Jak się bronić przed wirusami i pandemią szczepień

Trwa wciąż (choć już słabnie) medialna histeria związana z tzw. koronawirusem w Chinach. Wczoraj w TV podali, że zmarło już ok. 700 osób (gdy tymczasem na zwykłą grypę w samym tylko USA w tym sezonie zachorowań zmarło ok. 8 tysięcy osób, ale o tym w TV ani słowa). To raczej według mnie bardziej medialna epidemia niż rzeczywista. Jednak może kiedyś wystąpić rzeczywista epidemia.

Każdy kto nie łyka bezmyślnie tego co serwuje nam reżimowa telewizja (wszystko jedno czy „pisowska” czy „powska”, bo w sprawie koronawirusa sieją jednakową propagandę strachu) wie, że ten wirus został wygenerowany sztucznie w laboratorium i uwolniony. Jednym z celów wywoływania psychozy strachu jest to, aby ludzie się masowo szczepili na tego wirusa. A świadomi wiedzą, że szczepienia to nic dobrego, a wręcz przeciwnie. Jak więc się przed tym bronić i uniknąć wizyty u osób w białych kitlach? Na szczęście są sposoby. W poniższym filmie Pol Lechicki je krótko przedstawia. M. in. są to zioła przeciwwirusowe, srebro kolidalne, MMS, złoty MMS.
Bardzo ważny jest też apel o tworzenie społeczności lokalnie wspierających się i dzielących swoją wiedzą, aby móc skutecznie stawiać opór okupantom. Szczegóły na Ariowie.com/rody

Dokładniej temat omawia Jerzy Zięba w poniższym filmie (najlepiej ściągnąć go i zapisać na dysku bo syjonistyczna cenzura nie śpi i nie wiadomo jak długo film będzie dostępny – z you tuba już zniknął).

A tu Adolf Kudliński opowiada o ziołowej mieszance przeciwwirusowej (też lepiej ściągnąć i zapisać, bo z konta p. Adolfa na you tube już go usunęli).

Tu jest prosty sposób na pobieranie filmów z You Tuba:

I na koniec jeszcze „ogłoszenie parafialne”: Proszę do mnie nie przysyłać maili w sprawie chęci zakupu proponowanej wyżej przez p. Adolfa Kudlińskiego mieszanki ziołowej lub czegokolwiek innego. Nie zajmuję się żadnym handlem i nie mam żadnego związku ani kontaktu z panem Adolfem Kudlińskim.

Powyższe ogłoszenie zamieszczam w związku z tym, że po pewnej przerwie znowu zaczęły do mnie przychodzić maile w sprawie chęci zakupu tego czy owego co sprzedaje p. Kudliński. To pomyłka.

Homeopatia – jak to działa

Homeopatia jest znana od ok. 200 lat i przez lekarzy i tzw. medycynę konwencjonalną jest negowana i wyśmiewana. Ich argumentem jest, że jak może działać leczniczo roztwór w którym na jedną cząsteczkę jakiejś rozpuszczonej substancji przypada milion albo i miliard cząsteczek wody? Wydaje się, że mają rację, bo jakakolwiek substancja w stężeniu 1 ppm czy 1 ppb na pewno leczniczo nie działa.

Jednak ci, którzy tak twierdzą nie mają pojęcia na czym polega homeopatia. Czynnikiem leczniczym nie jest tutaj ta rozpuszczona w śladowej ilości substancja, ale woda. Im mniej substancji, a więcej wody tym lepiej. I znowu na pierwszy rzut oka wydaje się, że medycyna konwencjonalna ma rację, bo jak woda może leczyć? Gdyby tak było to raka możnaby wyleczyć pijąc czystą wodę np. oligoceńską, a wiadomo że tak nie jest. 

Żeby wyjaśnić jaka jest zasada działania homeopatii oddaję tu głos nie byle komu, bo dr n. med. Krzysztofowi Michalakowi. Będzie trochę fizyki i chemii, nieco matematyki i trochę medycyny.

Ogólnie wiadomo, że im bardziej rozcieńczony lek homeopatyczny tym głębsze jest jego działanie. Oznaczać by to musiało, że w miarę zmniejszania się stężenia substancji rozpuszczonej wzrasta stężenie czynnika leczącego…

I tak jest w istocie. Czynnikiem leczącym bowiem jest woda, a substancja rozpuszczona potrzebna jest jedynie do nadania jej określonej formy ciekłokrystalicznej. Im mniej jest cząsteczek rozpuszczonych, tym więcej może istnieć klastrów wody o określonej strukturze ciekłokrystalicznej, czyli posiadającej określone częstotliwości rezonansowe w zakresie energii rotacyjnych i/lub oscylacyjnych tych klastrów.

Skąd wiadomo, że woda w temperaturze pokojowej ma strukturę klastrów (czyli mini-grudek lodu) i jak duże są te klastry?

  1. W SZKOLE ŚREDNIEJ uczyłem się, że woda ma największą gęstość w temperaturze 4 st. C, a nie w temperaturze zera. W temperaturze powyżej 4 stopni zależność między gęstością, a temperaturą jest natomiast bardziej parabolą niż linią prostą, jak to ma miejsce dla większości substancji. Jest to dowód na to, że w wodzie w temperaturze powyżej zera muszą istnieć struktury podobne do lodu, które prowadzą do zwiększania się objętości wody w miarę jej ochładzania. (Z lekcji fizyki powinniśmy wiedzieć, że woda jest szczególną cieczą, która zwiększa swą objętość przy ochładzaniu i zamarzaniu. Dlatego np. może rozsadzić rury po zamarznięciu. – przyp. WS). Jest to również dowód na to, że struktury te rosną w miarę obniżania się temperatury.
  2. W elementarnym podręczniku dla studentów medycyny pt. „Biochemia Harpera” można znaleźć informację, że w temperaturze pokojowej średnia liczba wiązań wodorowych w wodzie wynosi 3.5 (podczas gdy w lodzie wynosi ona 4). Oznacza to, że tylko 1/8 (12.5%) wiązań wodorowych tworzących strukturę lodu ulega rozpadowi po ogrzaniu wody do temperatury pokojowej. Reszta ciągle tworzy mini-grudki lodu.
  3. Stosując nieco uproszczony model struktury krystalicznej lodu, bazując na matematyce ze szkoły średniej, wyliczyłem, jaki duży musiałby być klaster lodu, by średnia liczba wiązań wodorowych wynosiła 3.5. Wynik, jaki mi wyszedł to 512 cząsteczek. Przyjmując pewien błąd związany niedokładnością modelu można przyjąć, że rozmiar klastra wody to 500 +- 200 cząsteczek.
  4. Dr Wolfgang Ludwig – stosując obliczenia oparte na termodynamice wyliczył, że średni rozmiar klastra powinien wynosić ok. 400 cząsteczek.

Skąd wiadomo, jaką strukturę krystaliczną mają klastry lodu?

Do tego potrzebna jest informacja, którą można znaleźć w większości podręczników z fizyki czy chemii, mówiąca, że kąt między atomami wodoru w cząsteczce wody ma ok. 105 stopni. Co z tego wynika?

To mianowicie, że taki kąt nijak nie pasuje do jakiejś jednej, określonej, regularnej struktury krystalicznej. A skoro tak jest, to muszą istnieć najróżniejsze formy krystaliczne – każda inna – tak jak każdy płatek śniegu jest odmienny od pozostałych.
Mini-domieszki różnych substancji będą więc działać jako czynniki wyzwalające pojawianie się określonej konformacji przestrzennej wody.

No dobrze. Ale skąd wiadomo, że klastry te są na tyle trwałe, że nie ulegają samoistnemu przechodzeniu z jednych form w inne?

1. W książce „Woda i homeopatia” dr Wolfganga Ludwiga prezentowana jest informacja, że siła wiązań wodorowych łączących cząsteczki wody wewnątrz klastra może ulec wzmocnieniu wskutek synchronizacji drgań energii rotacyjnych ok. 20-krotnie, zgodnie z zależnością k=pierwiastek(N), gdzie k to wzmocnienie, a N – rozmiar klastra.

Klastry zyskują wtedy na tyle dużą stabilność, że przy braku dostarczania energii z zewnątrz nie zmieniają swojego kształtu. Można je rozerwać poprzez wstrząsanie, naświetlanie promieniowaniem UV, rentgenowskim czy laserowym.

W każdym podręczniku homeopatii pisze się wyraźnie, że do wyprodukowania leku homeopatycznego NIEZBĘDNE jest silne wstrząsanie próbki pomiędzy każdym kolejnym 10-cio lub 100-krotnym rozcieńczeniem …

2. Każdy, kto zetknął się z problemem mieszania spirytusu z wodą wie, że bezpośrednio po wymieszaniu zapach roztworu to ciągle zapach spirytusu a nie wódki. Trzeba dopiero spirytus porządnie powstrząsać lub pozostawić na drugi dzień, aby się „przegryzł”, dopiero wtedy traci zapach spirytusu, a zyskuje zapach wódki. To najprostszy namacalny dowód na to, że klastry mogą być na tyle stabilne, by utrzymywać się się jeszcze przez wiele godzin w stanie sprzed wymieszania. Dopiero dostarczenie energii z zewnątrz umożliwia zmianę konformacji przestrzennej klastrów i wytworzenie mieszanych klastrów wodno-alkoholowych.

Na koniec jeszcze jedna ciekawostka przyrodnicza związana z homeopatią.

Wiadomym jest w środowiskach homeopatycznych, że często używa się jako nośnika informacji 30% roztworu alkoholu etylowego. Jeśli ktoś z Państwa jest na tyle biegły w chemii by wyliczyć sobie, ile cząsteczek wody przypada na jedną cząsteczkę alkoholu przy tym stężeniu, łatwo wyliczy, że 6. Dokładnie tyle, ile jest atomów wodoru w cząsteczce alkoholu. Przy tej proporcji może się więc tworzyć znacznie bardziej regularna struktura ciekłokrystaliczna.
Taka proporcja umożliwia prawdopodobnie zaistnienie trwalszych konformacji przestrzennych klastrów wodno-alkoholowych.
Warto zwrócić uwagę na fakt, że Hanneman zastosował to stężenie ponad 200 lat temu, kiedy jeszcze nikt nie miał pojęcia ile wodorów jest w cząsteczce alkoholu… Przypadek to czy geniusz Hannemana?

Źródło: https://www.drmichalak.pl/pl/artykuly/12-blednych-paradygmatow-wspolczesnej-medycyny#para6

Dla osób słabych z przedmiotów ścisłych powyższe wyjaśnienie pewnie niewiele mówi. Jednak zawsze w przypadku gdy ktoś będzie negował i wyśmiewał homeopatię można mu odpowiedzieć, że homeopatia ma podstawy naukowe i nie jest żadną szarlatanerią oraz odesłać go do ww. strony dra Michalaka.

Komórkowy matriks

Tydzień temu w piątek wracałem z kilkudniowej delegacji pociągiem z kolegą. Jechaliśmy ok. 3 godziny. Jakieś 20 minut po tym jak wsiedliśmy kolega wyszedł na korytarz między wagonami zadzwonić. Rozmawiał przez ok. 2,5 godziny! Dla mnie to jakieś wariactwo. Nie miałem mu nawet jak zwrócić uwagi, bo jak wysiadałem z pociągu on dalej rozmawiał. Telefony komórkowe emitują pole elektromagnetyczne, które źle wpływa na nasz mózg, podgrzewa tkanki i na pewno jest jedną z przyczyn guzów mózgu, których jest niestety coraz więcej u młodych osób.
Dlatego przestrzegam – telefonu używać jak najmniej, a rozmowy ograniczać do tego co niezbędne, aby się np. o coś dowiedzieć czy przekazać komuś jakąś informację. „Wiszenie” notorycznie na telefonie godzinami i rozmowa o bzdetach to prosta droga do ruinacji własnego zdrowia. Później może być zdziwienie: guz mózgu? Skąd mi się to wzięło? Ano właśnie stąd.

Sprzedaż suplementów Visanto wznowiona

Jerzy Zięba informuje w poniższym filmie o tym, że sprzedaż wysokiej jakości suplementów sprzedawanych przez jego firmę Visanto została wznowiona. Dostawcy Visanto zostali szczegółowo sprawdzeni przez amerykańską agencję FDA (Food and Drug Agency – Agencja ds. Żywności i Leków), która oceniła ich towar bardzo dobrze. Visanto stało się tym samym jedyną firmą sprzedającą suplementy w Polsce, która została sprawdzona przez amerykańską agencję FDA i dostała pozytywną ocenę. Można więc w sumie podziękować rządowi PiS za „zaaresztowanie” produktów sprzedawanych przez Visanto. Dzięki temu Pan Jerzy i jego suplementy zyskały jeszcze większą wiarygodność. Pan Jerzy zapowiada też rozszerzenie asortymentu o nowe, unikalne i także wysokiej jakości suplementy.

Zdradliwe bakterie w kuchni

Bakterie mogą namnażać się w miejscach, w których się ich najmniej spodziewasz!

Powiedz mi, czy zjadłbyś coś z klapy toalety lub z kuchennej podłogi? Mogę się założyć, że jeżeli coś upadłoby na siedzenie toalety – nawet w Twojej własnej łazience, nawet na sekundę – wyrzuciłbyś to bez zastanowienia.

Ale Twoja kuchnia pozostawia łazienkę daleko w tyle pod względem brudu! Naprawdę!

Gąbki i ścierki do naczyń są 200 000 razy brudniejsze od siedzenia toalety! A to oznacza, że kiedy używasz ich do mycia naczyń oraz zabrudzonych powierzchni, na przykład blatów, desek do krojenia i podłóg, rozprowadzasz wszystkie te mikroby.

Zatem jeżeli chodzi o ścierki, używaj ich raz i wypierz albo wyrzuć.

Gąbki i ścierki do naczyń są brudniejsze o 200 000 razy od siedzenia toalety! A to oznacza, że kiedy używasz ich do mycia naczyń oraz zabrudzonych powierzchni, na przykład blatów, desek do krojenia i podłóg, rozprowadzasz wszystkie te mikroby.

Zatem jeżeli chodzi o ścierki, używaj ich raz i wypierz albo wyrzuć.

Częste mycie desek do krojenia również jest ważne. Badacze stwierdzili, że deski do krojenia mogą zawierać 200 razy więcej bakterii kałowych niż toaleta.

Wykładziny i inne pokrycia podłogowe są pełne bakterii – niektóre raporty pokazują, że mogą być nawet 4 000 razy brudniejsze od siedzenia toalety! Zatem jeżeli upuścisz jedzenie na panele lub kafelki zanieczyszczone salmonellą, bakterie znajdą się w nim na pewno.

Częste mycie desek do krojenia również jest ważne. Badacze stwierdzili, że deski do krojenia mogą zawierać 200 razy więcej bakterii kałowych niż toaleta.

Wykładziny i inne pokrycia podłogowe są pełne bakterii – niektóre raporty pokazują, że mogą być nawet 4 000 razy brudniejsze od siedzenia toalety! Zatem jeżeli upuścisz jedzenie na panele lub kafelki zanieczyszczone salmonellą, bakterie znajdą się w nim na pewno.

A co z zasadą „pięciu sekund”?

Co prawda badanie z 2014 roku przeprowadzone w Wielkiej Brytanii stwierdziło, że im dłużej jedzenie, które nam upadło, znajduje w miejscu, gdzie narażone jest na atak szkodliwych bakterii, tym więcej ich w nim będzie.

I chociaż pięć sekund może być w takim razie bezpieczniejsze od sześciu sekund, nadal narażasz się na wszelkiego rodzaju bakterie – na przykład E.coli, Staphylococcus i wiele innych – jeżeli je podniesiesz i zjesz.

A według innego badania, jeżeli jedzenie będzie leżało ponad 30 sekund, nie nadaje się już do niczego.

Dotyczy to również obślinionych zabawek niemowlęcych i smoczków!

Chociaż badania naukowe nie pokazują jednoznacznie, ile czasu na podłodze to za długo, zdrowy rozsądek nie pozostawia zbyt wiele wątpliwości.

Jeżeli zdarzy Ci się coś upuścić w miejscu publicznym, na przykład w restauracji czy w nawet w Twoim własnym samochodzie – po prostu to wyrzuć, bo być może ten właśnie kęs może wywołać chorobę.

Życzę zdrowia,
dr n. med. Glenn S. Rothfeld

Wpuszczeni w kanał

Leczenie kanałowe zębów to droga do tego, aby za 1600 zł zafundować sobie chorobę degeneracyjną, zawał serca lub raka. Odkrycia tego dokonał kanadyjski dentysta Weston A. Price już ponad 100 lat temu.

Weston A. Price (1870-1948) był kanadyjskim dentystą i naukowcem z prawdziwego zdarzenia. Takim jakich dzisiaj ze świecą szukać i któremu wielu dzisiejszych „naukowców” mogłoby czyścić buty. Już sam fakt, że gdy wynalazł specjalne rękawice wyłożone ołowiem do ochrony przed szkodliwymi skutkami promieniowania rentgenowskiego zrzekł się korzyści z patentu dla dobra społeczeństwa świadczy o tym jakim był człowiekiem. Był człowiekiem bogatym więc nie było to raczej dla niego wielkie wyrzeczenie. Co innego w przypadku Nicoli Tesli, który również za swoje wynalazki nie brał pieniędzy, a jeśli już to jakieś grosze i skończył życie w nędzy i zapomnieniu. To jednak mała dygresja.

Wracając do meritum Weston Price był dociekliwym dentystą badaczem. Ponad 100 lat temu wykrył związek między kanałowo leczonymi zębami i chorobami ogólnoustrojowymi, a zwłaszcza zapaleniem stawów, chorobami serca i układu krążenia. Podejrzewał on, że kanałowo leczone, czyli w rzeczywistości MARTWE, zęby są siedliskiem bardzo groźnych bakterii beztlenowych, które w sprzyjających warunkach mogą przedostawać się do krwiobiegu i stać się przyczyną poważnych chorób. Podczas gryzienia pokarmu są dosłownie „wpompowywane” do krwi, która roznosi je po całym organizmie i gdy trafia na narząd, który jest „słabym ogniwem” kolonizują go prowadząc do zapaleń oraz powstawania cyst, torbieli i guzów nowotworowych. Przez wiele lat takie zęby mogą nie wywoływać żadnych widocznych efektów w organizmie człowieka. Gdy organizm jest młody i sprawny, mamy sprawną wątrobę i system immunologiczny oraz wszystkie układy pozostają w równowadze wtedy bakterie z martwych zębów są sprawnie wyłapywane i niszczone. Jednak wystarczy jakieś traumatyczne przeżycie lub inny czynnik powodujący zapaść układu odpornościowego, aby te trzymane dotąd w ryzach patogenne bakterie z kanałów zębowych mogły już bez przeszkód czynić spustoszenie w odległych organach.

Dr Price był uważnym obserwatorem. Szybko skojarzył, że między kanałowym „leczeniem” zębów, a przewlekłymi stanami zapalnymi w organizmie istnieje ścisły związek. Domyślał się, że kanały korzeni zębów pozostają zawsze zainfekowane, pomimo leczenia i że nie jest możliwa ich skuteczna sterylizacja. Odkrył, że nie jest prawdą to czego uczono do na studiach dentystycznych, czyli że ząb na tylko 1-4 kanałów głównych i że nerwy można zatruć i usunąć wraz z żyjącymi tam bakteriami. Otóż zęby mają także labirynt mikroskopijnych kanalików, których długość można liczyć w kilometrach i w których drobnoustroje mogą się ukryć. Wypełnienie wydrążonych kanałów chemicznymi substancjami nie tylko nie zabija bakterii, ale wręcz przeciwnie – prowadzi do tego, że zwykłe mikroorganizmy jamy ustnej przekształcają się w groźne beztlenowe patogeny produkujące toksyny.

Żeby uzyskać potwierdzenie swojej hipotezy badacz przeprowadził proste doświadczenie. Pacjentce, która od kilku lat poruszała się na wózku inwalidzkim z powodu zaawansowanego atretyzmu zaproponował usunięcie kanałowo leczonego zęba, choć wyglądał on dobrze i nie sprawiał chorej kobiecie żadnych problemów. Po usunięciu ząb ten wszczepił następnie pod skórę królika. Co się stało? U królika rozwinęło się zapalenie stawów, które w krótkim czasie doprowadziło do jego śmierci.  Kobieta natomiast, pozbawiona martwego zęba wyzdrowiała i znowu mogła chodzić. Identyczne efekty dr Price osiągnął wszczepiając zdrowym królikom doświadczalnym kanałowo leczone zęby, a nawet tylko ich fragmenty usunięte ludziom po zawale serca. W ciągu kilku tygodni zwierzęta umierały na atak serca!

Przez 25 lat badań nad zębami leczonymi endodontycznie udowodnił ponad wszelką wątpliwość, że 80% chorób przewlekłych ma ścisły związek z obecnością kanałowo leczonych zębów u chorego człowieka. Są to m.in.:
– zapalenie stawów o „nieznanej przyczynie”, również łuszczycowe;
– choroby serca;
– stwardnienie rozsiane (SM);
– stwardnienie zanikowe boczne (SLA);
– toczeń układowy i inne choroby zaliczane do tzw. „choróbautoimmunologicznych”;
– choroby nerek;
– przewlekłe zapalenie zatok i inne stany zapalne, nie tylko w obrębie głowy.
Swoje badania i wnioski Weston A. Price przedstawił w wydanej w 1923 roku dwutomowej pracy pt. „Dental Infections Oral & Systemic” (Infekcje stomatologiczne, ustne i doustrojowe) oraz „Dental Infections & the Degenerative Diseases (Infekcje stomatologiczne a choroby degeneracyjne).

Leczone kanałowo zęby są też przyczyną wielu przypadków raka. Udowodnił to niemiecki lekarz Josef Issels (1907-1998) – światowej sławy onkolog. Założył on w 1951 r. klinikę (Issels Integrative Immuno-Oncology), w której pacjenci nie byli truci chemio- i radioterapią. Prace Westona Price’a uświadomiły Isselsowi, że ogniskowe infekcje przy wypełnionych kanałach korzeniowych mogą być przyczyną raka. Potwierdziło się to w ciągu 40 lat jego pracy z 16000 chorych na nowotwory. Ponad 90% zgłaszających się do jego kliniki pacjentów miało od 2 do 10 martwych zębów! Leczenie zaczynało się od ich usunięcia. Działanie takie było najwyraźniej słuszne, gdyż szpital dr. Isselsa, stosujący nietoksyczne leczenie immunobiologiczne, wyróżniał się „długą historią całkowitych i długoterminowych remisji nowotworów zaawansowanych i standardowych nowotworów opornych na leczenie” (cytat ze strony Issels Immuno-Oncology) oraz całkowitym wyleczeniem lub znaczącą poprawą stanu zdrowia w przypadku przewlekłych chorób zwyrodnieniowych, takich jak toczeń układowy, zespół Sjogrena, reumatoidalne zapalenie stawów (RZS) i innych chorób tzw. autoimmunologicznych. Dr Issels napisał na ten temat książkę „Cancer: A Second Opinion” a niezwykłe rezultaty jego niekonwencjonalnego podejścia do „nieleczalnie” chorych można obejrzeć w postaci setek zdjęć i nagrań, które zgromadził i udostępnił. Centra immunoterapii dra Isselsa działają z powodzeniem do dzisiaj, a niemieckie firmy ubezpieczeniowe pokrywają nawet koszty leczenie swoich klientów w jego klinikach.
Ponieważ tak konwencjonalne leczenie nowotworów jak i kanałowe leczenie zębów są bardzo dochodowymi biznesami próbowano dr Issela oczernić, zdyskredytować i zniszczyć. Przez ponad 70 lat prace dra Isselsa były ignorowane, a sam dr Issels był ciągany po sądach, a Bawarska Izba Lekarska usiłowała mu odebrać prawo wykonywania zawodu (dzisiaj w Polsce podobnie jest np. w przypadku lek. med.  Huberta Czerniaka, a dr med. Jerzy Jaśkowski już to prawo stracił za głoszenie „herezji” na temat szczepień). Ostatecznie wszystkie zarzuty zostały oddalone, a klinika dra Isselsa uzyskała licencję. Słynny doktor został zaś zaproszony do pełnienia funkcji eksperta komisji rządu federalnego Niemiec ds. walki z rakiem.
Tak Josef Issels jak i Weston A. Price byli dyplomowanymi lekarzami. Nie można więc im zarzucić (jak np. inż. Jerzemu Ziębie), że są „szarlatanami bez wykształcenia medycznego, co jest ulubionym epitetem sprzedajnych pachołków Big Pharmy.

Dentyści zawsze byli świadomi, że wypełnione kanały korzeni zębowych mogą zrujnować zdrowie. Dlaczego więc się upierają przy leczeniu kanałowym? Dlatego, że przynosi ono największe zyski. Niedobrze byłoby gdyby pacjenci dowiedzieli się czym to grozi. Wtedy bowiem interes szybko się skończy. Dlatego żadnego leczenia kanałowego zębów. Jeśli dentysta mówi, że zęba nie da się już uratować i pozostaje tylko leczenie kanałowe to powiedzmy stanowczo „dziękuję, proszę mi wyrwać ten ząb.” Podobnie w przypadku gdy już mamy kanałowo leczony ząb – pozbyć się go. Nie ma sensu bowiem ryzykować poważnych chorób dla jednego zęba, a nawet kilku. Ja szczęśliwie tego problemu póki co nie mam (i mieć nie zamierzam bo mówię leczeniu kanałowemu nie), bo mam wszystkie swoje zęby zdrowe, żywe i tylko w kilku mam wypełnienie kompozytowe. Plomby amalgamatowe to bowiem kolejna potencjalna przyczyna wielu problemów zdrowotnych. O tym już jednak kiedy indziej.

Dla chcących zgłębić temat zgubnych skutków leczenia kanałowego zębów:
1) „Root Canal Cover up” (Tuszowanie sprawy kanału zębowego) – dr George Meinig (amerykański endodonta);
2) „Uninformed Consent: The Hidden Dangers in Dental Care (Nieświadoma zgoda: Ukryte niebezpieczeństwa w opiece dentystycznej) – dr Hal Huggins;
3) „The Secret Poison in Your Mouth: Banish the Hidden Cause of Cancer, Heart Disease and Arthritis” (Tajemnicza trucizna w twoich ustach: pozbądź się ukrytej przyczyny raka, choroby serca i zapalenia stawów) – M.L. Sarlin.

Więcej w artykule Barbary Kazany „Wpuszczeni w kanał”, miesięcznik „Zdrowie bez leków” październik 2019 r. str. 44-46.