Józef Piłsudski sfałszowana biografia

Jest to drugi tom niedoszłej pracy doktorskiej historyka Tomasza Ciołkowskiego dotyczący Józefa Piłsudskiego (JP). Pierwszą część pt. „Józef Piłsudski bez retuszu” już wcześniej streściłem.

Druga część opiera się na tej samej metodyce co pierwsza część. Również autora w pierwszej części krótko przedstawiłem, więc przejdę od razu do meritum.

Druga część powtarza najważniejsze informacje z pierwszej części (jak np. to, że JP był agentem wywiadu japońskiego, austriackiego i niemieckiego albo, że nie brał udziału w Bitwie Warszawskiej 15.08.1920 r. 3 dni wcześniej składając, na ręce premiera Witosa dymisję ze stanowisk Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza, choroba psychiczna Piłsudskiego co najmniej od 1928 r. związana z niezdiagnozowanym i nieleczonym zapaleniem mózgu i inne). Te kwestie autor tylko krótko sygnalizuje, gdy są one potrzebne do wprow”dzenia nowych informacji, których nie było w pierwszej części. Są to informacje albo zupełnie albo jedynie bardzo słabo znane narodowi polskiemu (w szczególności sfałszowanie biografii Piłsudskiego za rządów sanacji w latach 1926-1939 oraz bandyckie rządy sanacji po zamachu majowym) i „odbrązawiają” one marszałka.

Rozdział pierwszy dotyczy wojny polsko-bolszewickiej i ma tytuł „Mity wojny polsko-bolszewickiej”. Jak wiadomo z pierwszej części JP został ukształtowany przez środowisko rosyjskich rewolucjonistów, wmieszany przypadkowo za sprawą brata Bronisława w zamach na cara Aleksandra III trafia na 5 lat na Syberię, gdzie jeszcze bardziej przesiąka duchem rewolucyjnym. Jego doświadczenia życiowe sprawiają że czuje nienawiść do Rosji i jeśli chodzi o politykę wobec tego kraju kieruje się złymi emocjami a nie chłodną kalkulacją. Przypuszczalnie chcąc dobrze działa na szkodę interesów narodu polskiego.
W latach 1919-1920 trwała w Rosji, po rewolucji bolszewickiej w listopadzie 1917 r., wojna domowa między obozami białych (jeden z przywódców gen. Anton Denikin) i czerwonych (bolszewicy – na czele z Leninem i Trockim). Jesienią 1919 r. biali przeważali i ich wojska zbliżały się już do Moskwy. Bolszewicy byli w trudnym położeniu i mogli przegrać. W tym czasie trwały również działania wojenne na froncie polsko-rosyjskim, który dotarł do rubieży: Połock-Borysów-Bobrujsk-Zasław-Zbrucz. Nasze wojsko walczyło z armią bolszewicką. Jednak jesienią 1919 r. działania wojenne na tym froncie zostały wstrzymane, wbrew oczekiwaniom państw Ententy. Jak się po latach okazało Naczelnik Państwa JP zawarł jesienią 1919 r. tajne porozumienie z sowietami i na mocy tego porozumienia działania na froncie polsko-radzieckim zostały okresowo wstrzymane. Dzięki temu bolszewicy mogli przerzucić kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy pod Moskwę, dzięki czemu odrzuciły wojska białych aż na Krym, a później ostatecznie czerwoni pokonali białych i ich rewolucja się utrzymała. Zatem to Piłsudski uratował bolszewików i ich rewolucję od klęski. A to wszystko dlatego, że gen. Denikin i biali byli dla niego uosobieniem carskiej Rosji, której z powodów osobistych nienawidził. Kierując się osobistymi emocjami całkowicie błędnie uznał bolszewików za mniejsze zło. Nie było mu dane przekonać się o swoim wielkim błędzie bo tak tragiczne wydarzenia jak choćby tylko zbrodnia katyńska miały miejsce już po jego śmierci.
Jak pisze, moim zdaniem słusznie, autor biali byli to rosyjscy patrioci walczący o utrzymanie w Rosji cywilizacji chrześcijańskiej. Gdyby JP im pomógł i wygraliby wszystko potoczyłoby się inaczej i mogłoby w ogóle nie dojść do II wojny światowej. Rosja bowiem jako państwo chrześcijańskie (choć prawosławne) mimo wielu historycznych zgrzytów dawałaby możliwość zawarcia sojuszu przeciwko nazistowskim Niemcom. A bez spustoszenia dokonanego w Rosji przez bolszewików w latach 20-ych i 30-ych XX w. biała Rosja byłaby państwem potężnym (w 1913 r. była druga na świecie pod względem wydobycia ropy po USA) i wraz z naszą armią (na początku lat 20-ych XX w. silną – niezniszczoną jeszcze przez czystki i wprowadzenie tam niekompetentnych legionistów przez JP) oraz silną Francją graniczącą z Niemcami od zachodu stanowilibyśmy na tyle dużą siłę, że Hitler byłby w kleszczach i nie mógłby rozpętać swojej wojny.
Gdy tajne porozumienie JP z sowietami wyszło w 1937 roku na jaw stworzono narrację, obowiązującą do dziś, że JP zrobił tak, gdyż biali nie uznawali niepodległości Polski. Nie jest to prawdą. Autor cytuje słowa samego gen. Denikina (cytat z książki Jana Engelgarda pt. „Klątwa generała Denikina): „Moje uznanie niepodległości Polski było całkowitym i bezwarunkowym. (…) Uznanie przez nas Państwa Polskiego nosiło charakter nie tylko  formalny, lecz i ideowy. (…)
Zatem JP zapisał się w historii nie tylko Polski, ale i świata jako ten, który uratował bolszewicką rewolucję przed klęską i przyczynił się do utrzymania się bandyckiego reżimu w Rosji i eksportu rewolucji na inne kraje. Ten bandycki reżim potem przez prawie 50 lat po II wojnie światowej gnębił nasz naród i kraj. Chyba nie o taką sławę JP chodziło.
W rozdziale jest też mowa o absurdalnej kampanii kijowskiej, która ściągnęła na nasz kraj nawałę bolszewicką i omal nie doprowadziła do całkowitego zniszczenia kraju i jego podbicia przez bolszewię o ćwierć wieku wcześniej. Już Julian Marchlewski i inni polscy komuniści szykowali się do przejęcia w Polsce władzy. Na szczęście gen. Tadeusz Jordan Rozwadowski opracował doskonały plan walk i wcielił go w życie i dzięki temu bolszewia została pokonana. To gen. Tadeusz Rozwadowski jest prawdziwym bohaterem Bitwy Warszawskiej 1920 r., „generał wyklęty”, a nie JP, który sobie przywłaszczył jego sukces.
Kampania kijowska i idea oderwania Ukrainy od Rosji i utworzenia z niej suwerennego państwa była absurdalna i musiałaby wywołać wojnę także z białymi gdyby wygrali wojnę domową z czerwonymi. Na Ukrainie bowiem znajdowała się znaczna część przemysłu i rolnictwa Rosji (kopalnie węgla, przemysł metalurgiczny, stąd pochodziło 90% pszenicy). Ten w skali imperium mały skrawek terenu (ok. 2%) generował ponad 25% rocznego dochodu. Każdy rząd rosyjski walczyłby o ten teren ze wszystkich sił, co jest oczywiste. To trochę tak jakby nam dzisiaj np. Czesi chcieli zabrać Śląsk i utworzyć tam oddzielne państwo Silesia (proporcje terytorialne nie są tu oczywiście zachowane). 

Rozdział drugi dotyczy ciemnej strony działalności JP i sanacji tj. morderstw i innych kryminalnych czynów i obala mit tzw. sanacji moralnej za rządów JP. Jest to bardzo obszerny rozdział, bo liczy ponad 70 stron i jest najdłuższy w książce. Tak szeroki opis tych spraw jest jednak uzasadniony, bowiem ten temat się zupełnie przemilcza lub w najlepszym razie bagatelizuje. Nawet zamilczany przez media głównego ścieku tygodnik „Warszawska Gazeta” w Nr 3 (605) z 18-24.01.2019 r. w artykule pt. „Tasiemka i ministerialna kieszeń, czyli o związkach złodziejstwa i polityki” jest sporo o złodziejskiej i innej przestępczej działalności gangu „Taty Tasiemki” (w tym o kradzieży portfela w 1935 r. przez jednego z członków gangu ówczesnemu wiceministrowi spraw wojskowych Felicjanowi-Sławoj Składkowskiemu podczas uroczystości pogrzebowych gen. Daniela Konarzewskiego 5.05.1935 r.). Jednak ani słowa nie ma tam na temat tego że JP wykorzystywał gang „Taty Tasiemki” do mokrej roboty, tj. mordowania i bicia swoich przeciwników politycznych czy też osób niewygodnych z innych powodów. Istnieje powiedzenie, że murzyn zrobił swoje murzyn może odejść. I tak było też i tu. W 1932 r. gdy władza JP była już mocna gangsterów posadzono na ławie oskarżonych, skazano i poszli siedzieć.
Dowiadujemy się m.in., że gen. Zagórski został zamordowany przez sanację, gdyż wiedział dobrze o agenturalnej przeszłości Piłsudskiego. Wyjście na jaw informacji, że JP współpracował z wywiadem austriackim i chciał wywołać w 1914 r. polskie powstanie w zaborze rosyjskim na zlecenie Austriaków skompromitowałoby go w oczach narodu. Dlatego aby niewygodna prawda nie wyszła na jaw gen. Zagórski został zamordowany przez sanacyjne władze. Okoliczności zbrodni wyszły na jaw w 1937 r. Ich opis ktoś w anonimowym liście przysłał byłemu już wtedy premierowi Witosowi. Wynikało z niego że gen. Zagórski został zastrzelony przez legionistów w Forcie Legionów 6.08.1927 r., a potem zmasakrowane i obciążone kamieniami zwłoki wrzucono do Wisły pod Wilanowem. Autor przytacza dokładny opis morderstwa podany przez anonimowego autora listu z pamiętników Witosa. Najpierw gen. Zagórski był bity i chciano, aby wydał kompromitujące JP dokumenty. Ten jednak odmówił i mocno się bronił, więc go ostatecznie zastrzelili. Opis jest bardzo dokładny i szczegółowy z podaniem nazwisk, więc jest wiarygodny. Inni oficerowie z armii austriackiej znający agenturalną przeszłość Piłsudskiego również zostali przez sanację zamordowani. Wyjątkiem był gen. Józef Rybak, który w 1953 r. napisał swoje pamiętniki, gdzie o tym fakcie także wspomniał. Zostały one wydane już po jego śmierci w 1954 r.
Inny przykład mordu dokonanego przez ludzi Piłsudskiego to prawdziwy bohater Bitwy Warszawskiej 1920 r., czyli gen. Rozwadowski. Został on po zamachu majowym w 1927 r. uwięziony przez sanacyjny reżim, a następnie jak wszystko na to wskazuje zarażony złośliwą odmianą końskiej włośnicy podaną w potrawie. Tak stwierdził lekarz, z którym śmierć generała konsultowała jego krewna Felicja-Brochwicz-Żeromska. Włosień rani i przecina narządy. Gen. Rozwadowski zmarł 18.10.1928 r. Sekcji zwłok nie przeprowadzono. Mimo to wojskowy lekarz płk dr Bolesław Szarecki odbył konsylium z badającymi zwłoki generała lekarzami i stwierdził, że otrucie generała Rozwadowskiego jest niemal pewne. Piłsudski tak nienawidził gen. Rozwadowskiego, że pogrzeb generała odbył się bez należnych Mu honorów wojskowych i w godzinach porannych, aby jak najmniej osób brało w nim udział. Generał Rozwadowski i jego bohaterskie czyny miały zostać z pamięci ludzkiej wymazane. I prawie się JP i sanacji udało, ale dzisiaj jednak prawda wychodzi na jaw.
Autor opisuje też trzy próby zamordowania gen. Józefa Hallera przez sanacyjne władze. Próby te na szczęście zakończyły się niepowodzeniem. Gen. Haller był dla JP niewygodny gdyż to on dowodził silną „Błękitną Armią”, sprowadzoną z Francji,która miała duży udział w odzyskaniu niepodległości przez Polskę. Miał on duże sukcesy wojskowe i cieszył się uznaniem narodu polskiego. Był więc konkurentem do sławy.
Także morderstwo prezydenta Gabriela Narutowicza należy zaliczyć na konto sanacji. Niezrównoważony psychicznie malarz Eligiusz Niewiadomski „endek” był tylko narzędziem, fanatykiem, którego sanacja podpuściła i wykorzystała do morderstwa dopiero co wybranego prezydenta. Piłsudskiemu chodziło o wywołanie rozruchów jako odwet za zamordowanie Narutowicza. Miało to wg planu JP spowodować rzeź narodowców i zdestabilizować mocno sytuację w kraju. Wtedy Piłsudski dokonałby zamachu stanu kreując się na zbawcę narodu, który przywrócił porządek. Mamy tu jako dowód wypowiedź piłsudczyka Kazimierza Stamirowskiego, adiutanta JP „Odwet nie polega tylko na zabiciu pewnej ilości przywódców endeckich, to ma być tylko początek, po którym nastąpi przechwycenie władzy„. Plan się nie powiódł dzięki ostremu sprzeciwowi szefowi PPS Ignacemu Daszyńskiemu.
Oprócz tego było wiele innych morderstw oraz pobić osób niewygodnych. Np. słynny pisarz Tadeusz Dołęga Mostowicz został przez sanacyjnych bandytów ciężko pobity za to, że pisał bardzo krytyczne artykuły na temat rządów Piłsudskiego. Cudem uszedł z życiem. Nieprzytomnego bandyci wrzucili do glinianki w Łomiankach zapewne myśląc że już nie żyje. Dopiero następnego dnia rano odzyskał przytomność a jego jęki zauważył chłop jadący w pobliżu furmanką. Wyciągnął go z mułu i zawiózł do szpitala. Pobicia dokonali tzw. nieznani sprawcy. Coś jak „seryjny samobójca” znany z wciąż (nie)miłościwie nam panującej III RP.
Oprócz tego sanacyjni bandyci w wojskowych mundurach dopuszczali się innych przestępstw. Jednym z nich było zdemolowanie i w zasadzie całkowite zniszczenie (wliczając w to maszyny drukarskie) redakcji opozycyjnych w stosunku do reżimu sanacji gazet takich jak „Gazeta Warszawska” czy „Dziennik Wileński”.
Poza tym były także skandale obyczajowe takie jak korzystanie przez sanacyjnych ministrów z usług prostytutek.
Autor opisuje także trzymanie więźniów politycznych (z obozu narodowego, PPS, PSL i innych partii) w obozie w Brześciu i potem w Berezie Kartuskiej gdzie ich bito i torturowano psychicznie. To było już poruszane w pierwszej części, a tutaj zostało rozszerzone. Ogólnie to co tu jest w tym rozdziale opisane jest szokujące i powszechnie nieznane. Opisałem w skrócie tylko niewielką część tego co zostało tam przedstawione.

Rozdział trzeci dotyczy polityki zagranicznej JP. Na początku autor zaznacza, że Piłsudski kierował się w polityce, zwłaszcza w stosunku do Rosji, emocjami a nie logiką i rozsądkiem. Do zamachu majowego w 1926 r. Polska była rządzona przez partie narodowe i ludowe. Działały one w interesie narodu i w polityce zagranicznej stawiały na sojusz z Francją przeciwko Niemcom. Nasza armia była uzbrajana w nowoczesny sprzęt i broń za preferencyjne kredyty jakie dawała nam Francja. Nie było to rozwiązanie idealne ale dawało nam spore bezpieczeństwo ze strony Niemiec, które będąc w kleszczach dwóch dość silnych armii niewiele mogły zdziałać. Porządek wersalski dzięki temu w miarę dobrze się trzymał. Po zamachu majowym, sfinansowanym i zorganizowanym przez Brytyjczyków i Żydów i gdy JP przejął zupełnie władzę nastąpiły duże zmiany sprzeczne z naszą racją stanu. JP oficjalnie nie zerwał sojuszu z Francją, ale działał w interesie Wielkiej Brytanii. Brytyjczycy uważali, że Francja w sojuszu z Polską przeciw Niemcom zbyt urośnie w siłę i zagrozi ich hegemonii w Europie. Dlatego zorganizowali zamach stanu w Polsce i zmienili polską politykę. JP postawił na proangielską i proniemiecką politykę de facto dążąc do obalenia w Europie porządku wersalskiego, na którym opierało się istnienie niepodległej Polski. Piłsudski uważał, że sojusz z Francją jest niewiele wart i zaczął zbliżać się do Niemiec jak twierdził przeciwko Rosji. Orientacja na Niemcy i dążenie do poprawy stosunków z tym krajem zaowocowało w 1934 roku podpisaniem paktu o nieagresji. Był on korzystny tylko dla Niemiec, bowiem w 1932 r. Niemcy uzyskały od aliantów zgodę na budowę armii. Rządzący w 1934 r. Niemcami Hitler dzięki paktowi z Piłsudskim zyskiwał spokój na wschodzie i mógł spokojnie budować armię. Polska zaś związana paktem nie mogła prowadzić podobnych działań. Zresztą armia i tak była już wtedy w niemal zupełnej rozsypce. W 1932 r. podpisaliśmy podobny pakt o nieagresji z ZSRR. Była to jak określił JP „polityka dwóch stołków”. Z któregoś musieliśmy najpierw spaść i to wiedział też Piłsudski. Polecił założyć specjalną jednostkę w wojsku, zwaną Laboratorium, mającą ustalić kto nas pierwszy zaatakuje. Wojskowi po analizie słusznie uznali, że będą to Niemcy. Piłsudski jednak nie potrafił przezwyciężyć swych osobistych uprzedzeń do Rosji. Zignorował te analizy i autorytatywnie uznał, że Rosja nas pierwsza zaatakuje. Zupełnie nie dostrzegał zagrożenia ze strony Niemiec. Niektórzy twierdzą, że planował wojnę prewencyjną przeciw Niemcom proponując ją Francji. Nie ma to jednak żadnego potwierdzenia w źródłach historycznych. Była to raczej wyłącznie akcja propagandowa na użytek narodu, który obawiał się Niemiec. Zresztą wojna prewencyjna w 1934 r. była wykluczona z prozaicznego powodu – armia po „reformach” JP była bardzo słaba i taka wojna byłaby dla nas samobójcza. Zresztą JP uważał dojście do władzy Hitlera za korzystne dla Polski i naszych stosunków z Niemcami. Nie dopuszczał myśli że Niemcy i ZSRR mogą się porozumieć przeciw nam, co jak wiemy kilka lat później nastąpiło. Po śmierci nie zostawił żadnego testamentu i w obozie piłsudczyków w 1935 r. rozgorzała walka frakcyjna o władzę, co jeszcze pogorszyło sytuację naszego kraju. Gdy już walki o władzę się zakończyły dalej realizowana była samobójcza polityka zagraniczna, choć przynajmniej podjęto działania w kierunku naprawy i wzmocnienia armii, ale było już za późno. Polityka Józefa Becka doprowadziła do konfliktu z jednym z ważnych filarów systemu wersalskiego Czechosłowacją. Nie udzielił on wsparcia Czechosłowacji w 1938 r. i ta nie mając innego wyjścia skapitulowała wobec żądań Hitlera oddając mu Sudety, gdzie był skoncentrowany cały duży przemysł wojenny Czechosłowacji, który teraz dostał się w ręce III Rzeszy i zaczął pracować dla niej. Gdyby Beck poparł Czechosłowację Hitler musiałby się długo zastanawiać nad atakiem na oba nasze kraje. Czechosłowacja miała dość dobre fortyfikacje antyniemieckie i sporo wojska zmechanizowanego, ale mało żołnierzy. Sama nie miała szans w starciu z Hitlerem. Wraz z nami szanse na wspólną obronę byłyby sporo większe, choć i to nie dawało rzecz jasna pewności. System wersalski bowiem już mocno się wtedy chwiał. W marcu 1939 r. Hitler zagarnął resztę Czechosłowacji, a Polska się do tego rozbioru przyłączyła wcześniej zabierając w 1938 r. Zaolzie i Bukowiec. Tym samym system wersalski przestał istnieć i stało się jasne, że II wojna światowa jest kwestią krótkiego czasu – już nie lat, ale miesięcy. Jej przebieg i tragiczne dla nas skutki znamy. Doprowadził do nich Józef Piłsudski ze swoją absurdalną polityką sprzeczną z polską racją stanu. To, że potem przez kolejne 45 lat po wojnie była „przyjaźń polsko-radziecka” to także jego „zasługa” i to z dwóch powodów: 1) pomoc bolszewikom w pokonaniu białych i 2) polityka która spowodowała rozpad systemu wersalskiego. Zatem gdy rok temu Putin zarzucał nam, że wywołaliśmy II wojnę światową nie minął się aż tak bardzo z prawdą.

Rozdział czwarty ma tytuł „Strażnicy z Ministerstwa Prawdy”. Brzmi to trochę jak u Orwella, ale tak było. JP i piłsudczycy bali się prawdy jak ognia. Gdyby naród polski poznał prawdę o JP to rządy jego i jego zwolenników szybko w oczach narodu straciłyby legitymację i albo by tę władzę stracili albo też musieliby iść na wojnę z całym narodem polskim, aby jej nie stracić. Żeby więc się u władzy utrzymać i ją bez większych przeszkód móc sprawować musieli zmienić historię tak, aby zrobić z Piłsudskiego wielkiego bohatera, który niemalże w pojedynkę wywalczył niepodległość dla Polski i jedynie on i jego ludzie mogą Polską rządzić. JP i piłsudczycy robili więc wszystko, aby zmienić historię. Zaczęli od niszczenia niewygodnych dokumentów jeszcze w 1923 r. m. in. dotyczących współpracy JP z austriackim wywiadem H.K. Stelle. Były tam m.in. kwity potwierdzające że JP brał pieniądze od austriackiego wywiadu. Po dojściu JP do pełni władzy w 1926 r. oprócz niszczenia dokumentów władza nałożyła też embargo na prawdziwe informacje o JP. Np. gdy sanacyjny historyk Władysław Pobóg Malinowski napisał biografię JP, w której ujawnił, że JP w 1899 r. dokonał konwersji z katolicyzmu na protestantyzm sanacja ocenzurowała książkę nakazując usunąć z niej niewygodny fakt. JP miał być w odbiorze społeczeństwa czysty jak łza i idealny niczym Bóg. Podobnie zatajano romans JP z Aleksandrą Szczerbińską i jeszcze dwiema innymi kochankami w czasie gdy Aleksandra była już drugą żoną JP. Naród także nic nie wiedział o chorobie psychicznej JP objawiającej się okresowymi napadami agresji i wypowiadania potoku obelżywych słów, strzelaniem do wyimaginowanych zjaw czy wygrażaniem przez JP wyimaginowanym wrogom gdy był sam w pokoju jak wynika z relacji jego adiutanta. Wszelkie krytyczne uwagi wobec JP w prasie bezwzględnie tępiono. Doszło do tego, że jeden z dziennikarzy „Dziennika Wileńskiego” za nazwanie JP kabotynem (już po śmierci JP) został pobity i stanął przed sądem i trafił do więzienia za obrazę czci JP. Po tym wydarzeniu reżim sanacji 15.03.1938 r. wprowadził do sejmu projekt ustawy o obronie czci marszałka JP. Ustawa weszła w życie 13.04.1938 r. Od tej chwili wolno było o JP mówić tylko tak jak nakazywała sanacyjna propaganda, czyli wychwalać JP albo milczeć. Wszelka krytyka traktowana była jak obraza czci JP i groziło za nią aż 5 lat więzienia! Ta ustawa była wówczas ewenementem na świecie. JP był jedyną postacią historyczną w Polsce której nie wolno było legalnie krytykować. Był też instytut historyczny, który tak pisał ówczesną historię najnowszą Polski, aby JP był zbawcą narodu. I taką kłamliwą historię „sprzedawano” społeczeństwu. Do dziś większość ludzi w Polsce w te kłamstwa wierzy. O tym szerzej autor pisze jednak w następnym rozdziale.

Rozdział piąty dotyczy tego jak sfałszowano biografię JP. Piłsudczycy i sam JP wykorzystali w tym celu dwie instytucje: Instytut Badania Najnowszej Historii Polski (po śmierci JP dodano do nazwy człon im. Józefa Piłsudskiego) oraz Wojskowe Biuro Historyczne. Obie te instytucje współpracowały ze sobą. Instytut już w 1923 r. tworzyli ludzie w znacznej większości wywodzący się z Legionów Polskich i Pierwszej Brygady dowodzonej przez JP. I już w 1923 r. zaczęli „poprawiać” biografię JP, aby w oczach narodu był bohaterem. Skoncentrowali się na kulcie JP jako osoby bez której Polska nie odzyskałaby rzekomo niepodległości oraz kulcie JP jako pierwszej osoby w państwie. Początkowo szło niezbyt dobrze, bowiem pierwszy szef Instytutu Leon Wasilewski chciał prawdziwych badań historii, a nie propagandy. Po zamachu majowym w 1926 r. Instytut został połączony z Wojskowym Biurem Historycznym i problem zniknął. Nowy szef Instytutu gen. Julian Stachiewicz był w pełni dyspozycyjny wobec sanacyjnego reżimu. Później tę samą linię kontynuowali kolejni szefowie Instytutu, zaufani ludzie JP i zarazem masoni Walery Sławek i od kwietnia 1939 r. Aleksander Prystor. We władzach Instytutu oprócz samego szefa także byli ludzie JP, elita Pierwszej Brygady dobrana przez samego JP. Do ważniejszych osób w Instytucie należeli ludzie z przeszłością socjalistyczną, legionową lub POW – z bardziej znanych m. in. Jędrzej Moraczewski, Kazimierz Świtalski czy Janusz Jędrzejewicz. Do tego należy doliczyć dwóch czołowych polskich masonów: Henryka Kołodziejskiego i Andrzeja Struga (Tadeusza Gałeckiego). Do 1926 r. Instytut miał problemy lokalowe i wiele nie zdziałał. Od jesieni 1926 r. po połączeniu z Wojskowym Biurem Historycznym Instytut zyskał lokale i pomoc w uporządkowaniu archiwaliów i ich przechowywaniu (dotąd archiwa przechowywane były w mieszkaniach piłsudczyków). Instytut działał od tej chwili za wyraźną sugestią JP i na jego zlecenie. Instytut propagował kult JP i jego sfałszowaną biografię, w której przypisano JP zasługi innych osób (m.in. gen. Rozwadowskiego z Bitwy Warszawskiej, którą to wg sanacyjnej wersji historii dowodził JP) oraz znacznie wyolbrzymiono rolę JP w odzyskaniu niepodległości przemilczając zarazem różne niewygodne fakty (jak agenturalna przeszłość JP czy to, że z Magdeburga 10.11.1918 r. przyjechał specjalnym pociągiem i że został wybrany na Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza przez kontrolowaną przez Niemców Radę Regencyjną czy o tym, że zamach majowy z 1926 r. sfinansowali i zorganizowali Brytyjczycy i Żydzi).
Propaganda nie szła zbyt dobrze. Instytut w 1930 r. zaangażował się w działalność wydawniczą, ale jego pozycje słabo się sprzedawały bowiem rządzący reżim sanacji cieszył się niską popularnością w społeczeństwie. Wydająca książki i broszury Instytutu związane z działalnością  JP Spółka Wydawnicza „Polska Zjednoczona” upadła w 1933 r.  Z rozdziału dowiadujemy się też, że nie tylko osoby zatrudnione w Instytucie i Wojskowym Biurze Historycznym zajmowały się fałszowaniem historii. Robił to też sam JP, który napisał książkę pt. „Rok 1920” wydanej przez wydawnictwo Bellona w 1924 r. JP w tej książce osobiście przywłaszczył sobie zasługi m.in. gen. Rozwadowskiego, który dowodził w Bitwie Warszawskiej i opracował jej plan a także innych biorących udział w tej bitwie generałów. Zasługi w zwycięskiej z bolszewikami bitwie JP przypisał niemal wyłącznie sobie. Oburzyło to gen. Sikorskiego do tego stopnia, że odpowiedział on swoją książką wydaną pod pseudonimem Karol Pomorski. Książka miała tytuł „Józef Piłsudski jako wódz i dziejopis” – wydana w 1926 r. w Warszawie. Sikorski oskarżył w niej JP, że ten wszystkie zasługi przypisuje sobie, a błotem, obelgami i pogardą obrzuca wszystko i wszystkich i chce uchodzić wobec narodu za półboga oraz po prostu fałszuje wyraźnie na swoją korzyść historię.
Jak pisze na zakończenie rozdziału autor w latach 1915-1939 ukazało się aż 647 publikacji na temat JP. Zdecydowana większość z nich była zafałszowana lub wyraźnie sfałszowana i nie miała wiele wspólnego z prawdą. Były to publikacje gloryfikujące wbrew faktom JP. W czasach II RP ukazały się także nieliczne publikacje krytyczne wobec JP zawierające fakty m. in. książka Ireny Pannenkowej „Legenda Piłsudskiego”, wydana pod pseudonimem Jan Lipecki. Było ich bardzo mało, bo za rządów sanacji za „obrazę czci” JP potencjalni autorzy takich krytycznych publikacji mogli zostać mocno pobici przez tzw. nieznanych sprawców co mogli przypłacić nawet życiem. Od kwietnia 1938 r. zaś za pisanie czy mówienie niewygodnej prawdy o JP można było iść na 5 lat do więzienia. To były wystarczająco dobre argumenty, aby uciszyć tych co chcieli głosić prawdę.
Sanacyjna propaganda gloryfikująca JP została doprowadzona do takiego absurdu, że przyznawali to nawet sami piłsudczycy tacy jak sanacyjny historyk Wacław Lipiński. Stwierdził on z żalem, że od śmierci JP wzrosła znacznie liczba jego biografii, ale nic albo nic nie wnoszą one do wiedzy o życiu Marszałka.
Na podstawie sfałszowanej biografii stworzono wizerunek propagandowy JP i taki prezentowano narodowi polskiemu.

Rozdział szósty pokazuje wielki kontrast między wizerunkiem propagandowym JP stworzonym przez sanację i jego samego, a faktami historycznymi. W dużym skrócie poniżej to przedstawiam.
Twórca Legionów – JP wg sanacji był twórcą Legionów bez których nie byłoby niepodległej Polski. Fakty są zaś takie, że Legiony powstały z inicjatywy gen. Władysława Sikorskiego oraz konserwatystów krakowskich z Juliuszem Leo na czele, który negocjował z Austriakami w Wiedniu uzyskując u nich zgodę na stworzenie Legionów. JP dowodził tylko jedną z trzech brygad. Poza tym oddział Legionów dowodzony przez JP wkraczając z zaboru austriackiego na teren ziem zaboru rosyjskiego próbował wywołać antyrosyjskie powstanie. Ludność była temu przeciwna. Próbując złamać opór żandarmeria legionowa na Kielecczyźnie dokonywała egzekucji ludności cywilnej. Dowodził tą zbrodnią szef legionowej żandarmerii Wacław Kostek Biernacki. Legioniści byli więc wrogo przyjmowani przez polską ludność zaboru rosyjskiego.
Męczennik z Magdeburga – wg sanacyjnej wersji JP został uwięziony przez Niemców i siedział w ciężkich warunkach w magdeburskiej twierdzy, po czym w końcu Niemcy go wypuścili. Faktycznie zaś JP został aresztowany ale niemalże na własną prośbę. Jak podaje autor sam JP pisał, że prosił aby Niemcy internowali też jego, bo chce dołączyć do swoich żołnierzy z Legionów, których Niemcy uwięzili. Wtedy został internowany i jak sam przyznał w Magdeburgu wypoczywał. Gdy Niemcy uznali, że już wystarczy tej „martyrologii” niemiecki wywiad wojskowy przetransportował JP specjalnym pociągiem do Polski 10.11.1918 r. Następnego dnia JP ogłoszony został przez kontrolowaną przez Niemców Radę Regencyjną Naczelnikiem Państwa i Naczelnym Wodzem, a ambasadorem Niemiec w Polsce został „Czerwony Hrabia” Kessler – ten który zorganizował transport JP z Magdeburga do Polski 10.11.1918 r.
Twórca niepodległej Polski – wg sanacyjnej wersji bez JP nie byłoby niepodległej Polski.
Twórcą PPS i jej programu nie był jak się powszechnie uważa JP, ale Stanisław Mendelson. JP stworzył PPS Frakcję rewolucyjną, gdy nastąpił podział w PPS. Nie jest prawdą także, że JP był jedynym który podjął ideę zbrojnej walki o niepodległość. Myśl tę rzucili narodowi demokraci. W wywyższeniu JP na stanowiska Naczelnego Wodza i Naczelnika Państwa miał wydatny udział niemiecki wywiad wojskowy.
JP faktycznie walczył o niepodległość Polski, ale jego koncepcje były błędne. Chciał on uzyskać niepodległość Polski w oparciu o państwa centralne (Niemcy i Austro-Węgry), co było absurdem, bowiem bismarckowska polityka Mitteleuropy nie przewidywała niepodległej Polski. Niepodległość Polska odzyskała nie dzięki JP, ale dlatego, że jego koncepcje poniosły klęskę.
Twórca Polskiej Armii – wg sanacji JP stworzył polską armię. Faktycznie zaś JP nie miał żadnego wykształcenia wojskowego, był samoukiem i miał jedynie stopień brygadiera armii austriackiej. Duża i potężnie uzbrojona Błękitna Armia gen. Hallera jak i Armia Wielkopolska gen. Dowbora Muśnickiego, a wcześniej korpus gen. Dowbor Muśnickiego powstały bez udziału JP, a JP robił co mógł aby rozbić armię Hallera.
Zwycięski wódz Bitwy Warszawskiej – jak już było wcześniej wspomniane JP nie brał w ogóle udziału w Bitwie Warszawskiej, bo 12.08.1920 r. złożył dymisję ze stanowisk Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza, gdy bolszewicy dochodzili już pod Warszawę. Opuścił też wtedy zupełnie front udając się do swojej ówczesnej konkubiny Aleksandry Szczerbińskiej, co wiadomo z jej pamiętników które ujrzały światło dzienne w 1960 r. JP wrócił na front dopiero 16.08, gdy już wojska bolszewików zostały pokonane i się wycofywały. Opracowanie planu bitwy (rozkaz nr 10000 podpisany przez JP) jak i dowodzenie samą bitwą to zasługa gen. Tadeusza Rozwadowskiego.
Budowniczy Polski mocarstwowej – sanacyjna propaganda ogłupiała społeczeństwo wmawiając mu, że dzięki JP i jego rządom Polska jest potęgą gospodarczą. Fałszowano w tym celu dane gospodarcze. Chodziło o to, że hasło mocarstwowości choć groteskowe w zestawieniu z realiami politycznymi i gospodarczymi rzucone do społeczeństwa o wielkich tradycjach i z wielkimi kompleksami oddziaływało społecznie i zwiększało fałszywą wielkość JP.
Wielki wychowawca narodu – JP był przedstawiany jako wzór osobowy, niemalże chodzący ideał, półbóg, wzór do naśladowania dla narodu. Faktycznie zaś miał od samego początku powstania II RP, a nawet i wcześniej zapędy dyktatorskie. W 1899 r. dokonał konwersji z katolicyzmu na protestantyzm, aby poślubić pierwszą żonę Marię. Później za życia pierwszej żony miał kochankę Aleksandrę Szczerbińską, a gdy pierwsza żona zmarła to 2 miesiące po jej śmierci JP ożenił się z Aleksandrą. Potem będąc mężem Aleksandry i mając z nią dwie córki miał jeszcze dwie kochanki. Z powodu zapalenia mózgu cierpiał na koprolalię przez co często używał wulgaryzmów wobec współpracowników, posłów, a jego wypowiedzi z okresu dyktatury urągają wszelkiej przyzwoitości. Poza tym uprawiał praktyki okultystyczne i brał udział w seansach spirytystycznych o czym była mowa w pierwszej części. JP był zatem antywzorem dla narodu i nie jego wychowawcą, ale demoralizatorem.
Ojciec narodu i symbol Polski – JP jest do dziś przedstawiany jako ten, który dzięki zamachowi majowemu w 1926 r. zaprowadził porządek w kraju niszczonym przez sejmokrację i spory polityczne. Ustrój parlamentarny się rzekomo w II RP nie sprawdził. Fakty są takie, że sejm był rozdrobniony na wiele partii, gdyż to JP narzucił ordynację proporcjonalną. Mimo to nie było wcale tak źle i wygrywające wybory w 1919 r. i 1922 r. partie narodowe wraz z PSLem miały stabilną większość i mogły normalnie rządzić. JP i piłsudczycy robili wszystko, aby wywoływać zamieszanie, spory, waśnie aby móc przekonywać, że ustrój parlamentarny się nie sprawdza i JP powinien objąć dyktatorskie rządy. W okresie jego dyktatury rządy JP i potem sanacji były jedną wielką katastrofą i bandytyzmem o czym była już mowa w poprzednich rozdziałach.
Testament ideowy JP – JP nie zostawił nie tylko ideowego, ale w ogóle żadnego testamentu. Nie wyznaczył swojego następcy, co spowodowało po jego śmierci walki frakcyjne wśród piłsudczyków co jeszcze pogarszało i tak złą sytuację państwa polskiego. JP w całokształcie swoich działań politycznych zapisał się w historii Polski skrajnie negatywnie.

Rozdział siódmy dotyczy kultu JP i tego jak powstał. Pojęcie kultu JP pojawiło się już w 1917 r. Oddawanie czci JP zainicjował obóz jego zwolenników złożony głównie z członków I Brygady i POW. W II RP do czasu zamachu majowego w 1926 r. propagowanie kultu JP było często krytykowane. Po zamachu majowym kult przybrał na sile, a krytyków siłą uciszano poprzez ciężkie pobicia (np. Tadeusz Dołęga Mostowicz), morderstwa a od kwietnia 1938 r. zakazano w ogóle krytyki JP gdy weszła w życie ustawa zgodnie z którą za krytykę JP i jego polityki groziło nawet 5 lat więzienia. W 1932 r. weszła w życie reforma ówczesny minister szkolnictwa Janusz Jędrzejewicza. W szkołach uczono dzieci i młodzież sanacyjnej, załganej biografii JP i fałszywej wersji historii wg której JP był wielkim bohaterem narodu polskiego. Nowy program edukacyjny został społeczeństwu narzucony. W programie tym oprócz kultu JP był także kult państwa. Zgodnie z tym nauczaniem państwo było najważniejsze i stało ponad narodem i jego interesami. Średnio się to sanacji udawało, bowiem większość narodu znała prawdę. Autor przytacza przypadek, opisany przez Juliusza Zdanowskiego. Nauczycielka wiejska głosi chwałę JP, a uczeń mówi o tym ojcu. Ten mówi, że nauczycielka musi tak mówić, bo jej za to płacą, a JP to buntownik, który prezydenta wypędził, ludzi mordował na ulicach i do wojska strzelał.
Kult JP przybierał często absurdalne formy np. dzień imienin JP był dla wojska po 1926 r. dniem uroczystości ku czci JP. Tego absurdu nie zniesiono nawet po śmierci JP i wtedy także dzień imienin JP 19 III był w wojsku celebrowany, a uroczystości zaczynały się od wysłuchania przemówienia radiowego prezydenta Mościckiego późnym popołudniem 18 III. Nie tylko wojsko celebrowało imieniny JP. W marcu 1926 r. uczczono imieniny JP marszem Belweder – Sulejówek a marsze te były kontynuowane w kolejnych latach.
Kult JP budowano wykorzystując prasę, ale także przez poezję, sztukę i literaturę. Wszędzie tam JP był przedstawiany jak męczennik, wielki bohater, twórca niepodległości i zbawca narodu.
Sanacja zawłaszczyła też 11.11.1918 r. ustanawiając go dniem odzyskania niepodległości przez Polskę. Uznano JP za wskrzesiciela niepodległości, rugując z pamięci zbiorowej inne bardzo zasłużone postacie, w szczególności Romana Dmowskiego. 11.11.1918 r. JP został Naczelnikiem Państwa i Naczelnym Wodzem z nadania Rady Regencyjnej, która była wtedy pod niemiecką kontrolą.
Uroczystości pogrzebowe JP w maju 1935 r. również wykorzystano do kultu JP. Sanacyjna propaganda mówiła o wielkiej stracie dla narodu, narzucała wielką żałobę narodową po stracie wielkiego bohatera narodowego. Żałoba początkowo miała trwać aż 6 tygodni! W kościołach odprawiano w dniu śmierci JP uroczyste msze święte w intencji zmarłego (mimo iż JP wyrzekł się katolicyzmu w 1899 r.) Pogrzeb JP odbył się z wielką pompą. Średnio się to wszystko sanacji udało, Jak podaje Stanisław Mikołajczyk, polityk PSL wiele osób wyrażało publiczną radość ze śmierci JP i było z tego powodu wiele aresztowań. Widać jak naród „kochał” JP.
Kult JP przetrwał i był i jest dalej propagowany w Polsce przez różne siły mające w tym swój interes. Jakie to siły i jaki mają interes autor pisze w kolejnym rozdziale.

W rozdziale ósmym autor przedstawia siły stojące za trwającym do dziś fałszywym kultem JP. Wymienia je on i opisuje. Poniżej w dużym skrócie to przedstawiam.
Piłsudczycy – po II wojnie światowej już nie rządzili w Polsce więc do tego celu w jakim go wykorzystywali przed II wojną światową już im nie służył. Dziś są to już tylko spadkobiercy dawnych piłsudczyków którzy znają prawdę, ale nie chcą jej ujawnienia oraz zwykli ludzie, których możnaby określić jako (nie)pożytecznych idiotów. Ci drudzy to wszyscy Ci, którzy wynieśli z domu czy ze szkoły zakłamaną wersję historii i biografii JP i dzisiaj głoszą jego kult będąc przekonanym, że to prawda. Nie są to tylko zwykli obywatele, ale co ze smutkiem stwierdzam, także patriotyczni dziennikarze zamilczanego przez głównościekowe media tygodnika „Warszawska Gazeta” tacy jak Andrzej Leja. Sam pisał nieraz na łamach „WG”, że on czci JP, bo to wyniósł z rodzinnego domu, a ci co „oczerniają” marszałka to czerwone komuchy. Ciężko z takimi ludźmi rozmawiać, bo są tak zindoktrynowani, że wszelką krytykę JP uważają za jego obrazę, a niekiedy mogą i wyzwać krytykanta od czerwonych pająków, zdrajców i antypolonitów.
Niemcy – w dwudziestoleciu międzywojennym obsadzili JP na stanowisku najważniejszej osoby w państwie i wydatnie skorzystali na polityce JP, która była jak już wcześniej wspomniałem proniemiecka i zarazem probrytyjska, a sprzeczna z polskim interesem narodowym. Choćby koncepcja federacyjna forsowana przez JP była zgodna z planami Niemiec, a dla nas niedobra, bowiem gdyby powstały niepodległe państwa Ukraina czy Litwa miałyby one sprzeczne interesy z naszymi i byłyby wrogie wobec nas a współpracowałyby z Niemcami. Dowody mamy w czasach II wojny światowej – w postaci np. ludobójstwa wołyńskiego czy mordu Polaków dokonanego przez Litwinów w Ponarach czy Glinciszkach. Dziś Niemcy wciąż są zainteresowani utrzymywaniem mitu JP jako wielkiego polskiego bohatera bowiem JP jest z ich perspektywy świetnym przykładem poddania się Polaków polityce niemieckiej. Kto wierzy w JP ten jest już w połowie zdobyty dla polityki niemieckiej i jej celów.
Żydzi – JP prowadził politykę prożydowską, a zarazem dyskryminującą naród polski. Z tego powodu Żydzi zawsze wyrażali się dobrze o JP i kultywują pamięć o nim. Żydzi także współfinansowali zamach majowy w 1926 r. Po zamachu gdy JP już rządził jako dyktator Żydzi uzyskali szereg przywilejów gospodarczych kosztem Polaków zwłaszcza w sektorze handlu i usług. Zlikwidowana została także na uczelniach wyższych zasada numerus clausus zgodnie z którą Żydzi mogli zajmować na uczelniach liczbę miejsc proporcjonalną do ich liczebności jako mniejszości narodowej w Polsce tj. ok. 10%. Teraz mogli studiować bez żadnych ograniczeń. JP tuż po odzyskaniu przez Polskę niepodległości czynnie zaangażował się w stworzenie żydowskiego okręgu autonomicznego na Wileńszczyźnie, która nie miała wchodzić w skład państwa polskiego. Tylko dzięki ostrym protestom i silnemu oporowi nie doszło do tego i wbrew JP Wileńszczyzna weszła w skład II RP, a zalążek Judeopolonii nie powstał. Żydzi także jako ludzie o innej kulturze, religii i moralności stanowili w polskich organizmie społecznym ciało obce i rozsadzali II RP od środka na co zwracał uwagę Roman Dmowski i dlatego m. in. był i jest wyzywany od antysemitów. W związku z powyższym promowanie kultu JP w środowiskach żydowskich nie powinno dziwić.
Masoneria – masoni poparli i wsparli zamach majowy, a po nim wielu masonów było członkami rządów sanacyjnych. Dla zobrazowania wpływów masonerii na JP i piłsudczyków można podać, że tylko 2 premierów z lat 1926-1939 nie było masonami (sam JP i Sławoj Składkowski). Masoni dzięki dużym wpływom na rządy sanacji realizowali wiele swoich celów, choć wszystkich nie zrealizowali. Ich działalność zaznacza się np. w zmianie godła II RP w 1927 r. gdzie koronę orła zmieniono z zamkniętej na otwartą i usunięto z niej krzyż a na korpusie orła dodano masońskie gwiazdki. JP tak jak i masoni walczył też z kościołem katolickim. Za rządów JP masoneria przeżywała rozkwit choć w pewnym momencie się zbytnio rozpanoszyła i nawet dla piłsudczyków było to za wiele. W pewnym momencie masoni chcieli dokonać wewnętrznego przewrotu w kluczowych urzędach wsadzając tam swoich ludzi i sprowadzając JP w zasadzie do roli marionetki. Sanacja się zorientowała co się dzieje i nastąpiły dwa zamachy na życie premiera i masona Kazimierza Bartla po których wycofał się on z polityki oraz zabójstwo szefa jego gabinetu jednego z czołowych młodych polskich masonów Stanisława Zaćwilichowskiego (upozorowane na wypadek samochodowy). Po tych ciosach masoni odpuścili i nie przejęli pełni władzy w Polsce.
Obecnie związki z masonerią (podobnie jak sanacja) ma rządząca w Polsce neosanacja czyli PiS. Widać to choćby po reaktywacji przez Lecha Kaczyńskiego gdy był prezydentem (2007 r.) żydomasońskiej loży B’nai Brith zdelegalizowanej dekretem prezydenta Mościckiego tuż przed II wojną światową.
Anglia – dążyła ona do rewizji systemu wersalskiego uważając, że Niemcy zostały zbyt ostro potraktowane i że Francja może w sojuszu z Polską urosnąć znacznie w siłę i zagrozić mocarstwowej pozycji Anglii. Dla osiągnięcia swoich celów Brytyjczycy zorganizowali i współfinansowali zamach majowy JP w 1926 r. Od tej chwili polska polityka, dzięki dyktatorskim rządom JP i sanacji, była zgodna z interesami i planami Anglii, a sprzeczna z polską racją stanu. Krótko po zamachu majowym londyński The Times napisał, że za przewrotem JP stał rząd brytyjski i że finansował JP za pośrednictwem swojego posła w Warszawie i że JP jest nadal na żołdzie brytyjskim”. Oznaczało to, że JP dalej działa na polecenie Brytyjczyków. Boleśnie przekonaliśmy się o tym w 1939 r. gdy system wersalski się całkowicie rozsypał, wybuchła II wojna światowa a Polska została doszczętnie zniszczona, a naród polski stracił większość inteligencji i elit wymordowanych przez Niemców i sowietów. Dziś Anglia już nie jest mocarstwem i bardzo osłabła, więc promowanie przez nią kultu JP straciło na znaczeniu. Dziś miejsce Anglii zajęły Stany Zjednoczone. I dla ich interesów promowanie fałszywego kultu JP jest dobre. JP bowiem posłusznie robił co chcieli Anglicy. Dzisiaj jak to określa G. Braun rządzący PiS jest grupą rekonstrukcji historycznej sanacji. Tak jak sanacja wychwalała JP i wykonywała posłusznie rozkazy Anglii tak pisowska neosanacja wychwala JP i posłusznie wykonuje wszelkie rozkazy USA (z Żydami w pakiecie) sprzeczne z polską racją stanu czyli dokładnie tak jak to robił JP i sanacja. Podobieństwo jest uderzające. Miejmy nadzieję, że koniec będzie tym razem inny.
Dalsze promowanie przez ww. siły kultu JP w polskiej polityce za pomocą mediów oraz głównych partii politycznych (PiS, PO, PSL, SLD) ma na celu niedopuszczenie do odrodzenia się myśli narodowej i powstanie partii narodowej i silnego ruchu społecznego który będzie dążył do realizacji spuścizny Romana Dmowskiego dostosowanej do nowoczesnych realiów. Wtedy bowiem ww. siły osłabną a Polska urośnie w siłę i stanie się znaczącym krajem w Europie. Dziś zalążkiem takiej partii narodowej jest Konfederacja. Od nas zależy czy damy się dalej wodzić za nos socjalistycznej neosanacji PiS czy też przejrzymy na oczy i powołamy do życia partię/ruch który będzie wreszcie działał w interesie naszym, a nie obcych.

Rozdział dziewiąty dotyczy działalności politycznej JP i porównaniu jej ze wzorcem cywilizacji łacińskiej, do której zalicza się Polska. Najpierw mamy mały wykład na temat cywilizacji zaczerpnięty z prac Feliksa Konecznego gdzie dowiadujemy się czym jest cywilizacja i jakie są cywilizacje i na czym się opierają. Nie wchodząc w szczegóły cywilizacja łacińska opiera się na przede wszystkim na rządach prawa, wolności jednostki i poszanowaniu jej praw jednostki, rozgraniczeniu własności na państwową i prywatną, moralności i wierze chrześcijańskiej, dążeniu do dobrobytu oraz co bardzo ważne opiera się na prawdzie i dążeniu do jej poznania. Cechą tej cywilizacji jest też to, że rządzący wyznają te same wartości i działają zgodnie z ww. zasadami i dla dobra społeczeństwa.
JP od młodych lat ukształtowany został przez wpływ ideologii socjalistycznej i rewolucyjnej i szybko nasiąkł tą mentalnością. Jest to mentalność obca narodowi polskiemu, a bliska cywilizacji turańskiej, gdzie dążenie do osiągnięcia celów przemocą i bez liczenia się z prawem i interesami a nawet życiem innych ludzi jest cechą charakterystyczną. Na zesłaniu na Syberii gdzie spędził 5 lat i przebywał w gronie rewolucjonistów jego nienawiść do Rosji i odejście od cywilizacji łacińskiej jeszcze się nasiliło. Na str. 241-244 autor przedstawia fakty z biografii JP, które wpłynęły na to, że jego mentalność stała się turańska co objawiało się do odzyskania przez II RP niepodległości przede wszystkim w wykorzystywaniu kłamstwa i oszustwa w dążeniu do osiągania celów, a było główną metodą działania stosowaną przez rewolucyjnych socjalistów. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości JP nie zmienił swoich zasad działania i metody rewolucyjne, oparte na kłamstwie, kamuflowaniu i ukrywaniu swoich prawdziwych działań i dążenia do osiągnięcia swoich celów za pomocą przemocy stosował dalej z katastrofalnym skutkiem dla kraju. Uwidoczniło się to w szczególności po zamachu majowym w 1926 r. gdy JP i jego ludzie przejmując pełnię władzy przestali się zupełnie liczyć z kimkolwiek. Już samo przejęcie władzy przez JP było sprzeczne z zasadami cywilizacji łacińskiej, bowiem opierało się na złamaniu konstytucji (którą JP nazywał „konstytutą”, bo uniemożliwiała mu robienie wszystkiego co chciał) i obaleniu przemocą legalnego rządu. Dalsze rządy JP i sanacji były całkowitym zaprzeczeniem zasad cywilizacji łacińskiej. Wolności i prawa obywatelskie były notorycznie łamane, legalną opozycję parlamentarną oraz dziennikarzy zastraszano, bito (np. posłów endeckich), niewygodne osoby mordowano (jak gen. Zagórski czy gen. Rozwadowski) bezprawnie zamykano i znęcano się w obozach koncentracyjnych w Brześciu i Berezie Kartuskiej nad opozycją (m. in. Wojciechem Korfantym czy Wincentym Witosem). JP nie zapewniał dobrobytu narodowi (uprawiał politykę gospodarczą korzystną dla Anglii oraz Wall Street i USA), za to jego ludzie opływali w luksusy. Co ciekawe sam JP żył skromnie i nie czuł potrzeby wystawnego życia, ale swoim ludziom tego nie odmawiał. Zwłaszcza prezydent Mościcki lubił wystawne przyjęcia i jego utrzymanie kosztowało bardzo dużo. JP także walczył z kościołem katolickim, którego z powodów osobistych nienawidził, pozorując jedynie dobre stosunki z kościołem ze względu na społeczeństwo które było w zdecydowanej większości katolickie.
JP miał ogromną awersję do parlamentu, bowiem zawsze dążył do dyktatorskich rządów, a parlament mu w tym przeszkadzał. W latach 1919-1926 JP i piłsudczycy robili więc wszystko, aby w oczach społeczeństwa zdyskredytować parlament jako siedlisko awanturników. W każdej partii miał „swoich” ludzi, którzy na jego polecenie i wg jego instrukcji wszczynali dzikie awantury i burdy wywołując kryzysy parlamentarne. Od samego początku II RP JP dążył do zamachu stanu i przejęcia przez siebie pełni władzy. Takie próby podjął w grudniu 1922 r. i w 1923 r. jednak próby rewolucyjnego przewrotu nie powiodły się, gdyż siły samych piłsudczyków były zbyt małe. Dopiero wydatna pomoc Anglii i Żydów w 1926 r. zakończyła się sukcesem. Po zamachu majowym deprecjonowanie parlamentu się nasiliło. JP wręcz nie ukrywał swojej pogardy dla parlamentu. Wybory w 1928 r. w których sanacja nie uzyskała większości miejsc w parlamencie sprawiły że JP i jego ludzie nasilili dyktaturę przez przemoc i łamanie prawa, bowiem wiedzieli, że w normalny sposób władzy nie utrzymają, gdyż większość społeczeństwa widząc, że ich rządy są sprzeczne z zasadami cywilizacji łacińskiej do jakiej należy Polska była im przeciwna. Aby utrzymać się przy władzy JP opierał się na wojsku, w które po 1926 r. dokonał czystek wyrzucając z niego przeciwnych mu oficerów czym upolitycznił wojsko i sprowadził je do roli niemalże swojej prywatnej armii mającej zapewnić mu władzę. W sprawowaniu władzy JP i sanacja oprócz przemocy posługiwali się przekupstwem, omijaniem i łamaniem prawa, terroryzowaniem opozycji czy fałszowaniem wyborów. Ich sposób sprawowania rządów był zupełnie sprzeczny z zasadami i moralnością cywilizacji łacińskiej.

Ostatni, dziesiąty rozdział jest w zasadzie rozszerzeniem tematu z rozdziału dziewiątego. Ma on tytuł „Sanacyjna dyktatura jako narzędzie niszczenia państwa polskiego opartego na cywilizacji łacińskiej”. Autor opisuje m.in. walkę JP i sanacji z Kościołem katolickim. W okresie rządów JP walka ta odbywała się za pomocą utrudnień administracyjnych, przez laicyzację szkolnictwa i wprowadzenie bardzo liberalnego prawodawstwa w kodeksie karnym (zniesiono karanie za homoseksualizm a nawet zalegalizowano prostytucję nastolatek, co było wtedy największym liberalizmem w Europie – to mniej więcej tak jakby dzisiaj w Polsce zniesiono karanie za pedofilię). Po śmierci JP niewiele się tu zmieniło. Dowodem na to, że rządy sanacji były naprawdę antychrześcijańskie jest wojna domowa w Hiszpanii. Autor przedstawia dokładnie to zagadnienie. Już po śmierci JP sanacyjny reżim oficjalnie zapewniał świat i społeczeństwo polskie że stoi po stronie gen. Franco broniącego łacińskiego porządku. Naprawdę zaś sanacja wspierała czerwonych republikanów, którzy walczyli z kościołem i nic nie robili aby powstrzymać mordy księży i palenie kościołów przez agresywnych czerwonych anarchistów. Wsparcie to nie było jedynie symboliczne, ale przejawiało się w przesyłaniu dużej, jak na polskie możliwości, ilości broni i sprzętu wojskowego które transportowano do Hiszpanii przez port w Gdańsku na fałszywych dokumentach że rzekomo ładunek ma trafić do Urugwaju. Na str. 266 autor, przedstawia zestawienie sprzętu i broni przekazanych do Hiszpanii walczącym stronom: republikanom (Polska i ZSRR) oraz gen. Franco (Włochy i Niemcy). Karabinów i karabinków ręcznych oraz karabinów maszynowych i dział Polska przekazała dużo więcej niż mające znacznie większy od nas potencjał gospodarczy Niemcy! Było to działanie w zasadzie samobójcze wobec zbliżającej się wojny i czyniło nas niemal bezbronnymi.
Następnie autor pisze o próbie zainstalowania w Polsce systemu totalitarnego na bazie ideologii nacjonalistycznej na wzór tego jak to się stało w nazistowskich Niemczech. Próbę tę podjęła sanacja już po śmierci JP, gdyż ten sprzeciwiał się obozowi koncentracyjnemu w Berezie Kartuskiej i dopiero po prowokacji z ukraińskim zamachem na ministra Pierackiego zgodził się na jego uruchomienie na rok w 1934 r. Rok później JP zmarł, a obóz działał dalej. Jest to już omówione w pierwszej części. JP był też przeciwnikiem ideologii nacjonalistycznej, a był zwolennikiem federacji narodów co było w tamtych czasach nierealną utopią, bo każdy naród dążył wtedy do posiadania własnego państwa.
Na polecenie marszałka Śmigłego, który został dyktatorem w miejsce zmarłego JP utworzono partię Obóz Zjednoczenia Narodowego, który miał przyciągnąć wyborców prawicowych i stanowił jakby podróbkę endecji. Nic z tego jednak nie wyszło, społeczeństwo nie dało się nabrać. Zamiar wprowadzenia totalitarnego nacjonalizmu upadł, gdyż koncepcja była, ale nie było jej wykonawców tak jak w Niemczech. Naród polski zawsze był przeciwny totalitaryzmom i cenił sobie jak i inni Słowianie wolność. Widać po tym, że piłsudczycy byli oderwani od społeczeństwa i zupełnie nie rozumieli ducha i mentalności polskiego narodu, którym uzurpatorsko rządzili.
Na koniec mamy jeszcze trochę o zniszczeniu bezpieczeństwa państwa polskiego. Jak ustalili historycy archiwum polskiego wywiadu wojskowego „dwójki” przed wojną nie zostało z kraju wywiezione ani zniszczone, a jedynie ukryte i to słabo tak, że dostało się w ręce NKWD i Niemiec. Był to sabotaż i zdrada na rzecz naszych wrogów Niemiec i ZSRR. Z ustaleń wynika, że zdrajcami byli Jan Żychoń (Referat „Zachód”) i Jerzy Niezbrzycki (Referat „Wschód”). Przez ich zdradę ujawnieni zostali polscy agenci w Niemczech i ZSRR co oznaczało dla nich śmierć. Tak więc wśród obozu sanacji byli zdrajcy działający na szkodę państwa polskiego nawet w czasie już toczącej się II wojny światowej.
Na zakończenie autor opisuje jeszcze przypadek prześladowania i zabójstwa przez sanacyjną władzę śląskiego działacza niepodległościowego Wojciecha Korfantego, który zmarł 17.08.1939 r. w wyniku otrucia arszenikiem. Przez ostatnie 4 miesiące życia siedział w niesławnym więzieniu mokotowskim, w którym później w czasach stalinowskich komuniści więzili i mordowali polskich patriotów.  Tak więc sanacyjna władza zaczęła rządy od zamachu w 1926 r. w którym zginęło kilkaset osób i zakończyła je morderstwem wielkiego polskiego patrioty 2 tygodnie przed wybuchem II wojny światowej.

W zakończeniu autor pisze, że JP niezaprzeczalnie przyczynił się do rozpropagowania w polskim społeczeństwie idei niepodległości Polski. Wszystkie koncepcje polityczne realizowane w tym celu okazały się zupełnie błędne i poniosły fiasko i dzięki temu Polska wróciła na mapę świata. Rządy JP po maju 1926 r. były dla Polski katastrofą i zakończyły się jedną z największych klęsk w naszej burzliwej historii. Ostatnie 4 lata rządów sanacji nie miały realnie szans na zmianę sytuacji Polski, ale dalej działały wbrew naszej racji stanu np. biorąc udział w rozbiorze Czechosłowacji co przyczyniło się do rozpadu porządku wersalskiego, II wojny światowej i ogromnego zniszczenia fizycznego i materialnego kraju i narodu.

Książka, podobnie jak i poprzednia część bardzo cenna i warta przeczytania. Przedstawia nieznane i niewygodne fakty z historii II RP i życia Józefa Piłsudskiego. Przyczynia się ona do propagowania w Polsce prawdy o JP i rządach sanacji. Każdy kto chce znać prawdę powinien ją przeczytać. Książka oparta jest na źródłach historycznych i miała być w pierwotnym zamyśle rozprawą doktorską, co nadaje jej dużej wiarygodności.

Niewygodne fakty, czyli jak syjonistyczni Żydzi współpracowali z III Rzeszą

,,Im dalej społeczeństwo dryfuje od prawdy, tym bardziej nienawidzi tych, którzy ją głoszą. Prawda jest nową mową nienawiści. Mówienie prawdy w epoce zakłamania jest czynem rewolucyjnym. (…) Należenie do mniejszości, nawet jednoosobowej, nie czyni nikogo szaleńcem. Istnieje prawda i istnieje fałsz, lecz dopóki ktoś upiera się przy prawdzie, nawet wbrew całemu światu, pozostaje normalny. Normalność nie jest kwestią statystyki.’’

George Orwell.

Wątek współpracy Żydów z Hitlerem stanowił od samego początku temat tabu. Natomiast na top liście żydowskiej propagandy zakłamywania historii znajduje się przede wszystkim miejsce poświęcone rzekomym polskim obozom zagłady, kwestii holocaustu, który bardzo często stanowi formę szantażu stosowanego względem innych państw. Na top liście żydowskiej propagandy pojawiają się również informacje gloryfikujące postawę tego narodu w trakcie wojny, przy jednoczesnym opluwaniu innych nacji.

Niestety, ale jest to świadoma manipulacja, która zatacza coraz szersze kręgi na całym świecie w tym szczególnie w naszym kraju. Nie możemy poddawać się propagandzie kłamstwa, dlatego dziś chcemy poświęcić naszą publikację współpracy Żydów z Adolfem Hitlerem. Do tego posłużą nam fragmenty artykułu: Współpraca Żydów z Adolfem Hitlerem i III Rzeszą niemiecką, pisma Minute. Artykuł ten został również opublikowany w listopadzie roku 1997 na łamach tygodnika Nasza Polska.

,,Na dwa miesiące przed mianowaniem Hitlera kanclerzem, egzekutywa Agencji Żydowskiej wyraziła poparcie dla tej inicjatywy. 21 Czerwca 1933 roku, w kilka tygodni po dojściu Hitlera do władzy Zionistische Vereinigung fur Deutschland, prężna organizacja syjonistów niemieckich stała się nieoczekiwaną podporą partii nazistowskiej, wydając oświadczenie:

»Wierzymy, ze to właśnie nowe Niemcy mogą, dzięki swej zdecydowanej woli, rozwiązać problem żydowski, znaleźć rozwiązanie problemu, który w istocie rzeczy powinien być rozwiązany przez wszystkie narody europejskie«Wdzięczność narodu żydowskiego staje się podstawą szczerej przyjaźni z narodem niemieckim wraz z jego realiami narodowymi i rasowymi.’’

Drodzy czytelnicy, dojście Adolfa Hitlera do władzy finansowo wspierali żydzi amerykańscy, którzy na swoich barkach stworzyli i nie jako uformowali tego człowieka. Współpraca, która już na samym początku została zawiązana między żydami a nazistami wywarła tak pozytywny wpływ na Josefa Goebbelsa, że ten nakazał wybicie pamiątkowego medalu.

,,W Niemczech działacze Betaru (prawicowa żydowska organizacja młodzieżowa syjonizmu rewizjonistycznego) odnoszą się z największym uznaniem do reżimu hitlerowskiego. Od 1932 roku kierownictwo ruchu żąda od swych członków, by okazywali nazistom uprzejmość i nigdy nie wypowiadali się w sposób, który mógłby zostać uznany za obelgę wobec narodu niemieckiego, jego instytucji lub panującej ideologii, ponieważ taka postawa spowodowałaby wykluczenie Betaru niemieckiego ze Światowej organizacji syjonistycznej.

Po dojściu Hitlera do władzy członkowie Betaru przez kilka następnych miesięcy paradują w mundurach po ulicach Berlina, są oni praktycznie pod całkowitą ochroną gestapo. W okresie od 1933 do 1939 roku blisko 60 000 Żydów niemieckich, osiedliło się w Palestynie dzięki porozumieniu Haavara.

Światowa Organizacja Syjonistyczna otrzymała również pozwolenie na utworzenie na terytorium Niemiec około czterdziestu ośrodków szkolenia zawodowego i rolniczego dla żydów. Władze nazistowskie udostępniły im gospodarstwa rolne.’’

Współpraca żydów z III Rzeszą rozwijała się od samego początku wzorowo. Obecnie wielu historyków uważa, że takie działanie było celowe i doskonale zaplanowane przez żydów amerykańskich, którzy planowali przeprowadzenie holocaustu posługując się Adolfem Hitlerem, tak, aby na fundamencie ludobójstwa zażądać utworzenia państwa Izrael oraz rozpocząć proces grabieży majątkowej poszczególnych narodów obarczając je współwiną za okropności wyrządzone narodowi żydowskiemu.

„Stosując tą samą broń, jaką obecnie stosują syjoniści przeciwko Polsce i Polakom, zacznijmy głośno na cały świat pisać i mówić o zbrodni Milicji Żydowskiej.” Takim zwrotem zaczyna swoją niebywale zdumiewającą publikację, patriotyczny serwis:justice4Poland. Serwis nie poprzestaje jednak na jakiejś bliżej nieokreślonej idei nawoływania do szerzenia zapomnianej prawdy, lecz idzie o krok dalej i daje przykład. O to, co jeszcze możemy przeczytać:

,,Pierwsze dni września 1939: Milicja Żydowska we wrześniu 1939 roku w Zamościu, po bitwie pod Tomaszowem Lubelskim, wyłapywała ukrywających się w tym mieście lub okolicach żołnierzy polskich. Rozstrzeliwali ich na miejscu albo przekazywali NKWD.

Gdy bolszewicy prowadzili na rozstrzelanie kolumnę około 2000 polskich jeńców w okolicach Kostopola, jeden z cudem ocalonych tak opisywał ich zachowanie: »Gdy kolumna szła przez miasteczko – miejscowi Żydzi pluli na nas, wyzywali najbardziej plugawymi słowami, rzucali w nas kamieniami«.’’

My z kolei jako jeden Naród Polskiej Ziemi. Naród, którego córki i synowie oddali życie za wolność i suwerenność, uświęcając tę część Europy swoją krwią, nigdy, ale to nigdy nie możemy o tych wydarzeniach zapomnieć, ponieważ zbliżają się trudne czasy, w których w bandycki sposób będzie wymuszać się na Rzeczpospolitej spłaty bliżej nieokreślonych sum pieniędzy, które już dziś sięgają setek miliardów dolarów.

,,»W Zarębach Kościelnych na czele witających stał rabin w stroju odświętnym.« Mówi profesor Krzysztof Jasiewicz. Ponadto całowali wjeżdżające do Wilna czołgi Sowieckie i wiwatując nosili trumnę z napisem »Polska we Lwowie.« Mówmy też o masowej kolaboracji Żydów z gestapo lub NKWD czy udziale w Holocauście, o czym pisali nawet żydowscy pisarze.

Świadkowie tamtych dni: Emanuel Ringelblum, kapłan Chaim Aron czy nawet sam Marek Edelman, jak również tysiące polskich świadków. I my apelujemy:mówmy o tym, czytajmy, udostępniajmy. Nie dajmy obarczyć Polski wszystkimi grzechami tego świata!’’

Czytamy w apelu serwisu: justice4Poland.

Dla wielu osób to wyda się wręcz nienormalne, ale istnieje bardzo realna hipoteza zakładająca, że to żydzi zgotowali tutaj na ziemi piekło innym żydom. I na sam koniec chcemy przypomnieć, że w armii Adolfa Hitlera służyło ponad sto pięćdziesiąt tysięcy żydów, w tym, co najmniej dwudziestu jeden generałów, siedmiu admirałów i jeden feldmarszałek. Wielu spośród tych żołnierzy walczyło niezwykle dzielnie, większość z nich poległo za III Rzeszę Niemiecką.

Źródło: http://globalne-archiwum.pl/ujawniamy-kulisy-wspolpracy-zydow-z-iii-rzesza-a-hitlera-ponad-150000-zydow-walczylo-za-nazistow/?fbclid=IwAR1Wd3IwsfviDqowPTCzTfi6u-4KuuReJrNVsCiWb1lNfDjravXwFwEnbYI

Wywiad z Anthonym C. Suttonem

Wywiad ten pochodzi z 1980 r. Jest w nim mowa o wspieraniu przez bankierów z Wall Street rewolucji bolszewickiej i Hitlera, o tym jak USA bez wiedzy obywateli dozbrajało ZSRR w północnym Wietnamie i o innych ciekawych rzeczach (jak finansowanie Hitlera przez firmy takie jak OSRAM czy General Electric)

Prawda o rzekomej agresji Rosji na Gruzję – część 3

Ucieczka z piwnicy była niemożliwa, wpadało się pod kule gruzińskich snajperów – mówią mieszkańcy stolicy Osetii.
Setki ciężko rannych ludzi prosiło o pomoc, szpital był rozwalony bombami.
Kobieta krzyczy „Nawet Niemcy nie ostrzeliwali szpitali, nawet Niemcy nie byli takimi faszystami, ja kobieta wezmę za broń i będę walczyć, proszę bracia pomóżcie nam”

Została otwarta droga dla uchodźców, ale jak tylko zaczęli uciekać z miasta Gruzini otwarli do nich ogień, wyrwać się na północ nie udało prawie nikomu.
Mówi mieszkanka „To co zrobili to było ludobójstwo faszystów, oni naszych chłopców wieszali jak świnie, mordowali nasze dzieci, naszych braci”
Władykaukaz, stolica północnej Osetii, był gotowy przyjąć uchodźców, prawie wszyscy mieli krewnych w Cchinowale, telefony dzwoniły ludzie płacząc opowiadali co się dzieje.
58 armia kaukaska sił Rosji wkroczyła odsuwając Gruzinów od frontu.
Opowiada pracownica piekarni… Córka wyszła z piwnicy ostrożnie zobaczyć co się dzieje przybiegła z radością. Mamo ruscy stoją u nas za drogą.
Zaczęła się regularna walka o miasto. Desant pskowski odsunął Gruzinów zaczęli się wycofywać.
Największą aktywność w pomocy gruzińskiej armii wykazały USA, Turcja, Bułgaria, Czechy.
Operacja przygotowywana wcześniej, przepracowany schemat polityczny. USA dały Gruzji ze dwa lata przed wojną 300 milionów dolarów bezzwrotnego kredytu, a przed samą wojną w Gruzji pojawili się wojskowi INSTRUKTORZY!!!!
Mówi Zaur „tu byli zabici Murzyni, Amerykanie, Ukraińcy,
Był także udział polityków innych państw.
Nikt teraz nie chce mieć krwi na rękach, ale żołnierze w Natowskich mundurach byli tam licznie.
Ostrzał gruzińskiej stolicy trwał, ludzie siedzieli w piwnicach i modlili się o ratunek dla swoich dzieci.
Maja pielęgniarka „zabijali też ciężarne kobiety„……korpus pokoju został jedną wielką mogiłą. Maja przedarła się do Rosjan , uratowała kilku kolegów, nie jadła i nie spała.

Blitzkrieg Saakaszwilego nie udał się, Gruzini zaczęli się wycofywać, dowódcy porzucali sztaby, zostawiając nie tylko broń, ale i mapy natarcia. Wszystkie były przygotowywane długo przed 8 sierpnia.
Kłamstwo, że była to napaść na Gruzję była potrzebne politykom z innych krajów żeby uwiarygodnić swoje zaangażowanie. Ci z gruzińsko zachodniego wojska, którzy zginęli i zostali w Osetii na swoich telefonach filmowali wszystko co robili.
Rannym żołnierzom gruzińskim i reszcie udzielono pomocy medycznej, już nie chwalili swojego prezydenta. Wielu nie rozumiało dlaczego ma walczyć przeciwko mieszkańcom Osetii.
Rosjanie zatrzymywali dywersantów, ale trzymali ich u siebie w obawie przed linczem mieszkańców na nich.
Rosjanie przejęli Cchinwał, udrożnili wodociągi,przywieźli jedzenie i leki i generatory dla szpitali. Wojna skończyła się.
Ludzie zaczęli wychodzić na ulice które pachniały śmiercią.

Mieszkanka „Syn przyjechał do mnie jak to się zaczęło, ale nie doszedł do domu, zabili go Gruzini koło cerkwi”, zostałam sama, po co mi jeszcze chodzić po tej ziemi”

Zginęło tysiące dzieci, kobiet i starców, przypominała Stalingrad, tysiące resztek pocisków na ulicach.
Lekarka „Jakim trzeba być potworem żeby uderzać pociskami po ludziach,jakim trzeba być bez Boga
To była cyniczna próba unicestwienia narodu, wszędzie były trumny.
Rodzice chowają dzieci , nie ma nic straszniejszego.
Samotny dziadek Zaur pilnuje budowy mogiły swoim bliskim synowi i dwojgu wnucząt. Jedyną radością stał się wnuk Sasza, którego urodziła uratowana synowa.
Rodzą się dzieci także z małżeństwa Gruzina i Osetynki!!!
Rany tej wojny jeszcze krwawią, czczą pamięć tych co zginęli,…. co roku 8 sierpnia.
Ale życie wróciło do Cchinowali.

Prawda o rzekomej agresji Rosji na Gruzję – część 2

Uciekających z miasta ostrzeliwano z czołgów, obrzeża miasta pełne były spalonych samochodów które stały się grobami uciekających z płonącego miasta ludzi..
Straszy Pan „Tu zginęła cała moja rodzina, syn z dziećmi, rozstrzelali ich z czołgów a potem jeszcze przyszła piechota, oblali ich benzyną i podpalili wnuczka 13 i wnuk 15 lat takie piękne były, jeździli po samochodach czołgami”.
Dziadzio w domu układa ich ubrania na łózkach wszystko tak jak było i płacze.

Republika była na granicy katastrofy humanitarnej, nie było niczego ani jedzenia ani leków, ani wody. Ludziom pozostawało siedzenie w piwnicach.
Mówi mieszkanka ” Stawali po drzwiami i uderzali w nie , zamieraliśmy ze strachu”.
W Cchinwali nie było już całego domu, ani szpitala. Ranni leżeli w piwnicy szpitala, tam operowano i ratowano ludzi.
Mówi lekarz „Potem już 9,10,11 siedzieliśmy w piwnicach, jak zaczęli bombardować myśleliśmy że zginiemy pod gruzami, ale Chwała Bogu , On nas ochronił”. Każdy dzień w tej piwnicy wypełnialiśmy swoje obowiązki, chirurdzy, kardiolodzy wszyscy.”

Wszyscy byli w piwnicach, na górze gruzińscy siepacze roznieśli wszystkie oddziały szpitala,chirurgiczny, dziecięcy, położniczy.

Saakaszwili w pierwszych dniach swoich rządów zapragnął wstąpienia Gruzji do NATO. Waszyngton aktywnie wpierał młodych demokratów, finansowo. Z Waszyngtonu do Tbilisi w pierwszych latach przekazano pół miliarda dolarów i sponsorzy nie mieli nic przeciwko temu żeby te pieniądze poszły na uzbrojenie gruzińskiej armii.

Zaur starszy Pan który stracił syna z Rodziną nie wiedział, że ocalała z płonącego samochodu jego synowa, która opiekowała się pracownica piekarni. Kobieta chciała wyjść z piwnicy pod ostrzał żeby ją też Gruzini zabili, nie chciała żyć bez bliskich. Ludzie ją zatrzymali.

W mieście utworzyły się dobrowolne oddziały osetyńskich powstańców, którzy jak mogli starali się powstrzymać gruzińskich morderców. Słabo uzbrojonych i nieprzygotowanych, szli na wozy bojowe gruzińskich najeźdźców z automatami. Nie mogli patrzeć jak rozstrzeliwali ich bliskich. Nie chcieli oddać swojej ziemi zaborcom, ale powstrzymanie gruzińskiej nawały nie było dla nich możliwe. Ginęli dziesiątkami.Brakowało im amunicji i broni, niektórzy z granatem rzucali się pod gruzińskie czołgi.Za broń chwytały dzieci.

Do Gruzji zjechali z zachodu psychologowie i socjologowie dziennikarze w celu przygotowania przekazu dla świata o wydarzeniach z Osetii. zaczęto pokazywać w zachodnich telewizjach rozwalone miasta Osetii po tytułem „Rosja bombarduje Gruzję”.
Sakaaszwili przekonywał partnerów z zachodu ze jest bombardowany przez Rosję,

Rosyjska armia zaczęła wyzwalać Osetię, więc Gruzini równali wszystko z ziemią wycofując się, bombardowali wszystkim z powietrza i z ziemi.
Gruzini meldowali miasto prawie zrównane z ziemią, zaduszone.
Po wojnie będzie jasne, że te 120 minut było wojna przeciwko ludności cywilnej, w dwa dni ginęły ponad 2 tysiące ludzi. Cmentarze Cchinwala powiększyły się dwukrotnie. Bliscy chowali swoich zmarłych w czym się dało.
Powoli zaczęła gruzińskich okupantów powstrzymywać na obrzeżach miasta rosyjska armia.
Osetyńcy zaczęli wychodzić z piwnic.
Ranne dzieci przewieziono we Władykaukaz pod opiekę rosyjskich wojskowych lekarzy.
Gruzini zaczęli się wycofywać zostawiając po sobie karty rozkazów ataków i celów dla bombardowania. Były przygotowane przed 8 sierpnia, a poborowi nie wiedzieli co będą robić w Osetii.

Prawda o rzekomej rosyjskiej agresji na Gruzję – część 1

Poniżej zapis tłumaczenia z filmu dokumentalnego pt. „120 minut wojny”, który został usunięty z You Tube „z powodu naruszenia praw autorskich”. Jedna z internautek przetłumaczyła go. Tekst tłumaczenia pochodzi z: https://zygumntbalas.neon24.pl/post/124741,co-sie-dzieje-na-ukrainie-08-08-2015 – znajduje się w trzech częściach w komentarzach. Przedstawia relacje świadków wydarzeń. Wynika z nich jednoznacznie, że to Gruzja zaatakowała Osetię mordując ludność cywilną, a więc prawda jest dokładnie odwrotna niż to jest przedstawiane w głównych mediach. Całość jest długa, więc także podzieliłem ją na 3 części. Poniżej pierwsza z nich. Pogrubienia są moje.

Rozległ się odgłos bomby, zeszliśmy do piwnicy, tam były jeszcze inne dzieci.
Mam tylko jedno pytanie, dlaczego oni nas zabijają?, jesteśmy pokojowymi ludźmi, nie zabieramy im ziemi dlaczego???
Macie dzieci?? Chcielibyście żeby je zabijano? Żeby drżeli, ze strachu przed hukiem wystrzałów i rykiem bomb zrzucanych przez samoloty??? Żeby siedziały w piwnicach i czekały na swoją śmierć?? Pytam wszystkich wielkich wujków i ciocie, zwracam się do prezydenta Busha.

Film nie pokazuje żadnych nieznanych faktów, tylko to co wydarzyło się realnie w sierpniu 2008 roku.Pokazany oczami tych co przeżyli.
Piękna Osetia na stokach Kaukazu z unikalną kultura i starymi tradycjami, z dobrymi ludźmi, mężnymi i dumnymi.
8 sierpnia telewizja transmitowała przemówienie prezydenta Saakaszwilego „Drodzy Rodacy, ja bardzo kocham naród osetyński, jako prezydent i jako zwykły człowiek. Razem będziemy pracować na lepszą przyszłość,nad przerwaniem ucisku, zapomnijmy o przeszłości i pracujmy nad lepszą przyszłością. Dajmy szansę pokojowi i dialogowi”
Mówi lekarka osetyńska ” Przemawiał o 11 wojny nie będzie, obiecał pokojowo rozwiązać konflikty, podkreślał swoją miłość do narodu osetyńskiego”.
Ale do granic Republiki już ściągał gruzińską technikę wojenną, do ataku na Osetię przygotowała się piechota i oddziały czołgów.
Stolica Osetii była idealnym celem dla artylerii. Zaczął się zmasowany atak stolicy, pociski przykryły domy mieszkańców. Ludzie natychmiast zbiegli do schronów i piwnic.Wszyscy wiedzieli że to kolejny atak żeby sprowokować Osetię i zacząć wojnę.
Do ataku Saakaszwili wybrał noc przed otwarciem Olimpiady w Pekinie.
A w stolicy Osetii pracowała ciężka gruzińska artyleria, strzelała po wszystkich dzielnicach, po wodociągach, piekarniach, szpitalach. Już w pierwszych minutach miasto zamieniało się w ruinę.
Mówi starszy Osetyniec weteran ” Oni duszy nie mają, z II wojny nawet z niewoli się wracało, teraz nie!! Gruzini od razu strzelają i koniec, pamiętam jak przed czołgiem nam stanął niemiecki chłopczyk, czołgiści zatrzymali się i posadzili go na czołgu, teraz przejeżdżają po wszystkich, starcach. Takiego czegoś świat nie widział.”

Plan nazywał się „Czyste Pole” nie zostawiać NICZEGO i NIKOGO.
Saakaszwili dał swoim żołnierzom 15 godzin. 15 godzin bezustannych bombardowań z powietrza, ostrzeliwania z czołgów,i wyrzutni pocisków, 15 godzin na pełne unicestwienie niepokornego narodu, który nie chciał się ukorzyć.

Starszy mieszkaniec stolicy Osetii ” Było strasznie,kto został żywy uciekł do piwnic, ale oni podpalali nawet piwnice, żeby ludzie uciekali z nich i można było ich zabić.
Ale to był dopiero wstęp, następnego dnia gruzińska armia zaczęła dalsze unicestwianie miasta , na jeepach i ukraińskich czołgach i tureckich wozach opancerzonych.
Potem zaczęła się kaźń, gruzińskie wojsko podpalały domy z ludźmi w środku,podpalali ludzi,gwałcili kobiety, dobijali starców. Ze śmiechem niszczyli wszystko.
Pytanie „Komu potrzebne było tyle ludzkiego cierpienia i krwi??
W słabo uzbrojonym Cchinwali był tylko jeden punkt oporu …rosyjski batalion zabezpieczenia pokoju w górnej części miasta.
Opowiada Maja oddział sanitarny batalionu ” zaczęli silny ostrzał, nie nadążali chirurgom przynosić rannych, przenosiliśmy ich gdzie indziej. Po chwili już miejsca nie było.
Myśleliśmy że umrzemy, robiliśmy filmy telefonem żeby chociaż ludzie jak go znajdą wiedzieli jak było.
Dla niektórych te filmy stały się ostatnimi przed śmiercią.
Maja wyprowadzała ludzi z płonącego miasta.Tam były też Jej dzieci i matka staruszka.Maja jest osetyńską tu się urodziła i zrozumiała że Jej naród chcą wyniszczyć.
W czasie I wojny o niepodległość w latach 90 straciła męża,osetyński bojownik o pokój stał się celem gruzińskiego snajpera.
Nie udało się wtedy więc teraz Gruzja chce ich unicestwić.
maja pokazuje budynek , sale gdzie operowano ludzi pod ostrzałem Gruzinów.
Batalion był punktem oporu, służyli w nim Osetyńcy, Rosjanie i Gruzini.
Gruzini uciekli i już za dzień zaczęli ostrzał swoich niedawnych towarzyszy broni.
Realizacja planu „czyste Pole” postępowała.
Ale zapomnieli że 90%………..mieszkańców Osetii to obywatele Rosji.
Na pomoc ludziom z Osetii wysłano wtedy rosyjskie wojsko. Ale otworzyć ognia do Ccinchwali nie mogli bo tam byli mieszkańcy.
Gruzini prowadzili dalej ostrzał i czystki, rozstrzeliwali ludzi w domach, wrzucali granaty do piwnic. I wszystko to filmowali kamerami.
Dla umęczonych mieszkańców stolicy pracujący cały czas kombinat wypiekający chleb stał się symbolem życia.
Kończyła się maka i woda, przestawano dostarczać prąd ale oni nie poddawali się.Jeśli będzie chleb – przeżyjemy.

Ludzi okłamano dwukrotnie najpierw Saakaszwili potem uwierzyli Dimitrijowi Sanakoriewowi który w przeszłości był premierem nieuznawanej republiki, ale nagle w 2001 roku wystąpił o przyłączenie Osetii do Gruzji.Potrzebne mu były pieniądze, ogromna sumę przegrał w ruletkę i poszedł na umowę z gruzińskimi władzami. Dlatego 8 sierpnia jemu przekazali władzę.
Zaraz zaapelował do powstańców osetyńskich o złożenie broni. Ludzie chcieli uciec przed wojną, ale uchodźców rozstrzeliwali snajperzy. Bez różnicy dzieci, starców, kobiety.

Dziś 17 rocznica „zamachu” na WTC

Mógłbym dużo pisać dlaczego słowo zamach wziąłem w cudzysłów. Dla mnie jest jasne, że to była operacja pod fałszywą flagą, której celem było uzyskanie powodu do ataku na Afganistan i  wprowadzenia państwa policyjnego za pomocą ustawy Patriot Act. Dlaczego to był „zamach”, a nie zamach bardzo dobrze opisuje pewien you tuber, który zamieścił ten film:

Cytuję jego tekst w całości poniżej i częściowo komentarz Kazimierza Markiela oraz przyłączam się do apelu o przekazywanie prawdy dalej. Pogrubienia są mojego autorstwa.

Najlepszy film, który odsłania prawdę o 11/9: https://www.youtube.com/watch?v=I54mS… 1. Jeszcze nigdy stalowy budynek nie uległ zawaleniu na skutek pożaru. Jedynie kontrolowane wyburzenie jest w stanie zrównać taką konstrukcję z ziemią. Były takie stalowe budynki, które płonęły przez kilkanaście godzin, będąc w pełni pochłonięte przez ogień, a i tak nie uległy zawaleniu. Temperatura w trakcie pożarów nigdy nie zbliży się do wartości, przy której stal ulega stopieniu bądź osłabieniu na tyle, aby doszło do zawalenia. Przy temperaturze 300 stopni Celsjusza stal zaczyna tracić swoje właściwości, a przy wartości 800 stopni traci ich aż 90 procent. Jednak nawet wówczas, gdy ma miejsce ta jakże wysoka temperatura, stalowy budynek absolutnie nie może ulec zawaleniu. Może dojść jedynie do odkształcenia stalowego budynku tam, gdzie temperatura była najwyższa. Czy pamiętasz, aby Twój stalowy garnek uległ stopieniu podczas gotowania zupy albo podobny los spotkał stalowy kominek, gdy w jego wnętrzu szalał ogień?
Gdy zachodzi konieczność zniszczenia stalowego budynku, swe usługi oferują eksperci od kontrolowanych wyburzeń, gdyż jest to jedyna droga pozwalającą na zniszczenie takiego budynku. Aby wyburzenie stalowego budynku mogło zakończyć się sukcesem:
– Niezbędni są architekci oraz inżynierowie.
– Nieodzowna jest wnikliwa analiza planów budynku.
– Zostają przeprowadzone symulacje komputerowe, które – na podstawie danych wejściowych
– wykażą, jak zachowa się stalowa konstrukcja w trakcie procedury wyburzania.
– Rozmieszczane są setki, a nawet tysiące specjalnych ładunków wybuchowych w kluczowych punktach budynku.
– Cały proces jest tak skomplikowany i czasochłonny, iż zabiera miesiące pracy.
– Na koniec, gdy cała ta tytaniczna i mozolna praca została zakończona, procesem destrukcji steruje komputer. Chodzi o to, aby ładunki wybuchowe zostały aktywowane w danej kolejności i w określonych odstępach czasowych.
Nie trzeba dodawać, iż koszty przeprowadzenia kontrolowanego wyburzenia są ogromne. Gdyby do zrównania z ziemią stalowego budynku wystarczył ogień z całą pewnością, ze względu na ogrom kosztów, zamiast do ekspertów od kontrolowanych wyburzeń zdecydowanoby się na podpalenie i czekanie na upragniony rezultat: budynek w zgliszczach.

2. W trakcie procedury destrukcji wież WTC stalowe elementy ważące kilkanaście ton – stalowe filary tworzące ściany – były wyrywane z mocowań, wyrzucane na odległość nawet 200 metrów i wbijały się w otaczające konstrukcje.
Jaka energia tego dokonała? Pożar? Może grawitacja?
3. Wieże WTC – tak jak każdy stalowy budynek – nie mogły ulec procesowi zawalenia, czyli niszczenia po linii największego oporu, ponieważ stalowe ściany, jak i stalowy rdzeń coś takiego by uniemożliwiły.
4. Każda wieża WTC to 110 pięter. Gdyby prawa fizyki tamtego dnia istotnie stanęły na głowie – siła nośna oceanu stali tworząca tak ściany, jak i rdzeń nagle zanika – powinniśmy dostrzec gruzowisko nałożonych pięter w wysokości około dziesięciu pięter, ponieważ, jak było już wspomniane, każda wieża liczyła ich aż 110. Tymczasem to, co pozostało, nie przekraczało wysokości trzech ocalałych ścian parteru. Dlaczego pozostałości były tak niezrozumiale niewielkie? Ponieważ wieże WTC zostały rozerwane od środka i – w zdecydowanej mierze – zamienione w pył, na skutek aktywacji bomb, jakie znajdowały się w ich rdzeniach. Ponownie: jeżeli istotnie doszło do „nakładania się pięter”, jak wmawia nam oficjalna propaganda, co stało się ze stalowymi rdzeniami wież? Wsiadły do metra bądź taksówki? Stalowe rdzenie uległy całkowitej anihilacji, w wyniku destrukcyjnej energii, jaka była uwalniana wraz z kolejnymi detonacjami. Stalowe filary, jakie można było znaleźć wbite w ścianach otaczających budynków oraz na ziemi, tworzyły ściany wież.
5. Ilość świadectw potwierdzająca wybuchy jest przeogromna. Część z nich trafiła do opinii publicznej, gdyż relacje dziennikarskie tamtego dnia prowadzone były na żywo. Po 11/9 owe świadectwa już nigdy nie zostały przedstawiane opinii publicznej. Tu natomiast link do wykładu architekta, założyciela ruchu, mającego na celu docieranie z prawdą i odkłamywanie społeczeństwa: https://youtu.be/ULgUWDxl3xY oraz wybrane materiały: https://youtu.be/tQCE-bnWkOM https://youtu.be/QDRRQKCE_T0
Twoim zadaniem, jako człowieka dobrej woli, jest przekazywanie prawdy dalej. Bez względu na kpiny i obmowy, bo znamy prawdę i to ona nie pozwala nam milczeć.

Do powyższego należy dodać, że do miejscowego stopienia konstrukcji użyto nanotermitu. Termit to mieszanina pyłu metalicznego glinu z pyłem tlenku żelaza Al+Fe2O3. Odpowiednio zainicjowane reagują z sobą dając Al2O3 + Fe = biały pył tlenku glinu + krople stopionego żelaza z wydzieleniem dużej ilości ciepła – temperatury znacznie przekraczającej temperaturę topnienia żelaza. Żelazo topi się bowiem w temperaturze 1539 st. C, a termit pozwala uzyskać nawet do 3000 st. C. Szybkość tej reakcji zależy od wielkości powierzchni wymiany masy i im ta powierzchnia jest większa, to reakcja bardziej gwałtowna, a temperatura wyższa. W tym przypadku rozdrobniono oba reagenty do skali nano- co oznacza maksymalizację gwałtowności reakcji i temperatury. W tej temperaturze część żelaza zawartego w nanotermicie została zmieniona (i później wykryta) do postaci mikroskopijnych kropelek metalu, które nie występują w konwencjonalnym pożarze. Ten efekt termiczny regularnie i fachowo rozmieszczonych ładunków termitowych spowodował przepalenie całej stalowej konstrukcji budynku na małe , regularnej wielkości kawałki. Rozpyleniu uległy okładziny azbestowe wież, częściowo beton stropów, Al2O3 z nanotermitu natomiast żelazo (pominąwszy mikrosfery) po wyburzeniu istnieje tylko w postaci małych kawałków.
Za powyższą wersją wydarzeń przemawiają jak już była mowa wyżej mikrokuleczki stopionego wcześniej żelaza jakie znaleziono w pyle na gruzowisku po WTC. W pyle tym podczas analizy mikroskopowej znaleziono także wysokoenergetyczne czerwono-szare odłamki wskazujące na użycie materiałów wybuchowych. Poniżej zdjęcie mikroskopowe badanego pyłu:

 

 
Nie ma więc żadnych wątpliwości, że wieże WTC zostały wysadzone, a ludziom wmówiono, że zniszczyły je samoloty porwane przez terrorystów z Al-Kaidy.
Jaki był faktyczny cel tej operacji false flag? Istotne jest kilka faktów, o których wyżej nie powiedziano: Szefami ochrony w tych budynkach były osoby z rodziny Bush. Operacja wyburzenia została wykonana przez dwa zespoły CIA z izraelskimi podwykonawcami. Znakomity interes na tym zrobił Żyd Larry Silverstein i rodzina Bush. Ów Żyd niedługo wcześniej ubezpieczył owe 2 budynki właśnie od zamachu terrorystycznego, więc zarobił na tym fortunę. Prezydent Bush wydał z zimna krwią decyzję o zabiciu 3 000 Amerykanów-de facto jest to zbrodnia wojenna. Czemu to miało służyć? Ano osłabieniu oporu obywateli przeciwko wciągnięciu USA w następną wojnę w interesie Izraela
(nominalnie : „z terroryzmem”).

Jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości poniżej filmik przedstawiający różne kontrolowane wyburzenia budynków metodą detonacyjną. Proszę sobie porównać sposób zapadania się tych budynków i wież WTC 1, WTC 2 i WTC 7.

Respect the truth!

I know that also some people which are not Poles also read this blog, so I attached a very short movie about Polish real history during the Second World War.
Nowadays in world media is guided a campain against Poland – we are accused of cooperation with German Nazis with murdering the Jews and German Nazi concentration camps are falsly determined as polish concentration/death camps. We allegedly should apologise for not our fault. I will never accept this and my nation also never accept this. STOP DEFAMATION OF POLAND AND POLISH NATION.

Please watch this video and propagate it wherever you can.

Judenraty i żydowska policja w gettach – żydowscy mordercy Żydów

Dzisiaj kończę na razie temat Żydów. Na zakończenie tej serii wpisów o Żydach będzie mowa o tym jak to żydowskie rady starszych, zwane Judenratami kolaborowały z Niemcami czym znacznie ułatwiły dokonanie Niemcom Holokaustu.

Na podstawie prac i wspomnień: Hannah Arendt, Baruch Milch, Emanuel Ringelblum, Baruch Goldstein, Klara Mirska, Chaim A. Kaplan

(…)Ta kolaboracja części Żydów z Niemcami była tym bardziej szokująca i wstydliwa ze względu na społeczny charakter jej uczestników. W przeciwieństwie bowiem do Polaków, wśród których z Niemcami godzili się na ogół kolaborować głównie ludzie z marginesu społecznego, męty, wśród Żydów na kolaborację poszła duża część elit z tzw. Judenratów (rad żydowskich). Przypomnijmy tu, z jak ostrym potępieniem tej kolaboracji wystąpiła najsłynniejsza żydowska myślicielka XX wieku Hannah Arendt w książce „Eichmann w Jerozolimie” (Kraków 1987). Napisała tam m.in. (s. 151): „Dla Żydów rola, jaką przywódcy żydowscy odegrali w unicestwieniu własnego narodu, stanowi niewątpliwie najczarniejszy rozdział całej historii”. Uległość Judenratów wobec nazistów oznaczała skrajną kompromitację żydowskich elit w państwach okupowanych przez III Rzeszę. Arend stwierdziła wprost: „O ile jednak członkowie rządów typu quislingowskiego pochodzili zazwyczaj z partii opozycyjnych, członkami rad żydowskich byli z reguły cieszący się uznaniem miejscowi przywódcy żydowscy, którym naziści nadawali ogromną władzę do chwili, gdy ich także deportowano” (tamże, s. 151). Arendt pisała, że bez pomocy Judenratów w zarejestrowaniu Żydów, zebraniu ich w gettach, a potem pomocy w skierowaniu do obozów zagłady zginęłoby dużo mniej Żydów. Niemcy mieliby bowiem dużo więcej kłopotów ze spisaniem i wyszukaniem Żydów.

W różnych krajach okupowanej Europy powtarzał się ten sam perfidny schemat: funkcjonariusze żydowscy sporządzali wykazy imienne wraz z informacjami o majątku Żydów, zapewniali Niemcom pomoc w chwytaniu Żydów i ładowaniu ich do pociągów, które wiozły ich do obozów zagłady. Także w Polsce doszło do potwornego skompromitowania dużej części żydowskich elit poprzez ich uczestnictwo w Judenratach i posłuszne wykonywanie niemieckich rozkazów godzących w ich współrodaków. O tym wszystkim Gross milczy jak grób w swej książce pełnej tak wielu oszczerczych tyrad oskarżycielskich przeciw Polakom. Postarajmy się więc odświeżyć pamięć o sprawach tej kolaboracji Judenratów i żydowskiej policji, od lat tak gorliwie przemilczanej – wbrew prawdzie historycznej – przez różne wpływowe dziś w Polsce media i wydawnictwa. Żeby uniknąć zarzutów stronniczości, ograniczę się tu do podania przykładów wyłącznie w oparciu o autorów wywodzących się z żydowskich środowisk. Oto niektóre z nich. Żydowski autor Baruch Milch tak pisał w przejmującej relacji o losach Żydów na byłych wschodnich kresach Rzeczypospolitej (woj. lwowskie i tarnopolskie):

 „W każdym razie Judenrat stał się narzędziem w rękach gestapo do niszczenia Żydów, a jak sami członkowie później się wyrażali, są ‚Gestapem na ulicy żydowskiej’. Powołali Ordnungsdienst [służbę porządkową – J.R.N.] jako organ wykonawczy składający się z najgorszych elementów (…) w gruncie rzeczy Judenrat zaczął prowadzić politykę rabunkową w celu napełnienia własnych kieszeni, by tymi pieniędzmi przekupić władze i gestapo, ale tylko w celu zabezpieczenia losu swoich i najbliższej rodziny. Nie znam ani jednego wypadku, żeby Judenrat bezinteresownie pomógł któremuś Żydowi (…). Do wykonania swoich niecnych czynów, jak ściąganie ogromnych podatków i nałożonych kontrybucji, łapanie do łagrów i napadów na domy żydowskie, Judenraty używały swojej Ordnungsdienst, której dawali procent z łupu, a ci ludzie w liczbie dziesięciu-piętnastu napadali na ludzi, bijąc w okrutny sposób, niszcząc i rabując, cokolwiek się dało, i to ze straszną bezwzględnością”. (Por. B. Milch: „Testament”, Warszawa 2001, s. 106-107).

Pytanie, czemu Gross nawet jednym zdaniem nie wspomniał w swej przeznaczonej dla Amerykanów ponad 300-stronicowej książce o rabunkach na Żydach dokonywanych przez żydowską policję na zlecenie Judenratu? Czyż to kolejne przemilczenie nie jest jaskrawym dowodem braku u Grossa nawet cienia elementarnej uczciwości intelektualnej?
W tejże książce Milcha czytamy na s. 126-127: „(…) Judenrat załatwił z tymi mordercami, że do trzech godzin dostarczy im żądane trzysta osób. Sami Żydzi musieli łapać i wydawać braci i siostry w ręce katów, którzy stali na placu folwarku, obok naszego mieszkania, i przyprowadzonych przyjęli pałkami albo nahajkami, a później wywieźli na rzeź do Bełżca (…) Judenratowcy i Ordnungsdienst, przy pomocy ukraińskiej policji i kilku Niemców, którym jeszcze zapłacono, by prędko pracowali, gonili po ulicach, jak wściekłe psy czy opętańcy, a pot się z nich lał strumieniami (…). Straszny to był widok, jak Żyd Żyda prowadził na śmierć (…)”.
Szczególnie haniebną rolę w wysyłaniu własnych żydowskich rodaków na śmierć odegrał Chaim Rumkowski, prezes Rady Żydowskiej w Łodzi, „król” getta łódzkiego na usługach Niemców. Był on absolutnym władcą getta, w którym kursowały specjalne pieniądze „chaimki” i „rumki” oraz znaczki pocztowe z jego podobizną. Rumkowski urządził sobie harem w jednej willi i wciąż sprowadzał nowe piękne kobiety. W zamian za przyzwolenie Niemców na jego tyranię nad mieszkańcami getta arcygorliwie wykonywał wszystkie niemieckie rozkazy i wyekspediował olbrzymią większość swych poddanych do obozów zagłady. W końcu jednak i jego Niemcy wysłali do Oświęcimia. Podobno natychmiast padł ofiarą swych żydowskich współwięźniów, którzy nie zwlekając ani chwili, natychmiast po przywiezieniu go do obozu spalili go żywcem w obozowym piecu (Por. E. Reicher: „W ostrym świetle dnia. Dziennik żydowskiego lekarza 1939-1945”, oprac. R. Jabłońska, Londyn 1989, s. 29).
Najsłynniejszy kronikarz warszawskiego getta Emanuel Ringelblum tak pisał o żydowskiej policji, która nawet jednym zdaniem nie została wspomniana w „naukowym dziele” Grossa: „Policja żydowska miała bardzo złą opinię jeszcze przed wysiedleniem. W przeciwieństwie do policji polskiej, która nie brała udziału w łapankach do obozu pracy, policja żydowska parała się tą ohydną robotą. Wyróżniała się również straszliwą korupcją i demoralizacją. Dno podłości osiągnęła ona jednak dopiero w czasie wysiedlenia. Nie padło ani jedno słowo protestu przeciwko odrażającej funkcji, polegającej na prowadzeniu swych braci na rzeź. Policja była duchowo przygotowana do tej brudnej roboty i dlatego gorliwie ją wykonała. Obecnie mózg sili się nad rozwiązaniem zagadki: jak to się stało, że Żydzi – przeważnie inteligenci, byli adwokaci (większość oficerów była przed wojną adwokatami) – sami przykładali rękę do zagłady swych braci. Jak doszło do tego, że Żydzi wlekli na wozach dzieci i kobiety, , starców i chorych, wiedząc, że wszyscy idą na rzeź (…). Okrucieństwo policji żydowskiej było bardzo często większe niż Niemców, Ukraińców, Łotyszy [podkr. – J.R.N.]. Niejedna kryjówka została ‚nakryta’ przez policję żydowską, która zawsze chciała być plus catholique que le pape, by przypodobać się okupantowi. Ofiary, które znikły z oczu Niemca, wyłapywał policjant żydowski (…). Policja żydowska dała w ogóle dowody niezrozumiałej, dzikiej brutalności. Skąd taka wściekłość u naszych Żydów? Kiedy wyhodowaliśmy tyle setek zabójców, którzy na ulicach łapią dzieci, ciskają je na wozy i ciągną na Umschlag? Do powszechnych po prostu zjawisk należało, że ci zbójcy za ręce i nogi wrzucali kobiety na wozy (…). Każdy Żyd warszawski, każda kobieta i dziecko mogą przytoczyć tysiące faktów nieludzkiego okrucieństwa i wściekłości policji żydowskiej” (E. Ringelblum: „Kronika getta warszawskiego wrzesień 1939 – styczeń 1943”, Warszawa 1988, s. 426, 427, 428).

 

 

 

 

Emanuel Ringelblum

Nader bezwzględne świadectwo na temat poczynań żydowskiej policji w Warszawie dostarczył Baruch Goldstein, przed wojną współorganizator bojówek Bundu. Wspominając lata wojny, Goldstein pisał bez ogródek: „Z poczuciem bólu i wstrętu wspominam żydowską policję, tę hańbę dla pół miliona nieszczęśliwych Żydów w warszawskim getcie (…). Żydowska policja, kierowana przez ludzi z SS i żandarmów, spadała na getto jak banda dzikich zwierząt [podkr. J.R.N.]. Każdego dnia, by uratować własną skórę, każdy policjant żydowski przyprowadzał siedem osób, by je poświęcić na ołtarzu eksterminacji. Przyprowadzał ze sobą kogokolwiek mógł schwytać – przyjaciół, krewnych, nawet członków najbliższej rodziny. Byli policjanci, którzy ofiarowywali swych własnych wiekowych rodziców z usprawiedliwieniem, że ci i tak szybko umrą” [podkr. J.R.N.] (Por. B. Goldstein: „The Star Bear Witness”, New York 1949, s. 66, 106, 129). Klara Mirska, Żydówka, która opuściła Polskę w 1968 roku, nie miała w swych wspomnieniach dość złych słów dla odmalowania niegodziwości niektórych przedstawicieli rodowisk żydowskich w czasie wojny. Opisała np. następującą historię: „Syn przewodniczącego Judenratu jednego z gett został skazany przez Niemców na śmierć. Przyprowadził go na egzekucję jego ojciec. On miał go powiesić w ciągu kilku minut. Gdyby tego nie uczynił, miał sam zostać powieszony. Taki niesamowity żart wymyślili Niemcy. Ojciec, któremu chęć pozostania przy życiu przysłoniła wszelkie uczucia miłości rodzicielskiej, zaczął poganiać syna. Czynił to na oczach rozbawionych Niemców i stojących w milczeniu przy tej scenie Żydów: ‚No, prędko rozbieraj buty! No, pośpiesz się, i tak ci nic nie pomoże'” (Wg K. Mirska: „W cieniu wielkiego strachu”, Paryż 1980, s. 447). W sierpniu 1942 r. żydowski policjant Calel Perechodnik w getcie w Otwocku wyciągnął z bezpiecznej kryjówki swoją żonę i córeczkę i odprowadził je do transportu śmierci.

 

 

 

 

 

 

Baruch Goldstein

Czemu o takich przypadkach zezwierzęcenia niektórych Żydów nie informuje Amerykanów Gross, tak gorliwie rozpisujący się na temat sadyzmu Polaków? Warto przytoczyć, co ten sam Perechodnik, skądinąd nienawidzący bez reszty Polaków, wypisywał na temat swych własnych kolegów z żydowskiej policji: „Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla policjantów żydowskich w Warszawie (…). Skamieniały im serca, obce stały się wszelkie ludzkie uczucia. Łapali ludzi, na rękach znosili z mieszkań niemowlęta, przy okazji rabowali. Nic też dziwnego, że Żydzi nienawidzili swojej policji bardziej niż Niemców, bardziej niż Ukraińców” (C. Perechodnik: „Czy ja jestem mordercą?”, Warszawa 1993, s. 112-113). Nader bezwzględny jest osąd Judenratu i żydowskiej policji, zawarty w dzienniku byłego dyrektora szkoły hebrajskiej w Warszawie Chaima A. Kaplana. W swym dzienniku Kaplan nazwał wprost Judenraty „hańbą społeczności warszawskiej”.
Wielokrotnie piętnował zbrodniczą działalność żydowskiej policji, pisząc m.in.: „Żydowska policja, której okrucieństwo jest nie mniejsze od nazistów, dostarczała do punktu przenosin na ulicy Stawki więcej [osób – przyp. J.R.N.] niż było w normie, do której zobowiązała się Rada Żydowska (…). Naziści są zadowoleni, że eksterminacja Żydów jest realizowana z całą niezbędną efektywnością. Czyn ten jest dokonywany przez żydowskich siepaczy (Jewish slaughterers) (…). To żydowska policja jest najokrutniejszą wobec skazanych (…). Naziści są usatysfakcjonowani robotą żydowskiej policji, tej plagi żydowskiego organizmu (…). Wczoraj, trzeciego sierpnia, oni wyrżnęli ulice Zamenhofa i Pawią (…). SS-owscy mordercy stali na straży, podczas gdy żydowska policja pracowała na dziedzińcach. To była rzeź w odpowiednim stylu – oni nie mieli litości nawet dla dzieci i niemowląt [podkr. J.R.N.]. Wszystkich z nich, bez wyjątku, zabrano do wrót śmierci” (Por. „Scroll of Agony. The Warsaw Diary of Chaim A. Kaplan”, New York 1973, s. 384, 386, 389, 399). Na s. 231 swej książki Kaplan cytuje jakże gorzki ówczesny dowcip żydowski. Miał on formę krótkiej modlitwy: „Pozwól nam wpaść w ręce agentów gojów, tylko nie pozwól nam wpaść w ręce żydowskiego agenta”
J.R. Nowak – „Niewiniątka” z Judenratów

Wydała na śmierć setki Żydów. Wzięła za to pieniądze. Sama była Żydówką

 

 

 

 


Stella {Goldschlag} Kübler Isaacksohn
Największym postrachem Żydów ukrywających się przed Niemcami podczas II wojny światowej byli ludzie, którzy w zamian za pieniądze zajmowali się ich tropieniem i wydawaniem na pewną śmierć. W Berlinie najbardziej osławionym Greiferem („łapaczem”) wcale nie był fanatyczny nazista ani nawet Niemiec, lecz… Żydówka – Stella Kübler.
  Stella Goldschlag – bo tak brzmiało jej panieńskie nazwisko – urodziła się w lipcu 1922 r. w rodzinnie zasymilowanych berlińskich Żydów. Miała to szczęście, że natura obdarowała ją wybitnie „aryjskim” wyglądem. Była wysoką, szczupłą blondynką o niebieskich oczach, co w żadnym razie nie wskazywało na jej semickie korzenie. Jednak i ją w nazistowskich Niemczech dotknęły szykany związane z coraz bardziej restrykcyjnym prawem antyżydowskim. Żydówka jak każda inna?
Początkowo historia Stelli nie różniła się niczym od losów tysięcy niemieckich Żydów zmuszonych do noszenia hańbiącej żółtej gwiazdy Dawida i niemal niewolniczej pracy dla dobra „tysiącletniej Rzeszy”. Stella znalazła zatrudnienie w jednej z berlińskich fabryk zbrojeniowych, a w 1940 r. wzięła ślub z muzykiem Manfredem Küblerem.
Sytuacja uległa zmianie w wyniku tak zwanej Fabrikaktion (akcja „fabryka”) z 27 lutego 1943 r., będącej ostateczną łapanką berlińskich Żydów. W jej wyniku – jak pisze w swej książce „Stolica Hitlera. Życie i śmierć w wojennym Berlinie” Roger Moorhouse – funkcjonariusze Gestapo i SS przeprowadzili naloty na wiele stołecznych zakładów przemysłowych i zatrzymali tamtejszych żydowskich robotników. Co prawda Stelli i jej rodzinie udało się chwilowo uniknąć schwytania, jednak musieli oni rozpocząć życie w ukryciu i ciągłym strachu. Zostali tak zwanymi „U-Bootami”, określanymi również mianem „nurków” (Taucher). Z początku wszystko układało się dobrze. „Aryjski” wygląd Stelli oraz „papiery” załatwione u świetnego fałszerza Guenthera Rogoffa, pozwalały spoglądać z optymizmem w przyszłość. Wszelako były to tylko pozory, bowiem Stella znalazła się na celowniku jednego z „łapaczy”. Zaowocowało to jej aresztowaniem 2 lipca 1943 r. Kilka tygodni później w łapy oprawców z Gestapo wpadli również jej rodzice (jej mąż już wiosną trafił do Auschwitz, skąd nigdy nie wrócił). Podczas przesłuchań poddano ją brutalnym torturom. Liczono przede wszystkim na to, że uda się z niej wyciągnąć informacje na temat miejsca pobytu Rogoffa. W tym wypadku gestapowcy jednak się przeliczyli; Stella po prostu nie wiedziała gdzie przebywa interesujący ich fałszerz. Jednocześnie dotkliwe bicie oraz dwie nieudane próby ucieczki w ostateczności ją złamały i zgodziła się na propozycję zostania „łapaczem”. Nie bez znaczenia była również obietnica, że dzięki współpracy z Gestapo Stella uratuje życie rodzicom.
„Blond trutka”
Jak opowiada w swojej książce Roger Moorhouse: Stella szybko stała się wzorowym „łapaczem”. Funkcjonariusze byli już wcześniej pod wrażeniem jej pomysłowości […]. Kiedy już zaczęła dla nich pracować, absolutnie nie zawiodła – miała doskonałą pamięć do nazwisk, dat i adresów, a jej niewymuszona kokieteria stanowiła prawdziwą broń masowego rażenia.
Dzięki nieprzeciętnej „skuteczności” bardzo szybko zyskała sobie w środowisku berlińskich „nurków” miano „blond trutki”, stając się ich prawdziwym postrachem. Doszło do tego, że jej zdjęcie krążyło wśród zbiegów jako forma ostrzeżenia. Kiedy tylko wchodziła do jakiejś restauracji czy kawiarni, każdy Żyd rzucał się do ucieczki. Podobno była w stanie w ciągu jednego weekendu schwytać nawet ponad 60 Żydów. Za każdego dostawała 200 marek. Dokładnej liczby jej ofiar zapewne już nigdy nie poznamy, ale szacuje się, że skazała na pewną śmierć od kilkuset do nawet kilku tysięcy osób! Mimo przejawianej gorliwości Stelli nie udało się uratować rodziców, którzy trafili do

Auschwitz, gdzie zginęli. Kobieta i tak pozostała aktywnym „łapaczem” do końca wojny. W 1945 roku została aresztowana przez Sowietów i skazana na 10 lat ciężkich robót. Później wyszła jednak na wolność i tak naprawdę nigdy nie odpowiedziała za swoje zbrodnie. W 1994 roku popełniła samobójstwo w wieku siedemdziesięciu dwóch lat. Czyżby to ciężar popełnionych czynów prześladował ja do ostatnich dni życia? Jeśli tak to dlaczego zabiła się dopiero po 50 latach?
źródła:
podstawowe: Roger Moorhouse, Stolica Hitlera. Życie i śmierć w wojennym Berlinie, Znak, 2011 (więcej informacji na stronie wydawcy).
uzupełniające: Diana Tovar, Stella: The Story of Stella Goldschlag (streszczenie).
Na podstawie: J.R. Nowak – „Niewiniątka” z Judenratów
Fragmenty cytowane za: http://blogmedia24.pl/node/63747

 

W KL Auschwitz zginęło naprawdę „tylko” ok. 300 tysięcy osób

Poniższy krótki film przedstawia wyrok sądu w Krakowie z procesu strażników obozu w Oświęcimiu 8.01.1948 r. Jest w nim mowa o 300 tysiącach ofiar obozu zagłady, a nie 4 milionach jak nam kazały wierzyć syjonistyczne media. Dzisiejsza oficjalna liczba 1,1 mln ofiar jak widać także jest ponad 3 krotnie zawyżona. Podobnie stwierdzają dokumenty Międzynarodowego Czerwonego Krzyża wg których liczba ofiar Auschwitz to 180-300 tysięcy osób.