Wyróżnione

Antologia poezji słowiańskiej – ogłoszenie o konkursie

Zapraszam do udziału w najnowszej inicjatywie poetyckiej:

Welańskie bajania. 

Antologia poezji słowiańskiej

Wydanie antologii planowane jest na pierwszy kwartał 2022 r.
Terminu nadsyłania prac jako takiego nie ma – im szybciej, tym lepiej. Miejsca są ograniczone.

Książka będzie miała wydanie „bogate”, z ilustracjami/zdjęciami. Planowane jest obszerne wydanie – 300-500 stron.

Ilość utworów do przesłania: 10-15 wierszy w stylu dowolnym, w formie dowolnej (np. pieśni, modlitwy, zaklęcia, błogosławieństwa, ody itd.)
kontakt@poeticus.pl lub poeticuspl@gmail.com
– tytułem: antologia słowiańska

KOSZT UDZIAŁU: 290 zł lub 75 Euro. Płatność oczywiście wymagana tylko w przypadku akceptacji autora. Wpłata jest konieczna do „zaklepania” miejsca w antologii.  Wpisowe pokrywa koszty składu, korekty, projektu itd.

Zasady ogólne
Każdy autor otrzyma 1 egzemplarz autorski książki. Autorzy będą mieli prawo zakupu książek w dowolnych ilościach po niższej cenie i dowolnej ich dystrybucji we własnym zakresie z zachowaniem 100% zysku. NIE MA obowiązku zakupu. Każdy autor otrzyma wersję elektroniczną książki z prawem jej dowolnej sprzedaży i zachowaniem 100% zysku. Zastrzegamy sobie prawo do odrzucenia nadesłanych prac. Ilość i jakość zaakceptowanych wierszy także leży w kwestii wydawcy. Postaramy się każdego informować o akceptacji lub jej braku.

Agnieszka R. Lisztwan @poeticuspl 

Brawo uczciwi lekarze. Szkoda, że jest was tak mało

Dr Piotr Rubas podważa wiarygodność testów PCR i apeluje o zaprzestanie testowania. Zadaje proste pytanie: skoro eliksiry, będące preparatami terapii genowej, są takie skuteczne to dlaczego nie robi się testów tym, którzy przyjęli eliksir i zachorowali?

Dr med. Dorota Sienkiewicz z Polskiego Stowarzyszenia Niezależnych Lekarzy i Naukowców mówi zaś o nieskuteczności eliksirów kowidowych, zwanych dla zmylenia przeciwnika szczepionkami, i wzywa rząd do zaprzestania masowego szprycowania narodu polskiego.

https://rumble.com/vpngqx-szczepionki-przeciw-covid-19-s-niebezpieczne-i-nieskuteczne-dr-dorota-sienk.html

Dobre wieści – ludzkość zaczyna wygrywać z plandemistami

Dobre wieści z frontu walki z chazarską mafią plandemistów, sanitarnych faszystów. Nie oznacza to, że możemy już uznać, że jest po wszystkim i spocząć na laurach. Absolutnie nie – walczyć, wywierać presję na marionetkowe (nie)rządy, stawiać opór trzeba cały czas. Są jednak istotne oznaki, że ludzkość zaczyna w tej wojnie wygrywać. Oto one.

  1. Japonia ogłosiła, że tzw. wariant delta, który rzekomo teraz jest na świecie najgroźniejszy i wyparł inne warianty Sars-Cov-2 cyt. „sam się unicestwił”. Naukowcy z Narodowego Instytutu Genetyki zrobili badania i stwierdzili, że wariant delta koronawirusa sam doprowadził się do „naturalnego wyginięcia” w wyniku kilku kolejnych mutacji, które spowodowały, że nie był w stanie wykonać własnej kopii.
    https://wydarzenia.interia.pl/raporty/raport-koronawirus-chiny/aktualnosci/news-japonia-wariant-delta-sam-sie-unicestwil-zaskakujace-wyniki-,nId,5661519
    Wygląda więc na to, że Japonia zerwała się ze smyczy plandemistom i postanowiła zakończyć u siebie plandemię.
  2. Jak zapewne wiemy w Austrii wprowadzono de facto medyczny faszyzm – tamtejszy rząd wprowadził obowiązek szczepień na COVID od przyszłego roku i zarządził lockdown. Wprowadzono przepustki kowidowe, które uprawniają do wejścia w wiele miejsc. Nie mogą w te miejsce wejść ci którzy nie przyjęli „cudownego eliksiru” i nie mają przepustki kowidowej (czy paszportu kowidowego jak zwał tak zwał).
    Policja i wojsko w Austrii odmówiły sprawdzania przepustek kowidowych w imię „wolności i godności człowieka”. Nie będą prowadzić kontroli podczas lockdownu.
    https://frenchdailynews.com/politics/3592-austria-rises-up-against-health-dictatorship
    Jest to bardzo ważne wydarzenie. Cała plandemiczna tyrania opiera się na służbach – policji i wojsku. Dopóki wykonują one rozkazy (nie)rządów i prześladują ludzi reżim plandemiczny trwa. W momencie, w którym wojsko i policja w wielu krajach, a potem na całym świecie odmówią wykonywania faszystowskich, uwłaczających godności ludzi i zbrodniczych rozkazów plandemistów operacja COVID-19 rozleci się jak domek z kart.
    Póki co mamy taką sytuację w Austrii. Gdy podobnie stanie się w krajach gdzie panuje teraz największy plandemiczny zamordyzm tj. w Australii, Kanadzie, Włoszech i Francji można będzie już raczej stwierdzić, że plandemiczny reżim upadł i wygaszenie plandemii jest tylko kwestią czasu.
  3. Coraz większy faszyzm medyczny powoduje coraz większe protesty w krajach zachodu. Wielkie demonstracje miały miejsce m.in. we Włoszech czy Australii. To z pewnością robi duże wrażenie na rządzących marionetkach chazarskiej mafii. Widzą bowiem, że ludzie nie dają się im stłamsić i coraz bardziej i coraz silniej protestują. Na razie jest to tłumione lub ignorowane w mediach. Wszystko do czasu aż wojsko i policja przejdą na stronę zwykłych ludzi, co już się stało w Austrii.
    Protest we Włoszech: https://t.me/databaseitalia/2138
    Wielka demonstracja w Australii w Melbourne (na pewno kilkaset tysięcy ludzi):

Powstrzymajmy rzeź delfinów!

To niezwykle bulwersująca sprawa. Na Wyspach Owczych zarżnięto niedawno 1400 delfinów! Taka tam jest krwawa tradycja. W tym roku jednak zabili ponad 2 razy więcej osobników niż w poprzednich latach. Zróbmy wszystko co w naszej mocy, aby powstrzymać to barbarzyństwo. Delfiny to jedne z najinteligentniejszych istot na Ziemi. Nie pozwólmy, aby przez takie barbarzyńskie „tradycje” wyginęły. Petycję w tej sprawie do premiera Wysp Owczych można podpisać tutaj:

Unikaj czarnych ubrań, bo absorbujesz złą energię!

W poniższym filmie Sadhguru mówi o kolorach ubrań w szczególności białym i czarnym. To co mówi nie jest w zasadzie niczym szczególnym – to po prostu zwykła fizyka. Dlaczego np. liście drzew są zielone? Otóż światło słoneczne składa się z promieniowania elektromagnetycznego o różnych długościach fal. Rozkład tego promieniowania zwany jest widmem. Coś co jest zielone pochłania po prostu cały zakres widma z wyjątkiem fal z tego zakresu długości, który odpowiada kolorowi zielonemu. Ta część widma jest odbijana i trafia do naszych oczu i widzimy kolor zielony.
Podobnie jest z ubraniami – np. czerwony sweter pochłania całe promieniowanie widma z wyjątkiem czerwonego, które odbija. Analogicznie jest z prawie wszystkimi kolorami z wyjątkiem dwóch – białego i czarnego.
Białe przedmioty czy materiały odbijają całe widmo, bowiem całość promieniowania składającego się na widmo daje właśnie kolor biały (jak ktoś się chce o tym przekonać to wystarczy tu wykonanie prostego doświadczenia z fizyki ze szkoły, czyli przepuszczenia światła białego przez pryzmat, gdzie widzimy po tym przepuszczeniu rozszczepienie światła na różne kolory – składowe widma światła białego).
Czarne przedmioty czy materiały z kolei pochłaniają całe promieniowanie, czyli cały zakres widma światła widzialnego. I dlatego widzimy je jako czarne.

Tyle z wiedzy szkolnej. Nigdy jednak aż do dziś jakoś nie zastanawiałem się nad tym czy w podobny sposób ubrania białe, czarne i w innych kolorach mogą odbijać lub pochłaniać innego rodzaju energię (fala elektromagnetyczna jest energią). Po obejrzeniu poniższego filmu stało się dla mnie jasne, że odpowiedź brzmi tak.

Dlatego nie powinno się ubierać na czarno zwłaszcza jeśli idziemy w miejsce, którego energii nie chcielibyśmy pochłaniać np. szpital. Jeśli miejsce ma dobrą energię i chcemy ją przyjąć wówczas powinniśmy ubrać się na czarno udając się w to miejsce.
Odwrotnie jest w przypadku koloru białego. Udając się w miejsce gdzie spodziewamy się złej energii (jak przytoczony wyżej szpital) powinniśmy ubrać się na biało, aby odbić całą energię z tego miejsca. Jeżeli zaś miejsce, w które się udajemy emanuje dobrą energią to należy unikać białego koloru, bo wtedy odbijemy od siebie tę dobrą energię.
Każdy inny kolor niż biały i czarny spowoduje częściowe pochłonięcie i częściowe odbicie złej lub dobrej energii. Ta sama zasada dotyczy także ludzi. Gdy idziemy w miejsce, w którym nie wiemy jakich ludzi spotkamy lepiej ubrać się na biało.

Przyjął się u nas obyczaj, że na pogrzeb ubieramy się na czarno na znak żałoby i potem przez jakiś czas też ubieramy się na czarno. W ten sposób na pogrzebie pochłaniamy energię smutku, żałoby i umartwiamy się. Później nosząc czarne ubrania i myśląc o zmarłym także. Może to w skrajnych przypadkach prowadzić nawet do ciężkiej depresji. To, że ktoś zmarł to oczywiście dla nas smutne, ale my żyjący tutaj na Ziemi nie pomożemy jego duszy w niczym pochłaniając energię smutku i żalu jaka panuje na pogrzebie. Dlatego aby tego uniknąć i odbić tę negatywną energię powinniśmy ubrać się wbrew obyczajowi na pogrzeb ubierać na biało.

Cynk – jeden z najsilniejszych pierwiastków antywirusowych

W poniższym filmie lekarz – dr Marek Skoczylas przedstawia znaczenie cynku (Zn) i jego rolę w profilaktyce i leczeniu chorób wirusowych w tym tej ostatnio najbardziej medialnej, zwanej COVID-19. Dr Skoczylas podaje publikacje naukowe które potwierdzają to co mówi.

Z filmu dowiadujemy się m.in, że 2 najważniejsze funkcje cynku to:
– hamowanie syntezy materiału genetycznego wirusa, co hamuje namnażanie się wirusa
– umożliwienie komunikacji między komórkami naszego układu immunologicznego dzięki czemu ich praca jest lepiej skoordynowana, dokładniejsza i bardziej precyzyjna i wtedy komórki układu odpornościowego lepiej radzą sobie z wszelkimi patogenami.

Rola cynku w odporności na choroby układu oddechowego

Badania naukowe wskazują, że 20 mg Zn dziennie przyspiesza wyleczenie z zapalenia płuc u dzieci. Zn poprawiał oddychanie, natlenienie płuc. U pacjentów z COVID-19 leczonych w szpitalu stosowano ZnSO4. Dzięki temu wypisywano ich wcześniej do domu, zmniejszała się konieczność wentylacji, współczynnik śmiertelności też się zmniejszał, mniej pacjentów trafiało na OIOM. Badanie to udowodniło, że Zn odgrywa bardzo ważną rolę w zakresie wirusowych chorób układu oddechowego.
Jonofory – są to substancje przenoszące jony cynku do komórek. Bez nich Zn nie będzie działał, bo normalnie proces przenoszenia jonów Zn bez jonoforów zachodzi w organizmie bardzo wolno. W infekcji wirusowej musimy więc zastosować jonofory, aby to znacznie przyspieszyć.
W szpitalu stosują syntetyczne jonofory jak hydroksychlorochina – normalnie niedostępna i nienaturalna dla organizmu.
Naturalne i łatwo dostępne jonofory to kwercetyna i galusan epigalokatechniny. Kwercetyna jest w cebuli, orzechach, jabłkach, jagodach, winogronach, pomidorach.
Galusan epigalokatechiny bardzo obficie wystepuje w zielonej herbacie (ok. 1/3 suchej masy wysuszonej zielonej herbaty).
Kwercetyna oprócz przenoszenia jonów cynku do komórek sama ma silny potencjał antywirusowy – hamuje namnażanie się wielu wirusów, w tym grypy.
Galusan epigalokatechiny też jest silnym inhibitorem wirusów – oddziałuje nie tylko na szerokie spektrum wirusów, ale jest w stanie przenikać do niemal każdej tkanki naszego organizmu.

Dawkowanie kwercetyny i galusanu epigalokatechiny – przyjęło się uważać, że do 500 mg kwercetyny i do 400 mg galusanu epigalokatechiny jest dawką powszechnie uważaną za bezpieczną w stosowaniu.

Zn zapobiega też nowotworom i wspomaga ich leczenie (np. białaczka).

Dawkowanie cynku profilaktycznie na wzmocnienie odporności – normalnie jest to dawka 15 mg na dobę, można brać maksymalnie do 40 mg na dobę.

W przypadku chorób wirusowych dawki Zn mogą być znacznie wyższe niż przy profilaktyce i mogą sięgać nawet do 100 mg na dobę – np. WZW typu C. Zn jest bardzo ważny w walce z wirusami. Średnia dawka w przypadku chorób wirusowych wynosi 50 mg na dobę.

Cynk znajduje się w: fasoli, pieczarkach, boczniakach, pestkach dyni, ziarnach sezamu, roślinach strączkowych.
Białko zwierzęce zwiększa wchłaniania cynku.

Suplementy cynku należy zawsze popijać szklanką wody. Jeżeli w trakcie przyjmowania cynku wystąpią problemy żołądkowo-jelitowe należy przyjmować cynk po posiłku.
W trakcie suplementacji Zn należy unikać pokarmów bogatych w wapń oraz w fosfor, bo może to utrudniać organizmowi wchłanianie cynku.
Zn ze źródeł zwierzęcych jest łatwiej dostępny niż ze źródeł roślinnych.

Żeby zwiększyć wyraźnie odporność po 60-ce można to zrobić przyjmując cynk z suplementów diety lub spożywając cynk z produktów spożywczych, które go zawierają.
Ustalono, że prawidłowy poziom cynku przez całe życie spowalnia zanik grasicy, w której dojrzewają komórki naszego układu odpornościowego (przeciwciała). Zanik ten od 24 roku życia jest procesem naturalnym i nieuniknionym.

Najbardziej niebezpieczna technologia jaką kiedykolwiek wynaleziono – część III

Ostatnia część tekstu Artura Firstenberga na temat destrukcyjnych skutków, tym razem przede wszystkim dla przyrody, jaką wywołuje technologia komórkowa, w szczególności 5G. Na greckiej wyspie Samos po uruchomieniu wieży 5G zniknęły prawie wszystkie owady zapylające. To katastrofa. Jeśli tak dalej pójdzie i nie zatrzymamy tego szaleństwa to pszczoły za 10 lat mogą całkiem wyginąć. A jak powiedział Albert Einsten: gdy wyginą pszczoły to 4 lata później wyginą ludzie. Dlatego zgadzam się z Arturem Firstenbergiem, że telefony komórkowe powinny iść precz.

Jednak uważam, że to będzie niezwykle trudne do zrobienia gdyż ludzie się już tak przyzwyczaili do nich a poza tym zlikwidowano infrastrukturę poprzedniej, stacjonarnej telefonii, a bez tego nie da się zlikwidować telefonów komórkowych (kiedyś były budki telefoniczne, telefony na poczcie – teraz tego już nie ma). Dziś bez telefonu komórkowego bardzo ciężko jest żyć. Przypuśćmy, że jedziemy samochodem i jesteśmy w szczerym polu 20 km od najbliższej miejscowości i mamy awarię i dalej nie pojedziemy. Nie mamy telefonu komórkowego. I co w tej sytuacji? Będziemy iść 20 km pieszo? A co jak będzie duży mróz i śnieg? Nikt nam nie pomoże użyczając swojego telefonu, aby zadzwonić po pomoc drogową, bo inni też wyrzucili komórki. Jesteśmy więc w sytuacji beznadziejnej. Nawet w mieście będzie ogromny problem gdy np. ktoś zasłabnie na ulicy. Jak wezwać karetkę? Budek telefonicznych nie ma, a telefonów komórkowych też. Zanim ktoś zawiadomi szpital karetka najprawdopodobniej przyjedzie tylko stwierdzić zgon.
W obecnych realiach życia pozbycie się telefonów komórkowych jest niemożliwe i nikt się na to nie zgodzi (może jacyś nieliczni, którzy mają dużo ziemi i są samowystarczalni).

Sytuacja wydaje się beznajdziejna, ale jest z tego wyjście. Otóż jest nią nie pozbycie się telefonów komórkowych i powrót do telefonów stacjonarnych jak proponuje Artur Firstenberg, ale inna technologia telefonii mobilnej – telefonia grawitacyjna. Mobilny telefon grawitacyjny nie generuje ani nie odbiera żadnych fal elektromagnetycznych – wykorzystuje naturalne fale grawitacyjne. Jest to więc technologia całkowicie zdrowa tak dla ludzi jak i środowiska naturalnego. Do funkcjonowania wymaga minimalnych ilości energii. Ze względu na to, że takie telefony same się ze sobą komunikują nie jest potrzebny żaden operator. Także wieże telekomunikacyjne są zbędne. I do tego telefon taki jest darmowy. Technologia taka istnieje i to, że działa zademonstrował jej twórca niemiecki matematyk Hartmut Muller, który połączył się z instytutem naukowym w Sankt Petersburgu. Przekonanie ludzkości do takiej technologii telefonów biokomórkowych nie powinno stanowić większego problemu zważywszy że technologia ta jest darmowa. Dodatkową zaletą w porównaniu z obecną telefonią komórkową jest też to, że takie telefony działają też pod ziemią i pod wodą.
Głównym problemem będzie przełamanie ogromnego oporu koncernów telekomunikacyjnych, które od kilkunastu lat blokują tę technologię z prostego powodu- jej wprowadzenie oznaczałoby koniec ich miliardowych zysków. Dlatego trzeba zrobić wszystko aby przekonać wszystkich ludzi na Ziemi aby wymusili wprowadzenie tej technologii, która zastąpi obecne destrukcyjne dla całej planety telefonu komórkowe oparte na falach elektromagnetycznych.
Tutaj więcej na temat tej technologii i tego jak jest blokowana, a jej twórca został nawet skazany i siedzi (siedział?) w więzieniu! https://www.odkrywamyzakryte.com/telefon-grawitacyjny/

Teraz przechodzę do ostatniej części tego co napisał Artur Firstenberg. Są to bardzo niepokojące informacje o wymieraniu owadów, ptaków i innych istot. Na końcu zamieściłem tak jak wcześniej pliki pdf z moim tłumaczeniem oraz oryginalną wersją (po angielsku) tekstu Artura Firstenberga. Wykaz literatury zamieszczam tylko we wspomnianych plikach. Robię tak dlatego, że jest ona długa (zajmuje około 8 stron A4) i nie chcę aby ten wpis zrobił się tasiemcowo długi, bo i tak będzie długi (około 7,5 strony A4). Literatury nie tłumaczyłem, gdyż są to pozycje anglojęzyczne (jedna jest po polsku – tę przetłumaczyłem i dwie po niemiecku). Jeśli ktoś zechce się z nimi zapoznać to i tak tytuł musi wpisać po angielsku i artykuł będzie również w języku angielskim.

*******************************************************************************

W dniu, w którym w Nowym Jorku rozpoczęły się usługi telefonii komórkowej, byłem poza domem na trzydniowej konferencji prawniczej. W dniu powrotu do domu zakręciło mi się w głowie. W ciągu kilku dni również miałem mdłości i miałem niekontrolowane drżenie ciała. Miałem pierwszy w życiu atak astmy. Moje gałki oczne wydawały się wybrzuszone, moje usta były suche, tłuste i spuchnięte, czułem ucisk
w klatce piersiowej i bolały mnie podeszwy stóp. Stałem się tak słaby, że nie mogłem podnieść książki. Moja skóra stała się tak wrażliwa, że nie mogłam znieść dotyku
i ledwo mogłem znieść ubranie. Moja głowa huczała jak pociąg towarowy.
Po czwartym dniu nie mogłem spać ani jeść. W ciągu szóstej nocy moja krtań 3 razy dostała skurczu. Za każdym razem, gdy to się działo, nie mogłem zaczerpnąć powietrza ani zrobić wydechu i myślałem, że umrę. Następnego ranka wyszedłem
z domu i już nigdy nie wróciłem.

Zdarzyło się to nie tylko mnie, czy tylko kilku osobom. Począwszy od 14 listopada 1996 roku, w dniu, w którym Omnipoint Communications włączyło wszystkie te wieże komórkowe, setki tysięcy nowojorczyków nagle zachorowało. Wielu myślało, że ma zawał serca, udar lub załamanie nerwowe. Departament Zdrowia nazwał to epidemią grypy i trwała do maja następnego roku. Nie przestali się zastanawiać, dlaczego
w tamtym czasie wystąpiło to tylko w Nowego Jorku, a nie w okolicznych miastach. Tygodniowe statystyki śmiertelności z Centrum Kontroli Chorób ujawniły
17-procentowy wzrost śmiertelności w mieście od 17 listopada i trwający 11 tygodni,
w którym zmarło 2300 osób.
Epidemia dotarła do Bostonu dopiero w następnym roku, kiedy Sprint rozpoczął tam usługi 12 listopada 1997 roku. Śmiertelność wzrosła o 15,5% przez 16 tygodni. Trafiła do San Diego, gdy Pacific Bell rozpoczął tam usługi 1 listopada 1996 roku, trwała 17 tygodni i podniosła śmiertelność o 14,5%. Do pobliskiego Los Angeles dotarła dopiero następnego lata, kiedy Pacific Bell rozpoczął tam usługi 3 lipca 1997, a śmiertelność wzrosła o 30% przez następne 15 tygodni. Trafiła do Filadelfii wiosną, kiedy Sprint rozpoczął tam usługi 3 kwietnia 1997 r., i do Detroit jesienią, kiedy Sprint rozpoczął tam usługi 15 października 1997 r. Uderzyła w Jacksonville na Florydzie poprzedniej jesieni, kiedy Powertel rozpoczął tam usługi 15 października 1996. Uderzyła w Chicago, Milwaukee, Austin, San Antonio, Fort Worth, Houston, Atlanta, Fresno, Spokane, Portland, Sacramento, Charlotte i Tulsa, zaczynając w każdym mieście w dniu, w którym usługa cyfrowej telefonii komórkowej stała się dostępna w tym mieście.

W 1996 roku dowiedziałem się, że poziomy mocy nie mają znaczenia. Po tym,
jak promieniowanie mikrofalowe prawie zabiło mnie na Brooklynie po zaledwie
6 dniach ekspozycji, byłem pewien, że poziomy promieniowania muszą być niebotyczne, i zatrudniłem profesjonalnego inżyniera, Stuarta Maurera, aby poszedł do mojego domu ze swoim analizatorem widma w celu zmierzenia promieniowania. Przyszedłem na cały dzień z mojego pokoju w motelu w północnej części stanu Nowy Jork, żeby go poobserwować. Ku mojemu zdumieniu, najwyższy poziom, jaki zmierzył w dowolnym miejscu w moim domu, wynosił 0,0001 μW/cm2. Najwyraźniej musiałem się jeszcze wiele nauczyć o promieniowaniu mikrofalowym i wiele rzeczy,
o których myślałem, że wiedziałem, było błędnych.

To samo dzieje się teraz z 5G, tyle że tym razem zamiast obwiniać wirusa grypy, społeczeństwo obwinia koronawirusa. I tym razem dzieje się to wszędzie jednocześnie, a nie w jednym mieście. 13 października 2020 r. Verizon wydał komunikat prasowy ogłaszający dostępność swojej sieci 5G w całych Stanach Zjednoczonych, a tego samego dnia Apple wydał komunikat prasowy ogłaszający wprowadzenie na rynek swojego telefonu 5G, iPhone’a 12. iPhone 12 i 12 Pro były dostępne w sklepach 23 października, a iPhone Mini i Max były dostępne
na początku listopada. W każdym stanie z wyjątkiem dwóch śmiertelność zaczęła nagle rosnąć w tygodniu od 24 października lub niedługo później, ale nie później
niż w tygodniu od 21 listopada. Dwa wyjątki to Wisconsin, gdzie gwałtowny wzrost śmiertelności rozpoczął się w tygodniu od 17 października, oraz Hawaje, które
nie odnotowały znaczącego wzrostu zgonów zeszłej zimy. W całym kraju śmiertelność wzrosła średnio o 25% przez 20 tygodni, a 300 000 osób zmarło.

Dzieje się to wszędzie jednocześnie, także z ptakami, owadami, dziką przyrodą
i roślinami. Korespondent z Knoxville w stanie Tennessee napisał do mnie w zeszłym tygodniu:

W ciągu ostatnich kilku miesięcy zauważyłem 5 trzmieli na naszych kwiatach,
które wydawały mi się sparaliżowane. Niestety mamy bardzo blisko naszego domu Verizon 5G Ultra Wideband, który jest dostępny tylko na zewnątrz i myślę, że ma
to na nie wpływ. Przynieśliśmy 4 z nich do naszego domu, każdy w innym czasie,
a 3 z 4 ożyły w ciągu około 5 minut, więc potem wypuściłem je z powrotem
na zewnątrz. Czwarty potrzebował nieco ponad godziny, aby się ożywić, zanim był
w stanie odlecieć.

Inny obserwator z East Dover w stanie Vermont napisał kilka dni temu:

„Uprawiamy 3 hektary czarnej porzeczki, 200 krzewów borówki (11 odmian) i kilka innych nowatorskich roślin jagodowych. Nasze małe gospodarstwo jest certyfikowane jako ekologiczne z certyfikatem 8 otwartych akrów (tylko 3 obsadzone), a pozostała część 31 akrów jest zalesiona. Czarna porzeczka szybko zakwita, a wszystkie nasze 4 odmiany kwitną w odstępie kilku dni. Jest tak wiele różnych owadów zapylających, które pojawiają się na polach, w tym pewien rodzaj trzmieli z czerwonym środkiem. Cudownie jest widzieć i słyszeć wszystkie owady o różnych kształtach, które hałaśliwie pracują.

Tej wiosny, kiedy szedłem między rzędami i podziwiałem wszystkie kwiaty
na frontowym polu, nagle zatrzymałem się, ponieważ było prawie całkowicie cicho. Wśród 2225 krzewów czarnej porzeczki były 2 trzmiele, a ich brzęczenie było tak zauważalne, ponieważ wszystko było tak ciche. Kiedy wspomniałem o tym sadownikowi w 5 pokoleniu, powiedział, że w tym roku nie tylko nie było zapylaczy, ale wszystko się skończyło. Na przykład jego szparagi były dwa tygodnie
za wcześnie (nasze też). W porównaniu z rokiem 2020 czarna porzeczka zakwitła
2 tygodnie wcześniej. To była zimna wiosna, ale myślę, że to powinno opóźnić kwitnienie. To kolejny powód, dla którego owadów jeszcze nie było. 2 tygodnie
to ogromna ilość czasu! Borówki były również na ogół wczesne, a zwykłe następowanie kwitnienia w różnych odmianach uległo zmianie.

„Następnego dnia pojechałem do Forever Wild, hodowcy pszczół miodnych,
i zabezpieczyłem paletę z czterema ulami. Pszczołom było za zimno, by latać,
więc zostały w swoich ulach w środku wspaniałego rozkwitu czarnej porzeczki. Najwyraźniej trzmiele zaczynają latać, gdy temperatura wynosi 50 st. F (10 st. C), ale pszczoły miodne potrzebują, aby temperatura wynosiła co najmniej 59 st. F
(15 st. C). Hodowca pszczół miodnych powiedział, że zapylają jedną czwartą całego stanu (Vermont) i że wszyscy faceci na północy (głównie uprawiający jabłka) mówią
o tym samym – brak zapylaczy, a konkretnie żadnych trzmieli.

Kolejną ciekawostką w tym roku był fakt, że mieliśmy bardzo mało japońskich chrząszczy. Może to być spowodowane tym, że był to wyjątkowo mokry rok,
ale warto zauważyć, że chrząszcze i trzmiele zimują pod ziemią. Ponadto, kiedy odwiedziłem moich rodziców we wrześniu w Concord, MA, moja mama zwróciła uwagę, że wszystkie dęby mają ciemne plamy. Wszystkie liście naszych drzew mają te same plamy tutaj w południowym Vermont, a zwłaszcza na bukach i trzęsawiskach osikowych. Zasadziłem nasze pierwsze sadzonki jagodowe w 2014 roku,
więc nie mam ogromnego osobistego doświadczenia w posiadaniu i prowadzeniu farmy, ale mam nadzieję, że będę kontynuować moje obserwacje i planuję odtworzyć ten eksperyment z osłonami z aluminium, który zrobiła Katie Haggerty, z wyjątkiem czarnej porzeczki.

Grecka przyrodniczka Diana Kordas napisała w październiku szczegółowy raport
z wyspy Samos we wschodniej części Morza Śródziemnego:

„Mieszkam na wsi kilka kilometrów od stolicy Samos, Vathi, która leży na końcu dużej zatoki i naprzeciwko turystycznej wioski Kokkari. W lipcu tego lata 2021 r.
nad Kokkari uruchomiono pilotażową wieżę komórkową 5G. Ta wieża komórkowa znajduje się po drugiej stronie zatoki, jeden z jej dwóch paneli skierowany jest bezpośrednio na nas i znajduje się na tej samej wysokości nad poziomem morza,
co nasza posiadłość. Jest to około 6 kilometrów od nas”

„Tam, gdzie mieszkamy, otaczają nas wieże komórkowe i wzmacniacze (łącznie 14) działające na częstotliwościach 2G, 3G i 4G. W ciągu ostatnich kilku lat nastąpił stopniowy spadek liczby owadów i ptaków, zwłaszcza od 2014 roku, kiedy pojawiło się tu 4G. Wiele gatunków jest dotkniętych; dwa lata temu straciliśmy ostatniego
ze świetlików (kiedyś mieliśmy ich wiele). Minęły lata, odkąd podczas jazdy mieliśmy pluskwę na przedniej szybie samochodu. Ale odkąd uruchomiono tę wieżę komórkową 5G po drugiej stronie zatoki, straciliśmy prawie wszystkich zapylaczy
i znacznie więcej.”

„Na początku lata mieliśmy bardzo dużo zapylaczy: trzmiele, pszczoły miodne, różne gatunki dzikich pszczół, pszczoły stolarskie, wszelkiego rodzaju osy i bzygi. Zwykle zauważamy je, gdy uprawiamy wszystkie własne owoce i warzywa. Nasze wczesnoletnie rośliny zostały zapylone bez żadnego problemu, ale melony, pomidory i cukinia, które zasadziliśmy na początku lipca, przyniosły bardzo mało owoców, ponieważ nie zapylało ich zbyt wiele owadów, chociaż było dużo kwiatów. Ani jedna cukinia nie została zapylona, a pomidory wyprodukowały tylko 3 owoce; melony (nie tak dużo, jak byśmy się spodziewali) wydają się być zapylane przez maleńkie latające nocą ćmy.”

„Posiadamy trzy i pół akra ziemi, co stanowi dużą posiadłość na wyspie. Znajduje się tam wiele dużych drzew (sosny, cyprysy, drzewa chleba świętojańskiego, dzika pistacja, oliwki, migdały i gaj niezwykle rzadkich drzew mastyksowych) oraz kilka drzew owocowych (morele, śliwki i gruszki), a także pola traw i dzikich roślin. Powinnam tutaj zauważyć, że nie używamy żadnych pestycydów i nie mamy sąsiadów, którzy używają jakichkolwiek pestycydów; poza tym większość otaczającego nas terenu jest dzika, zarówno w górach, jak i na morzu. Nasza własna ziemia nigdy nie była skażona  pestycydami i powiedziałabym, że to samo najprawdopodobniej dotyczy większości ziemi wokół nas. To NIE jest problem pestycydów.

„Dbamy również o to, aby nasza ziemia była jak najbardziej dzika, a poza działkami, które uprawiamy, mogą swobodnie rosnąć dzikie rośliny: trawy, kwiaty (wiele storczyków) i dużo dzikiego kopru włoskiego. Jest dużo krzewów i żywopłotów
(nie znam angielskich nazw tych roślin). Wiele drzew ma ponad 100 lat, a niektóre cyprysy mają ponad 300 lat.”

„Podczas sadzenia mamy tendencję do międzyplonów, a także sadzimy kwitnące bazylie i cynie, które przyciągają między innymi zapylacze. Stawiamy też spodki
z wodą, z których owady mogą pić – pszczoły są spragnione. Zwykle mamy mnóstwo pszczół, motyli, bzygowatych, os itp. wielu gatunków, a do niedawna mieliśmy wiele zapylaczy. Spadek rozpoczął się w lipcu, kiedy wieża została uruchomiona.”

„Pszczoły i inne zapylacze, a także większość owadów, zniknęły już prawie w całości. Wiemy to z kilku powodów: jednym jest to, co widzimy (lub nie widzimy)
na grządkach warzywnych, jednym jest to, co widzimy ogólnie (lub nie widzimy,
bo nie ma prawie nic) i najważniejsze jest to czego nie widzimy na drzewach chleba świętojańskiego. Każdego roku o tej porze męskie kwiaty drzewa chleba świętojańskiego obficie kwitną i przyciągają setki zapylaczy: pszczół wszelkiego rodzaju, os, szerszeni i bzygów. Nie możesz podejść nigdzie w pobliżu tych drzew, nie zdając sobie sprawy z głośnego brzęczenia, a owady są na nich zajęte przez cały dzień. Te drzewa kwitną przez około miesiąc, są w pełni kwitnienia i do tej pory praktycznie nic na nich nie było: jeden trzmiel, jedna pszczoła miodna, kilka szerszeni, kilka much różnych gatunków, kilka maleńkich dzikich pszczół. Sprawdzamy wiele razy dziennie, każdego dnia.”

„To też NIE jest spowodowane pogodą. Odkąd drzewa chleba świętojańskiego zakwitły, mieliśmy różną pogodę – od silnych wiatrów północnych po dość silne południowe, przeplatane wieloma spokojnymi dniami. Padało raz. Temperatury są
w przybliżeniu średnie jak na tę porę roku. Wiatr czy brak wiatru, ciepło czy zimno,
na drzewach chleba świętojańskiego praktycznie nie ma zapylaczy.”

„Pewnego dnia sprawdziliśmy również, czy nie ma pszczół na każdym męskim kwiecie drzewa chleba świętojańskiego, jakiego mogliśmy znaleźć między tym miejscem a Kokkari, i nie znaleźliśmy żadnych owadów na żadnym innym kwitnącym chlebie świętojańskim – ani w ogóle żadnych owadów, z wyjątkiem kilku much.”

„Kwitnące szarańczyny są dobrym wskaźnikiem zapylaczy, ponieważ przyciągają ich tak wiele. Niektóre rośliny są do tego dobre, jak radość podróżnika/koci pazur, cierniste pnące wino, które ma bardzo słodko pachnące kwiaty i kwitnie w tym sezonie (nie widzieliśmy też na nich żadnych zapylaczy) i kwiaty cebuli,
które przyciągną każdy rodzaj os i szerszeni jaki tam występuje (ale nie pszczoły). Obecnie nie mamy kwiatów cebuli, ale w przeszłości mieliśmy dużą liczbę os
i szerszeni, w tym wiele gatunków, których nie rozpoznaliśmy.” „Na naszej ziemi, kiedy to piszę, straciliśmy nie tylko pszczoły, ale także wszelkiego rodzaju inne owady: wszelkiego rodzaju chrząszcze, w tym chrabąszcze i biedronki, pająki przędące pajęczyny, modliszki, ćmy i motyle (zawsze mamy wielkie chmary lipieni na sosnach w lipcu-sierpniu, ale prawie żadnych w tym roku), wszelkiego rodzaju ważki, koniki polne i świerszcze. Październik to pora na ważki, a teraz mamy ciepłą, spokojną pogodę, kiedy przybywają w tysiącach. W tym roku mamy może jedną setną zwykłej liczby. Mamy kilka szerszeni (nie tak dużo jak zwykle), gzów (mniej niż zwykle) i much (które wydają się być najmniej dotknięte).”

„Wciąż mamy komary, ale sądzę, że powodem tego jest to, że rozmnażają się
w naszej cysternie, która ma kamienne ściany o grubości 2 stóp i cementowy dach – jest chroniony przed polami elektromagnetycznymi. Komary dostają się przez rurę przelewową i malutkie szczeliny w kamieniach, które zakrywają otwory odpływowe. Nasz sąsiad, który ma otwartą cysternę, wcześniej latem miał w wodzie tysiące larw komarów (i duży problem z komarami), teraz komarów nie ma. Sprawdziłam i nie ma już larw w wodzie jego cysterny.”

„Mogę tylko pomyśleć, że wieża komórkowa 5G spowodowała te rzeczy, ponieważ nic innego nie odpowiada za nagły, poważny spadek liczby owadów tutaj. Wieża zaczęła działać w lipcu, a straty, które obserwujemy, mają miejsce od lipca. Myślę też, że obserwujemy spadek liczby małych gryzoni: szczurów, myszy i norników. Nie tracimy owoców i warzyw na rzecz myszy czy szczurów, co zawsze się działo. Ponadto, na takim dzikim skrawku ziemi, jak ten, można znaleźć ich ślady, łapać
w nocy ogony miotające się w promieniu pochodni lub je słyszeć (szczury
na drzewach mogą być dość hałaśliwe) i wydaje się one też odeszli lub odchodzą. Mój sąsiad ciągle znajduje martwe szczury, ale nigdy ich nie truje, więc nie padły
od tego.”

„Obserwujemy również zmiany w zachowaniu zwierząt. Karmimy wiele szakali złocistych, które mają problemy z polowaniem z powodu braku dzikich zwierząt
w okolicy. Zatoka Samos jest otoczona wieloma wieżami komórkowymi
i wzmacniaczami, a także nową wieża komórkową 5G co powoduje, że populacja dzikich zwierząt, w tym owadów i ptaków maleje od lat. Jednak w ciągu ostatnich kilku tygodni liczba przychodzących do nas szakali potroiła się i wykazują one objawy skrajnego niepokoju, krążą za nami wieczorami, a teraz zaczynają pojawiać się również w ciągu dnia (głównie są zwierzętami nocnymi). Są to dzikie zwierzęta, których nie traktujemy jak zwierząt domowych, ale niektóre z nich stają się coraz bardziej przyczepne, zbliżają się na kilka stóp i siedzą przez pewien czas zaledwie kilka stóp od nas. Niektóre z nich, które wcześniej nie były agresywne, zaczęły stawać się bardzo agresywne w stosunku do innych szakali i zawsze wybuchają walki.”

„Okolica ma również problemy z dzikami, które również szukają pożywienia. Mieliśmy kilka zbyt bliskich spotkań z tymi dużymi i niebezpiecznymi zwierzętami (które również pojawiają się w momentach, kiedy nie powinny, przed zachodem słońca)
i kopią w nocy, przekopały duże połacie naszej ziemi Natknęłam się na jednego, podobnie jak mój mąż. Wiele osób widuje je w dzień, a one przekopują ogrody, gaje
i pobocza dróg. To się nigdy wcześniej nie zdarzyło.”

„Liczba ptaków maleje. Wciąż mamy dość dużą populację sikory bogatki i pokrzewki sardynki, które zwykle trzymają się głębokiej osłony gęstych żywopłotów i dużych drzew, ale straciliśmy wszystkie zięby. Mamy kilka kosów, ale już dawno
nie widzieliśmy drozda śpiewaka czy strzyżyka. Rudziki nie przybyły z dalekiej północy, chociaż już powinny. Mamy parę puszczyków, ale małe sowy zniknęły. Mamy sójki i wrony, kilka gołębi grzywiastych (malejących) i gołębi grzywaczy, których ostatnio jest niewiele. Liczebność mew (mew żółtonogich) spada, a kudły, które zawsze znajdowały się na plaży poniżej naszej ziemi, całkowicie zniknęły. Mamy mniej ptaków drapieżnych – zwykle mamy krogulce, sokoły Eleanory, jastrzębie, myszołowy i orły z krótkimi palcami, ale teraz unikają tego obszaru, chociaż widzimy je gdzie indziej, a także kruki.”

„Tej jesieni nie widzieliśmy praktycznie żadnych ptaków migrujących na tym obszarze: kilka muchołówek, kilka gąsiorek i stado mew odlatujących w morze
to wszystko. Słyszeliśmy, ale nie widzieliśmy stada żołny, która nie zatrzymała się tutaj jak zwykle.”

„Podsumowując, wieże komórkowe ogólnie zmniejszyły liczbę owadów i zapylaczy na tym obszarze, a także ogólnie liczbę ptaków i dzikich zwierząt. Nowa wieża komórkowa 5G miała niszczycielski efekt w bardzo krótkim czasie, ale nie można poznać pełnych konsekwencji przynajmniej do następnej wiosny”.

_____________

Ci z Was, którzy pamiętają przednie szyby samochodów zabryzgane przez owady, ogrody pełne motyli i brzęczenia pszczół, głośne chóry świerszczy na lądzie, żaby
w stawach i gęste stada ptaków śpiewających z radości życia, zrozumieją, co chcę powiedzieć. Telefony komórkowe nie mogą tu pozostać. Inną kwestią jest to, czy ludzie dobrowolnie z nich zrezygnują.

Jeśli ludzie chętnie zrezygnują z telefonów komórkowych, nagła i ogromna poprawa zdrowia i samopoczucia wszystkich oraz powrót wszystkich zaginionych i ginących gatunków naszych kuzynów, które wciąż próbują dzielić z nami Ziemię, przywróci nadzieję dla gatunku ludzkiego i będzie katalizatorem innych zmian, które nagle staną się możliwe, a przede wszystkim zakończenie wydobycia i wykorzystania paliw kopalnych, które przekształcają tlen w naszym powietrzu w dwutlenek węgla, zakwaszają oceany, zanieczyszczają rzeki, jeziora, strumienie i wody gruntowe
i wypełniają oceany, ziemię, atmosferę i nasze ciała bardzo małymi cząsteczkami plastiku. Jeśli ludzie nie będą chcieli zrezygnować z telefonów komórkowych, to życie
na naszej planecie nie przetrwa długo, a telefony komórkowe skończą się
wraz z życiem na Ziemi. W każdym przypadku nie mają prawa tu zostać. Proszę, dołącz do mnie w pracy nad odbudową naszego domu. Jeśli jeszcze go

nie podpisałeś, podpisz Międzynarodowy Apel o zatrzymanie 5G na Ziemi
i w kosmosie. Jeśli Twoja organizacja ma status konsultacyjny w Organizacji Narodów Zjednoczonych i może formalnie złożyć ten Apel do ONZ, skontaktuj się
ze mną. Jeśli Twoja organizacja sprzeciwia się 5G, a jeszcze tego nie zrobiłeś, skontaktuj się ze mną pod adresem info@cellphonetaskforce.org w sprawie podpisania opinii Amicisa (przyjaciela sądu) wspierającego naszą sprawę w Sądzie Najwyższym USA. Proszę pobrać, zapisać i rozpowszechnić część I, część II i część III tej serii. Jeśli nadal posiadasz lub używasz telefonu komórkowego wyrzuć go teraz, a jeśli nie masz telefonu stacjonarnego zdobądź go.

Artur Firstenberg

Autor książki “The Invisible Rainbow: A History of Electricity and Life”

Administrator Międzynarodowego Apelu na rzecz zatrzymania 5G na Ziemi
 i w kosmosie

Zarządca https://www.echoearth.org/ (Koniec telefonów komórkowych tu na Ziemi)

P.O. Box 6216

Santa Fe, NM 87502

USA

phone: +1 505-471-0129

arthur@cellphonetaskforce.org

4 listopada 2021

Najbardziej niebezpieczna technologia jaką kiedykolwiek wynaleziono – część II

Druga część tekstu Artura Firstenberga o telefonach komórkowych i promieniowaniu elektromagnetycznym jakie emitują oraz ich destrukcyjnych skutkach dla ludzi i natury. Dowiadujemy się tutaj bardzo niepokojących rzeczy o ginięciu nie tylko pszczół, ale i także m.in. płazów. Przy okazji możemy dowiedzieć się jak pszczoły rozpoznają czy kwiat był już odwiedzony przez jakiegoś owada zapylającego czy też nie. Na końcu jak poprzednio zamieściłem wersje pdf mojego tłumaczenia i oryginalnego tekstu Artura Firstenberga po angielsku.

Nie ma odpowiedzi zależnej od dawki promieniowania mikrofalowego

Sprzedaż telefonów komórkowych jest i zawsze była oparta na kłamstwach
i oszustwach. Największym kłamstwem jest to, że są to urządzenia „o małej mocy”
i że dzięki temu są bezpieczne. To podwójne kłamstwo. To kłamstwo, ponieważ nie mają małej mocy. Jeśli umieścisz telefon komórkowy – jakikolwiek telefon komórkowy – w dłoni lub obok ciała, zostaniesz wystawiony na działanie większego i silniejszego promieniowania mikrofalowego z telefonu niż z jakiejkolwiek wieży komórkowej
i 10 miliardów razy większe promieniowanie mikrofalowe niż to jakie otrzymujesz
od Słońca, Drogi Mlecznej lub innych naturalnych źródeł. Wytyczne dotyczące ekspozycji ustanowione przez Federalną Komisję Łączności odzwierciedlają tę rzeczywistość: wieże komórkowe mogą eksponować twoje ciało
z określonym współczynnikiem absorpcji 0,08 W/kg, podczas gdy telefony komórkowe mogą narażać mózg na określony współczynnik absorpcji 1,6 W/kg,
który jest dwadzieścia razy wyższy.

I jest to też kłamstwo, ponieważ urządzenia o małej mocy wcale nie są bezpieczniejsze niż urządzenia o dużej mocy. Powodem tego jest to, że pola elektromagnetyczne nie są toksynami w zwykłym znaczeniu, a toksykologiczna zasada, że mniejsza dawka jest bezpieczniejszą dawką, nie ma zastosowania
do promieniowania mikrofalowego. Jak pisał Allan Frey w 1990 roku:

„Pola elektromagnetyczne nie są substancją obcą dla żywych istot, taką jak ołów
czy cyjanek. W przypadku substancji obcych im większa dawka, tym większy efekt – zależność dawka-odpowiedź. Żywe istoty to raczej systemy elektrochemiczne,
które wykorzystują pola elektromagnetyczne o niskiej częstotliwości we wszystkim, od fałdowania białek, przez komunikację komórkową, po funkcjonowanie układu nerwowego. Aby modelować, jak pola elektromagnetyczne wpływają na żywe istoty, można je porównać do radia, którego używamy do słuchania muzyki. Jeśli nałożysz na radio odpowiednio nastrojoną falę elektomagnetyczną (EMF) lub harmoniczną, nawet jeśli jest bardzo słaba, będzie ona zakłócać muzykę. Podobnie, jeśli nałożymy bardzo słaby sygnał EMF na żywą istotę, ma ona możliwość zakłócenia jej normalnego funkcjonowania, jeśli jest odpowiednio dostrojona. Jest to model, który każe nam używać wiele danych biologicznych i teorii, a nie model toksykologiczny”.

W kolejnej serii eksperymentów, opublikowanej w 2003 r., zespół Salforda wystawił młode szczury na działanie tzw. telefonu komórkowego 2G, tylko raz na dwie godziny, przy pełnej mocy lub na dwóch różnych poziomach zmniejszonej mocy,
i poświęcił je 50 dni później, żeby zbadać ich mózgi. Badacze odkryli, że pojedyncza ekspozycja na zwykły telefon komórkowy działający z normalną mocą trwale zniszczyła do 2% komórek mózgowych prawie wszystkich szczurów. Uszkodzone neurony zdominowały obraz w niektórych obszarach mózgu. Gdy moc telefonu została zmniejszona dziesięciokrotnie, u każdego szczura doszło do uszkodzenia mózgu. Gdy moc telefonu została zmniejszona stukrotnie, ten rodzaj trwałego uszkodzenia mózgu zaobserwowano u połowy narażonych zwierząt.

W kolejnych eksperymentach, opublikowanych w 2008 r., wystawiali oni szczury
na działanie telefonu komórkowego przez dwie godziny raz w tygodniu przez rok, nadal używając tego, co obecnie nazywa się telefonem komórkowym 2G. Odsłonięte szczury cierpiały na zaburzenia pamięci, niezależnie od tego, czy były narażone
na poziom ekspozycji wynoszący 60 mW/kg czy 0,6 mW/kg. Innymi słowy, stukrotne zmniejszenie poziomu mocy nie sprawiło, że telefon komórkowy jest mniej niebezpieczny.

Wielokrotnie zgłaszano brak odpowiedzi na dawkę. Fizyk Carl Blackman spędził większość swojej kariery w Agencji Ochrony Środowiska, zastanawiając się, dlaczego nie tylko określone częstotliwości, ale także określone poziomy mocy promieniowania radiowego powodują, że wapń wypływa z komórek mózgowych. Ross Adey z UCLA, Jean-Louis Schwartz z Narodowej Rady Badawczej Kanady
i Jitendra Behari z Uniwersytetu Jawaharlala Nehru w Indiach zgłosili to samo. Genetyk Sisir Dutta, badając to samo zjawisko na Uniwersytecie Howarda w 1986 r., odkrył szczyty przepływu wapnia przy poziomach ekspozycji SAR wynoszących
2 W/kg i 1 W/kg, a także przy 0,05, 0,0028, 0,001, 0,0007 i . 0005 W/kg, z pewnym efektem aż do 0,0001 W/kg. Efekt przy 0,0007 W/kg SAR był czterokrotnie większy niż przy 2,0 W/kg, innymi słowy zmniejszenie poziomu mocy 3000 razy spowodowało 4-krotny wzrost zaburzeń wapnia. Częstotliwość wynosiła 915 MHz, ta sama częstotliwość, która miała być później używana w telefonach komórkowych.

Maria Sadchikova i jej sowieccy koledzy w latach 60. i 70. XX w. przebadali setki pracowników narażonych w pracy na promieniowanie mikrofalowe i konsekwentnie stwierdzili, że najbardziej chorzy to ci, którzy byli narażeni na najniższy,
a nie na najwyższy poziom mocy.

Igor Belyaev z Uniwersytetu w Sztokholmie odkrył, że efekty genetyczne występują przy określonych częstotliwościach i że wielkość efektu nie zmienia się
wraz z poziomem mocy powyżej 16 rzędów wielkości, aż do 10-18 W/cm2,
czyli poziomu, który to jest biliard razy mniejszy niż to, co telefon komórkowy dostarcza do mózgu.

Dimitris Panagopoulos z Uniwersytetu w Atenach odkrył, że muszki owocowe wystawione na kontakt z telefonem komórkowym przez jedną minutę dziennie
przez 5 dni rodziły o 36% mniej potomstwa niż muchy, które w ogóle nie były narażone na kontakt z telefonem komórkowym. Kiedy wystawił je na kontakt
z telefonem przez 6 minut dziennie przez 5 dni, liczba ich potomstwa zmniejszyła się o 50 do 60%. Maksymalny efekt wystąpił, gdy telefon komórkowy znajdował się około 30 cm od much, a nie wtedy, gdy dotykał fiolki, w której znajdowały się muchy.
W dalszych badaniach wykazał, że efekt jest spowodowany uszkodzeniem DNA,
a w konsekwencji śmiercią komórki przez promieniowanie.

W innym eksperymencie, kolega Panagopoulosa, Lukas Margaritis, wystawił muszki owocowe na różne częstotliwości promieniowania radiowego przy poziomach ekspozycji od 0,0001 W/kg do 0,04 W/kg i odkrył, że nawet pojedyncza ekspozycja
na którąkolwiek wartość z zakresu tych poziomów ekspozycji przez zaledwie 6 minut spowodowała znaczną śmierć komórek jajnika.

W dalszych badaniach zespół Margaritis wystawił muszki owocowe na działanie telefonu komórkowego raz na 6 minut, raz na 12 minut, 6 minut dziennie przez 3 dni lub 12 minut dziennie przez 3 dni. W każdych warunkach telefon zwiększył od 3 do 6 razy liczbę obumarłych komórek jajnika. Następnie ten zespół wypróbował inne źródła promieniowania mikrofalowego przez od 10 do 30 minut dziennie przez okres
do 9 dni i odkrył, że każde z nich zmniejszyło liczbę potomstwa o 11% do 32%. Telefon komórkowy i telefon bezprzewodowy wywarły największy wpływ, ale WiFi, niania elektroniczna, Bluetooth i kuchenka mikrofalowa również znacznie zmniejszyły płodność much.

Wpływ na owady jest tak oczywisty, że nawet licealista może go z łatwością zademonstrować. W 2004 roku Alexander Chan, uczeń drugiej klasy szkoły średniej im. Benjamina Cardozo w Queens w stanie Nowy Jork, codziennie wystawiał larwy muszek owocowych na działanie głośnika, monitora komputerowego i telefonu komórkowego w ramach projektu Science Fair i obserwował ich rozwój. U much, które miały kontakt z telefonem komórkowym, nie rozwinęły się skrzydła.

Co robimy z naturą?

Niepokoimy i dezorientujemy nie tylko ptaki, ale także, jak okryto, owady. Wygląda
na to, że wszystkie małe stworzenia, które mają anteny, używają ich do wysyłania
i odbierania komunikacji elektronicznej – komunikacji, która jest zakłócana
i zagłuszana przez znacznie silniejszą komunikację naszych urządzeń bezprzewodowych.

Kiedy pszczoły miodne wykonują taniec kołyszący, aby poinformować się nawzajem o lokalizacji źródeł pożywienia, jest to nie tylko taniec wizualny, ale także elektromagnetyczny. Podczas tańca generują one sygnały elektromagnetyczne
o częstotliwości modulacji od 180 do 250 Hz. I wysyłają inny rodzaj sygnału,
który nazwano sygnałem „stop”, o długości do 100 milisekund, z częstotliwością
320 Hz. Sygnał stop jest używany, gdy kolonia ma już za dużo jedzenia i powoduje, że tancerze przestają tańczyć i opuszczają parkiet. Uwe Greggers z Freie Universität w Berlinie odkrył, że pszczoły zaczynają chodzić i aktywnie poruszać antenami
w odpowiedzi na sztucznie generowane pola elektromagnetyczne, które imitują
te naturalne sygnały, nawet przy braku jakichkolwiek sygnałów wizualnych
lub słuchowych. Pszczoły, których czułki usunął lub pokrył woskiem, nie reagowały na te sygnały.

Zapylanie zależy również od komunikacji elektromagnetycznej – między pszczołami, a kwiatami. Pszczoły przenoszą na swoich ciałach ładunek dodatni z lotu
w globalnym atmosferycznym polu elektrycznym, podczas gdy kwiaty, połączone
z ziemią, przenoszą ładunek ujemny. Dominic Clarke z Uniwersytetu w Bristolu udowodnił, że nie tylko ułatwia to przenoszenie pyłku z kwiatów na pszczoły,
ale że pszczoły wyczuwają i przyciągają nie tylko kolory kwiatów, ale także wyraźne wzory pól elektrycznych. Pole elektryczne kwiatu zmniejsza się natychmiast
po odwiedzeniu go przez pszczoły, a inne pszczoły „widzą” to i odwiedzają tylko kwiaty, których pole elektryczne jest silne. Podczas gdy pszczoły miodne widzą pola swoimi czułkami, trzmiele widzą pola bardziej włosami pokrywającymi ich ciała,
co nie tylko czyni je tak charakterystycznymi stworzeniami, ale także pełnią funkcję swego rodzaju anteny.

W 2007 roku niemiecki biolog Ulrich Warnke opublikował ważną broszurę w języku angielskim i niemieckim zatytułowaną Pszczoły, Ptaki i Ludzkość: Niszczenie natury przez „Elektrosmog” (Bienen, Vögel und Menschen: Die Zerstörung der Natur durch „Elektrosmog”). Przypomniał nam w nim, że istnieją tylko dwie siły dalekiego zasięgu – grawitacja i elektromagnetyzm – które kształtują wszystko we wszechświecie,
w tym nasze ciała, i że ignorujemy ten fakt na własne ryzyko. Elektryczność jest podstawą życia, ostrzegał, a „to zniszczenie podstawy życia już na zawsze zniszczyło wiele gatunków”. Powiedział, że nie możemy zanurzyć naszego świata
w morzu promieniowania elektromagnetycznego, które jest do 10 000 000 000 razy silniejsze niż naturalne promieniowanie, z którym ewoluowaliśmy, bez niszczenia całego życia. Podsumował badania, które on i inni przeprowadzili na pszczołach miodnych. Nic dziwnego, pisał Warnke, że pszczoły znikają na całym świecie.

Pszczoły zaczęły znikać u zarania ery radiowej. Na małej wyspie leżącej
na południowym wybrzeżu Anglii, z której Guglielmo Marconi wysłał pierwszą
na świecie transmisję radiową na duże odległości w 1901 roku, pszczoły miodne zaczęły znikać. W 1906 r. wyspa, będąca wówczas miejscem największego zagęszczenia transmisji radiowych na świecie, była prawie pozbawiona pszczół. Tysiące, niezdolnych do latania, znaleziono pełzające i umierające na ziemi poza ulami. Zdrowe pszczoły sprowadzone z lądu zaczęły umierać w ciągu tygodnia
od przybycia. W następnych dziesięcioleciach choroba Isle of Wight rozprzestrzeniła się wraz z transmisjami radiowymi na resztę Wielkiej Brytanii, a także do Włoch, Francji, Szwajcarii, Niemiec, Brazylii, Australii, Kanady, RPA i Stanów Zjednoczonych. W latach 60-ych i 70-ych XX w. zmieniono nazwę na „choroba zanikania”. Stało się to pilne pod koniec lat 90-ych XX w. wraz z rewolucją bezprzewodową, a do 2006 r. stało się ogólnoświatową sytuacją kryzysową, kiedy
zostało to przemianowane na „zaburzenie rozpadu kolonii”. Dziś nie tylko pszczoły domowe, ale wszystkie dzikie pszczoły są zagrożone wyginięciem.

Płazy nie tylko znikają, ale wiele gatunków płazów już wyginęło, nawet w najbardziej odległych, dziewiczych rejonach świata – nieskazitelnych, to znaczy z wyjątkiem wież komunikacyjnych i stacji radarowych emitujących promieniowanie mikrofalowe. Płazy są najbardziej podatne na promieniowanie elektromagnetyczne ze wszystkich klas zwierząt na naszej planecie, a od lat 80-ych XX wieku ich liczba maleje i wymierają. Kiedy przyjrzałem się temu w 1996 roku, wszystkie gatunki żab i ropuch w Parku Narodowym Yosemite znikały. W rezerwacie Monteverde Cloud Forest w Kostaryce wyginęła słynna i dobrze chroniona złota ropucha. Osiem z trzynastu gatunków żab w brazylijskim rezerwacie lasów deszczowych wyginęło. Wymarła słynna australijska żaba żołądkowa. Wymarło 75 gatunków kolorowych żab arlekina, które niegdyś zdobiły strumienie w tropikach półkuli zachodniej. Obecnie ponad połowa wszystkich znanych gatunków żab, salamander i beznogich jaszczurek (płazy wężopodobne), czyli 4300 gatunków, wyginęła lub jest zagrożona wyginięciem.

W 1996 roku, kiedy wieże komórkowe zainstalowano w odległych obszarach Stanów Zjednoczonych, zmutowane żaby zaczęły pojawiać się tysiącami w jeziorach, strumieniach i lasach na całym amerykańskim Środkowym Zachodzie.
Ich zdeformowane nogi, dodatkowe nogi, brakujące oczy, źle umiejscowione oczy
i inne błędy genetyczne przerażały dzieci w wieku szkolnym podczas wycieczek terenowych.

W 2009 roku biolog zajmujący się dziką przyrodą Alfonso Balmori przeprowadził prosty, oczywisty eksperyment na balkonie mieszkania w Valladolid
w Hiszpanii, niedaleko wieży komórkowej, eksperyment, który udowodnił, co się dzieje: hodował kijanki w dwóch identycznych zbiornikach, jeden z nich przykrył  cienką warstwą tkaniny utkanej z metalowych włókien, która przepuszczała powietrze i światło, ale zatrzymywała fale radiowe. Drugi zbiornik nie był osłonięty przed działaniem fal radiowych. Wyniki zszokowały nawet Balmoriego: w ciągu 2 miesięcy 90% kijanek w zbiorniku bez osłony zginęło, w porównaniu z zaledwie 4%
i w zbiorniku z osłoną.

Podobne eksperymenty z osłoną potwierdziły, co dzieje się z ptakami, a co dzieje się z naszymi lasami.

Naukowcy z Uniwersytetu w Oldenburgu w Niemczech byli zszokowani od 2004 r., gdy stwierdzili, że wędrowne ptaki śpiewające, które badali, nie były już w stanie orientować się na północ wiosną i na południowy zachód jesienią. Podejrzewając,
że przyczyną może być zanieczyszczenie elektromagnetyczne, zrobili dla swoich ptaków to samo, co Balmori kilka lat później dla swoich kijanek: osłaniali wolierę przed falami radiowymi w zimie za pomocą aluminiowej blachy. „Wpływ na zdolności orientacji ptaków był ogromny” – napisali naukowcy. Następnej wiosny wszystkie ptaki skierowały się na północ.

W 2007 roku, w przydomowym laboratorium u podnóża Gór Skalistych w Kolorado, Katie Haggerty postanowiła przeprowadzić ten sam eksperyment z sadzonkami osiki. Chciała dowiedzieć się, czy fale radiowe były odpowiedzialne za spadek liczby drzew osikowych w całym Kolorado, który rozpoczął się w 2004 roku. Wyhodowała
27 drzew osikowych – 9 bez żadnej osłony, 9 z aluminiowymi osłonami okiennymi wokół doniczek, które chroniły przed falami radiowymi, a 9 z ekranami z włókna szklanego, które zatrzymywały tyle samo światła, ale przepuszczały wszystkie fale radiowe. Po 2 miesiącach nowe pędy osiki z osłoną radiową były o 74%t dłuższe,
a ich liście o 60% większe niż u osiki z pozorną osłoną lub bez osłony. Jesienią osłonięte drzewa miały duże, zdrowe liście w jaskrawych jesiennych kolorach,
z których słynie osika: jasnopomarańczowe, żółte, zielone, ciemnoczerwone i czarne. Drzewa z pozorowanymi osłonami i bez osłon miały małe liście w kolorze szarożółtym i zielonym, pokryte szarymi i brązowymi obszarami rozkładu. Jedyną rzeczą, która zmieniła się w Górach Skalistych w Kolorado w 2004 roku, była instalacja nowego systemu łączności awaryjnej zwanego Digital Trunked Radio System, składającego się z 203 wież radiowych, których transmisja obejmowała każdy centymetr kwadratowy stanu.

(ciąg dalszy nastąpi)

Artur Firstenberg

Autor książki “The Invisible Rainbow: A History of Electricity and Life”

P.O. Box 6216

Santa Fe, NM 87502

USA

phone: +1 505-471-0129

arthur@cellphonetaskforce.org

27 października 2021

Najbardziej niebezpieczna technologia jaką kiedykolwiek wynaleziono – część I

Jest to pierwszy z serii trzech wpisów na temat wysokiej szkodliwości promieniowania elektromagnetycznego emitowanego przez wieże komórkowe i telefony komórkowe dla zdrowia i życia ludzkiego jak i wszystkich zwierząt i roślin. Wiedza na temat tej szkodliwości jest ukrywana czy wręcz ośmieszana, a tych którzy o tym mówią i sprzeciwiają się technologii 5G nazywa się szyderczo foliarzami. Zatem niech przemówią fakty!
Pszczoły giną nie przez stosowanie pestycydów w rolnictwie (choć to zapewne też swoje dokłada), ale w wyniku emisji mikrofalowego promieniowania elektromagentycznego przez wieże telefonii komórkowej, co zaburza ich zmysł orientacji i nie potrafią wrócić do ula i latają aż do wyczerpania sił i giną. W przypadku najnowszej technologii 5G jest to szczególnie i bardzo szybko widoczne tam gdzie uruchomiono takie wieże. Dowody w postaci poczynionych obserwacji zostaną przedstawione w ostatniej, trzeciej części.

To co poniżej zamieszczam jest moim tłumaczeniem tekstu Artura Firstenberga, autora książki „Niewidzialna tęcza. Historia elektryczności i życia”, który od lat stara się uświadamiać ludzi o zagrożeniu wynikającym z używania telefonów komórkowych. Dostałem tę i pozostałe dwie części od niego na maila w ramach newslettera. Uznałem, że to ważne i na jego prośbę rozpowszechniam to dalej, aby podnosić świadomość ludzi w Polsce. To co pisze Artur Firstenberg dotyczy w sytuacji w Stanach Zjednoczonych, gdzie mieszka (normy emisji, stan prawny). Jednak wpływ promieniowania mikrofalowego na ludzi, zwierzęta i rośliny jest taki sam w każdym kraju.
Załączam dodatkowo pliki pdf mojego tłumaczenia na polski I części oraz oryginalną wersję części I w języku angielskim. Wykaz literatury naukowej dotyczący badań wpływu promieniowania mikrofalowego na ludzi, zwierzęta i rośliny zostanie podany w ostatniej III części.

*******************************************************************************

W 1995 roku branża telekomunikacyjna przygotowywała się do wprowadzenia
do USA niebezpiecznego nowego produktu: cyfrowego telefonu komórkowego. Istniejące dotąd telefony komórkowe były analogowe i drogie, posiadali je głównie ludzie bogaci i używane były jednorazowo tylko przez kilka minut. Wiele z nich
to telefony samochodowe, których anteny znajdowały się na zewnątrz samochodu,
a więc nie były trzymane w dłoni ani w pobliżu mózgu. Telefony komórkowe działały tylko w dużych miastach lub w  ich pobliżu.  Nieliczne wieże komórkowe, które istniały znajdowały się głównie na szczytach wzgórz, szczytach gór lub wieżowcach, nie w pobliżu miejsc w których mieszkali ludzie.

Problemem branży telekomunikacyjnej w 1995 roku była odpowiedzialność. Promieniowanie mikrofalowe było szkodliwe. Telefony komórkowe mogły uszkodzić mózg każdego człowieka, spowodować otyłość i wywołać u milionów ludzi raka, choroby serca i cukrzycę. Wieże komórkowe powodowały zaś niszczenie lasów, zabijanie owadów, udrękę i śmierć ptaków i dzikich zwierząt. 

To wszystko było znane. Szerokie badania zostały już przeprowadzone w USA, Kanadzie, ZSRR, Europie Wschodniej i innych miejscach. Biolog Alan Frey mający kontakt z marynarką wojenną USA był tak zaniepokojony wynikami swoich badań
na zwierzętach, że odmówił przeprowadzenia badań na ludziach. „Widziałem zbyt wiele” powiedział kolegom na sympozjum w 1969 roku. „Sam bardzo ostrożnie unikam narażenia i robię tak od dłuższego czasu. Nie czuję tego, aby móc zabrać ludzi w te pola i poddać ich ekspozycji na nie oraz szczerze wskazać im, że to jest bezpieczne”.

Frey odkrył, że promieniowanie mikrofalowe uszkadza barierę krew-mózg – barierę ochronną, która utrzymuje bakterie, wirusy i toksyczne substancje z dala od mózgu oraz utrzymuje stałe ciśnienie wewnątrz głowy, zapobiegając udarowi. Odkrył,że zarówno ludzie jak i zwierzęta słyszą mikrofale. Odkrył, że można zatrzymać serce żaby synchronizując impulsy mikrofalowe w precyzyjnym punkcie rytmu serca. Poziom mocy, którego  użył w eksperymencie wynosił zaledwie 0,6 mikrowata
na centymetr kwadratowy (0,6 μW/cm2), tysiące razy niższy niż promieniowanie
z dzisiejszych telefonów komórkowych.

Okulista Milton Zaret, który miał kontakty z armią, marynarką wojenną i siłami powietrznymi USA, a także CIA, odkrył w latach 60-ych XX w., że promieniowanie mikrofalowe o niskim poziomie mocy powoduje zaćmę. W 1973 r. zeznawał przed Komisją Handlu Senatu Stanów Zjednoczonych. „Istnieje wyraźne, obecne i stale rosnące zagrożenie”, powiedział senatorom „dla całej populacji naszego kraju
z powodu ekspozycji na niejonizującą część widma elektromagnetycznego. Zagrożenia tego nie można przecenić.”Zaret powiedział komisji o pacjentach, którzy mieli nie tylko zaćmę spowodowaną ekspozycją na mikrofale, ale także nowotwory złośliwe, choroby układu krążenia, zaburzenia równowagi hormonalnej, artretyzm
i choroby psychiczne, a także problemy neurologiczne u ich dzieci. Pacjenci
ci to zarówno personel wojskowy narażony na działanie radaru jak i gospodynie domowe narażone na działanie kuchenek mikrofalowych.

Norma emisji promieniowania z kuchenek mikrofalowych ustanowiona przez Biuro Zdrowia Radiologicznego, powiedział Zaret komisji, „jest około miliard razy wyższa niż całkowite widmo mikrofal emitowane przez Słońce. To przerażające,
że te piekarniki w ogóle „przeciekają” (emitują promieniowanie mikrofalowe
na zewnątrz), nie mówiąc już o reklamach piekarników, które zachęcają nasze dzieci do zabawy, ucząc się z nimi gotować!” Norma emisji z kuchenki mikrofalowej, dziś
w 2021 r., jest taka sama jak w 1973 r. 5mW/cm2 w odległości 5 cm. A poziomy ekspozycji mózgu na mikrofale z każdego używanego obecnie telefonu komórkowego są wyższe.

W tym czasie marynarka wojenna narażała żołnierzy na promieniowanie mikrofalowe niskiego poziomu w badaniach prowadzonych w Pensacola na Florydzie. Powtarzając za Freyem, Zaret powiedział, że te eksperymenty były nieetyczne. „Nie wierzę, że jest to możliwe”, powiedział senackiej komisji, „uzyskanie świadomej zgody od każdego młodego dorosłego, który zgadza się na napromieniowanie,
gdy nie jesteś pewien jaki będzie wynik końcowy.. Poza tym że każde dziecko, które ma przed sobą wiele lat życia, może cierpieć z powodu tego narażenia”. Ponownie podkreślił problemy etyczne „Myślę, że jeśli zostało im to w pełni wyjaśnione,
a oni nadal zgadzali się na bycie ochotnikami w przypadku tego projektu od samego początku, to możnaby kwestionować ich zdolności umysłowe”.

Naukowcy eksperymentujący na ptakach byli tak samo zaniepokojeni uzyskanymi wynikami i wydali ostrzeżenia o środowiskowych skutkach promieniowania,
które nasze społeczeństwo wypuszcza na świat, które były tak samo tragiczne
jak ostrzeżenia przekazane Senatowi USA przez Miltona Zareta i ostrzeżenia dostarczone marynarce wojennej przez Alana Freya.

Pod koniec lat 60-ych XX w. i na początku 70-ych XX w. John Tanner i jego koledzy
z Kanadyjskiej Narodowej Rady Badawczej poddawali ekspozycji na promieniowanie mikrofalowe kurczaki, gołębie i mewy i stwierdzili przerażające skutki na każdym poziomie ekspozycji. U kurczaków narażonych na działanie od 0,19 do 360 μW/cm2 przez 9 miesięcy rozwinęły się guzy ośrodkowego układu nerwowego i ptasia białaczka – również rodzaj guza – jajników, jelit i innych narządów, które u niektórych ptaków osiągnęły „masywne proporcje”  w „skali nigdy wcześniej niewidzianej przez weterynarzy mających doświadczenie z chorobami ptaków”. Śmiertelność napromieniowanych ptaków była wysoka. Wszystkie narażone ptaki, na każdym poziomie mocy, miały zniszczone upierzenie, wypadały im pióra, miały złamane
lub skręcone i kruche trzonki.

W innych eksperymentach, w których badacze ci napromieniowywali ptaki z większą mocą ptaki padły z bólu w ciągu kilku sekund. Miało to miejsce nie tylko wtedy,gdy napromieniowano całego ptaka, ale także wtedy, gdy napromieniowano tylko jego pióra ogonowe, a resztę ptaka starannie osłonięto. W dalszych eksperymentach badacze dowiedli, że ptasie pióra doskonale nadają się do odbioru mikrofal
i spekulowali, że ptaki wędrowne mogą wykorzystywać swoje pióra do uzyskiwania informacji kierunkowych. Naukowcy ci ostrzegli, że wzrastający poziom mikrofal spowoduje niepokój dzikich ptaków i może zakłócić ich nawigację.

Maria Sadchikova pracująca w Moskwie; Václav Bartoniček i Eliska Klimková-Deutshová, pracujący w Czechosłowacji i Valentina Nikitina, która badała oficerów rosyjskiej marynarki wojennej, już w 1960 r. odkryła, że większość ludzi narażonych w pracy na promieniowanie mikrofalowe – nawet osoby, które zaprzestały takiej pracy pięć do dziesięciu lat wcześniej – miały podwyższony poziom cukru we krwi
lub miał cukier w moczu.

Eksperymenty na zwierzętach wykazały, że promieniowanie bezpośrednio wpływa na metabolizm i dzieje się to szybko. W 1962 r. V. A. Syngayevskaya w Leningradzie wystawiła króliki na działanie fal radiowych o niskim poziomie i odkryła, że poziom cukru we krwi zwierząt wzrósł o jedną trzecią w mniej niż godzinę. W 1982 r. Wasilij Biełokrynicki w Kijowie poinformował, że ilość cukru w moczu była wprost proporcjonalna do dawki promieniowania i krotności ekspozycji zwierzęcia. Mikhail Navakitikian i Ludmila Tomashevskaya poinformowali w 1994 roku, że poziom insuliny spadł o 15% u szczurów wystawionych na działanie promieniowania
przez zaledwie pół godziny i o 50% u szczurów wystawionych na działanie promieniowania pulsacyjnego o mocy 100 μW/cm2 przez dwanaście godzin. Ten poziom jest porównywalny z promieniowaniem, jakie otrzymuje dzisiaj osoba siedząca bezpośrednio przed bezprzewodowym komputerem, i znacznie niższym
niż to, które mózg człowieka otrzymuje z telefonu komórkowego.

To tylko kilka z tysięcy badań przeprowadzonych na całym świecie, które wykazały głęboki wpływ promieniowania mikrofalowego na każdy ludzki narząd
oraz na funkcjonowanie i reprodukcję każdej rośliny i zwierzęcia. Porucznik Zory Glaser, na zlecenie Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych w 1971 r. skatalogował światową literaturę na temat zdrowotnych skutków promieniowania mikrofalowego i o częstotliwości radiowej. Do 1981 r. zebrał 5083 opracowania, podręczniki i materiały z konferencji. Tak więc około 10 000 badań dowiodło,
że promieniowanie mikrofalowe i radiowe jest niebezpieczne dla wszelkiego życia, już przed 1981 rokiem.

Gotowanie DNA i pieczenie nerwów

Na początku lat 80-ych XX w. Mays Swicord, pracujący w Narodowym Centrum Urządzeń i Zdrowia Radiologicznego przy Agencji ds. Żywności i Leków, postanowił przetestować swoje przypuszczenie, że DNA rezonansowo absorbuje promieniowanie mikrofalowe i że nawet przy bardzo niskim poziomie promieniowania, chociaż nie wytwarza mierzalnego ciepła w ludzkim ciele jako całości może jednak ogrzać twoje DNA. Poddał ekspozycji roztwór zawierający niewielką ilość DNA na promieniowanie mikrofalowe i odkrył, że samo DNA pochłania 400 razy więcej promieniowania niż roztwór, w którym się znajdowało i że różne długości nici DNA rezonansowo absorbują różne częstotliwości promieniowania mikrofalowego. Nawet zatem jeśli ogólna temperatura twoich komórek może nie wzrosnąć w żadnym wykrywalnym stopniu przez promieniowanie, DNA wewnątrz twoich komórek może być niesamowicie podgrzane. Późniejsze badania Swicorda potwierdziły, że uszkadza to DNA, powodując pękanie zarówno jedno-,jak i dwuniciowego DNA.

Profesor Charles Polk z Uniwersytetu Rhode Island doniósł zasadniczo o tym samym na XXII dorocznym spotkaniu Towarzystwa Bioelektromagnetycznego w czerwcu 2000 roku w Monachium w Niemczech. Bezpośrednie pomiary wykazały ostatnio,
że DNA jest o wiele bardziej przewodzący elektrycznie niż ktokolwiek przypuszczał: ma przewodność co najmniej 105 S/m (siemensów na metr), czyli około 1/10 przewodności rtęci! Telefon komórkowy trzymany przy głowie może napromieniować mózg przy określonym współczynniku absorpcji (SAR) około 1 W/kg (wata na kilogram), co powoduje niewielkie ogólne ogrzewanie. Polk obliczył jednak, że taki poziom promieniowania podniesie temperaturę we wnętrzu Twojego DNA o 60 stopni Celsjusza na sekundę! Powiedział, że tkanki nie mogą tak szybko rozpraszać ciepła
i że takie ogrzewanie rozerwałoby wiązania między komplementarnymi nićmi DNA
i wyjaśniłoby pękanie DNA zgłaszane w różnych badaniach.

A w 2006 roku Markus Antonietti z niemieckiego Instytutu Maxa Plancka zastanawiał się, czy podobny rodzaj absorpcji rezonansowej występuje w synapsach naszych nerwów. Telefony komórkowe są zaprojektowane tak, aby emitowane przez nie promieniowanie nie rozgrzewało mózgu o więcej niż jeden stopień Celsjusza.
Co jednak dzieje się w maleńkim środowisku synapsy, gdzie naładowane elektrycznie jony biorą udział w przekazywaniu impulsów nerwowych z jednego neuronu do drugiego? Antonietti i jego koledzy symulowali warunki w synapsach nerwowych za pomocą maleńkich kropelek tłuszczu w słonej wodzie i wystawili emulsje na promieniowanie mikrofalowe o częstotliwościach od 10 MHz do 4 GHz. Częstotliwości absorpcji rezonansowej, zgodnie z oczekiwaniami, zależały
od wielkości kropel i innych właściwości roztworu. Jednak to wielkość szczytowej absorpcji zszokowała Antoniettiego.

„A teraz nadchodzi tragedia”, powiedział Antonietti. „Dokładnie tam, gdzie jesteśmy najbliżej warunków panujących w mózgu, widzimy najsilniejsze ogrzewanie. Pochłonięte jest sto razy więcej energii, niż wcześniej sądzono. To jest horror”.

Wysiłki EPA aby chronić Amerykanów

W obliczu lawiny alarmujących wyników naukowych, Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (EPA) założyła własne laboratorium badawcze promieniowania mikrofalowego, które działało od 1971 do 1985 roku i zatrudniało do 30 pełnoetatowych pracowników, którzy wystawiali psy, małpy, szczury i inne zwierzęta na działanie mikrofal. EPA była tak zaniepokojona wynikami swoich eksperymentów, że już w 1978 r. zaproponowała opracowanie wytycznych dotyczących narażenia ludzi na promieniowanie mikrofalowe do przyjęcia i wdrożenia przez inne agencje federalne, których działalność przyczyniała się do szybko gęstniejącej mgły zanieczyszczenia elektromagnetycznego w całym naszym narodzie. Jednak
te agencje odrzucały wprowadzenie norm.

Agencja ds. Żywności i Leków nie chciała, aby proponowane limity narażenia
na promieniowanie mikrofalowe miały zastosowanie do kuchenek mikrofalowych
lub ekranów komputerowych. Federalna Administracja Lotnictwa nie chciała być zmuszona do ochrony społeczeństwa przed urządzeniami kontroli ruchu lotniczego
i radarami meteorologicznymi. Departament Obrony nie chciał, aby ograniczenia dotyczyły radarów wojskowych. CIA, NASA, Departament Energii, Straż Przybrzeżna i Głos Ameryki nie chciały ograniczać publicznego narażenia na własne źródła promieniowania.

Wreszcie, w czerwcu 1995 r., kiedy przemysł telekomunikacyjny planował umieścić urządzenia emitujące promieniowanie mikrofalowe w rękach i mózgach każdego mężczyzny, kobiety i dziecka oraz zbudować miliony wież komórkowych i anten
w miastach, miasteczkach, wsiach, lasach, rezerwatach przyrody i parkach narodowych w całym kraju, aby te urządzenia mogły działać, EPA ogłosiła,
że zamierza wydać fazę I swoich wytycznych dotyczących ekspozycji na początku 1996 roku. Federalna Komisja Łączności byłaby zobowiązana do egzekwowania tych wytycznych, telefony komórkowe i wieże komórkowe byłyby nielegalne, a nawet gdyby nie były nielegalne, firmy telekomunikacyjne byłyby narażone
na nieograniczoną odpowiedzialność za wszystkie cierpienia, choroby i śmiertelność, które miały spowodować.

Tak się jednak nie stało. Stowarzyszenie Energii Elektromagnetycznej, branżowa grupa lobbingowa, zdołała zapobiec opublikowaniu wytycznych EPA dotyczących ekspozycji. 13 września 1995 r. Senacka Komisja ds. Przydziałów odebrała 350 000 USD, które zostały przeznaczone na prace EPA nad wytycznymi dotyczącymi ekspozycji, i napisała w swoim raporcie: „Komisja uważa, że EPA nie powinna angażować się w działalność EMF”.

Stowarzyszenie Przemysłu Komunikacji Osobistej (CTIA), inna grupa branżowa, również lobbowało w Kongresie, który przygotowywał projekt ustawy zwanej ustawą o telekomunikacji, a do ustawy dodano przepis zakazujący stanom i samorządom lokalnym regulowania „osobistych urządzeń usług bezprzewodowych” na podstawie ich „wpływu na środowisko”. Przepis ten chronił przemysł telekomunikacyjny przed wszelką odpowiedzialnością za szkody spowodowane zarówno przez wieże komórkowe, jak i telefony komórkowe, i pozwalał temu przemysłowi sprzedawać najbardziej niebezpieczną technologię, jaką kiedykolwiek wynaleziono amerykańskiemu społeczeństwu. Ludzie nie mogli już mówić swoim wybranym urzędnikom o swoich obrażeniach podczas publicznych przesłuchań. Naukowcom nie wolno było już zeznawać w sądzie na temat zagrożeń związanych
z tą technologią. Wszelkie środki, aby społeczeństwo dowiedziało się, że technologia bezprzewodowa ich zabija, zostały nagle zabronione.

Branża telekomunikacyjna wykonała tak dobrą robotę sprzedając tę technologię,
że dziś przeciętne amerykańskie gospodarstwo domowe posiada 25 różnych urządzeń, które emitują promieniowanie mikrofalowe. Przeciętny Amerykanin spędza pięć godzin dziennie z telefonem komórkowym, mając go w kieszeni obok ciała resztę dnia i śpi z nim całą noc w swoim łóżku lub obok niego. Dziś prawie każdy mężczyzna, kobieta i dziecko codziennie trzyma w dłoni lub przy ciele lub mózgu urządzenie emitujące promieniowanie mikrofalowe, zupełnie nieświadomi tego,
co robią sobie, rodzinie, zwierzętom domowym, przyjaciołom, sąsiadom, ptakom
na ich podwórku, ich ekosystemowi i ich planecie. Ci, którzy zdają sobie sprawę
z tego, że w ogóle istnieje problem, postrzegają tylko wieże jako zagrożenie,
ale ich telefon jako przyjaciela.

(ciąg dalszy nastąpi)

Artur Firstenberg

Autor książki “The Invisible Rainbow: A History of Electricity and Life”

P.O. Box 6216

Santa Fe, NM 87502

USA

phone: +1 505-471-0129

arthur@cellphonetaskforce.org

20 października 2021


Aborcja to współczesny rytuał satanistyczny składania ofiar z ludzi na którym koncerny zarabiają ogromne pieniądze

Komuś kto nie wie jak wygląda aborcja może się to wydawać szokujące i absurdalne. Przecież tzw. postępowe media i postępowi politycy twierdzą, że człowiek na wczesnym etapie rozwoju życia płodowego to tylko „zlepek komórek”, który niczego nie czuje i nie ma nawet ludzkiego kształtu. Ten wpis nie ma na celu przedstawienie tego jak szczegółowo wygląda aborcja ani tego jak naprawdę wygląda ludzki zarodek na wczesnym etapie rozwoju.
Napiszę tu o tym tylko bardzo krótko – nieprawdą jest, że przed 12 tygodniem ciąży ludzki zarodek to bezkształtny „zlepek komórek”. Już w 4 tygodniu zarodek ma ludzki kształt, a w 6 tygodniu zaczyna bić mu serce. Aborcja, czyli mówiąc wprost zabójstwo tego zarodka, a więc przyszłego człowieka jest zabiegiem makabrycznym. Jedną z metod jest rozrywanie płodu na kawałki z wyrywaniem mu po kolei rąk, nóg i głowy, a gdy ta jest za duża to się ją miażdży specjalnymi kleszczami. Inną metodą jest wywoływanie przedwczesnego porodu za pomocą środków farmakologicznych i urodzenie tak dziecka przez kobietę. Następnie dziecko umieszczane jest w jakimś wiadrze czy misce i czeka się aż się udusi (ma niewykształcone płuca). Jeszcze inna metoda stosowana jest gdy ciąża jest już zaawansowana (są kraje gdzie nawet w 9 miesiącu ciąży można zamordować dziecko według „prawa”). Wtedy dziecku przez brzuch matki wstrzykuje się truciznę, która zatrzymuje mu serce. Gdy już jest martwe kobieta je rodzi. Jest jeszcze metoda „odkurzaczowa”. Do macicy wprowadza się końcówkę urządzenia próżniowego, które wysysa dziecko z macicy kobiety. Widok tego jak to wygląda jest straszny – jeden wielki krwawy koktajl. Żeby coś takiego robić dla mnie trzeba być niemającym ludzkich uczuć rzeźnikiem albo jakimś kapo czy SSmanem z Auschwitz. Jak wygląda rozwój ludzkiego zarodka i jak wygląda zabieg tzw. aborcji można obejrzeć na filmie „Niemy krzyk”. Tam lekarz aborter z wieloletnią praktyką wszystko to pokazuje i objaśnia.

Dodam jeszcze, że aborcyjna mafia w Polsce nielegalnie rozprowadza pigułki aborcyjne i pochwaliła się, że w ciągu ostatniego roku pozbawiła w ten sposób życia ok. 34000 dzieci. Zmanipulowane przez nich kobiety kupują pigułki, połykają, a potem są zdziwione i zszokowane że to co miały w macicy wcale nie było „zlepkiem komórek” ale małą ludzką istotką z malutkimi rączkami i nóżkami oraz główką. Nikt tych handlarzy śmiercią nie ściga ani tzw. wymiar sprawiedliwości ani prokuratura ani policja. Jedynie Fundacja Pro-Prawo do Życia próbuje coś z tym zrobić i jest wściekle za to atakowana. Ostatnio złożyli obywatelski projekt ustawy do Sejmu mający na celu właśnie ukrócenie tego pigułkowego zbrodniczego aborcyjnego procederu.

Skupię się tutaj na innej kwestii. Otóż zapewne prawie wszyscy z nas sądzą, że po aborcji szczątki dziecka są utylizowane. Często tak nie jest. Po „zabiegu” aborter dokonuje inwentaryzacji szczątków płodu. Ma to na celu sprawdzenie czy jakieś kawałki nie pozostały w macicy kobiety, ale także a może przede wszystkim, aby na tych szczątkach klinika aborcyjna mogła zarobić. Różne narządy abortowanych dzieci są wykorzystywane do eksperymentów medycznych. Na tkankach tak pozyskanych są produkowane różne szczepionki w tym te na COVID-19. Nam zaś próbuje się wmawiać, że do produkcji szczepionek używa się linii komórkowych pochodzących z aborcji przeprowadzonych dawno temu (w latach 80-ych XX w. albo i wcześniej).

Poniższy raport Fundacji Pro-Prawo do Życia pokazuje, że to nieprawda. Handel organami i tkankami ludzkimi pochodzącymi z aborcji kwitnie i stanowi duże źródło dochodu dla przemysłu zbrodni. Narządy te i tkanki koncerny medyczne zaś wykorzystują do produkcji szczepionek i innych preparatów. W raporcie mamy też przedstawione krótko to jak wygląda aborcja.

Ktoś powie, że owszem może aborcja to zło, ale są sytuacje, że nie ma dobrego rozwiązania. W jednym przypadku mogę się zgodzić. Jeśli ciąża zagraża życiu matki (np. ciąża pozamaciczna) wtedy aborcja jest nie tylko dopuszczalna moralnie, ale wręcz konieczna. Nie można od nikogo wymagać aby oddał życie za kogoś innego (przy ciąży pozamacicznej byłaby to i tak podwójna śmierć – matki i dziecka). Jednak gdy mamy do czynienia z gwałtem sprawa ma się już inaczej. Dziecko nie jest niczemu winne, że ma ojca bandytę. Kobieta może takie dziecko urodzić i zostawić w szpitalu zrzekając się do niego praw. Czy zabicie dziecka sprawi, że skutek gwałtu zniknie? Nie to i tak w głowie kobiety zostanie do końca życia nawet jak fizyczne rany się zagoją.
Zostaje jeszcze trzeci przypadek gdy dziecko jest ciężko chore lub wiadomo, że umrze krótko po urodzeniu. Cóż tutaj każdy również powinien rozważyć to w swoim sumieniu czy aborcja tu coś zmieni. Czy dziecko chore nie ma prawa do życia? Czy to nie jest przypadkiem eugenika jaką wprowadził w nazistowskich Niemczech Adolf Hitler gazując spalinami np. chorych umysłowo? Czym to się różni? Dla mnie niczym poza tym, że tam mordowano już urodzonych, a tu się pozbawia życia tych którzy dopiero mają się urodzić.

Niewybaczalną zbrodnią dla mnie jest tzw. aborcja na żądanie, gdy dziecko jest zdrowe i ciąża w żaden sposób nie zagraża życiu kobiety. To jest absolutnie moralnie naganne i z osobami, które takie coś promują i namawiają kobiety do tego nie chcę mieć absolutnie nic wspólnego. Podobnie z kobietami, które zabiły swoje dziecko bo np. miały za małe mieszkanie (jak pewna kobieta która się tym chwaliła „Gazecie Wyborczej” nazwiska nie pamiętam). Mogę zaś zrozumieć kobiety w trudnej sytuacji życiowej które pod wpływem proaborcyjnej manipulacji i braku pomocy, zostawione przez partnera czy męża zabiły swoje dziecko. Wina nie leży tu tylko po stronie kobiety. Zaryzykuję wręcz stwierdzenie, że winę ponosi przede wszystkim mężczyzna. On bowiem jako dawca nasienia i ojciec powinien wziąć na siebie odpowiedzialność za dziecko i wspierać matkę swojego dziecka. Skoro tego dziecka nie chce i zostawia kobietę samą albo każe jej „usunąć” ciążę (jak pryszcza na tyłku?) to jest łajdakiem. Tacy „mężczyźni” powinni być piętnowani i poddawani społecznemu ostracyzmowi. Tylko tak można to zmienić.

Oto wspomniany wyżej raport na temat handlu organami z ciał zabitych w wyniku tzw. aborcji dzieci. Uprzedzam, że delikatnie mówiąc nie jest to miła lektura.