobnej zbrodni na polskiej ludności we wsi Glinciszki. Nie można też za zbrodnię w Dubinkach winić bezpośrednio samego „Łupaszki”, gdyż nie znaleziono żadnych dowodów na to, że „Łupaszka” wydał rozkaz dokonania zbrodni w Dubinkach czy też wiedział o niej i ją akceptował. Jednak fakt jest faktem – niewinni ludzie narodowości litewskiej zostali zamordowani przez żołnierzy „Łupaszki” i tego faktu nijak podważyć się nie da. Motyw odwetu wynikającego być może z silnego wzburzenia żołnierzy „Łupaszki” po mordzie w Glinciszkach  jest pewną okolicznością łagodzącą, ale nie zwalnia to ich bynajmniej z odpowiedzialności.
Podobnie z Romualdem Reisem „Burym”. Także jest bezsprzecznie udowodnione, że dokonał ze swoim oddziałem mordu na Białorusinach. Tłumaczy się, że ci Białorusini kolaborowali z komunistami. Może tak było, ale morderstwo jest morderstwem i nic tego nie zmieni. Co najwyżej mogą być okoliczności łagodzące. Ktokolwiek podnosi ww. oskarżenia wobec „Łupaszki” czy „Burego” jest zaraz wyzywany od lewaków, bolszewii czy, że gada jak „Gazeta Wyborcza”. 

Nie muszę chyba dodawać, że z czymś takim nie da się dyskutować, bo twierdzenia IPN nie dopuszczają możliwości ich obalenia. Nie lubię ujęć czarnobiałych. Absolutnie złe lub absolutnie dobre są jedynie byty idealne i abstrakcyjne. Materia i doczesność istnieją w różnych odcieniach szarości, opisując je więc, trzeba stosować cieniowanie.

Ja na przykład sympatyzuję raczej z powstańcami Zagłębia Donieckiego  niż z ukraińskimi nacjonalistami, ale pisząc lub rozmawiając o wojnie w Zagłębiu Donieckim, staram się też zrozumieć sposób myślenia, perspektywę i racje strony ukraińskiej, dostrzec również jej realne atuty moralne, polityczne etc.
Podobnie, jestem krytyczny wobec polskiej tradycji powstańczej, ale krytycznie odnosząc się do tej tradycji i do polskich powstań, jestem w stanie powiedzieć też coś dobrego o powstańcach i zrozumieć ich racje, choć sam popierałbym lub nawet uczestniczył w tłumieniu tych powstań.

W ujęciach IPN natomiast, wszelkiego rodzaju antykomuniści to zawsze harcerze, którzy są grzeczni, honorowi, dzielni, nie przeklinają, nie palą, nie garbią się, są odważni, przystojni i wykształceni (vide: cukierkowy film „Wyklęty”). Komuniści natomiast to chamy, prostaki, brudasy, śmierdzą, gwałcą, są tchórzami, brutalami i sadystami, są zdrajcami, są skorumpowani etc. To jest narracja historyczna prowadzona z subtelnością cepa lub młota pneumatycznego i z rzeczywistością nie ma za wiele wspólnego.

Kolejny punkt jest związany z poprzednim; źle się czuję w ujęciach dogmatycznych. Lubię drążyć, pytać, podważać, poddawać w wątpliwość, kwestionować, poszukiwać alternatywnych twierdzeń lub interpretacji. Naturalną nieufność budzą we mnie „oczywistości” przyjmowane za takie przez tłum. Instynktownie ustawiam się zawsze wobec czegoś takiego w kontrze, ponieważ, jak mówi pewien amerykański podręcznik do zarządzania, „The majority is always wrong”. Albo, jak napisał pewien południowoamerykański aforysta, „Sceptycyzm i wiara tworzą sojusz przeciwko oszustwu”. Podobnie ja – nie cierpię dogmatów.

Z publikacji IPN dowiadujemy się zaś nieustannie że „Ogień wielkim patriotą był”,  a kto się nie zgadza, temu w mordę. Jak ktoś zrobi klocki z NKWD-zistą z pepeszą, to wraży komuch. (To nie pepesza strzela, ale człowiek. Gdyby strzelali z niej partyzanci byłaby zapewne cacy). Jak ktoś mówi, że w WP za komuny również myślano często po polsku, to pewnie agent Rosji. (Co do wojska to nie mam wiedzy, ale Gomułka też był przecież komuchem, a jednak pogonił wielu syjonistów z Polski w 1968 r. czemu się naszemu narodowi przysłużył, bo zmniejszył ucisk. Nie był więc wcale takim czarnym charakterem za jakiego się go powszechnie uważa. I właśnie dlatego że pogonił syjonistów dzisiaj jest wielkim antysemitą.) IPN jest od tresowania owiec, żeby beczały na jedną nutę, a ja w takiej sytuacji wolę być tą „czarną owcą”, która będzie beczeć po swojemu albo nie będzie beczeć w ogóle.
Jeszcze inny aspekt to odpowiedzialność za świadomość historyczną narodu. IPN w założeniu miał służyć jej formowaniu. Ja jestem, jako tradycjonalista, gorącym zwolennikiem koncepcji edukacji jako sztuk wyzwolonych, czyli dostarczania edukowanym narzędzi do samodzielnego poznawania rzeczywistości, a nie zestawu dogmatów na temat tej rzeczywistości do wyuczenia na pamięć i przyswojenia. W trzech poprzednich punktach napisałem, dlaczego działalność IPN, moim zdaniem, zasadza się na czymś biegunowo przeciwnym. Dokładnie tak – używając pewnej metafory dajmy ludziom wędkę, a nie rybę. Niech sami łowią. I nie narzucajmy, że mają złowić np. leszcza.

Takie zideologizowanie historii, zamiast poważnej nad nią refleksji, prowadzi do sytuacji, gdy IPN nie formułuje ocen wydarzeń i podmiotów historycznych w poczuciu odpowiedzialności za losy narodu i jego duchową, moralną i intelektualną dojrzałość, tylko wtłacza nam propagandę wygodną dla swoich politycznych mocodawców. IPN wręcz wycisza dyskusje nad takimi odpowiedzialnymi ocenami. Najprostszy przykład to kwestia oceny radykalnych nurtów antykomunizmu. Na przykład ocierających się o terroryzm marginalnych grupek opozycji demokratycznej. Albo nurtów opozycji które stały się agenturami obcych państw lub których uczestnicy dopuścili się zdrady stanu. Albo powojennej partyzantki antykomunistycznej.

Nikt w IPN nigdy nie napisze na przykład, że ruchawka tzw. „wyklętych” to nic więcej jak kolejny rozdział „dziejów głupoty w Polsce”, formą bliźniaczo przypominający takie ruchy jak Konfederacja Barska, Powstanie Styczniowe, czy rewolucja 1905-1907. Nikt nie napisze zatem, że była to impreza pozbawiona sensu i szans powodzenia, od której odcięły się wszystkie poważne i dojrzałe siły polityczne w kraju i na emigracji, pozbawiona szerszego poparcia społecznego, stanowiąca marginalny ułamek konspiracji z czasów wojny i okupacji, głupia i szkodliwa tak jak i wcześniej wymienione powstania.
Co do „wyklętych” to bym polemizował. Ich heroizm nie poszedł na marne. Celu rzecz jasna nie osiągnęli, bo Polska wolna się nie stała. Jednak dzięki ich działalności nie powstały kołchozy tak jak w pozostałych krajach byłego bloku sowieckiego i ZSRR. Np. oddziały „Ognia” czy „Łupaszki” napadały na posterunki milicji, gdzie trzymano haracz jaki milicja zbierała od rolników na polecenie komunistów. Po napadzie pieniądze te zwracano rolnikom. I komuniści musieli zbierać haracz od nowa. Miało to zmusić rolników do uległości i zgody na oddanie swojej ziemi do kołchozu zarządzanego przez komunistyczne państwo. Chłop miał być tylko robotnikiem w tym kołchozie. W komunizmie bowiem wszelka własność prywatna była wykluczona. Przez 10 lat od zakończenia II wojny światowej walka z „wyklętymi” na tyle pochłonęła komunistów, że nie mieli jak wprowadzić w Polsce kołchozów. W 1953 r. Stalin zmarł, a od 1956 r. zaczęła się tzw. odwilż i Chruszczow działał inaczej niż Stalin. Z wprowadzenia w Polsce kołchozów ostatecznie komuna zrezygnowała. Dlatego też twierdzenie, że w Polsce tak naprawdę nigdy nie było komunizmu jest prawdą. Nie tylko istniały bowiem prywatne gospodarstwa rolne, ale także mała przedsiębiorczość typu szewc, krawiec, małe prywatne sklepy itp. Byliśmy krajem który w tzw. demoludach miał najwięcej wolności i był pod najmniejszym butem. I wiem to na pewno, bo moi rodzice w latach 70-ych jako młodzi ludzie jeździli po różnych krajach demoludów m.in. Czechosłowacji, Bułgarii, Rumunii, NRD i widzieli jak tam jest. Wszędzie była dużo gorsza bieda i reżim niż u nas. Moim zdaniem gdyby nie „wyklęci” i ich straceńcza walka w Polsce byłyby kołchozy i zamordyzm taki jak w innych krajach „demoludów”. Dlatego nie zgadzam się z autorem, że walka „wyklętych” była bezsensowna. Poza tym wielu z nich po sfałszowanych przez komunistów wyborach do sejmu w 1947 r. i braku reakcji USA i ogólnie zachodu i dla nich stało się jasne, że ich walka nie ma szans powodzenia. Jednak nie mieli często wyjścia – wyjście z lasu i poddanie się oznaczało dla nich niemal na pewno tortury w UBeckich katowniach, wyreżyserowany proces, w których zrobionoby z nich zdrajców ojczyzny, bandytów i skazano na karę śmierci, po czym kat strzeliłby im w tył głowy. Skoro więc musieli zginąć woleli to zrobić jak żołnierze i polec z honorem. Sądzę,że autor będąc na ich miejscu zrobiłby to samo. Poza tym jest jeszcze jedna kwestia – czy wolisz być żywym ale niewolnikiem czy martwym, ale wolnym? Nie każdemu pierwsza opcja odpowiada. Zatem z braku trzeciej opcji wybiera drugą. Ucieczka na zachód do łatwych przecież nie należała. No i słowiańska dusza, która powodowała że człowiek czuł się związany z tą polską ziemią jakakolwiek by ona nie była powodował, że wiele osób nawet mogąc nie chciało uciekać z Polski. Jednym z nich był rtm. Witold Pilecki. Miał propozycję ucieczki z Polski, ale wiedząc, że UBecja może go niedługo dopaść jednak został. Dlatego wg mnie twierdzenie, że walka „wykletych” była absurdem jest niesprawiedliwe i krzywdzące dla partyzantów. I jest także nieprawdziwe, bo jednak ich walka miała znaczenie i złagodziła nam życie w tzw. komunie.
Co do konfederacji barskiej, powstania styczniowego i rewolucji 1905-1907 pełna zgoda. To było bezsensowne wykrwawianie się. I nie pomogło nam w niczym, a wręcz zaszkodziło – choćby represje po powstaniu styczniowym w wyniku których Żydzi przejęli majątki wielu Polaków.

Łatwo się domyślić, jakie skutki dla świadomości politycznej i dojrzałości politycznej Polaków to przyniesie. Zamiast polityki realnej, opartej na poczuciu odpowiedzialności, świadomym balansie sił, organizacji i planie, będziemy mieli kolejne pokolenia wytresowane w skłonnościach samobójczych, autodestrukcyjnych, w infantylnej egzaltacji, w podatności na manipulacje  Zachodu.

Wreszcie ostatnia kwestia. IPN działa na polityczne zlecenie. Chodzi o zohydzenie Polski w oczach Rosjan i Białorusinów oraz rosyjskich prawosławnych, naznaczonych na głównego wroga przez polskich atlantystów. Antykomunizm jest tylko parawanem, za którym skrywa się chęć uderzenia w Rosję i wszystko, co z nią związane.
Dokładnie tak. A zleceniodawcami są syjoniści, którzy chcą nas skłócić z Rosją i ogólnie innymi narodami słowiańskimi. Wiedzą bowiem, że mamy inne DNA niż ludzie na zachodzie Europy i w USA i jeśli się zjednoczymy to ich światowa mafia okradająca i niszcząca wszystkie narody zostanie z krajów słowiańskich pogoniona. A to uruchomi lawinę, która spowoduje, że w konsekwencji syjoniści zostaną zmieceni później także w pozostałych krajach świata. Robią więc wszystko, aby nie dopuścić do zjednoczenia narodów słowiańskich. I działalność IPN i ciągłe pranie mózgów w TV, że USA i NATO są dobre a Rosja zła i na Białorusi panuje straszny reżim temu właśnie służy. Do innych sposobów walki syjonistów z nami należą przymusowe szczepienia dzieci oraz trucie nas lekami, które bierzemy na potęgę. To służy degeneracji naszego DNA. to jednak już z IPNem nie ma związku więc nie będę tu tego rozwijał.

W ogóle, nieśmiało podejrzewam, że polski „antykomunizm” jest tak naprawdę moskalofobią i gdyby marksizm przyszedł do nas z Zachodu, na przykład z USA, z Austrii, lub z Francji, to zostałby przyjęty przez Polaków dużo bardziej życzliwie, niż nadciągając z Moskwy. Wobec marksizmu zachodniego bylibyśmy duchowo bezbronni. Przed komunizacją ochroniło nas narzucanie marksizmu przez znienawidzoną powszechnie Rosję.
Sporo w tym racji. Gdyby nie zbrodnie dokonywane przez żydokomunistów na naszym narodzie, zwłaszcza w latach 1944-1956 nasze dzieje mogłyby się potoczyć inaczej. Jednak nie uważam, że łyknęlibyśmy jak przysłowiowy pelikan marksizm zachodni gdyby Polska po II wojnie światowej znalazła się w amerykańskiej strefie wpływów. Nie byliśmy bowiem duchowo bezbronni. Tak jak wspomniałem mamy inne DNA niż ludzie zachodu, którzy dali się łatwo mówiąc brzydko spedalić, zniewieścić i zateizować. Przykładowo taka Francja od końca XVIII wieku już była laicka, Niemcy protestanckie. We Włoszech np. faszyzm też robił w czasie wojny swoje. W tych krajach był podatny grunt na takie ideologie. My zaś mieliśmy wciąż silną wiarę i tradycję katolicką po wojnie z czym komuna ostro walczyła. I to był właśnie ten duch narodu. I m.in. za tą walkę z naszym duchem komuna była nienawidzona. Można krytykować katolicyzm i słusznie – ja też uważam, że religie to opium dla mas. Wtedy jednak tuż po wojnie świadomość ludzi na całym świecie była dużo niższa niż dziś i zamiast opium w postaci katolicyzmu gdybyśmy byli w strefie wpływów USA byłby dużo gorszy narkotyk, czyli neomarksizm. Bez katolicyzmu mielibyśmy w Polsce ateizm a wtedy neomarksizm wszedłby w nas wtedy jak w masło. A tak to sądzę, że po 20-30 latach zachodniej indoktrynacji stałoby się to co dzieje się dziś – coraz więcej ludzi miałoby dość załganego zachodu i ich walki o prawa homosiów i wszelkiej serwowanej sodomii. I tak jak dziś upada UE tak i wtedy to by upadło. Nasza mentalność jest bowiem inna niż na zachodzie. Mam wujka Anglika, który tak średnio ze 2 razy w roku przyjeżdża z ciocią Polką do Polski i gdy przyjechał pierwszy raz na początku lat 90-ych ubiegłego stulecia był pod wrażeniem polskiej gościnności, życzliwości, chęci pomocy itp. U nich tego nie ma. To właśnie są oznaki słowiańskiego DNA. Mimo setek czy wręcz tysięcy lat wyniszczania nie zdołali nas całkiem zniszczyć. Dlatego i USA i ogólnie zachód także nie zdołałby tego zrobić.
A tak na marginesie czyżby autor sugerował, że powinniśmy podziękować Rooseveltowi, że nas oddał w łapy Stalina?!

PRL była sojusznikiem Moskwy, więc wszystko co związane z PRL trzeba zadeptać.  Zarazem, jeśli jakiś marksista lub socjalista był antyrosyjski i antysowiecki, jak na przykład Borys Sawinkow, to go nie ruszamy albo nawet wynosimy na cokoły pomników. W komunizm trzeba walić, bo komunizm przyszedł z Rosji, umiejętnie to podkreślając, przez propagandę antykomunistyczną, utrwalamy zatem w Polakach dozgonną nienawiść do Moskwy. Chodzi więc o to, by wykopać pomiędzy Polakami a ludami ruskimi, pomiędzy rzymskimi katolikami a rosyjskimi prawosławnymi, niedający się zasypać rów wzajemnych uprzedzeń, pretensji, niechęci, nieufności, strachu.Chodzi o to, by stosunki polsko-rosyjskie, polsko-białoruskie i katolicko-prawosławne zdegradować do poziomu, do jakiego dziś stosunki polsko-ukraińskie zdegradowali ukraińscy nacjonaliści.Wtedy nasz kraj zostałby nieodwracalnie zabetonowany w atlantyzmie, każda bowiem próba otwarcia się na Wschód napotkałaby nieprzezwyciężalne przeszkody w postaci wzajemnej niechęci i pretensji.

Zgadza się. Obecne marionetki syjonistycznego zachodu robią wszystko, aby powstał rów między nami, a innymi narodami, który będzie tak głęboki, że nie da się go zasypać. Wtedy im się nigdy nie wymkniemy. A chodzi tu na pewno o ukryte bogactwa polski o jakich się nie mówi i na jakie sobie ostrzą zęby syjoniści. Chcą z nas zrobić swoich roboli i pozbawić ziemi i wszelkich praw. Zgodnie z  wyznawanym bowiem przez syjonistów Talmudem wszystko co należy do goja (nieŻyda) należy do Żyda, który może to sobie w każdej chwili bezkarnie wziąć.
Dlaczego antysowieckich i antyrosyjskich komunistów się nie potępia? Proste – bo tą są syjonistyczni marksiści. A na świecie domunują syjoniści i ich ideologie. Trudno więc oczekiwać, żeby sami siebie krytykowali.
Socjalizm (a nie komunizm co wyjaśniłem wcześniej) sowiecki był antysyjonistyczny. Zachodni syjoniści liczyli na Lenina i Trockiego i że ich spadkobiercy będą potem w Rosji rządzić. Trocki np. nienawidził wszystkiego co rosyjskie i był zwolennikiem parcia rewolucji na zachód. Już, natychmiast, bez zwłoki. Stalin zaś uważał, że najpierw należy ugruntować komunizm w Rosji, wzmocnić się, zbudować silną armię i dopiero wtedy przeć na zachód. Krótko mówiąc mieli ten sam cel, ale inne wizje jego realizacji. Stalin okazał się bardzo cwany i wykiwał frakcję trockistów, potem ich w znacznej mierze wymordował i jego władza się ugruntowała. Zachodnim syjonistom było to nie na rękę. Stalin bowiem co by jednak o nim złego nie powiedzieć rozwijał rosyjską gospodarkę i ludzie w ZSRR może biednie, ale jednak jakoś żyli. Może to była bieda, ale to była ich bieda. Żydozachód zaś chciał przejąć wszystko co Rosja ma, zwłaszcza zasoby surowców i zubożyć rosyjski naród dużo bardziej. Jeśli ktoś nie wierzy niech sobie przypomni co się działo w Rosji za czasów Jelcyna. oligarchowie działający na zlecenie syjonistów doprowadzili gospodarkę do takiej zapaści, że przez 2 lata nie wypłacano ludziom pensji! Miliony osób zmarły z głodu! O tym rzecz jasna z reżimowej TVP czy tym bardziej TVN czy Polsat się nie dowiemy. Dlatego Stalina było trzeba usunąć. Nie dało się wypowiedzieć ZSRR wojny i wywołać III wojny światowej, bo ZSRR miało już wtedy broń atomową. I po takiej wojnie jak powiedział Einstein IV wojna światowa byłaby na maczugi. Dlatego mieliśmy coś co nazywamy zimną wojną. W końcu dzięki niej ZSRR się rozpadł, w Rosji nastały rządy pijaka Jelcyna i dla żydozachodu był to raj. Mogli grabić ile chcieli. Aż tu nagle w 2000 r. przyszedł Putin i stopniowo ich wypędził, odzyskał znaczną część majątku narodu i powiedział nie dla chorych ideologii jak gender. Przywraca też wiarę prawosławną, buduje nowe cerkwie. Ponieważ nie daje z Rosjan zrobić niewolników żydobanksterów zachodu, a nie można Rosji wypowiedzieć wojny to mamy zimną wojnę bis w postaci sankcji i oskarżeń Putina o zamach na Skripala czy o wspieranie „reżimu” Asada (wszędzie bowiem gdzie rządzi ktoś kto nie ma zamiaru poddać się dyktaturze żydoameryki i działać przeciwko własnemu narodowi tam nie ma demokracji tylko jest reżim).

To tyle. Zatem nie ulegajmy syjonistycznej propagandzie i nie dajmy się wciągnąć w kolejne walki „o wolność naszą i waszą”.

Źródło: http://jeznach.neon24.pl/post/143649,dlaczego-nie-lubie-ipn-u

Dziś 227 rocznica uchwalenia masońskiej Konstytucji 3 Maja

3 maja 1791 r. uchwalono w polskim Sejmie w I RP Konstytucję 3 Maja. Był to pierwszy w Europie i drugi na świecie taki dokument (po USA, które przyjęło swoją konstytucję 2 lata wcześniej). Dzisiaj mamy święto państwowe, więc wywiesiłem biało-czerwoną flagę. Jednak moje odczucia co do tej Konstytucji sprzed 227 lat są co najmniej ambiwalentne.

Mówi się nam, że Konstytucję 3 Maja uchwalili i popierali patrioci, a jej przeciwnikami byli zdrajcy ojczyzny, którzy zawiązali Konfederację Targowicką. Sprawa wygląda więc na pozór bardzo prosto. Jednak jak się trochę bardziej w to zagłębić, to już wcale to takie czarno-białe nie jest.

Kto napisał tekst Konstytucji 3 Maja 1791 r.? Huggo Kołłątaj, który należał do masonerii. A masoneria nigdy przyjazna Polsce nie była, wręcz przeciwnie. Oni zawsze knuli, aby Polskę zniszczyć albo przynajmniej mocno osłabić. Masoneria dążyła i dąży do wprowadzenia wszędzie na świecie rządów totalitarnych, gdzie wąska grupa ludzi będzie rządzić resztą świata i bogacić się jej kosztem, narzucać nam w co mamy wierzyć (media, kościoły, szkoły, uniwersytety) i broń Boże nie myśleć samodzielnie tylko ufać tzw. autorytetom. A niepokornych, którzy na to się nie godzą trzeba się pozbyć. Cel od wieków jest ten sam tylko metody się zmieniają zależnie od czasów. Dlatego w obecnym świecie dominuje komunizm w jego nowoczesnej formie zwanej neomarksizmem albo marksizmem kulturowym. Ideologie LGBT, gender, eutanazja, aborcja, dyskryminacja białej rasy dominują w całej Europie zachodniej oraz w USA, a także w innych częściach świata są bardzo mocne. To jakby to ująć komunizm wersja 2.0, bo poprzednia wersja, także wymyślona i zrealizowana przez masonów, m.in. przez rewolucję bolszewicką, niezbyt się sprawdziła. Nie osiągnęli celów w takim stopniu jaki chcieli. Dlatego włoski komunista Antonio Gramscii wymyślił „długi marsz przez instytucje”, który zrealizowali. I temu też służy Unia Europejska. Ma być w założeniu masonów komunistycznym superpaństwem.

No dobrze, ale to tylko dygresja, może nieco przydługa dla tych, którzy nie bardzo mają pojęcie co to jest masoneria, bo przecież z reżimowej telewizji, radia czy gazet się nie dowiedzą. Nie będę tu szczegółowo tego rozwijał. Lóż masońskich jest dużo i mają one ten sam cel. Kto chce wiedzieć więcej niech sobie poszuka w google informacji np. o loży masońskiej P2, loży B’nai B’rith, Rotary Club, masonerii rytu szkockiego czy masonerii rytu anglosaskiego. To oni i tajne organizacje takie jak np. Skull and Bones, Komisja Trójstronna („Prezydentem USA nie jest Jim Carter. Prezydentem USA jest Komisja Trójstronna. Ja reprezentuję Komisję Trójstronną” – to słowa Henry Kissingera – cytat z książki „Prawdziwa historia Klubu bilderberg”) czy CFR rządzą światem – sterują opłacanymi marionetkami, które my wybieramy w niby demokratycznych wyborach.

Wracając do meritum masonem, inaczej mówiąc wolnomularzem, był król Stanisław August Poniatowski, Ignacy Potocki, Stanisław Małachowski – marszałek Sejmu czteroletniego, Kazimierz Nestor Sapiecha – marszałek konfederacji Litewskiej, ówczesny prymas Michał Poniatowski oraz wspomniany autor Konstytucji 3 Maja Huggo Kołłątaj.Drugi Rejtan - SuchorzewskiDrugi Rejtan? – Jan Suchorzewski, poseł kaliski. Zwolennik zachowania i umocnienia katolickiej Pierwszej Rzeczypospolitej.

Wśród targowiczan było wielu zdrajców, jednak byli i ludzie prawi, których uchwalenie Konstytucji 3 maja oraz niemal roczne rządy jej zwolenników zbulwersowały.

” zdołali oni (konfederaci) zwłaszcza na ziemiach wschodnich pociągnąć za sobą znaczną masę ciemnej i konserwatywnej szlachty („Historia państwa i prawa polskiego”)” — oczywiście, jeśli konserwatywnej to i ciemnej – rozumie się samo przez się.

Konstytucja majowa była zamachem stanu – zaplanowanym, przygotowanym i przeprowadzonym przez masonerię. Nie wnosiła ona niczego istotnego do naprawy państwa. Zasadnicze reformy zostały bowiem już wcześniej uchwalone — (m. in. reforma wojskowa i skarbowa ). Państwo, działając w ramach ustroju rzeczpospolitej szlacheckiej potrafiło dokonać samouleczenia i w ten sposób pokazywało, że głębsze zmiany ustrojowe są zbędne. Dlatego Konstytucję
uchwalono pospiesznie z zaskoczenia – w czasie kiedy posłowie opozycji byli na wakacjach.

„Żaden zamach stanu nie odbył się z takim spokojem i porządkiem, jak ten, — bez żadnego rozlewu krwi, wśród największej radości mieszkańców stolicy…..”  ( ks.Kalinka)

Konstytucja niszczyła ustrój I Rzeczpospolitej — pozbawiając szlachtę nie-posesjonatów (nieposiadającą własnej ziemi, zwaną też „gołotą”) praw politycznych — co było trafnie, odczytane przez szlachtę,  jako wstęp do zmiany kryterium uczestnictwa w życiu politycznym ze szlachectwa na cenzus majątkowy.

To tak jakby w dzisiejszych czasach pozbawiono praw politycznych połowę społeczeństwa. Taki akt bezprawia musiał wywołać i wywołał ostry sprzeciw.

I najważniejsze – był  tam pozornie niewinny zapis o tym, że Rzeczpospolita daję ochronę tym obcokrajowcom,  którzy ochrony w niej szukają. A kto takiego schronienia potrzebował? Oczywiście   ci,  którzy buntowali się przeciwko ładowi monarchistycznemu w swoich krajach.
Czytaj dalej „Dziś 227 rocznica uchwalenia masońskiej Konstytucji 3 Maja”