Dziś 17 rocznica „zamachu” na WTC

Mógłbym dużo pisać dlaczego słowo zamach wziąłem w cudzysłów. Dla mnie jest jasne, że to była operacja pod fałszywą flagą, której celem było uzyskanie powodu do ataku na Afganistan i  wprowadzenia państwa policyjnego za pomocą ustawy Patriot Act. Dlaczego to był „zamach”, a nie zamach bardzo dobrze opisuje pewien you tuber, który zamieścił ten film:

Cytuję jego tekst w całości poniżej i częściowo komentarz Kazimierza Markiela oraz przyłączam się do apelu o przekazywanie prawdy dalej. Pogrubienia są mojego autorstwa.

Najlepszy film, który odsłania prawdę o 11/9: https://www.youtube.com/watch?v=I54mS… 1. Jeszcze nigdy stalowy budynek nie uległ zawaleniu na skutek pożaru. Jedynie kontrolowane wyburzenie jest w stanie zrównać taką konstrukcję z ziemią. Były takie stalowe budynki, które płonęły przez kilkanaście godzin, będąc w pełni pochłonięte przez ogień, a i tak nie uległy zawaleniu. Temperatura w trakcie pożarów nigdy nie zbliży się do wartości, przy której stal ulega stopieniu bądź osłabieniu na tyle, aby doszło do zawalenia. Przy temperaturze 300 stopni Celsjusza stal zaczyna tracić swoje właściwości, a przy wartości 800 stopni traci ich aż 90 procent. Jednak nawet wówczas, gdy ma miejsce ta jakże wysoka temperatura, stalowy budynek absolutnie nie może ulec zawaleniu. Może dojść jedynie do odkształcenia stalowego budynku tam, gdzie temperatura była najwyższa. Czy pamiętasz, aby Twój stalowy garnek uległ stopieniu podczas gotowania zupy albo podobny los spotkał stalowy kominek, gdy w jego wnętrzu szalał ogień?
Gdy zachodzi konieczność zniszczenia stalowego budynku, swe usługi oferują eksperci od kontrolowanych wyburzeń, gdyż jest to jedyna droga pozwalającą na zniszczenie takiego budynku. Aby wyburzenie stalowego budynku mogło zakończyć się sukcesem:
– Niezbędni są architekci oraz inżynierowie.
– Nieodzowna jest wnikliwa analiza planów budynku.
– Zostają przeprowadzone symulacje komputerowe, które – na podstawie danych wejściowych
– wykażą, jak zachowa się stalowa konstrukcja w trakcie procedury wyburzania.
– Rozmieszczane są setki, a nawet tysiące specjalnych ładunków wybuchowych w kluczowych punktach budynku.
– Cały proces jest tak skomplikowany i czasochłonny, iż zabiera miesiące pracy.
– Na koniec, gdy cała ta tytaniczna i mozolna praca została zakończona, procesem destrukcji steruje komputer. Chodzi o to, aby ładunki wybuchowe zostały aktywowane w danej kolejności i w określonych odstępach czasowych.
Nie trzeba dodawać, iż koszty przeprowadzenia kontrolowanego wyburzenia są ogromne. Gdyby do zrównania z ziemią stalowego budynku wystarczył ogień z całą pewnością, ze względu na ogrom kosztów, zamiast do ekspertów od kontrolowanych wyburzeń zdecydowanoby się na podpalenie i czekanie na upragniony rezultat: budynek w zgliszczach.

2. W trakcie procedury destrukcji wież WTC stalowe elementy ważące kilkanaście ton – stalowe filary tworzące ściany – były wyrywane z mocowań, wyrzucane na odległość nawet 200 metrów i wbijały się w otaczające konstrukcje.
Jaka energia tego dokonała? Pożar? Może grawitacja?
3. Wieże WTC – tak jak każdy stalowy budynek – nie mogły ulec procesowi zawalenia, czyli niszczenia po linii największego oporu, ponieważ stalowe ściany, jak i stalowy rdzeń coś takiego by uniemożliwiły.
4. Każda wieża WTC to 110 pięter. Gdyby prawa fizyki tamtego dnia istotnie stanęły na głowie – siła nośna oceanu stali tworząca tak ściany, jak i rdzeń nagle zanika – powinniśmy dostrzec gruzowisko nałożonych pięter w wysokości około dziesięciu pięter, ponieważ, jak było już wspomniane, każda wieża liczyła ich aż 110. Tymczasem to, co pozostało, nie przekraczało wysokości trzech ocalałych ścian parteru. Dlaczego pozostałości były tak niezrozumiale niewielkie? Ponieważ wieże WTC zostały rozerwane od środka i – w zdecydowanej mierze – zamienione w pył, na skutek aktywacji bomb, jakie znajdowały się w ich rdzeniach. Ponownie: jeżeli istotnie doszło do „nakładania się pięter”, jak wmawia nam oficjalna propaganda, co stało się ze stalowymi rdzeniami wież? Wsiadły do metra bądź taksówki? Stalowe rdzenie uległy całkowitej anihilacji, w wyniku destrukcyjnej energii, jaka była uwalniana wraz z kolejnymi detonacjami. Stalowe filary, jakie można było znaleźć wbite w ścianach otaczających budynków oraz na ziemi, tworzyły ściany wież.
5. Ilość świadectw potwierdzająca wybuchy jest przeogromna. Część z nich trafiła do opinii publicznej, gdyż relacje dziennikarskie tamtego dnia prowadzone były na żywo. Po 11/9 owe świadectwa już nigdy nie zostały przedstawiane opinii publicznej. Tu natomiast link do wykładu architekta, założyciela ruchu, mającego na celu docieranie z prawdą i odkłamywanie społeczeństwa: https://youtu.be/ULgUWDxl3xY oraz wybrane materiały: https://youtu.be/tQCE-bnWkOM https://youtu.be/QDRRQKCE_T0
Twoim zadaniem, jako człowieka dobrej woli, jest przekazywanie prawdy dalej. Bez względu na kpiny i obmowy, bo znamy prawdę i to ona nie pozwala nam milczeć.

Do powyższego należy dodać, że do miejscowego stopienia konstrukcji użyto nanotermitu. Termit to mieszanina pyłu metalicznego glinu z pyłem tlenku żelaza Al+Fe2O3. Odpowiednio zainicjowane reagują z sobą dając Al2O3 + Fe = biały pył tlenku glinu + krople stopionego żelaza z wydzieleniem dużej ilości ciepła – temperatury znacznie przekraczającej temperaturę topnienia żelaza. Żelazo topi się bowiem w temperaturze 1539 st. C, a termit pozwala uzyskać nawet do 3000 st. C. Szybkość tej reakcji zależy od wielkości powierzchni wymiany masy i im ta powierzchnia jest większa, to reakcja bardziej gwałtowna, a temperatura wyższa. W tym przypadku rozdrobniono oba reagenty do skali nano- co oznacza maksymalizację gwałtowności reakcji i temperatury. W tej temperaturze część żelaza zawartego w nanotermicie została zmieniona (i później wykryta) do postaci mikroskopijnych kropelek metalu, które nie występują w konwencjonalnym pożarze. Ten efekt termiczny regularnie i fachowo rozmieszczonych ładunków termitowych spowodował przepalenie całej stalowej konstrukcji budynku na małe , regularnej wielkości kawałki. Rozpyleniu uległy okładziny azbestowe wież, częściowo beton stropów, Al2O3 z nanotermitu natomiast żelazo (pominąwszy mikrosfery) po wyburzeniu istnieje tylko w postaci małych kawałków.
Za powyższą wersją wydarzeń przemawiają jak już była mowa wyżej mikrokuleczki stopionego wcześniej żelaza jakie znaleziono w pyle na gruzowisku po WTC. W pyle tym podczas analizy mikroskopowej znaleziono także wysokoenergetyczne czerwono-szare odłamki wskazujące na użycie materiałów wybuchowych. Poniżej zdjęcie mikroskopowe badanego pyłu:

 

 
Nie ma więc żadnych wątpliwości, że wieże WTC zostały wysadzone, a ludziom wmówiono, że zniszczyły je samoloty porwane przez terrorystów z Al-Kaidy.
Jaki był faktyczny cel tej operacji false flag? Istotne jest kilka faktów, o których wyżej nie powiedziano: Szefami ochrony w tych budynkach były osoby z rodziny Bush. Operacja wyburzenia została wykonana przez dwa zespoły CIA z izraelskimi podwykonawcami. Znakomity interes na tym zrobił Żyd Larry Silverstein i rodzina Bush. Ów Żyd niedługo wcześniej ubezpieczył owe 2 budynki właśnie od zamachu terrorystycznego, więc zarobił na tym fortunę. Prezydent Bush wydał z zimna krwią decyzję o zabiciu 3 000 Amerykanów-de facto jest to zbrodnia wojenna. Czemu to miało służyć? Ano osłabieniu oporu obywateli przeciwko wciągnięciu USA w następną wojnę w interesie Izraela
(nominalnie : „z terroryzmem”).

Jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości poniżej filmik przedstawiający różne kontrolowane wyburzenia budynków metodą detonacyjną. Proszę sobie porównać sposób zapadania się tych budynków i wież WTC 1, WTC 2 i WTC 7.

Reklamy

Respect the truth!

I know that also some people which are not Poles also read this blog, so I attached a very short movie about Polish real history during the Second World War.
Nowadays in world media is guided a campain against Poland – we are accused of cooperation with German Nazis with murdering the Jews and German Nazi concentration camps are falsly determined as polish concentration/death camps. We allegedly should apologise for not our fault. I will never accept this and my nation also never accept this. STOP DEFAMATION OF POLAND AND POLISH NATION.

Please watch this video and propagate it wherever you can.

Judenraty i żydowska policja w gettach – żydowscy mordercy Żydów

Dzisiaj kończę na razie temat Żydów. Na zakończenie tej serii wpisów o Żydach będzie mowa o tym jak to żydowskie rady starszych, zwane Judenratami kolaborowały z Niemcami czym znacznie ułatwiły dokonanie Niemcom Holokaustu.

Na podstawie prac i wspomnień: Hannah Arendt, Baruch Milch, Emanuel Ringelblum, Baruch Goldstein, Klara Mirska, Chaim A. Kaplan

(…)Ta kolaboracja części Żydów z Niemcami była tym bardziej szokująca i wstydliwa ze względu na społeczny charakter jej uczestników. W przeciwieństwie bowiem do Polaków, wśród których z Niemcami godzili się na ogół kolaborować głównie ludzie z marginesu społecznego, męty, wśród Żydów na kolaborację poszła duża część elit z tzw. Judenratów (rad żydowskich). Przypomnijmy tu, z jak ostrym potępieniem tej kolaboracji wystąpiła najsłynniejsza żydowska myślicielka XX wieku Hannah Arendt w książce „Eichmann w Jerozolimie” (Kraków 1987). Napisała tam m.in. (s. 151): „Dla Żydów rola, jaką przywódcy żydowscy odegrali w unicestwieniu własnego narodu, stanowi niewątpliwie najczarniejszy rozdział całej historii”. Uległość Judenratów wobec nazistów oznaczała skrajną kompromitację żydowskich elit w państwach okupowanych przez III Rzeszę. Arend stwierdziła wprost: „O ile jednak członkowie rządów typu quislingowskiego pochodzili zazwyczaj z partii opozycyjnych, członkami rad żydowskich byli z reguły cieszący się uznaniem miejscowi przywódcy żydowscy, którym naziści nadawali ogromną władzę do chwili, gdy ich także deportowano” (tamże, s. 151). Arendt pisała, że bez pomocy Judenratów w zarejestrowaniu Żydów, zebraniu ich w gettach, a potem pomocy w skierowaniu do obozów zagłady zginęłoby dużo mniej Żydów. Niemcy mieliby bowiem dużo więcej kłopotów ze spisaniem i wyszukaniem Żydów.

W różnych krajach okupowanej Europy powtarzał się ten sam perfidny schemat: funkcjonariusze żydowscy sporządzali wykazy imienne wraz z informacjami o majątku Żydów, zapewniali Niemcom pomoc w chwytaniu Żydów i ładowaniu ich do pociągów, które wiozły ich do obozów zagłady. Także w Polsce doszło do potwornego skompromitowania dużej części żydowskich elit poprzez ich uczestnictwo w Judenratach i posłuszne wykonywanie niemieckich rozkazów godzących w ich współrodaków. O tym wszystkim Gross milczy jak grób w swej książce pełnej tak wielu oszczerczych tyrad oskarżycielskich przeciw Polakom. Postarajmy się więc odświeżyć pamięć o sprawach tej kolaboracji Judenratów i żydowskiej policji, od lat tak gorliwie przemilczanej – wbrew prawdzie historycznej – przez różne wpływowe dziś w Polsce media i wydawnictwa. Żeby uniknąć zarzutów stronniczości, ograniczę się tu do podania przykładów wyłącznie w oparciu o autorów wywodzących się z żydowskich środowisk. Oto niektóre z nich. Żydowski autor Baruch Milch tak pisał w przejmującej relacji o losach Żydów na byłych wschodnich kresach Rzeczypospolitej (woj. lwowskie i tarnopolskie):

 „W każdym razie Judenrat stał się narzędziem w rękach gestapo do niszczenia Żydów, a jak sami członkowie później się wyrażali, są ‚Gestapem na ulicy żydowskiej’. Powołali Ordnungsdienst [służbę porządkową – J.R.N.] jako organ wykonawczy składający się z najgorszych elementów (…) w gruncie rzeczy Judenrat zaczął prowadzić politykę rabunkową w celu napełnienia własnych kieszeni, by tymi pieniędzmi przekupić władze i gestapo, ale tylko w celu zabezpieczenia losu swoich i najbliższej rodziny. Nie znam ani jednego wypadku, żeby Judenrat bezinteresownie pomógł któremuś Żydowi (…). Do wykonania swoich niecnych czynów, jak ściąganie ogromnych podatków i nałożonych kontrybucji, łapanie do łagrów i napadów na domy żydowskie, Judenraty używały swojej Ordnungsdienst, której dawali procent z łupu, a ci ludzie w liczbie dziesięciu-piętnastu napadali na ludzi, bijąc w okrutny sposób, niszcząc i rabując, cokolwiek się dało, i to ze straszną bezwzględnością”. (Por. B. Milch: „Testament”, Warszawa 2001, s. 106-107).

Pytanie, czemu Gross nawet jednym zdaniem nie wspomniał w swej przeznaczonej dla Amerykanów ponad 300-stronicowej książce o rabunkach na Żydach dokonywanych przez żydowską policję na zlecenie Judenratu? Czyż to kolejne przemilczenie nie jest jaskrawym dowodem braku u Grossa nawet cienia elementarnej uczciwości intelektualnej?
W tejże książce Milcha czytamy na s. 126-127: „(…) Judenrat załatwił z tymi mordercami, że do trzech godzin dostarczy im żądane trzysta osób. Sami Żydzi musieli łapać i wydawać braci i siostry w ręce katów, którzy stali na placu folwarku, obok naszego mieszkania, i przyprowadzonych przyjęli pałkami albo nahajkami, a później wywieźli na rzeź do Bełżca (…) Judenratowcy i Ordnungsdienst, przy pomocy ukraińskiej policji i kilku Niemców, którym jeszcze zapłacono, by prędko pracowali, gonili po ulicach, jak wściekłe psy czy opętańcy, a pot się z nich lał strumieniami (…). Straszny to był widok, jak Żyd Żyda prowadził na śmierć (…)”.
Szczególnie haniebną rolę w wysyłaniu własnych żydowskich rodaków na śmierć odegrał Chaim Rumkowski, prezes Rady Żydowskiej w Łodzi, „król” getta łódzkiego na usługach Niemców. Był on absolutnym władcą getta, w którym kursowały specjalne pieniądze „chaimki” i „rumki” oraz znaczki pocztowe z jego podobizną. Rumkowski urządził sobie harem w jednej willi i wciąż sprowadzał nowe piękne kobiety. W zamian za przyzwolenie Niemców na jego tyranię nad mieszkańcami getta arcygorliwie wykonywał wszystkie niemieckie rozkazy i wyekspediował olbrzymią większość swych poddanych do obozów zagłady. W końcu jednak i jego Niemcy wysłali do Oświęcimia. Podobno natychmiast padł ofiarą swych żydowskich współwięźniów, którzy nie zwlekając ani chwili, natychmiast po przywiezieniu go do obozu spalili go żywcem w obozowym piecu (Por. E. Reicher: „W ostrym świetle dnia. Dziennik żydowskiego lekarza 1939-1945”, oprac. R. Jabłońska, Londyn 1989, s. 29).
Najsłynniejszy kronikarz warszawskiego getta Emanuel Ringelblum tak pisał o żydowskiej policji, która nawet jednym zdaniem nie została wspomniana w „naukowym dziele” Grossa: „Policja żydowska miała bardzo złą opinię jeszcze przed wysiedleniem. W przeciwieństwie do policji polskiej, która nie brała udziału w łapankach do obozu pracy, policja żydowska parała się tą ohydną robotą. Wyróżniała się również straszliwą korupcją i demoralizacją. Dno podłości osiągnęła ona jednak dopiero w czasie wysiedlenia. Nie padło ani jedno słowo protestu przeciwko odrażającej funkcji, polegającej na prowadzeniu swych braci na rzeź. Policja była duchowo przygotowana do tej brudnej roboty i dlatego gorliwie ją wykonała. Obecnie mózg sili się nad rozwiązaniem zagadki: jak to się stało, że Żydzi – przeważnie inteligenci, byli adwokaci (większość oficerów była przed wojną adwokatami) – sami przykładali rękę do zagłady swych braci. Jak doszło do tego, że Żydzi wlekli na wozach dzieci i kobiety, , starców i chorych, wiedząc, że wszyscy idą na rzeź (…). Okrucieństwo policji żydowskiej było bardzo często większe niż Niemców, Ukraińców, Łotyszy [podkr. – J.R.N.]. Niejedna kryjówka została ‚nakryta’ przez policję żydowską, która zawsze chciała być plus catholique que le pape, by przypodobać się okupantowi. Ofiary, które znikły z oczu Niemca, wyłapywał policjant żydowski (…). Policja żydowska dała w ogóle dowody niezrozumiałej, dzikiej brutalności. Skąd taka wściekłość u naszych Żydów? Kiedy wyhodowaliśmy tyle setek zabójców, którzy na ulicach łapią dzieci, ciskają je na wozy i ciągną na Umschlag? Do powszechnych po prostu zjawisk należało, że ci zbójcy za ręce i nogi wrzucali kobiety na wozy (…). Każdy Żyd warszawski, każda kobieta i dziecko mogą przytoczyć tysiące faktów nieludzkiego okrucieństwa i wściekłości policji żydowskiej” (E. Ringelblum: „Kronika getta warszawskiego wrzesień 1939 – styczeń 1943”, Warszawa 1988, s. 426, 427, 428).

 

 

 

 

Emanuel Ringelblum

Nader bezwzględne świadectwo na temat poczynań żydowskiej policji w Warszawie dostarczył Baruch Goldstein, przed wojną współorganizator bojówek Bundu. Wspominając lata wojny, Goldstein pisał bez ogródek: „Z poczuciem bólu i wstrętu wspominam żydowską policję, tę hańbę dla pół miliona nieszczęśliwych Żydów w warszawskim getcie (…). Żydowska policja, kierowana przez ludzi z SS i żandarmów, spadała na getto jak banda dzikich zwierząt [podkr. J.R.N.]. Każdego dnia, by uratować własną skórę, każdy policjant żydowski przyprowadzał siedem osób, by je poświęcić na ołtarzu eksterminacji. Przyprowadzał ze sobą kogokolwiek mógł schwytać – przyjaciół, krewnych, nawet członków najbliższej rodziny. Byli policjanci, którzy ofiarowywali swych własnych wiekowych rodziców z usprawiedliwieniem, że ci i tak szybko umrą” [podkr. J.R.N.] (Por. B. Goldstein: „The Star Bear Witness”, New York 1949, s. 66, 106, 129). Klara Mirska, Żydówka, która opuściła Polskę w 1968 roku, nie miała w swych wspomnieniach dość złych słów dla odmalowania niegodziwości niektórych przedstawicieli rodowisk żydowskich w czasie wojny. Opisała np. następującą historię: „Syn przewodniczącego Judenratu jednego z gett został skazany przez Niemców na śmierć. Przyprowadził go na egzekucję jego ojciec. On miał go powiesić w ciągu kilku minut. Gdyby tego nie uczynił, miał sam zostać powieszony. Taki niesamowity żart wymyślili Niemcy. Ojciec, któremu chęć pozostania przy życiu przysłoniła wszelkie uczucia miłości rodzicielskiej, zaczął poganiać syna. Czynił to na oczach rozbawionych Niemców i stojących w milczeniu przy tej scenie Żydów: ‚No, prędko rozbieraj buty! No, pośpiesz się, i tak ci nic nie pomoże'” (Wg K. Mirska: „W cieniu wielkiego strachu”, Paryż 1980, s. 447). W sierpniu 1942 r. żydowski policjant Calel Perechodnik w getcie w Otwocku wyciągnął z bezpiecznej kryjówki swoją żonę i córeczkę i odprowadził je do transportu śmierci.

 

 

 

 

 

 

Baruch Goldstein

Czemu o takich przypadkach zezwierzęcenia niektórych Żydów nie informuje Amerykanów Gross, tak gorliwie rozpisujący się na temat sadyzmu Polaków? Warto przytoczyć, co ten sam Perechodnik, skądinąd nienawidzący bez reszty Polaków, wypisywał na temat swych własnych kolegów z żydowskiej policji: „Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla policjantów żydowskich w Warszawie (…). Skamieniały im serca, obce stały się wszelkie ludzkie uczucia. Łapali ludzi, na rękach znosili z mieszkań niemowlęta, przy okazji rabowali. Nic też dziwnego, że Żydzi nienawidzili swojej policji bardziej niż Niemców, bardziej niż Ukraińców” (C. Perechodnik: „Czy ja jestem mordercą?”, Warszawa 1993, s. 112-113). Nader bezwzględny jest osąd Judenratu i żydowskiej policji, zawarty w dzienniku byłego dyrektora szkoły hebrajskiej w Warszawie Chaima A. Kaplana. W swym dzienniku Kaplan nazwał wprost Judenraty „hańbą społeczności warszawskiej”.
Wielokrotnie piętnował zbrodniczą działalność żydowskiej policji, pisząc m.in.: „Żydowska policja, której okrucieństwo jest nie mniejsze od nazistów, dostarczała do punktu przenosin na ulicy Stawki więcej [osób – przyp. J.R.N.] niż było w normie, do której zobowiązała się Rada Żydowska (…). Naziści są zadowoleni, że eksterminacja Żydów jest realizowana z całą niezbędną efektywnością. Czyn ten jest dokonywany przez żydowskich siepaczy (Jewish slaughterers) (…). To żydowska policja jest najokrutniejszą wobec skazanych (…). Naziści są usatysfakcjonowani robotą żydowskiej policji, tej plagi żydowskiego organizmu (…). Wczoraj, trzeciego sierpnia, oni wyrżnęli ulice Zamenhofa i Pawią (…). SS-owscy mordercy stali na straży, podczas gdy żydowska policja pracowała na dziedzińcach. To była rzeź w odpowiednim stylu – oni nie mieli litości nawet dla dzieci i niemowląt [podkr. J.R.N.]. Wszystkich z nich, bez wyjątku, zabrano do wrót śmierci” (Por. „Scroll of Agony. The Warsaw Diary of Chaim A. Kaplan”, New York 1973, s. 384, 386, 389, 399). Na s. 231 swej książki Kaplan cytuje jakże gorzki ówczesny dowcip żydowski. Miał on formę krótkiej modlitwy: „Pozwól nam wpaść w ręce agentów gojów, tylko nie pozwól nam wpaść w ręce żydowskiego agenta”
J.R. Nowak – „Niewiniątka” z Judenratów

Wydała na śmierć setki Żydów. Wzięła za to pieniądze. Sama była Żydówką

 

 

 

 


Stella {Goldschlag} Kübler Isaacksohn
Największym postrachem Żydów ukrywających się przed Niemcami podczas II wojny światowej byli ludzie, którzy w zamian za pieniądze zajmowali się ich tropieniem i wydawaniem na pewną śmierć. W Berlinie najbardziej osławionym Greiferem („łapaczem”) wcale nie był fanatyczny nazista ani nawet Niemiec, lecz… Żydówka – Stella Kübler.
  Stella Goldschlag – bo tak brzmiało jej panieńskie nazwisko – urodziła się w lipcu 1922 r. w rodzinnie zasymilowanych berlińskich Żydów. Miała to szczęście, że natura obdarowała ją wybitnie „aryjskim” wyglądem. Była wysoką, szczupłą blondynką o niebieskich oczach, co w żadnym razie nie wskazywało na jej semickie korzenie. Jednak i ją w nazistowskich Niemczech dotknęły szykany związane z coraz bardziej restrykcyjnym prawem antyżydowskim. Żydówka jak każda inna?
Początkowo historia Stelli nie różniła się niczym od losów tysięcy niemieckich Żydów zmuszonych do noszenia hańbiącej żółtej gwiazdy Dawida i niemal niewolniczej pracy dla dobra „tysiącletniej Rzeszy”. Stella znalazła zatrudnienie w jednej z berlińskich fabryk zbrojeniowych, a w 1940 r. wzięła ślub z muzykiem Manfredem Küblerem.
Sytuacja uległa zmianie w wyniku tak zwanej Fabrikaktion (akcja „fabryka”) z 27 lutego 1943 r., będącej ostateczną łapanką berlińskich Żydów. W jej wyniku – jak pisze w swej książce „Stolica Hitlera. Życie i śmierć w wojennym Berlinie” Roger Moorhouse – funkcjonariusze Gestapo i SS przeprowadzili naloty na wiele stołecznych zakładów przemysłowych i zatrzymali tamtejszych żydowskich robotników. Co prawda Stelli i jej rodzinie udało się chwilowo uniknąć schwytania, jednak musieli oni rozpocząć życie w ukryciu i ciągłym strachu. Zostali tak zwanymi „U-Bootami”, określanymi również mianem „nurków” (Taucher). Z początku wszystko układało się dobrze. „Aryjski” wygląd Stelli oraz „papiery” załatwione u świetnego fałszerza Guenthera Rogoffa, pozwalały spoglądać z optymizmem w przyszłość. Wszelako były to tylko pozory, bowiem Stella znalazła się na celowniku jednego z „łapaczy”. Zaowocowało to jej aresztowaniem 2 lipca 1943 r. Kilka tygodni później w łapy oprawców z Gestapo wpadli również jej rodzice (jej mąż już wiosną trafił do Auschwitz, skąd nigdy nie wrócił). Podczas przesłuchań poddano ją brutalnym torturom. Liczono przede wszystkim na to, że uda się z niej wyciągnąć informacje na temat miejsca pobytu Rogoffa. W tym wypadku gestapowcy jednak się przeliczyli; Stella po prostu nie wiedziała gdzie przebywa interesujący ich fałszerz. Jednocześnie dotkliwe bicie oraz dwie nieudane próby ucieczki w ostateczności ją złamały i zgodziła się na propozycję zostania „łapaczem”. Nie bez znaczenia była również obietnica, że dzięki współpracy z Gestapo Stella uratuje życie rodzicom.
„Blond trutka”
Jak opowiada w swojej książce Roger Moorhouse: Stella szybko stała się wzorowym „łapaczem”. Funkcjonariusze byli już wcześniej pod wrażeniem jej pomysłowości […]. Kiedy już zaczęła dla nich pracować, absolutnie nie zawiodła – miała doskonałą pamięć do nazwisk, dat i adresów, a jej niewymuszona kokieteria stanowiła prawdziwą broń masowego rażenia.
Dzięki nieprzeciętnej „skuteczności” bardzo szybko zyskała sobie w środowisku berlińskich „nurków” miano „blond trutki”, stając się ich prawdziwym postrachem. Doszło do tego, że jej zdjęcie krążyło wśród zbiegów jako forma ostrzeżenia. Kiedy tylko wchodziła do jakiejś restauracji czy kawiarni, każdy Żyd rzucał się do ucieczki. Podobno była w stanie w ciągu jednego weekendu schwytać nawet ponad 60 Żydów. Za każdego dostawała 200 marek. Dokładnej liczby jej ofiar zapewne już nigdy nie poznamy, ale szacuje się, że skazała na pewną śmierć od kilkuset do nawet kilku tysięcy osób! Mimo przejawianej gorliwości Stelli nie udało się uratować rodziców, którzy trafili do

Auschwitz, gdzie zginęli. Kobieta i tak pozostała aktywnym „łapaczem” do końca wojny. W 1945 roku została aresztowana przez Sowietów i skazana na 10 lat ciężkich robót. Później wyszła jednak na wolność i tak naprawdę nigdy nie odpowiedziała za swoje zbrodnie. W 1994 roku popełniła samobójstwo w wieku siedemdziesięciu dwóch lat. Czyżby to ciężar popełnionych czynów prześladował ja do ostatnich dni życia? Jeśli tak to dlaczego zabiła się dopiero po 50 latach?
źródła:
podstawowe: Roger Moorhouse, Stolica Hitlera. Życie i śmierć w wojennym Berlinie, Znak, 2011 (więcej informacji na stronie wydawcy).
uzupełniające: Diana Tovar, Stella: The Story of Stella Goldschlag (streszczenie).
Na podstawie: J.R. Nowak – „Niewiniątka” z Judenratów
Fragmenty cytowane za: http://blogmedia24.pl/node/63747

 

W KL Auschwitz zginęło naprawdę „tylko” ok. 300 tysięcy osób

Poniższy krótki film przedstawia wyrok sądu w Krakowie z procesu strażników obozu w Oświęcimiu 8.01.1948 r. Jest w nim mowa o 300 tysiącach ofiar obozu zagłady, a nie 4 milionach jak nam kazały wierzyć syjonistyczne media. Dzisiejsza oficjalna liczba 1,1 mln ofiar jak widać także jest ponad 3 krotnie zawyżona. Podobnie stwierdzają dokumenty Międzynarodowego Czerwonego Krzyża wg których liczba ofiar Auschwitz to 180-300 tysięcy osób.

Żydzi pędzili Żydów na śmierć

Ponieważ żydowska histeria dotycząca polskiej ustawy o IPN zakazującej, pod groźbą kary do 3 lat więzienia, używania sformułowania polskie obozy koncentracyjne i ich synonimów nasila się (kongresmeni z USA wysłali list do prezydenta Dudy, w którym są jak to określają zaniepokojeni tą ustawą, domagają się jej zawetowania i nas kłamliwie oskarżają o współudział w Holokauście) postanowiłem, że bezczynnie temu się nie będę przyglądać. Będę więc teraz publikować artykuły i inne materiały historyczne na temat tego jak to Żydzi współpracowali z Niemcami w Holokauście.

Jednym z dowodów na poparcie tej tezy jest poniższy film. Pokazuje on jak żydowscy policjanci z getta warszawskiego  (z opaską z gwiazdą Dawida na ramieniu) prowadzą swoim ziomków Żydów na śmierć. Zapędzają ich do wagonów, którymi potem zostali wywiezieni do Auschwitz i innych niemieckich obozów koncentracyjnych.

Opaski policji żydowskiej z getta warszawskiego

https://www.cda.pl/video/192495267/vfilm

Więcej na ten temat na: https://wprawo.pl/2018/01/31/szokujacy-film-getta-warszawskiego-zydowscy-policjanci-brutalnie-prowadza-swoich-smierc/

Komory gazowe w Auschwitz to oszustwo?!

Samo zadanie takiego pytania już jest wywrotowe. Jednak jest ono zasadne! Amerykański ekspert ds. komór gazowych był w Auschwitz Birkenau i oglądał rzekome komory gazowe i stwierdził, że to niemożliwe, aby tam gazowano ludzi cyjanowodorem (głównym składnikiem cyklonu B).
Po obejrzeniu filmu stwierdzam, że ekspert ma rację. Dolna granica wybuchowości HCN wynosi 5,6%, a górna 41%. Jak więc nie dochodziło do wybuchu? Nasycali powietrze HCN w ilości powyżej 41%? Bez zabezpieczenia przed iskrami (specjalne izolowane wyłączniki) nastąpiłaby eksplozja przy wprowadzeniu HCN i choćby malutkiej iskrze. W Auschwitz nie było żadnych zabezpieczeń przed wybuchem. To były zwykłe murowane baraki. Czy zatem Żydów w Auschwitz Niemcy mordowali inaczej czy też Holokaust jest jednym wielkim oszustwem? Co ciekawe liczba ofiar Auschwitz z 4,1 mln została po cichu (bez słowa w mediach) zmniejszona do 1,1 miliona. Gdzie się więc „ulotniły” te 3 miliony? A może zatem skoro zmniejszono liczbę ofiar tak znacznie, to liczba 1,1 mln również jest mocno zawyżona?
Poniżej wspomniany film i drugi krótki także dający do myślenia:

Hitler po wojnie uciekł do Argentyny – odtajniono dokumenty CIA

Amerykański wywiad opublikował tajne dokumenty z 1955 roku.

Z informacji CIA wynika, że dowódca III Rzeszy w styczniu opuścił Kolumbię i udał się do Argentyny.

Agent CIA posługujący się pseudonimem „Cimelody-3” 29 września skontaktował się ze swoim przyjacielem mieszkającym w Wenezueli byłym członkiem SS – Philipem Citroenem. To od niego dowiedział się, że Adolf Hitler w dalszym ciągu żyje.

Philip Citroen ujawnił, że raz w miesiącu miał kontakt z Hitlerem w Kolumbii. Citroen stwierdził również, że Hitler opuścił Kolumbię i udał się do Argentyny w styczniu 1955 r.

Agent Cimelody-3 poprosił o zdjęcie, które zostało mu dostarczone – przedstawia Citroena z mężczyzną łudząco przypominającym Adolfa Hitlera.

Oto skany odtajnionych dokumentów:

Za: http://polskaracja.com/cia-hitler-przezyl-ii-wojne/

Źródło: dailystar.co.ukcia.gov